Ja nie wiem co się dzieje, ale odnoszę wrażenie, że czas z każdym kolejnym rokiem upływa coraz szybciej. I z racji tego coraz częściej odnoszę wrażenie, że utknęłam w jakimś dniu świstaka, bo nie mam pojęcia, jak i kiedy to wszystko przelatuje… 🙂 Mam wrażenie, że budzę się w Sylwestra, zamykam oczy na chwilę, a kiedy je ponownie otwieram – jest kolejny 31 grudnia 🙂 Właśnie tak, jak poniżej:
Sylwester i Nowy Rok w mijających dwunastu miesiącach był wyjątkowo pracujący, bo spędziłam je w pięknych Pieninach, no ale w pracy. I było bardzo intensywnie. I pięknie. Wróciłam mega padnięta, ale to raczej było zwieńczenie intensywnych ostatnich tygodni, dlatego też padłam wyczerpując baterie. Przez kolejne 3,5 miesiąca nigdzie nie wyjechałam, poza Ostrowcem Św., gdzie odwiedziłam swoją rodzinę. Tak to siedziałam cały czas w Warszawie. To nie znaczy jednak, że z domu nie wychodziłam, bo byłam na wielu ciekawych sztukach teatralnych, wystawach, muzeach czy kinie. Tak trochę kulturalnie spędziłam ten czas, ale też były spotkania w gronie moich znajomych 🙂 Dopiero w połowie marca byłam gotowa pojechać siną w dal, z naładowanymi już bateriami (i nieco podbudowanym budżetem 🙂
To był rok spełniania marzeń i wychodzenia z własnej strefy komfortu. Spełniłam swoje największe podróżnicze marzenie – Egipt. Odkąd pamiętam fascynował mnie ten kraj, a jako mała dziewczynka chciałam być archeologiem-poszukiwaczem przygód, tak jak Indiana Jones, ale tylko w Egipcie 🙂 Obcowanie z tymi wszystkimi skarbami starożytności było niesamowitym doświadczeniem, za które jestem bardzo wdzięczna 🙂 Drugim spełnionym marzeniem był udział w hiszpańskim Święcie Ognia (Las Fallas) w Walencji. Co najmniej od 2016 roku chciałam pojechać i zobaczyć, jak Hiszpanie świętują, co opisałam w tym poście. No cóż, przybyłam, zobaczyłam i… więcej nie pojadę. Takie spędy (pijanych) ludzi w jednym miejscu plus zabawa ogniem to nie jest dobre połączenie. Chyba się już zestarzałam, bo przebywanie pośród takich dzikich tłumów już mnie nie bawi. Chociaż cieszę się, że mam to doświadczenie za sobą, było ciekawe i pouczające. Kolejnym spełnionym marzeniem, a zarazem pewnym etapem wychodzenia ze strefy komfortu jest przejście Caminito del Rey. Ta wąska, drewniana ścieżka zawieszona nad wąwozem może przyprawić o gęsią skórkę. Nie jest to odpowiednie miejsce dla ludzi z lękiem wysokości i klaustrofobią, a ja jestem taka osobą 🙂 I to właśnie jest przekraczanie własnych granic, które od jakiegoś czasu powolutku praktykuję. Innym, dość niespodziewanym wydarzeniem, było wzięcie udziału w… Oktoberfeście. Nigdy o tym nawet nie myślałam i zupełnie przypadkowo się tam znalazłam, zastanawiając się, co ja tutaj robię. No bo to w końcu też jest spęd wielu pijanych ludzi w jednym miejscu. I tutaj – dla odmiany – zaskoczyłam siebie samą i nawet dobrze bawiłam! Super atmosfera, świetni przypadkowo poznani ludzie przy stoliku i dobre piwo 🙂 Co więcej, chcę tam wrócić po więcej, może w następnym roku? 🙂 Innym nietypowym wydarzeniem tego roku były prawdziwe słowiańskie Wianki u Biebrzańskiej Wiedźmy. Taplanie w błocie, kąpanie w rzece, wyplatanie własnych wianków i robienie motanek, przepowiednie, bieganie boso po łące, rzucanie wianków nad rzeką w nocy z pochodniami, spanie w stodole – nie powiem, klimat iście starosłowiański 🙂
W tym roku miałam też w planach skończyć Koronę Gór Polski. I jak to z planami bywa – życie je mocno weryfikuje 🙂 Nie mam jakiegoś specjalnego ciśnienia, żeby bić jakieś rekordy i coś udowadniać, robiąc na siłę. Ta przygoda miała być przede wszystkim przyjemnością, przełamywaniem własnych barier i nauką odpuszczania. Siadła mi też trochę kondycja i nieco posypało zdrowie, dlatego nie chciałam za wszelką cenę się zajechać. Nie mniej jednak udało mi się zdobyć 7 szczytów, a na przyszły rok zostawiłam sobie ostatnie 4, cobym się za bardzo nie nudziła 😉 A gdzie udało mi się wdrapać w tym roku?
- Gorce – Turbacz – 1310 m n.p.m.
- Beskid Wyspowy – Mogielica – 1170 m n.p.m
- Beskid Makowski – Lubomir 912 m n.p.m.
- Karkonosze – Śnieżka – 1602 m n.p.m.
- Beskid Żywiecki – Babia Góra – 1725 m n.p.m.
- Góry Orlickie – Orlica – 1084 m n.p.m.
- Góry Bystrzyckie – Jagodna – 977 m n.p.m.
Po latach przerwy wróciłam do nauki języka hiszpańskiego. Planowałam to od dłuższego czasu, ale nie mogłam się przemóc. W końcu zrobiłam to i jestem zaskoczona, że po tak długim czasie tyle pamiętam! Może jeszcze nie wszystko stracone i jest nadzieja, że będę się komunikować w języku hiszpańskim 🙂 W międzyczasie zainwestowałam w siebie i zrobiłam trochę kursów, zobaczymy czy je wykorzystam w swoim żywocie 🙂
Ten rok obfitował w wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych. Kino, teatry, wystawy, koncerty. No właśnie o tych ostatnich chciałam trochę napisać. Udało mi się uczestniczyć w trzech wielkich widowiskach. Po 5 latach na warszawską scenę powróciła królowa – Beyonce. Co prawda nie jestem jej psychofanką tak jak kiedyś, ale musiałam pójść na ten koncert. To mój trzeci warszawski koncert Queen Bee i przyznam otwarcie, że najgorszy. Fakt, że promowała swoją najnowsza płytę, za którą ja specjalnie nie przepadam, to nie zaśpiewała wiele swoich przebojów. Mimo wszystko przyznam, że zrobiła kapitalne show w swoim stylu. Drugim wielkim dla mnie wielkim widowiskiem był koncert Pink. Uwielbiam ją od wczesnej młodości i nic się nie zmieniło. Pink jest niesamowita, na żywo śpiewa lepiej niż na płytach, a atmosfera, którą stworzyła na scenie była niesamowita. No i oczywiście fantastyczne widowisko, ale Pink zawsze robi niesamowite zamieszanie 🙂 No i na koniec po raz pierwszy byłam na koncercie mojej nowej miłości – Imagine Dragons. Chłopaki są niesamowici, energia którą dali publiczności wystrzeliła niemal w kosmos. Kolejny koncert życia ❤ Tylko smuteczek pozostał, bo wokalista wystąpił w koszulce, a nie bez – tak, jak to zazwyczaj robi. No działo się 🙂 Przeczytałam też masę ciekawych książek, recenzje których możecie poczytać na blogu 🙂
Odwiedziłam łącznie 8 krajów (Hiszpania, Holandia, Niemcy, Czechy, Słowenia), w tym 3 nowe: Egipt, Finlandia i Armenia. Egipt bardzo długo był numerem 1 na mojej podróżniczej liście marzeń i od lat pragnęłam, żeby w końcu zobaczyć piramidy i – jak się w trakcie okazało – wiele innych starożytnych zabytków. Za pomocą jednej dobrej duszyczki udało się to zrobić i jestem przeszczęśliwa 🙂 Fajnie jest spełniać własne marzenia, lubię to uczucie. Armenia może nie była w moich top kierunkach, ale planowałam wizytę tam od co najmniej 3 lat, jednak covid kilkukrotnie weryfikował moje plany. W końcu udało mi się tam zawitać i cieszę się bardzo, to był mój ostatni kraj na Kaukazie 🙂 Jakie było moje pozytywne zaskoczenie podróżnicze? To Alicante. To miało być miasto tranzytowe, bo moim celem docelowym była Walencja i wspomniane Las Fallas. Sądziłam, że jakieś tam Alicante będzie nijakie i wynudzę się tam jak mops. A tu taka niespodzianka, bo to świetne miasto jest 🙂 Z kolei Finlandia to jedno wielkie rozczarowanie. Nie planowałam tam jechać w najbliższym czasie, ale siostra namówiła mnie na wizytę w Dolinie Muminków (parku rozrywki) w Naantali. Przyznaję, ze był to lekki niewypał, bo to atrakcja typowo pod małe dzieci zrobiona, w przeciwieństwie do maltańskiej Popye Village. Z kolei Helsinki to przyjemne i czyste miasto, ale za to drogie i… mega nudne. O Hiszpanii nie będę się (tym razem) rozpisywać, bo ja zawsze chętnie tam pojawiam i świetnie bawię. Słowenię lubiłam bardzo, ale po tylu wizytach w tym kraju już mam przesyt. Czechy są bliskie mojemu sercu, więc tam też zawsze chętnie jeżdżę. Fajnie było powrócić po latach do Amsterdamu, ale co do reszty tamtejszych miast mam niedosyt, więc muszę kiedyś zaplanować wyjazd na spokojnie, a nie ekspresowe zwiedzanie po łebkach. Za Niemcami średnio przepadam, chociaż wycieczka po Bawarii zaczęła mnie przekonywać do naszego zachodniego sąsiada. Sielskie krajobrazy, ośnieżone góry w tle i zameczki sprawiają, że chce mi się znowu jechać do Niemiec 🙂 Powróciłam też do Berlina. Uff, aż mnie wzdryga na samą myśl…. Po poprzedniej wizycie chciałam odczarować stolicę Niemiec, ale jeszcze bardziej się zraziłam i prędko tam nie zawitam, o ile kiedykolwiek. No dobra, może za 14 lat, jak ponownie otworzą Muzeum Pergamońskie. Poza tym podróżowałam też trochę po Polsce, buszowałam po zamkach i pałacach, także swoje rodzime tereny odkrywałam na nowo. I też było mega fajnie 🙂
A jak konkretnie wygląda w tym roku moja lista podróżnicza? Całkiem nieźle, przyznaję 🙂
Pieniny, Wrocław, Puławy, Zamek w Janowcu, Hiszpania (Alicante, Walencja, Calpe, Villajoyosa, Benidorm, Altea), Gorce, Góry Kamienne, Beskid Wyspowy, Beskid Makowski, Holandia (Amsterdam, Rotterdam, Haga, Delft, Harleem, Kaukenhof), dwa razy Słowenia (Lublana, Jezioro Bled, Jaskinia Postojna, Piran, Jezioro Bohinj, Vogel, Kranska Gora, Skofija Loka), Karkonosze, Egipt (Abu Simbel, Asuan, Dolina Królów, Edfu, File, Giza, Hurgada, Kair, Karnak, Kom Ombo, Luksor), Zamek w Gołuchowie, Uniejów, Stare Bajki, Tykocin, Finlandia (Turku, Naantali, Helsinki), Toruń, Beskid Żywiecki, Zamek w Tenczynie, Lanckorona, Zamek w Liwie, Olkusz, Jaworzno, Zamek Pilcza w Smoleniu, Armenia (Amberd Fortress, Echmiadzin, Erywań, Garni, Geghard, Jezioro Sewan, Khor Virap, Novarank, Tatev, Zwartnos), Góry Orlickie, Góry Kamienne, Czechy (Mikulov, Lednice, Morawski Kras, Brno, Pavlov, Valtic, Ołomuniec), Niemcy (Monachium, Zugspitze, Garmisch-Partenkirchen, Wąwóz Partnach, Schwangau, Hochenschangau, Fussen, Reutte), Niemcy (Berlin), Nowa Słupia, Hiszpania (Malaga, Caminito del Rey, Torcal de Antequerra, Osuna, Benalmadena, Torremolinos, Sewilla, Kadyks), Zamek w Oporowie, Kutno, Poznań.
A czego sobie oczekuję w Nowym Roku? Niczego 🙂 Już dawno temu przestałam czegokolwiek, od kogokolwiek oczekiwać. Czasami, kiedy do czegoś uparcie dążę, wszechświat daje mi nauczkę, że jednak za dużo chcę. Także powoli odpuszczam sobie pewne rzeczy. I ludzi. Nadal mam zamiar pracować nad sobą i wychodzeniem ze strefy komfortu. Muszę też przede wszystkim zadbać o siebie, bo okazuje się, że jednak nie jestem niezniszczalna, a zdrowie nie jest dane na zawsze 🙂 Dlatego muszę nieco przystopować i zainwestować więcej w swoje zdrowie. Oczywiście mam dużo planów podróżniczych na nadchodzący rok, a nawet kilka bardzo ambitnych, ale zobaczymy jak wyjdzie. Może się okazać, że w ogóle nigdzie nie pojadę 🙂 Także – zero oczekiwań.
Życzę Wam w Nowym Roku spokoju i zdrowia, bo bez niego nic nie podziałamy 🙂
2023 – dziękuję za spełnione marzenia, 2024 – co przyniesiesz dobrego?
Standardowa migawka z ostatnich 12 miesięcy 🙂




Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu. Powtórka z polskiej historii i literatury


Muzeum Gry i Komputerów Minionej Ery we Wrocławiu. Powrót do beztroskich lat dzieciństwa




Wystawa Save the Planet – Ocalmy Planetę w Warszawie. Multisensoryczne doznania z ważnym przesłaniem

Pasion de Buena Vista – gorące kubańskie rytmy w kraju nad Wisłą






































Dolina Królów. Z wizytą w podziemnej krainie egipskich faraonów




Egipt w pigułce. Co koniecznie trzeba zobaczyć w Kraju Faraonów?



























Dom Mikołaja Kopernika w Toruniu. Z wizytą w domu wybitnego Polaka

























Armenia monasterami zbudowana. Subiektywny ranking armeńskich świątyń






















Park Legend w Nowej Słupi. Dziedzictwo Gór Świętokrzyskich w jednym miejscu


















Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.


