Lene Wold „Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę”

Czym w dzisiejszych czasach jest miłość? Czy można ją zdefiniować jednym słowem? Przecież nie da się wybrać, kogo kochamy a kogo nie. Nie mamy wpływu na to, czy kochamy kobietę czy mężczyznę, tacy po prostu jesteśmy. Natomiast w Jordanii można, a nawet trzeba rozważnie lokować własne uczucia. W kraju, który szczyci się, że jest proeuropejski, liberalny, otwarty i tolerancyjny, dzieją się bestialskie rzeczy. Lena Wold w swojej książce „Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę” opowiada historię miłosnego trójkąta Rahmana, Aiszy i Aminy , która skończyła się tragicznie.

Rahman to postępowy i nowoczesny muzułmanin, który nawet nie wymagał od swoich córek noszenia hidżabu. Aisza i Amina to siostry, które były niemalże nierozłączne, zawsze wszędzie razem chodziły i wszystko robiły razem. Ich życie zmieniło się w momencie, w którym do ich domu zawitała Maram. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Aisza zapłaciła życiem za to, że zakochała się w innej kobiecie. Seks pozamałżeński oraz homoseksualizm to w religii muzułmańskiej największe przestępstwa przynoszące hańbę całej rodzinie. Natomiast zbrodnią Amina było to, że ukrywała prawdę o swojej siostrze. Jedynym sposobem na przywrócenie utraconego honoru jest zabójstwo niepokornych córek. Jakimś cudem młodszej córce udało się ująć z życiem, ale teraz musi ukrywać się z dala od swojego rodzinnego domu.

Lena jest norweską dziennikarką śledczą. Napisała tę książkę z trzech perspektyw: kata, ofiary i obserwatora. Jak sama mówi, początkowo miała to być wyłącznie historia Aminy, jednak by w móc zrozumieć temat, musiała spotkać się i porozmawiać z Rahmanem. Zależało jej, aby była to obiektywna opowieść, chociaż trudno w takiej sytuacji zachować jakikolwiek obiektywizm. Chciała wiedzieć, jakie uczucia kierują ojcem, który w imię honoru zmuszony jest zabić własne córki. Lena pracowała nad tą książką ponad 4 lata, kilkukrotnie przyjeżdżając do Jordanii, rozmawiając z wieloma ludźmi, wielokrotnie ryzykując własne życie, zgłębiając tamtejsze prawo oraz poznając prawdy głoszone przez Koran. Niejednokrotnie spotkała się z samym Rahmanem, by poznać tragiczną historię jego rodziny. Jednak tylko raz udało jej się spotkać i porozmawiać z Aminą, ukrytą gdzieś daleko w bezkresach pustyni Wadi Rum.

Swego czasu naczytałam się wielu historii kobiet, które skazane były na śmierć z rąk najbliższych, na jednak jakimś cudem udało im się przeżyć. Było to wówczas jedno z zagadnień mojej pracy licencjackiej. Szerzej o tym bestialskim obyczaju pisałam tutaj.To, co mną tym razem głęboko wstrząsnęło to fakt, że takie okrutne rzeczy nadal dzieją się w XXI-wiecznej Jordanii – w kraju, który nie tak dawno temu sama odwiedziłam. Byłam w tych wszystkich miejscach, o których pisze Lena. To, co mnie tam wtedy urzekło to oczywiście zjawiskowa Petra, cudowna pustynia Wadi Rum, ale także gościnność i przyjazne nastawienie mieszkańców tego kraju. Jak widać świetnie zachowane są tam pozory. Nigdy nie przypuszczałabym, że w kraju, który aspiruje do tego, by być europejski i jest oazą spokoju na Bliskim Wschodzie, nadal praktykuje bestialski obyczaj, jakim jest honorowe morderstwo kobiet. Szok i niedowierzanie. „Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę” to wstrząsająca historia nie tylko Aminy i jej siostry, ale także o sytuacji wszystkich jordańskich kobiet.

 

Za książkę dziękuję:

Souad Mekhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”

Mówią, że wojna nie ma nic wspólnego z kobietami, tak samo jak „prawdziwe” dziennikarstwo. A przecież największymi ofiarami każdej wojny są przecież kobiety. Souad Mekhennet jest pierwszą dziennikarką zachodnich mediów, której udało się wrócić zza linii dżihadu. Dokonała niemożliwego i dowiodła, że w męskim świecie wojny i informacji jest miejsce dla kobiet.

Souad Mekhennet to niemiecka dziennikarka muzułmańskiego pochodzenia. Jako córka Marokańczyka (sunnity) oraz Turczynki (szyitki) nigdy nie miała łatwo w życiu. Żyjąc w niemieckim społeczeństwie jako potomkini emigrantów zawsze była dyskryminowana. Ja sama twierdzi, zdecydowała się zostać dziennikarką, by głosić prawdę. Już jako studentka i początkująca stażystka miała pod górkę, ponieważ nie jest „niemiecką Niemką”. Ludzie z branży ostrzegali ją, że z jej pochodzeniem i nazwiskiem nie uda jej się zagrzać miejsca na tym stanowisku i lepiej, żeby od razu zrezygnowała. Souad się nie poddała i z uporem udowodniała, że rzetelnie i obiektywnie potrafi opracować dany temat. Po zamachach z 11 września na Stany Zjednoczone postanowiła, że zacznie zgłębiać ten temat. Chciała zrozumieć, dlaczego na świecie dzieją się tak okrutne rzeczy oraz dotrzeć do źródła współczesnego dżihadu.

Souad odbyła tysiące rozmów i przeprowadziła mnóstwo wywiadów. Nie wahała się jechać w najbardziej niebezpieczne rejony świata, by zrozumieć, co się tam dzieje. W swojej książce dziennikarka dokładnie analizuje najważniejsze wydarzenia ostatnich lat. Już jako mała dziewczynka bacznie śledziła doniesienia z okupowanej Bośni, z przejęciem oglądała informacje o zamachu na World Trade Center, po wkroczeniu amerykańskich wojsk do Iraku – już jako dziennikarka – pojechała na miejsce, by z pierwszego rzędu informować o wydarzeniach. Potem dotarła do państw Afryki Północnej, kiedy ziemiami tymi zatrzęsła Arabska Wiosna, nie wahała się pojechać do bombardowanej Syrii i bacznie obserwowała narodziny samozwańczego Państwa Islamskiego. Relacjonowała także skutki zamachów we Francji, Belgii czy Niemczech. W tych ostatnich doznała osobistej straty.

„Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu” to obszerna, bezstronna i rzetelna relacja z samego środka punktów zapalnych na świecie. Była to długa, trudna i niebezpieczna droga, by ta książka w ogóle powstała. Souad dotarła do źródeł konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie – odwiedziła wszystkie tereny, w których toczył się lub nadal się toczy się konflikt zbrojny, między innymi Afganistan, Jordania, Iran, Pakistan czy Syria. Przeprowadziła setki wywiadów – także z niebezpiecznymi członkami Al-Kaidy czy ISIS, wielokrotnie ryzykując własne życie.  „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu” nie jest ostrzeżeniem przed islamskim fanatyzmem. To swoista analiza problematyki globalnego dżihadu. Souad to niezwykle odważna kobieta, która nie bała się dotrzeć do prawdziwego piekła na ziemi, by poznać prawdę i w subiektywny sposób się nią podzielić.

 

Za książkę dziękuję:

Marcin Margielewski „Zaginione arabskie księżniczki”

Zjednoczone Emiraty Arabski, Arabia Saudyjska czy inne kraje Półwyspu Arabskiego wydają się być idealnym rajem wakacyjnym. Ta część świata otwiera się i robi się coraz bardziej popularna pośród spragnionych wrażeń turystów. Jednak okazuje się, że to wcale nie taki raj na ziemi, a przynajmniej nie dla tamtejszych kobiet, niezależnie od tego, czy to arabska księżniczka, czy „zwykła śmiertelniczka”. Bliski Wschód to nie jest dobre miejsce dla kobiet.

Marcin Margielewski przez 10 lat podróżował, mieszkając między innymi w Wielkiej Brytanii, Kuwejcie, Dubaju i Arabii Saudyjskiej. Jest autorem dwóch bestsellerowych książek „Jak podrywają szejkowie” oraz „Była arabską stewardesą”. Teraz wydał kolejną, w której ujawnia prawdę o arabskich księżniczkach, o których świat miał zapomnieć, że kiedykolwiek istniały.

Marcin Margielewski poznał człowieka, który przez większość swojego życia pracował na dworach saudyjskich władców. O tym, co widział, wszystko zostało zapisane na kartach tej książki. To historia księżniczek, które decyzjom swoich ojców, braci i mężów, czyli najbogatszych mężczyzn świata, zostały skazane na to, by świat o nich zapomniał. w XXI wieku, w rzekomo cywilizowanym i zeuropeizowanym kraju bez śladu znikają kobiety, co gorsze – księżniczki, o które nikt nie pyta których nikt nie szuka. Zupełnie jakby rozpłynęły się w powietrzu, zniknęły z powierzchni ziemi, nigdy nie istniały.

Kobiety w kulturze islamskiej nie mają nic do powiedzenia. Przychodzą na świat jako te niechciane istoty, które mają jedynie usługiwać mężczyznom oraz rodzić im gromadkę dzieci. Nie ważne, czy urodziły się w biednej rodzinie w saudyjskiej wsi czy na dworze królewskim – czeka je ten sam los. Z tym wyjątkiem, że arabskie księżniczki mieszkają w luksusowych pałacach ociekających złotem. Nie zmienia to faktu, że to jedynie otoczka, zachowanie pozorów, bo tak naprawdę żyją w złotej klatce, a o ich honor bają ojcowie, mężowie i bracia. Zwykły człowiek nie ma do nich dostępu. otoczone przez ochronę i opiekunów, pozornie wiodą baśniowe życie. Arabskie księżniczki spełniają (prawie) wszystkie swoje zachcianki, za niewyobrażalnie duże pieniądze. I tutaj znajduje się haczyk – muszą być bezwzględnie oddane i podporządkowane mężczyznom. Gorzej dla nich, jeśli któregoś dnia postanowią się sprzeciwić…

Marcin Margielewski opisuje historie kilku arabskich księżniczek, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły z powierzchni ziemi. Co gorsza – nikt ich nie poszukiwał i nawet nie zainteresował się ich zniknięciem. „Zaginione arabskie księżniczki” to wstrząsająca powieść, oparta na prawdziwych wydarzeniach. Talal, rozmówca pisarza z wielkim bólem serca i ściskiem w gardle opowiada o masakrycznych wydarzeniach, które rozgrywały się za pałacowymi murami. Chociaż wiedział, że może przez to zginąć, postanowił zaryzykować, by świat się dowiedział, co tak naprawdę dzieje się z kobietami w Arabii Saudyjskiej oraz innych krajach Bliskiego Wschodu. Książkę czyta się z zapartym tchem, ale dla ludzi o mocnych nerwach.

Jeśli interesuje Was tego typu tematyka, polecam również te książki:

Za książkę dziękuję:

Nadia Hashimi, „Afgańska perła”

afganskaperlabiext29827556To historia dwóch kobiet, niezwykłych kobiet, które wbrew obowiązującym zasadom zmieniły swoje przeznaczenie.

Shakibę i Rahimę dzielą pokolenia – pierwsza jest prababką tej drugiej. Chociaż obie kobiety żyją w Afganistanie w zupełnie innych czasach, ich historia jest bardzo podobna. Shakiba została bardzo skrzywdzona przez los. Gdy była małą dziewczynką, jej twarz została oszpecona, przez co jej życie stało się koszmarem. Wytykana palcami i wyśmiewana przez rówieśników, sąsiadów a nawet najbliższą rodzinę nie miała łatwo. Poza tym, będąc kilkunastoletnią dziewczynką pochowała swoją matkę oraz rodzeństwo, którzy padli ofiarą panującej epidemii. Zamieszkała z coraz słabszym ojcem, któremu zastępowała upragnionego syna. Rahima miała same siostry, w związku z czym rodzice bardzo ubolewali, że nie udało im się spłodzić syna. Rahima i jej siostry miały szansę na naukę tylko i wyłącznie za sprawą ekscentrycznej i upartej ciotki. W afgańskim społeczeństwie znacznie większe szanse na zdobycie wykształcenia mają chłopcy i dlatego też większą wagę przywiązuje się do ich nauki. Niestety dziewczęta, a później kobiety nie maja żadnego (albo znikomy) wpływu na podejmowanie jakichkolwiek decyzji. W społeczeństwie muzułmańskim to chłopcy cieszą się większymi przywilejami i prawami. Dlatego też, dla ciekawej świata Rahimy decyzja matki o ogoleniu głowy i przebraniu w chłopięce ubrania była sporym zaskoczeniem. Jednak bardzo się ucieszyła, kiedy otrzymała nowe imię Rahim, które pozwalało jej na znacznie więcej, niż jej siostrom.

Chociaż czas rozdzielił obie kobiety, Shakiba i Rahima nie czekają biernie na swoje przeznaczenie. Mimo wielu trudności i wyzwań obie panie same decydują o swoim losie i chociaż mają tak niewiele możliwości, nie poddają się. Co więcej, walczą z niesprawiedliwością społeczną i starają się udowodnić swoja wartość – pomimo, że muszą to robić w męskim wcieleniu.

Nadia Hashimi w swojej książce ukazała wstrząsający portret afgańskich kobiet. Nie jest to moja pierwsza przeczytana książka ocierająca się o ten delikatny temat. Doskonale zdawałam sobie sprawę, jak wygląda życie współczesnych muzułmańskich kobiet, jednak mimo wszystko „Afgańska perła” mną wstrząsnęła. Według islamskiej tradycji, jakiekolwiek kobiece prawa są nic nie warte, natomiast przedstawicielki płci pięknej zepchnięte zostają do roli nic nieznaczącego przedmiotu, którego zadaniem jest rodzenie dzieci (a konkretniej chłopców) oraz zaspokajanie wszystkich potrzeb małżonka. Jest to również powieść o trudnych relacja między samymi kobietami, które żyją w ciągłym strachy przed przyszłością. Na każdym kroku muszą walczyć o przetrwanie zarówno swoje, jak i własnego potomstwa. Nierzadko uciekają się do podstępu, intryg, wzajemnej niechęci i rywalizacji, niekiedy nawet okrutnej w skutkach.

Lektura „Afgańskiej perły” wstrząśnie czytelnikiem niejednokrotnie. Jednak warto sięgać po książki dotyczące beznadziejnej sytuacji muzułmańskich kobiet, stłamszonej przez okrutne tradycje religii islamskiej, póki co bez szans na poprawę. Tego typu lektury otwierają oczy na sytuację ludzi z innych kręgów kulturowych i religijnych. Gorąco polecam książkę Nadii Hashimi nie tylko ze względu na mocny przekaz, ale przede wszystkim po to, by dowiedzieć się prawdy. „Afgańska perła” to powieść dla wymagających, którzy szukają czegoś więcej, niż tylko łatwej i przyjemnej rozrywki.

http://dlalejdis.pl/artykuly/afganska_perla_recenzja

Irshad Manji „Kłopot z islamem”

Klopot-z-islamem_Irshad-Manji,images_product,28,83-60279-01-2Irshad Manji jest połączeniem intelektualistki, kontrowersyjnej feministki, pyskatej dziennikarki CNN o ciętym i ostrym języku, a na dodatek lesbijką z włosami ostrzyżonymi na jeża. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że poza tym jest praktykującą… muzułmanką! Istniej mnóstwo powodów, dla których islamscy ekstremiści nienawidzą jej za całego serca i grożą śmiercią, ale dla postępujących młodych muzułmanów jest niekwestionowaną idolką.

Autorka „Kłopotu z islamem” jest muzułmańską Kanadyjką z indyjskimi korzeniami. Jej historia jest bardzo burzliwa – w 1972 roku wraz z rodziną ucieka z Ugandy przed okrutnymi rządami Idima Amina Dady. Los zaprowadził ich aż do kanadyjskiego Vancouver. Dzieciństwo spędziła na pilnej nauce w domu kochającej matki i brutalnego ojca. Potem przyszła kolej na college ukończony z wyróżnieniem i muzułmańska medresę, skąd usunięto ją za obrazoburcze pytania. Religia była dla niej zbyt ważna, by się od niej odwrócić. Dlatego też zaczęła studiować język arabski i Koran odkrywając z zachwytem w XII-wiecznej Hiszpanii liberalnego i feministycznego filozofa muzułmańskiego Awerroesa Ibn Ruszda i odnajdując sury głoszące pochwałę tolerancji, pluralizmu poglądów i wolności jednostki – dokładne przeciwieństwo tego, co wpajają fundamentaliści, którzy przywłaszczyli sobie świętą księgę islamu.

Mało która kobieta ma odwagę głośno i śmiało krytykować islam, a wydanie książki-pamfletu w formie listu otwartego do „sióstr i braci muzułmanów” jest wyczynem godnym podziwu. Irshad otwarcie podziwia i wspiera Izrael oraz pochwala amerykański atak na Saddama Husajna. A co więcej – ośmiela się głośno krytykować islam. Nawołuje do radykalnych zmian na miarę współczesnej epoki oraz namawia muzułmanów, aby dołączyli do niej i nie bali się myśleć krytycznie, a przede wszystkim samodzielnie. Na długo przed napisaniem swojej książki, Irshad buntowała się przeciwko terroryzmowi i łamaniu praw człowieka w imię Koranu. Od dawna budziła się w niej wściekłość dotycząca tyranii muzułmańskich rządów względem kobiet. Któregoś dnia musiała stanowczo zaprotestować domagając się krytycznej interpretacji świętych tekstów.

Chociaż „Kłopot z islamem” odniósł spektakularny sukces w Ameryce, Europie, w Izraelu, Brazylii i w Australii. Przez to mnożą się fatwy i groźby śmierci pod adresem wojującej dziennikarki. Natomiast imam Vancouveru nazwał ją przestępczynią groźniejszą od Osamy bin Ladena… Ale nie zraża to autorki, wręcz przeciwnie – nadal podróżuje, apeluje i walczy. Występuje w międzynarodowej prasie, ujawnia prześladowania obrońców otwartego, liberalnego islamu, wypowiada się na każdy temat, który obraża dumę muzułmanów: globalizacji, konfliktu palestyńsko-izraelskiego, honorowych zabójstw, równych praw dla kobiet i mężczyzn. Można rzec, że feministka igra z ogniem i kusi los. Doskonale przeczuwała, że bezpośredni język, jakim zwraca się do czytelnika, i jej apele, by skończyć z totalitaryzmem głównego nurtu islamu, wywołają gromy ze strony konserwatystów. Wiedziała też, że oskarżą ją o niekompetencję, herezję, zdradę i że najostrzejsze ataki spotkają ją ze strony wspólnoty islamskiej, tej samej, którą chce wyzwolić. Groźby i fatwy słyszy każdego dnia i są dla niej na porządku dziennym. Jednak Irshad Manji chce udowodnić młodym muzułmanom i uświadomić ich, że islam pozwala bronić wartości, jaką jest wolność, i że dopuszcza odmienne opinie niż te, które słyszą z ust islamistów. Nawołuje muzułmanów, aby dołączyli do niej i nie bali się myśleć krytycznie.

Osobiście podziwiam Irshad za to, że otwarcie i głośno głosi swoje przekonania i wartości. Niewiele jest osób, które w obecnych czasach zdecydowały się w taki sposób krytykować islam. Co więcej, dziennikarka nie przestraszyła się gróźb skierowanych pod jej adresem, i nadal uparcie trwa w swoich wartościach, łamiąc panujące wokół konwenanse. Dla wielu młodych kobiet wyznających islam, Irshad jest uosobieniem odwagi i siły moralnej. Jak widać, można być praktykującą muzułmanką, jednocześnie mieć zdrowe podejście do swojej religii. Cieszę się, że książka „Kłopot z islamem” trafiła w moje ręce. Jeśli ktoś chciałby poczytać o islamie i spojrzeć na niego z innej perspektywy, ta książka jest oczyszczająca, napisana w uniesieniu, z ogniem i erudycji. Polecam!

Za książkę dziękuję:

logo

Przedstawiam wam Malalę

Muszę przyznać, że na tę książkę długo Obrazekczekałam. Byłam ciekawa historii tej niezwykłej pakistańskiej dziewczynki. „To ja, Malala” nie jest tylko biografią, przede wszystkim przybliża nam kulturę, w której żyje główna bohaterka. Jest to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć islam i jego tradycje.

Malala urodziła się w Pakistanie, wtedy jeszcze wolnym i pięknym. Mieszkała w państwie, w którym kobiety mogły się uczyć, a rzesze turystów podziwiały jego piękno. Nie przyszło jej do głowy, że któregoś dnia cały jej świat obróci się do góry nogami. Wystarczyło, aby jeden samozwańczy kaznodzieja, zrobił pranie mózgu mieszkańcom za pomocą codziennych audycji radiowych. Dzień w dzień kładł ludziom do głowy różne głupoty, a ci niestety w nie wierzyli. Poniekąd to przez niego talibowie doszli do władzy zastraszając swoje społeczeństwo.

Pakistańska bohaterka opowiada o swoim dzieciństwie: chodzeniu do szkoły, rywalizowaniu z rówieśniczkami czy wypowiadaniu się społecznie na różne tematy. Był to beztroski okres w jej życiu. Oczywiście taki stan rzeczy nie spodobał się talibom, dlatego postanowili zrównać z ziemią wszystkie dziewczęce szkoły, a tych którzy nie przestrzegali ich reguł zastraszać i terroryzować. Gdy 15-letnia dziewczynka sprzeciwiła się ich woli, postanowili ją zlikwidować. W drodze powrotnej ze szkoły postrzelono ją w głowę z bliskiej odległości i wydawało się, że nie przeżyje…

Dziewczynka tłumaczy czym jest islam, pokazuje jego inne oblicze. Otwarcie mówi, że muzułmanin nie równa się terroryście, zaś zwykli wyznawcy żyją pod dyktando radykałów-oszołomów błędnie interpretujących słowa Koranu. Oczywiście nie oczernia swoich rodaków, gdyż sama jest gorliwą wyznawczynią tej religii. Nie jest to przede wszystkim książka wyłącznie o życiu Malali, ale również obrazuje skomplikowaną sytuację polityczną Pakistanu. Może właśnie dzięki niej, oczy całego świata będą zwrócone w kierunku tego kraju.

Obrazek

Obrazek

Malala Yousafzai za swoją odwagę i działalność została uhonorowana pakistańską National Peace Prize w 2011 oraz International Children’s Peace Prize w 2013 roku. Trafiła na listę kandydatów do tytułu Człowieka Roku magazynu „Time” i otrzymała wiele innych nagród. Prowadzi Fundację Malala na rzecz powszechnego dostępu do edukacji, promującą lokalne programy oświatowe i wspierającą ogólnoświatową  działalność na rzecz walki z analfabetyzmem. „To ja, Malala” to opowieść o tym, jak 15-letnia dziewczynka odważyła się sprzeciwić talibom, którzy przejęli kontrolę nad doliną Swat w Pakistanie. Nastoletnia Malala Yousafzai walczyła o swoje prawo do nauki. Zapłaciła za to najwyższą cenę. Gdy wracała ze szkoły, postrzelono ją w głowę. Wydawało się, że nie przeżyje. Tymczasem… wyzdrowiała i stała się symbolem pokojowego protestu i najmłodszą w historii kandydatką do Pokojowej Nagrody Nobla.

W imię Allaha…

Kilka tygodni temu pisałam o muzułmańskich kobietach, ich obyczajach, nakazach i zakazach, a także o okrutnym rytuale obrzezania oraz honorowych morderstwach. Chciałam polecić Wam kilka książek o tej tematyce, które wstrząsnęły mną dogłębnie.

Nonie Darwish „Okrucieństwo w majestacie prawa. Prześladowanie kobiet w świecie Islamu”

Obrazek

Autorka tej książki urodziła się i przez ponad 30 lat mieszkała w muzułmańskim kraju. Całe jej życie podporządkowane było surowemu prawu szariatu, które jest esencją muzułmańskiego życia i kultury. Zwolennicy szariatu mają na celu wprowadzenie go nie tylko w krajach muzułmańskich – planują ekspansję we wszystkich krajach świata. Nonie Darwish porzuciła Islam i w swojej książce ostro krytykuje swoją dawną religię, dlatego też grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Pisarka ujawnia fakty i globalne zagrożenie jakie niesie ze sobą prawo szariatu. Darwish ostrzega, że jeżeli szeroko nie otworzymy oczu i nie zaczniemy działać, to niebawem koszmar opisany w tej książce może się spełnić. Jeżeli do tego dojdzie, cała cywilizacja zachodu i jej zdobycze na zawsze przepadną.

Jacky Trevane „Fatwa. Życie w nieustannym zagrożeniu”

Obrazek

Poruszająca historia namiętności, która przerodziła się w piekło. Młoda Angielka Jacky spędza wakacje w Kairze. Tutaj poznaje Omara – przystojnego Egipcjanina, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Mimo sprzeciwów rodziny, przed wyjazdem do Anglii, wychodzi za niego za mąż. Po krótkiej rozłące wraca do Kairu pełna nadziei i planów na przyszłość. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna niż jej wyobrażenia. Nieprzystosowana do życia w arabskiej kulturze przez sześć następnych lat przeżywa fizyczne i psychiczne upokorzenia. W końcu Jacky postanawia uciec od egipskiego koszmaru wraz z dwoma narodzonymi w międzyczasie córeczkami. Jednak jej życie nigdy już nie będzie oazą spokoju. Za złamanie nakazów Islamu zostaje obłożona fatwą – karą śmierci, która od tej pory zmusza ją do życia w ciągłym strachu…

Jacky Trevane „Niewidzialne kobiety”

Obrazek

Szokująca i jednocześnie inspirująca książka.  Po sukcesie „Fatwy” autorka tworzy następną, zniewalającą powieść o kobietach, których życie przemieniło się w piekło. Niejednokrotnie już w dzieciństwie były molestowane. Często zmuszano je do małżeństwa. Sponiewierane i upokorzone przez bliskich pragną odnaleźć spokój. Chcą stać się „niewidzialnymi”, aby uciec przed ciągle obecnym uczuciem strachu.

Souad „Spalona żywcem”

Obrazek

Wstrząsająca książka. Jest to szokująca historia dziewczynki, która „zhańbiła” swoją rodzinę. Wyrok wydaje jej ojciec. Szwagier dokonuje egzekucji. Oblewa Souad benzyną i podpala… Dziewczyna przeżyła – cudem, ale rodzina usiłowała zabić ją nawet w szpitalu. Na zawsze jednak pozostanie straszliwie okaleczona – na ciele i duszy. I wciąż musi się ukrywać; dopóki żyje, jej rodzinę okrywa hańba. „Spalona żywcem” opublikowana pod pseudonimem szokująca opowieść o piekle, jakim było jej dzieciństwo i młodość, stała się międzynarodowym bestsellerem. Wydana w 37 w krajach książka przerywa tabu milczenia wobec istniejącej nadal w krajach muzułmańskich barbarzyńskiej tradycji. Nieludzkiego obyczaju, prawa mężczyzn, na mocy którego co najmniej pięć tysięcy kobiet pada co roku ofiarą zbrodni honorowej.

Waris Dirie „Kwiat Pustyni”

Obrazek

Historia Waris znana jest na całym świecie. „Kwiat Pustyni” jest opowieścią o tym, jakie tragiczne skutki niesie ze sobą obrzezanie. Kariera Waris Dirie jest niewiarygodna i budzi zdumienie, tym bardziej, że zdarzyła się naprawdę. Urodziła się w Somalii, w plemieniu pustynnych wędrowców. W wieku 13 lat, w obawie przed wydaniem za mąż, uciekła z plemienia i po wielu drastycznych przygodach trafiła do Nowego Jorku. W latach 90. ubiegłego wieku podbijała światowe wybiegi jako modelka razem z Naomi Cambell oraz Claudii Schiffer. Została wyróżniona tytułem ambasadora Narodów Zjednoczonych jako kobieta, która przeszła rytuał obrzezania, należy do organizacji zwalczających tę brutalną praktykę.

Monforte Reyes „Burka miłości”

Obrazek

Naiwna nastolatka, Maria, ucieka z rodzinnej Majorki do Anglii. W Londynie poznaje Nasrada, znacznie od siebie starszego Afgańczyka i muzułmanina. Zakochana po uszy, wychodzi za niego za mąż. Krótki wyjazd do ojczyzny męża przeradza się w wieloletni koszmar życia w państwie talibów, w którym rządzi prawo szariatu, traktujące kobiety jak rzeczy. Całą historię opisała hiszpańska dziennikarka radiowa, do której Maria, już matka trojga dzieci, dodzwoniła się jakimś cudem z prośbą o pomoc…

Nadżud Ali, Delphine Minoui „Dziesięcioletnia rozwódka”

Obrazek

Książka przedstawia prawdziwą historię małej Jemenki, która odważyła się sprzeciwić archaicznym tradycjom swojego kraju. Jako pierwsza złożyła pozew o rozwód i wygrała! Odwaga Nadżul, o której pisała międzynarodowa prasa, wzbudziła podziw na całym świecie. Dziewczynka, która z anonimowej ofiary zmieniła się we współczesną bohaterkę, opowiada swoją historię, by zburzyć mur milczenia i zachęcić do walki arabskie dziewczynki znajdujące się w takiej samej sytuacji.

Safiya Hussaini, Tungar Tudu, Rafaello Masto „Safiya. Żyję dzięki wam”

Obrazek

Wstrząsająca opowieść Nigeryjki, skazanej na ukamienowanie za cudzołóstwo. Decyzja o urodzeniu nieślubnego dziecka była dla niej równoznaczna z akceptacją losu, który ją czeka. Decyzja sądu wydana według obowiązującego w północnej Nigerii prawa islamskiego, wzburzyła międzynarodową opinie publiczną. Walkę Safiyi o życie poparło wielu polityków, organizacje humanitarne i tysiące ludzi na całym świecie.

Kobieta w Islamie: Honorowe morderstwa

„Honor mężczyzny znajduje się między nogami kobiety” – głosi jedno z arabskich powiedzeń. A honor dla muzułmanina jest najważniejszy. Dlatego nie wahają posunąć się nawet do morderstwa. Mowa tu o tzw. „honorowych zabójstwach”, w wyniku których, w ciągu roku ginie około pięciu tysięcy kobiet na całym świecie. „Po powrocie do domu poszukałam w internecie informacji na temat honorowych zabójstw – pisze Jacky Trevane, autorka Niewidzialnych kobiet. – Z przerażeniem odkryłam, że ten barbarzyński proceder jest praktycznie na porządku dziennym w krajach muzułmańskich. Na przykład w Pakistanie kobiety żyją w ciągłym strachu. Mężczyźni mają nad nimi całkowitą władzę i mogą je zamordować za samo podejrzenie, że przyniosły wstyd rodzinie. Mogą zostać zastrzelone, zasztyletowane albo nawet spalone żywcem. Co roku w wyniku honorowych zabójstw ginie nie jedna czy dwie, ale setki kobiet. Większość tych morderstw nie jest nigdzie zgłaszana, a niemal wszyscy sprawcy pozostają bezkarni”[1]. Ofiarami „honorowych zabójstw” zazwyczaj są kobiety, które „splamiły” honor rodziny i które musi spotkać kara, jaką jest śmierć. Do wykonania wyroku nie potrzebne są dowody, wystarczy samo podejrzenie o niehonorowe zachowanie. Powodem zabójstw jest głównie oskarżenie o utrzymywanie pozamałżeńskich relacji seksualnych, cudzołóstwo, sprzeciw lub samodzielny wybór małżonka, odwrócenie się od Boga, skłonności homoseksualne, a nawet takie absurdalne powody jak niezakrywanie twarzy, zbyt obcisłe ubranie czy stanie za blisko obcego mężczyzny! Zdarzają się również przypadki mordowania kobiet, które padły ofiarą gwałtu!

Obrazek

Ten niedorzeczny obyczaj wykonywany jest nie tylko w krajach muzułmańskich, ale także w Azji, a nawet w samej Europie. Dzieje się to w między innymi w Turcji, która stara się być członkiem Unii Europejskiej, a dokładnie w miasteczku Batman. W tym położonym we wschodniej Turcji, zwanym miastem samobójców, liczącym 250 tysięcy ludzi, w ciągu kilku minionych lat zamordowano lub usiłowano zamordować ponad 200 kobiet. Dzieje się to z obawy przez społeczeństwem, a jedynym rozwiązaniem jest właśnie śmierć osoby hańbiącej ród. Mordercy traktowani są jako bohaterowie, natomiast wymiar sprawiedliwości nie tyle, że przymyka oko na te wyczyny, ale nawet daje pełne pozwolenie! Nierzadko bywa tak, że honorowe morderstwa zostają upozorowane, a nawet wymuszane. Ofiary zamykane są w piwnicy razem z pistoletem, sznurem lub trutką na szczury, zostawiając tym samym wolny wybór własnej szybkiej śmierci.

W Turcji zdarzył się przypadek honorowego morderstwa, o którym było głośno. Ofiarą padła 16- letnia Turczynka. Jak się okazało, dziewczyna została pogrzebana żywcem we własnym podwórku! Katami byli jej własny ojciec oraz dziadek, którym nie spodobał się fakt, że nastoletnia dziewczyna ma kolegów. Oczywiście zwyrodniały ojciec i dziadek uniknęli kary, ponieważ chodziło im o dobre obyczaje i zasady. Jacky Trevane opisuje historię Suhy, dziewczyny wyznania islamskiego mieszkającej w Wielkiej Brytanii, która niesprawiedliwie padła ofiarą morderstwa z rąk własnego ojca. „Pewnego dnia na ostatnim roku, kiedy jadłyśmy razem lunch, jakiś chłopak wrzucił jej do torby liścik, w którym prosił, żeby się z nim później spotkała. Soha nie miała o niczym pojęcia. W domu położyła torbę w salonie i poszła przygotowywać kolację. I wtedy to się stało. Jej ojciec wyrzucił wszystko z torby i znalazł liścik. Wpadł we wściekłość i nie chciał wierzyć, że Soha jest niewinna. Kiedy przeszukał jej pokój i w kieszeni płaszcza znalazł szminkę, dostał szału, oskarżył ją o przynoszenie wstydu rodzinie i zaczął bić kijem po twarzy i głowie, aż w końcu straciła przytomność. Zamknął ją w pokoju, ale ona uciekła przez okno. Przyszła pod nasz dom i rzucała kamieniami w okno mojego pokoju. Wpuściłam ją po kryjomu tylnymi drzwiami. Nikt z rodziny by na to nie pozwolił- wiedziałam, że będę miała kłopoty, jeśli wszystko się wyda, ale Soha była przerażona. W naszej kulturze nie należy się wtrącać, kiedy ojciec karze kogoś ze swojej rodziny. Trzeba szanować jego i to, co robi, i nigdy nie wolno tego kwestionować”[2]. Dalej opisuje przebieg późniejszych wydarzeń: „Zamordowali ją – powiedziała Yasmine ledwie słyszalnym głosem.- Jej ojciec i bracia w końcu ją wytropili, siłą weszli do mieszkania i zabili ją. Wbili jej nóż prosto w serce i poderżnęli jej gardło tak, że prawie odcięli głowę. Potem pozbyli się ciała. Wrócili do Leicester i zaczęli rozpowiadać w koło, że znaleźli dla niej męża w Jordanie i że tego dnia Soha poleciała tam w sprawach związanych ze ślubem. Cała rodzina musiała wybrać się na dwa tygodnie do Jordanu, żeby wszyscy myśleli, że faktycznie pojechali na ślub Sohy. Nie było jednak żadnego męża ani wesela, bo Soha nie żyła”[3]. Także sama Jacky, autorka opowiadań zastraszana i prześladowana przez swojego męża. W jednym fragmencie opisuje sytuację, w której otrzymuje od niego list: „ Następnie otrzymałam kolejny list od Omara, w którym informował mnie, że był u imma, czyli przywódcy religijnego, który wydał na mnie fatwę. Był to wyrok uprawniający Omara do zabicia mnie lub zlecenia mojego zabójstwa za grzechy, jakich się wobec niego dopuściłam. W Egipcie przeszłam na islam, aby móc pozostać z dziećmi, jeśli coś stałoby się Omarowi. Był to również przejaw moich niekończących się starań, by być dobrą posłuszną żoną, o jakiej marzył. Fatwa może być wydana wyłącznie na muzułmanina i Omar wykorzystał to przeciwko mnie. Moje grzechy? Opuszczenie męża bez jego zgody, wyjazd z kraju bez opieki i zabranie jego córek. Wystarczające, by zasłużyć na wyrok śmierci”[4]. Zachwianie honoru dla muzułmanina i niewykonanie „oczyszczającego” wyroku oznacza cierpienie całej jego rodziny. Córki i synowie nie mogą zawierać wtedy związków małżeńskich, a reszta rodziny jest wystawiona na kpinę społeczeństwa. Dlatego ten bestialski proceder ma na celu całkowite zmazanie skazy z honoru rodziny.

Obrazek

Souad w swojej biografii Spalona żywcem opisała, jak zdołała ująć z życiem, gdy jej szwagier żywcem ją podpalił. Powodem było oczywiście zachwianie honoru rodziny, czego powodem były utrzymywanie pozamałżeńskich stosunków seksualnych bohaterki.  „I nagle poczułam coś zimnego, coś, co spływało po mojej głowie. I natychmiast miałam na sobie ogień. Zrozumiałam, że to ogień, i wtedy film przyśpiesza, obrazy przesuwają się w zawrotnym tempie. Zaczynam boso biec do ogrodu, rękami uderzam się po włosach, krzyczę, czuję za sobą łopoczącą sukienkę. Czy ogień był także na mojej sukience? Czuję zapach ropy naftowej, biegnę, dół sukienki nie pozwala mi robić dużych kroków. Kieruje mną przerażenie, poruszam się instynktownie, byle jak najdalej od podwórza. Biegnę w kierunku ogrodu, bo nie ma stąd innego wyjścia. Ale prawie nie pamiętam, co działo się potem. Wiem tylko, że jestem cała w ogniu i wyję. Jak udało mi się wymknąć? Czy on pobiegł za mną? Czy może czekał, aż upadnę, by spokojnie patrzeć, jak się palę? Z trudem wdrapałam się na murek otaczający ogród, a potem znalazłam się, nie wiem, albo w ogrodzie sąsiadów, albo na ulicy. Były tam jakieś kobiety, wydaje mi się, że dwie, więc musiała to być ulica i uderzały mnie. Szalami zdjętymi z głowy, jak przypuszczam”[5]. Jakimś cudem Souad przeżyła, chociaż przy tak licznych poparzeniach nie dano jej na to szansy. Jej rodzina dowiedziała się, że dziewczyna nadal żyje, więc następnego dnia w szpitalu zjawiła się jej matka. Podstawiła jej szklankę z trucizna i kazała wypić, aby w ten sposób rodzina odzyskała honor.  Oczywiście bohaterka tego nie zrobiła, dzięki czemu żyje, co prawda w ukryciu i w ciągłym strachu, z bagażem okrutnego cierpienia. Zdecydowała się opowiedzieć o tym dramatycznym przeżyciu pomimo świadomości o grożącym jej niebezpieczeństwie, ponieważ wyrok rodziny nigdy nie ulega przedawnieniu.

Portal internetowy Papilot.pl  opublikował ostatnio artykuł dotyczący wykonania kary za splamienie honoru rodziny. Młoda Pakistanka została skazana na zbiorowy gwałt, za winę swojego14-letniego  brata, który  po kryjomu romansował z dziewczyną! Rodzina oraz rada starszych uznała, że winę za występek brata weźmie na siebie niczemu niewinna młoda dziewczynka. Karą był zbiorowy gwałt z ojcem i wujkiem na czele. Niestety wyrok wykonano, a sprawcy tej rzezi nie zostali ukarani. Portal opublikował także inny artykuł, o 16-letniej Pakistance, która została porwana przez lokalnych bandytów. Zbrodniarze przetrzymywali, bili i gwałcili dziewczynę przez kilka miesięcy, aż po roku zdecydowali pójść na kompromis z policją. Niestety gdy nastolatka dostała się w ręce funkcjonariuszy, także była wielokrotnie przez nich maltretowana i gwałcona. Gdy skończył się jej horror, zdecydowała, że wniesie oskarżenie nie tylko przeciw kryminalistom, ale także przeciw policjantom. Z tego właśnie powodu  poszkodowana i jej cała rodzina narażona jest na śmierć ze strony oprawców.  Głośne było również wydarzenie związane z morderstwem, które działo się na terenie USA. Mieszkający tam Irakijczyk nie mógł przyjąć do wiadomości, że jego 20-letnia córka ubiera się i zachowuje jak Amerykanka, a ponadto spotyka się z chłopakiem przed ślubem. Jej zachowanie tak na niego źle podziałało, że postanowił to zakończyć. Otóż wsiadł w samochód i ukrył się w krzakach czekając na winowajczynię. Gdy zobaczył zbliżającą się córkę, maksymalnie rozpędził samochód i z całych sił uderzył w dziewczynę. Zmarła szpitalu dwa tygodnie później. Chcąc uniknąć kary, oprawca  zbiegł do Meksyku, a następnie do Wielkiej Brytanii, gdzie natychmiast został aresztowany.

Portal internetowy dla kobiet Papilot.pl pisze: „Jak donosi Dziennik.pl, zazwyczaj oskarżenia wobec kobiet są wyssane z palca – w Jordanii aż 70 proc. dziewcząt oskarżonych o seks przedmałżeński lub zdradę było dziewicami. Nierzadko oskarżenia mają na celu na przykład wyeliminowanie konkurentki do spadku. Zdarza się, że są planowane latami, przy współudziale przyjaciół przyszłej ofiary. Kobiety, które obawiają się takiej „eliminacji” ze strony krewnych, zwykle nie mają dokąd uciec. Na ich morderców wymiar sprawiedliwości patrzy łagodnym, a nawet przychylnym okiem. A rodzina i otoczenie – jak na bohaterów”[6].

Historie kobiet, które wyżej przytoczyłam poruszyły mnie bardzo głęboko. Nie potrafię pojąć, jak w XXI wieku, lud, który uważa się za cywilizowany i niezwykle religijny, może  dopuszczać się takich czynów na niewinnych i bezbronnych kobietach. Tak naprawdę wszystko to jest wymysłem ludzi. W Koranie czy Ewangelii nie istnieje coś takiego jak zbrodnia honorowa, a imami i chrześcijańscy duchowni cały czas próbują to tłumaczyć. Ten barbarzyński zwyczaj jest  swego rodzaju patologią, ponieważ muzułmanie za wszelką cenę chcą go praktykować pomimo, że nie nakazuje im tego własna religia. Wiele kobiet niesprawiedliwie ginie, a wszystko tak naprawdę w imię Allaha, Boga, którego czczą i wielbią.

Obrazek


[1] J. Trevane, Niewidzialne kobiety

[2] J. Travane, Niewidzialne kobiety

[3] J. Travane, Niewidzialne kobiety

[4] J. Travane, Niewidzialne kobiety

[5] Souad, Spalona żywcem

Kobieta w Islamie: Obrzezanie

Obrazek

W religii islamskiej istnieje wyobrażenie, że pomiędzy nogami kobiety istnieje jakieś zło. Kobieta rodzi się z „tym czymś” i koniecznie się trzeba „tego” pozbyć. Chodzi tutaj o narządy rozrodcze kobiety, a dokładniej o łechtaczkę i wargi sromowe, czyli o rytuał obrzezania. Ten brutalny obrządek dokonywany na malutkich dziewczynkach wykonywany jest nie tylko w 28 krajach Afryki, między innymi w Sudanie, Somalii i Nigerii, ale także w niektórych krajach Europy oraz Ameryki. Spowodowane jest to tym, że wielu emigrujących Afrykanów zabiera ten zwyczaj ze sobą, tym samym ciągle stosując go w praktyce. To okrucieństwo praktykowane było już w czasach starożytnych, a jego celem była ochrona dziewictwa i zmniejszenie doznań seksualnych przez kobietę. „To wyjątkowo perfidne oszustwo, które każe trzymać kobiety afrykańskie w przeświadczeniu o słuszności obrzędu nie mającego nic wspólnego z religią – Khady. – W krajach Czarnej Afryki obrzezanie praktykowane jest zarówno wśród chrześcijan, muzułmanów, jak i żydów Felaszów. Początki rytuału sięgają odległych czasów, zanim jeszcze pojawił się islam. Mężczyźni chętnie go zaakceptowali z naprawdę niecnych powodów: zagwarantowania sobie władzy, pewności, że ich żony nie pójdą do innego mężczyzny, a samce z wrogiego plemienia nie będą mogli ich zgwałcić! Istnieją jeszcze inne, równie bzdurne powody: uważa się, że narządy kobiet są brudne, skalane i diaboliczne. Najbardziej zaś diaboliczna jest łechtaczka, która dotykając główki dziecka podczas porodu, skazuje niemowlę na wszelkie możliwe nieszczęścia, ze śmiercią łącznie. (…) Jedyną prawdziwą przyczyną jest dominacja mężczyzn. I oni tę egzekucję powierzyli kobietom, bo było nie do pomyślenia, aby jakiś mężczyzna zobaczył tę jakże najintymniejszą część kobiecego ciała, nawet w stanie embrionalnym”[1]. Według informacji, jakie podaje ONZ na świecie żyje 130 milionów obrzezanych kobiet, co daje liczbę 2 milionów rocznie, a z  każdym kolejnym rokiem rośnie liczba obrzezanych dziewczynek.. Zabieg ten jest szalenie niebezpieczny, ponieważ powoduje masę powikłań. Zazwyczaj są to nadmierne krwawienie, tężec, HIV, ogromny ból, a w ostateczności śmierć. Internetowy portal dla kobiet, Papilot.pl bardzo szczegółowo zobrazował tę rzeź: „Kilkunastoletnia dziewczynka jest przytrzymywana przez matkę i kilka innych kobiet, które rozchylają jej nogi i zasłaniają oczy. Znachorka wyposażona w parzące zioła, tępy nóż, szkło lub kawałek zaostrzonego kamienia zabiera się do pracy. Najpierw naciera łechtaczkę podrażniającymi roślinami, żeby zrobiła się większa. Gdy uzna, że spuchła już dostatecznie, zawiązuje ją nicią, w celu zatrzymania dopływu krwi i odcina ją krzyczącej z bólu dziewczynce w takim tempie, na jakie pozwalają jej tępe narzędzia. Potem wycina wargi sromowe. W tym momencie torturowana młoda kobieta często traci przytomność. Znachorka „zaszywa” zakrwawione ciało kolcami akacji i przeciąga grubą, białą nić, zostawiając jedynie kilkumilimetrowej średnicy dziurkę, żeby mogła się przez nią wydostawać krew i mocz. Miesiączka i robienie siku to potworny, piekący ból dla okaleczonej kobiety. Na dodatek długotrwały, bo płyny wydostają się kropelka po kropelce. Kolejnych sześć miesięcy obrzezana dziewczynka spędzi w odosobnieniu, jako nieczysta. Jej krocze jest poszarpane, jakby skrzywdziły ją dzikie zwierzęta. Za kilkanaście tygodni po jej organach płciowych postanie tylko blizna, którą sadystyczny mężczyzna przetnie nożem podczas nocy poślubnej”[2]. Istnieje przekonanie, że jeśli kobieta umiera w trakcie lub po zabiegu, ludzie wierzą, że nie była dziewicą i w pełni zasłużyła na śmierć. Natomiast rodzice zamiast pogrążyć się w żałobie po stracie córki, przeklinają w duchu, że wydali pieniądze na obrządek.

Obrazek

Obrzezanie zakorzeniło się w świadomości ludzi tak głęboko, że nie zdają sobie sprawy, że jest to istna rzeź. Dawniej zabieg ten wykonywano na nastoletnich dziewczynkach z chwilą osiągnięcia dojrzałości fizycznej. Dzisiaj obrzezaniu podaje się nawet pięcioletnie dziewczynki! Najgorsze jest to, że te kilkuletnie istoty bardzo czekają na dzień, kiedy wejdą do świata dorosłych kobiet. Nie mają jednak pojęcia na czym polega ten zabieg, ponieważ wszystkie szczegóły pozostają tajemnicą, a rozmowa o tym jest tematem tabu. Wiedzą jedynie, że jest to wyjątkowe wydarzenie w życiu każdej dziewczynki, a nierzadko same błagają własne matki, aby je jak najszybciej „oczyściły”.

Waris Dirie, pochodząca z Somalii, w autobiografii zatytułowanej Kwiat Pustyni bardzo dokładnie opisuje swoje dramatyczne przeżycie związane z obrzezaniem: „Popatrzyłam między nogi i zobaczyłam, jak znachorka szykuje się do roboty. Wyglądała jak zwyczajna somalijska staruszka- barwny zawój wokół głowy, jasna bawełniana suknia- ale na jej twarzy nie było nawet cienia uśmiechu. Patrząc na mnie tępym wzrokiem, sięgnęła do torby zrobionej z kawałka starego sukna. Śledziłam jej ruchy, bo bardzo byłam ciekawa, czym będzie mnie ciąć. Spodziewałam się jakiegoś wielkiego noża, ale ona wyciągnęła mały, płócienny woreczek, wyłowiła z niego złamaną żyletkę i zaczęła dokładnie oglądać. (…) Znachorka splunęła na żyletkę i zaczęła ją wycierać o suknię. W tym momencie zrobiło mi się ciemno przed oczami- to matka przesłoniła mi je szarfą. A potem dowiedziałam się, jak to jest, gdy ci wycinają część ciała. Słyszałam odgłosy tępego narzędzia rżnącego w tę i nazad moją własną skórę. (…) Nie da się tego opisać słowami żadnego języka. To tak, jakby ci ktoś obcinał na żywca rękę lub nogę, tyle, że ta ręka czy noga jest najbardziej czułą częścią twojego ciała. Mimo to nawet nie drgnęłam, bo pamiętałam o Aman i wiedziałam, że nie ma odwrotu. No i chciałam, żeby mama była ze mnie dumna. Siedziałam jak skamieniała, wmawiając sobie, że im mniej się będę ruszać, tym krócej to będzie trwało. W końcu jednak nogi przestały mnie słuchać i zadrgały niepokojąco. Zaczęłam prosić Boga, żeby się to wszystko skończyło. Wysłuchał mnie- zemdlałam. Kiedy odzyskałam przytomność, zdawało mi się, że już po wszystkim, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Opaska spadła mi z oczu i zobaczyłam, że morderczyni zgromadziła przy sobie mnóstwo kolców z rosnącej w pobliżu akacji. Przekłuwała nimi to, co zostało po zabiegu, a potem przeciągała przez dziury grubą, białą nić. Nogi miałam zupełnie odrętwiałe, ale płonący między nimi ból był tak silny, że chciałam umrzeć.”[3].

Obrazek

Tak naprawdę rytuał obrzezania istniej tylko i wyłącznie w świadomości ludzi. W Koranie nie ma żadnego wspomnienia na ten temat, tym bardziej nie istnieje nakaz wykonywania tej okrutnej i niegodziwej „operacji”. Istnieje przekonanie, że żadna „nieczysta” dziewczynka nie będzie w stanie znaleźć sobie męża, a nieobrzezane panienki trudnią się jako prostytutki. Kobiety wierzą w to przekonanie i świadome wielkich cierpień i własnych przykrych doświadczeń, dla dobra przyszłości własnych córek są w stanie skrzywdzić je tak samo, tak jak ich własne matki. Nawet jeśli matce uda się ochronić córkę przed tym okrucieństwem, zazwyczaj jest tak, że córka zostaje wyklęta z rodziny. Obrzezanie pozostawia głęboki ślad zarówno na ciele kobiet, jak również w jej psychice. Pozbawia się jej swojej kobiecości, części ciała, która miała przynosić rozkosz, a nie masę cierpień. „Tak odbywa się pranie naszych mózgów, odmawia nam się prawa do normalnego życia: twoje ciało nie należy do ciebie – twierdzi Khady, autorka biografii Okaleczona. – Nic do ciebie nie należy. Miejsce, dzięki któremu mogłyśmy odczuwać pożądanie i fizyczną rozkosz, zostaje okaleczone, by zahamować wszelka naszą ochotę na seks”[4]. Obrzezanie wiąże się nie tylko z cierpieniem, brakiem odczuwania rozkoszy, ale przede wszystkim z niebezpieczeństwem podczas porodu. Czasami bywa tak, że podczas porodu umiera nie tylko kobieta, ale także i dziecko. Zapewne mnóstwo ludzi  nie zdaje sobie sprawy, jakie tortury musi przechodzić kobieta z okaleczonymi narządami podczas miesiączki. Swoje traumatyczne przeżycia związane z miesiączkowaniem Waris Dirie opisuje następująco: „Przepowiednia matki sprawdziła się: nic nie było w stanie powstrzymać bólu. Nie rozumiałam wtedy, że krew miesiączkowa ma takie same problemy z opuszczeniem mojego ciała jak mocz- gromadziła się w ciasne przestrzeni w moim brzuchu, rozpierała ją i powodowała przejmujący ból. Pozostałe po obrzezaniu ujście pozwalało jedynie, by krew wydobywała się kropla po kropli. W wyniku tego wszystkie moje miesiączki trwały przynajmniej dziesięć dni”[5]. W rezultacie obrzezane kobiety, które miały szczęście wyjechać do Europy, musiały poddać się operacji rekonstrukcji narządów płciowych. Ale nie dlatego, żeby czerpać seksualną przyjemność, ale dla własnego bezpieczeństwa i komfortu.

Nie zdajemy sobie sprawy, że nawet w Nowym Jorku, w centrum całego świata, występują przypadki okaleczania kobiet. Okazuje się, że około 27 tysięcy nowojorskich kobiet padło lub padnie ofiarą tego krwawego rytuału. Wynika to z migracji afrykańskich ludów, które zabierają ten zwyczaj ze sobą. Najgorsze jest to, że problem ten nie występuje tylko w zacofanych i biednych społeczeństwach. Również ludzie wykształceni i obyci, ale zaślepieni tradycją w ten właśnie sposób krzywdzą własne córki. Taki przypadek wystąpił właśnie w Nowym Jorku. Ojciec, który nie mógł znaleźć znachorki, wziął sprawy we własne ręce – otóż nożem do steków osobiście pozbawił kobiecości własnej córki, włączając przy tym głośna muzykę, aby zagłuszyć jej krzyki. Istnieje wiele organizacji pozarządowych, a także ONZ i UNICEF, które walczą ze świadomym okaleczaniem żeńskich narządów płciowych. Wiele znanych kobiet, a przede wszystkim, te które na własnej skórze doświadczyły barbarzyńskiego rytuału, głośno mówią o tym problemie. Dobrym przykładem jest wspomniana już wcześniej Wris Dirie, światowej sławy modelka pochodząca z Somalii, która otwarcie mówi o tym, co się jej przytrafiło i jakie ponosi tego konsekwencje. Nie boi się przyznać, że obrzezanie jest straszliwym złem, które za wszelką cenę należy zwalczać. Uświadamianie i uwrażliwienie światowej opinii na ten poważny problem, który dotyka miliony kobiet na całym świecie, spoczywa na każdym, kto pragnie być odpowiedzialny za przyszłość  i sprawiedliwość tego świata.

Obrazek


[1] Khady, Okaleczona

[3] W. Dirie, C. Miller, Kwiat Pustyni

[4] Khady, Okaleczona

[5] W. Dirie, C. Miller, Kwiat Pustyni

Kobieta w Islamie: ubiór oraz ozdoby

Ubiór muzułmanki służy bowiem nie tylko zakrywaniu pewnych, a dokładnie wszystkich części ciała, ale także określa jej stosunki z nieznajomymi jak i bliskimi mężczyznami. W języku arabskim hidżab dosłownie oznacza zasłonę, zasłonę, którą zmuszone są nosić wszystkie muzułmańskie kobiety. Poprzez hidżab ustala się pewne zasady moralne oznaczające dyscyplinę i ochronę przed zachowaniami „niemuzułmańskimi”, czyli przed pożądaniem seksualnym. Noszenie tego stroju nie oznacza jednak, że nie ma się zaufania do muzułmanów, ale przede wszystkim określa oddanie względem Boga. Poświęcenie, jakiemu oddaje się kobieta nie zawsze należy do najłatwiejszych, ale cierpliwość i pokora zostaną wynagrodzone przez Proroka. Islam jako pierwsza religia określiła zasady dotyczące ubioru zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Jego celem miało być ograniczenie pokus na tle seksualnym. Tyle, że to kobiety na tym bardziej ucierpiały, ponieważ to właśnie one wywierają większy wpływ na mężczyznę.

Ubiór kobiety stanowi bardzo ważny element w kręgu kultury islamskiej, który wywołuje kontrowersje na całym świecie. Istnieje silne przekonanie, że cnotliwa kobieta to taka, która od stóp do głów ma zakryte ciało. Jeśli poza domem kobieta jest niewłaściwie ubrana, to stanowi zagrożenie stając się obiektem seksualnego pożądania. Wszystko, co najlepsze, kobieta powinna zachować dla męża. Dlatego właśnie noszenie hidżabu stanowi przeszkodę nieodpowiednim reakcjom mężczyzn oraz uspokaja i hamuje ich popęd płciowy. „Ta szata w kształcie namiotu z podobnym do stroju zakonnicy kwefem, który zakrywa głowę, zasłania zarówno włosy, jak i kobiece kształty – twierdzi Melisa Ruthven. – Kobiety uważają, że przypomina one suknie noszone przez żony Proroka (które (…) miały obowiązek ukrywać się za zasłoną czy woalem)”[1]. Tradycja ta wprowadzona została w latach trzydziestych przez Siostry Muzułmanki – nowo przyjęte członkinie Braci Muzułmanów, a swoją popularność zyskała w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Uważa się, że kobieta nosząca hidżab może nawet sprzeciwić się patriarchalnemu systemowi, ponieważ jego noszenie oznacza seksualną niedostępność, a napastowanie kobiety w tym stroju byłoby uznane za akt świętokradztwa. Tak naprawdę zarówno w krajach muzułmańskich, jak i niemuzułmańskich, ubiór ten stał się oznaką przynależności kulturowej oraz politycznej i religijnej tożsamości. W skrajnych przypadkach noszenie hidżabu może symbolizować przejaw niezależności oraz swobody wyznaniowej, która daje do zrozumienia odrzucenie społeczeństwa muzułmańskiego. Zgodnie z Koranem, założenie hidżabu oznaczało czystość i przyzwoitość muzułmanek.

Obrazek

Elementem hidżabu jest nikab, czyli zasłona na twarz. Występują dwa rodzaje nikabu: połowiczny (jest to chusta, którą owija się wokół głowy,  pozostawiając jedynie odkryte oczy i czoło) oraz całkowity (kotara zakrywająca całą twarz, posiadająca otwór wyłącznie na oczy). Zakrywanie twarzy nikabem nie jest nakazem, ale zwiększa bezpieczeństwo kobiet. Zwolennicy tej „ozdoby” uważają, że to właśnie twarz jest najatrakcyjniejszą częścią kobiecego ciała, która stanowi siedlisko pokus, dlatego zalecają, a wręcz nakazują jej noszenie.

                Obrazek                         Obrazek

Istotnym elementem stroju muzułmanki jest nie tylko hidżab czy nikab, ale także burka. Burka jest rodzajem nakrycia całego ciała, zakrywającego nawet oczy, które ukryte są za siatką umożliwiającą widzenie. Zazwyczaj to afgańskie kobiety zmuszane były do noszenia burki podczas rządów Talibów. Obecnie burka jest obowiązkowa w niektórych muzułmańskich społeczeństwach, które konserwatywnie przestrzegają ideę hidżabu, o którym mowa jest w Koranie. Zoja w swojej biografii Wszystkie jesteście niewierne opisuje nie tylko historię jej matki, która była aktywną działaczką  społeczną, ale także swoją, w której poszła w jej ślady. „Patrzyłam na kobiety w burkach i próbowałam sobie wyobrazić, jakie mają twarze – pisze autorka. – Chciałam spytać, dlaczego tak się ubierają, ale nie śmiałam tego zrobić. (…) Rodzice powiedzieli mi, że wkładają je tylko kobiety z odległych wiosek, takie, które nie umieją czytać ani pisać. Nosili je także żebracy i prostytutki, które nie chciały się odsłaniać”[1]. Kobiety ubierające się w burkę wywołują bardzo wiele kontrowersji, zwłaszcza na zachodzie. W Holandii, Włoszech czy Francji widnieje zakaz noszenia burek w instytucjach publicznych, które wyraźnie oznaczają przynależność do danego kręgu kulturowego. Władze innych krajów tłumaczą się z obowiązującego zakazu szerzącym się terroryzmem, zbytnim afiszowaniem się ze swoją religią, a nawet problemami z komunikacją niewerbalną.

Obrazek

Poza całkowitym zakrywaniem kobiecej twarzy oraz sylwetki, islam wyznaczył także kilka innych warunków noszenia muzułmańskich szat. Ubiór muzułmańskiej kobiety musi być przede wszystkim skromny. Kobieta nie powinna wywyższać się i chwalić swoimi wyszukanymi strojami. Poza tym kobiece ubranie nie powinno być prześwitujące i nie może podkreślać kobiecej sylwetki, gdyż jest to występek, który  jest zabroniony i surowo karany przez Proroka. Poza tym musi zostać zachowane zróżnicowanie na męski oraz damski strój, ale niekoniecznie we wszystkich elementach ubioru. Istnieje jeszcze jeden warunek, a mianowicie nie wolno wzorować swojego stroju na strojach ludzi wyznających inną religię.

Zatem co wolno pokazywać kobiecie żyjącej według zasad islamu? Otóż muzułmańska kobieta, poza oczami, może mieć odkryte jedynie ręce i stopy, chociaż także w tej kwestii zdania są podzielone, jednak Prorok nie wydał zakazu odsłaniania tych dwóch części ciała.

W lipcu ubiegłego roku w stolicy Sudanu, trzynaście kobiet zostało zatrzymane w jednej z tamtejszej restauracji. Powodem tego zdarzenia był nieprzyzwoity ubiór owych kobiet. Okazało się, że w chwili zatrzymania kobiety miały na sobie dżinsy, strój który w Sudanie uważany jest za gorszący i grzeszny. Sudańskie prawo nakazuje, że tego rodzaju „przestępstwo” należy ukarać. Otóż kobiety te zostały skazane na czterdzieści batów. Na szczęście w samą porę zainterweniowała Amnesty International, która potępia tego rodzaju postępowanie. Organizacja zawzięcie walczy z takimi praktykami, ale przed nią jeszcze bardzo długa droga do osiągnięcia pozytywnych skutków.

Co prawda islam wyznaczył sztywne zasady dotyczące kobiecego ubioru, ale nie zabronił kobietom nosić wszelkich ozdób. Zachęca do propagowania czystości i piękna, ale musi się to odbywać w pewnych określonych granicach, które nie powodują szerzenia pokus. Przede wszystkim kobieta powinna upiększać się tylko i wyłącznie dla własnego męża. Nie powinna pokazywać się na ulicy w makijażu, a także używać zapachowych kosmetyków. Kobieta nie powinna być przyozdobiona w sposób, który przyciąga uwagę obcych mężczyzn. Jeśli chodzi o noszenie biżuterii i innych ozdóbek, nie istnieje religijny zakaz. Jedynym warunkiem jest zachowanie umiaru. Kwestia malowania włosów, jest jak najbardziej dozwolona, a najlepszym sposobem za zabarwienie włosów jest henna lub roślina pochodząca z  Jemenu, która zawiera czarny barwnik o czerwonym odcieniu. Islam stanowczo zabrania stałych zmian ciała ludzkiego, mowa tu o operacjach plastycznych. Założeniem religii jest ulepszanie duszy i szerzenie naturalności, a nie oszukiwanie i ukrywanie prawdy. Poza zdrowotnymi aspektami, wszystkie inne zmiany  w swoim wyglądzie traktowane są jako dzieło szatana, a człowiek, który dopuścił się takiego występku, będzie potępiony.

Obrazek


[1] Zoja, J. Follain, R. Cristofari, Wszystkie jesteście niewierne


[2] M. Ruthven, Islam. Dżihad, Prorok, Koran