Marcin Margielewski „Urodziłam dziecko szejka”

Życie pisze różne scenariusze, ale te, o których w swoich książkach opowiada Marcin Margielewski mogą przerazić nawet że samego mistrza horrorów, Stephena Kinga. Czasami wręcz trudno uwierzyć, że takie historie wydarzyły się naprawdę, że nie jest to czysta fikcja, ale stuprocentowa, przerażająca do szpiku kości prawda. Poprzednie książki Marcina bardzo szokują, a ale ta przebiła wszystkie. Z przerażeniem, niedowierzaniem, gniewem i głębokim współczuciem wertowałam kolejne stronice książki. Sama bohaterka, po niemal dekadzie od tamtych wydarzeń, była gotowa opowiedzieć historię, która ją spotkała. Tych zwierzeń wysłuchał Marcin Margielewski, a efektem ich rozmów jest książka „Urodziłam dziecko szejka”.

Dla wielu ludzi ZEA czy Arabia Saudyjska kojarzą się z pewnego rodzaju prestiżem i luksusem. Dlatego też tak ochoczo wykupują wczasy do tych krajów, by potem pochwalić się pięknymi zdjęciami na pustyni czy pośród ociekających złotem ekskluzywnych hotelowych wnętrz. Ale czy tak naprawdę posiadają jakąkolwiek wiedzę na temat krajów Bliskiego Wschodu? Czy wiedzą, jak mają się zachować i ubrać, że pewne rzeczy, które nam wydają się całkowicie normalne, w tamtej części świata są zakazane? Natomiast za złamanie tych zasad nie ma żadnej taryfy ulgowej, a „przestępcy” trafiają do więzienia o zaostrzonym rygorze, bez możliwości otrzymania pomocy prawnej czy nawet skontaktowania się z rodziną. Nieustannie zadziwia mnie fakt, że ludzie kuszeni ogromnymi pieniędzmi podejmują pracę w luksusowym Dubaju czy Rijadzie, zaczynając nowe życie, zostawiając swoją przeszłość za sobą. Nie ma w tym nic dziwnego, ale miejsce na nowe życie trzeba podjąć z rozwagą i pewną wiedzą, a nie kierować się jedynie pieniędzmi. Ola – bohaterka książki Marcina Margielewskiego – tego nie zrobiła, a jej historia jest przerażająca, natomiast ona sama do końca swych dni ponosić będzie konsekwencje swojego nierozważnego wyboru.

Ola to młoda i oddana pielęgniarka, która dostaje pracę w szpitalu w Dubaju. W międzyczasie otrzymuje bardzo atrakcyjną finansowo propozycję pracy jako opiekunka niepełnosprawnej córki saudyjskich arystokratów. Na miejscu okazuje się, że pani domu ma dla niej zupełnie inne zadanie niż to, na które wskazywał kontrakt. Dziewczyna wpada w idealnie dopracowaną pułapkę intryg trzęsącej arabską rodziną matrony i znajduje się w sytuacji bez wyjścia. W tym całym oszustwie jest jeden cel – macierzyństwo za wszelką ceną, niezależnie od jakichkolwiek konsekwencji. Ola wbrew swojej woli i świadomości zachodzi w ciążę z synem saudyjskiego szejka. Rozpoczyna się koszmar, który na zawsze odmieni i odciśnie piętno na jej życiu, bo w Arabii Saudyjskiej za nieślubną ciążę grozi nawet kara śmierci.

Po przeczytaniu najnowszej książki Marcina Margielewskiego skrajne emocje nadal we mnie buzują. Szok, że taka historia w ogóle miała miejsce we współczesnym świecie. Niedowierzanie, że Ola była tak naiwna jeśli chodzi o wiedzę na temat stanu swojego zdrowia – uwierzyła słowom i zapewnieniom kobiety, która ledwo umie czytać. Ja rozumiem, że informacja o chorobie mogła nieco zaćmić jej umysł, ale że dopiero po serii „kuracji” przygotowującej do leczenia i operacji zażądała, żeby lekarz powiedział jej łaskawie na co choruje. No cóż, ja nie dałabym sobie niczego wstrzyknąć zanim lekarz nie uświadomi mnie o stanie zdrowia. Gniew, że nikt z rodziny królewskiej nie poniósł żadnej odpowiedzialności karnej, a sprawa została zamieciona pod dywan. Współczuję Oli, że do końca swych dni będzie musiała dźwigać ciężar tych wydarzeń, które mają negatywne konsekwencje, nie tylko psychiczne, ale również fizyczne.

Zastanawia mnie, dlaczego kobiety potrafią tak bardzo krzywdzić inne kobiety, a zwłaszcza w kraju, w którym wszystkie praktycznie nie mają żadnych praw. Podobno w piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które z premedytacją krzywdzą inne kobiety. Jednak za to, jaki los szejka Safa zgotowała nie tylko Oli, ale także własnej rodzinie powinna odpokutować również za życia. Jednak tek, kto jest u władzy i ma pieniądze, ale nie ma żadnego sumienia i moralności, może czuć się bezkarny. Tak właśnie było w przypadku saudyjskiej rodziny królewskiej – nikt nie zapłacił za krzywdę, jaką wyrządzili dziewczynie z Europy Wschodniej oraz innym obcokrajowcom. Już nie chodzi tylko o sam islam, bo w każdej religii czy ogólnie społeczeństwie skrajny konserwatyzm skutkuje odebraniem wolności i szeregiem zakazów lub nakazów. Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego Ola nic z tym nie zrobiła, bo gdyby zwróciła się do konkretnych władz, rozpętałaby się międzynarodowa afera. A może gdyby więcej tego sytuacji wychodziło na światło dzienne – nie tylko w książkach, być może rodzina królewska i inni „uprzywilejowani” bogacze z Bliskiego Wschodu nie wyrządzałaby tylu krzywd niewinnym ludziom, nie czuliby się bezkarni i ponosiliby konsekwencje swoich okrutnych i niemoralnych czynów.

Za książkę dziękuję:

Jeśli interesuje Was tego typu tematyka, to polecam również te książki, ale ostrzegam – to dla czytelników o mocnych nerwach.

Iwona Blecharczyk „Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat”

Iwona Blecharczyk opisuje, jak wygląda męski świat, do którego odważyła się wkroczyć kobieta. Zdradza kulisy pracy kierowcy samochodów ciężarowych i bez owijania w bawełnę opowiada o zaletach i wadach tego zawodu.

O czym marzy młoda dziewczynka z małej miejscowości? Ano o tym, że znajdzie spokojną i stabilną pracę, wyjdzie za mąż za dobrego mężczyznę i będzie mieć z nim gromadkę dzieci. Tak też było w przypadku Iwony Blecharczyk, która marzyła o zostaniu weterynarzem i o posiadaniu szczęśliwej rodziny. Życie zaskoczyło ją i poprowadziło w zupełnie innym kierunku. Iwona Blecharczyk jest jedną z najbardziej znanych Polek na świecie. Kiedy przewozi wielotonowy ładunek po zamarzniętym jeziorze albo dostarcza olbrzymie skrzydło wiatraka na zabagnione pole, jej wyczyny podziwiają miliony obserwujących jej konto na You Tube. To właśnie jej przyznano zaszczytny tytuł „Barbie Shero” – ambasadorki akcji mającej na celu pomóc dziewczynkom uwierzyć, że mogą zostać, kim tylko chcą.

Iwona Blecharczyk pochodzi z małej podkarpackiej miejscowości. Jej rodzina nigdy nie podróżowała, w domu zawsze brakowało pieniędzy. Jako mała dziewczynka musiała pracować w gospodarstwie, a prowadzić samochód nauczył ją pierwszy chłopak. Startowała z sukcesami w konkursie Miss Polonia, interesowała się modą i sama projektowała oraz szyła wymyślne sukienki. Myślała o karierze weterynarza, ale ostatecznie została nauczycielką języka angielskiego. Uciekła ze szkoły, by poczuć prawdziwą wolność – nocą za kółkiem. Ostatecznie Iwona została zawodowym kierowcą ciężarówki oraz influencerką. Najczęściej przewozi ładunki ponadgabarytowe ładunki, o długości dochodzącej nawet do siedemdziesięciu metrów. Natomiast przez swoją działalność w mediach społecznościowych stara się wpłynąć na pozytywną zmianę wizerunku w branży transportowej.

Kiedy patrzę na jej zdjęcia, to sobie myślę: Jak to możliwe, że tak atrakcyjna blondynka zdecydowała się na tego typu karierę? A przecież odnosiła sukcesy jako nauczycielka, krawcowa, a także zdobyła tytuł Miss Podkarpacia. Iwona Blecharczyk w swojej książce opisuje cienie i blaski życia zawodowego truckera. Dowiemy się  co wpłynęło na to, że porzuciła wszystko i postawiła na jedna kartę. Poza tym, że spełnia swoje marzenia, to nie pomija tego, że to kawał ciężkiej i niebezpiecznej roboty. Już nie chodzi tylko o sam fakt prowadzenia ogromnej ciężarówki przez tysiące kilometrów, ale także o stereotypowe i seksistowskie podejście do kobiet w tej branży. Pisze o tym, jak brutalnie traktują zawodowych kierowców, tym bardziej, jeśli pochodzą z Europy Wschodniej. Dzięki swojej działalności w mediach społecznościowych pokazuje, jak faktycznie wygląda ten zawód, a tym bardziej jeśli jest się kobietą. Ogromny szacun dla tej kobiety.

„Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat”  czyta się z wypiekami na twarzy, ja pochłonęłam ją w dwa dni. To fascynująca opowieść o nietypowym życiu kobiety z małej miejscowości, dla której świat stanął otworem. Bije od niej autentyczność i widać wyraźnie pasję do tego co robi, ale nie ukrywa, że momentami bywa naprawdę ciężko. To książka o tym, że zawsze warto być sobą i dążyć do spełnienia marzeń, nawet jeśli w Ciebie nie wierzą i rzucają Ci kłody pod nogi. Podróż krętymi drogami z Iwoną Blecharczyk pozwala nie tylko poznać życie prawdziwego truckera, ale także obalić wiele stereotypów.

„Trucking Girl. 70-metrową ciężarówką przez świat”

Katarzyna Byrtek „Walia. Travelbook”

Wielka Brytania nigdy szczególnie nie była obiektem moich podróżniczych zainteresowań. Chociaż doskonale wiem, że ten kraj ma wiele do zaoferowania, zarówno pod względem atrakcji, zabytków i historii, to jakoś go do tej pory omijałam. Do czasu, kiedy nie pojawiłam się w Szkocji, która skradła moje serce. Teraz, kiedy pandemia się nieco uspokoi, pragnę wyruszyć do innego rejonu, a mianowicie do Walii.

Krajobrazy w Walii mogą zapierać dech w piersiach kilka razy dziennie: ciągnące się po widnokrąg łąki, łagodne zbocza gór porośnięte cienką warstwą mchu, jeziora osnute mgłą lub nisko wiszącymi chmurami, wysokie klify i malownicze plaże. Nie bez powodu ta część Wielkiej Brytanii kilkakrotnie znalazła się w renomowanych rankingach jako jedna z najpiękniejszych destynacji na świecie. Uroku dodaje jej kapryśna i nostalgiczna pogoda.

A dlaczego warto jechać do Walii? Na terenie Walii można naliczyć około 600 zamków, a cztery z nich znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Chociaż Walia położona jest na obrzeżach Europy, posiada bogatą historię. Można tu znaleźć ślady człowieka datowane na 6 tys. lat p. n. e., a także dowody obecności starożytnych Rzymian. Poza tym w niektórych częściach Walii łatwiej spotkać owcę niż człowieka – nawet najpopularniejsze miejsca nie są przeładowane turystami i zachowują swój lokalny charakter. Walijskie wybrzeże to tysiące kilometrów malowniczych klifów, piaszczystych, żółtych i dziewiczych plaż oraz niesamowitych widoków. Jeśli jednak znudzą nam się widoki wybrzeża, w każdej części Walii odwiedzić można kopalnie z czasu rewolucji przemysłowej – jednego z najważniejszych okresów w historii tego kraju.

Nie ukrywam, że osobiście bardzo lubię odkrywać sekrety miasta i poszukiwać ciekawych atrakcji danego miejsca z przewodnikami z serii „Travelbook” wydawnictwa Bezdroża. Są świetnie wydane, zawierają przydatne i pomocne informacje z dużą ilością kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji oraz mieszczą się w plecaku czy torebce. Dzięki niemu będę mogła zaplanować swoją idealną podróż po Walii. Ach, już nie mogę się doczekać, kiedy tam zawitam. A „Travelbook” będzie moim nieodłącznym towarzyszem podróży 🙂

Za książkę dziękuję:

Robert Lacey „The Crown. Oficjalny przewodnik po serialu. Tom 1”

Netfilxowy serial o angielskiej Rodzinie Królewskiej to prawdziwy hit. Niebawem premierę będzie miał czwarty sezon tego serialu. Tymczasem książka Roberta Lancey’a jest swoistym przewodnikiem po pierwszym sezonie „The Crown”, w którym autor rozkłada na czynniki pierwsze poszczególne postacie i wydarzenia.

Tajemnice skrywane za zamkniętymi drzwiami pałacu Buckingham to niewyczerpane źródło plotek, sensacji, emocjonujących teorii i domysłów, na które serial „The Crown” tylko zaostrzył apetyt. Robert Lacey, konsultant historyczny serialu i biograf królewskiego dworu, opisuje wczesne lata panowania Elżbiety II. Po nagłej śmierci ojca, dwudziestopięcioletnia Elizabeth Mountbatten nieoczekiwanie wstępuje na tron królewski. Dopiero co odnajdywała się w roli żony i matki, kiedy przyszło jej zmierzyć się z wielkimi wyzwaniami – nie tylko politycznymi, ale także osobistymi. Na przestrzeni lat wspięła się na wyżyny determinacji i wykazała niezwykłą siłą oraz niezłomnością, walcząc o dobre imię królestwa.

Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, a każdy z nich poświęcony jest osobnemu odcinkowi serialu. Każdy odcinek rozebrany jest na czynniki pierwsze – autor dokładnie wyjaśnia, co się wydarzyło, jakie konsekwencje miało to wydarzenie, a także co było prawdą, a co jedynie filmową fikcją. Dodatkowo szczegółowo opisuje postacie, które pojawiają się w danym epizodzie. Książka jest pięknie wydana, a klimatu nadają jej czarno-białe zdjęcia. Fotografie dotyczą zarówno kadrów z serialu, jak i autentycznych zdjęć Rodziny Królewskiej.

Przyznam szczerze, że nie byłam fanką tego serialu. Dopiero trzeci sezon sprawił, że zmieniłam o nim zdanie, a teraz z niecierpliwością wyczekuję na kolejny. Po lekturze tego przewodnika filmowego mam ochotę powrócić do pierwszego sezonu i z większą uwagą śledzić losy młodej Królowej Elżbiety. Przewodnik Roberta Lacey’a kierowany jest nie tylko dla fanów serialu i Royal Family, ale to także fajna powtórka z historii. To również znakomite uzupełnienie netflixowego hitu.

Za książkę dziękuję:

Remigiusz Ryziński „Moje życie jest moje”

Czy istnieje jeden scenariusz na życie? Czy monogamiczne małżeństwo i dwójka dzieci to idealny happy end? Mamy tylko jedno życie i to od nas samych zależy, jak ono będzie wyglądało. Bohaterowie reportażu Remigiusza Ryzińskiego „Moje życie jest moje” udowadniają, że życie pisze wiele rożnych i zaskakujących scenariuszy. Oni wszyscy łamią konwenanse i pragną całkowitego wyzwolenia, a stawką jest wolność.

W naszej kulturze istnieje przekonanie, że seks jest świętością i jego głównym przeznaczeniem jest prokreacja. A jeśli przy okazji zaznamy przyjemności, to będzie wspaniale. W szkołach praktycznie nie istniej edukacja seksualna, a o seksie wstydzimy się otwarcie rozmawiać. Jak zatem wygląda w Polsce seks bez tabu? Od dominacji i swingu, przez kina porno i kluby go-go, po zmysłowe rytuały shibari. Bohaterowie i bohaterki reportażu Ryzińskiego pokazują, jak w odważnym seksie objawia się to, co najbardziej ludzkie: namiętność, egocentryzm, zachłanność, a także żarliwa, niekiedy bolesna miłość. A jak się okazuje – wyzwolenie seksualne bywa najważniejszym wyzwoleniem życiowym.

„Moje życie jest moje” to opowieść o wolności i pożądaniu wykraczających poza granice konwenansu. Jest ona mocna, bardzo intymna i szczera, wprowadzająca w doświadczenie ciała i seksu, który pochłania, zawłaszcza, a czasem niszczy. To historia o tym, kim chcielibyśmy być lub kim w swoich najskrytszych marzeniach i fantazjach naprawdę jesteśmy. Wszystkie historie opisane w książce wydarzyły się naprawdę. Jak sam autor wyznaje, w wielu opisanych w książce przypadkach był świadkiem scen, a jeśli nie było to możliwe – historie były weryfikowane za pomocą zdjęć, filmów, korespondencji czy rozmów z osobami, których dotyczyły.  W kilku fragmentach przytacza nawet własne historie. Zrobił to, ponieważ nie chce być jedynie zimnookim reporterem, ale także bliskim świadkiem. Co więcej – Ryziński nikogo nie ocenia, nie piętnuje i nie przystawia żadnych łatek. Cierpliwie rozmawia, obserwuje i opisuje wszystko to, czego doświadczył. To sprawia, że jego reportaż jest bardzo autentyczny i nie można się od niego oderwać.

Reportaż „Moje życie jest moje” otwiera nam oczy i uświadamia, że istnieje wiele rożnych scenariuszy na własne życie. Czasami nawet nie mamy o tym pojęcia. Autor przedstawia historie wielu osób, w tym również swoje. Poznajemy swingersów, drag queens, striptizerki, osoby homoseksualne i żyjące w relacji sm. Jednak nie poznajemy tylko i wyłącznie ich preferencji seksualnych – nierzadko dowiadujemy się również podłoża tych zachowań. To nieco bardziej skomplikowany temat, ponieważ niektóre historie są smutne czy brutalne. Na pewno wszystkie z nich są niezwykle interesujące i czyta się je z zapartym tchem. Ostrzegam jednak, że nie jest to propozycja dla osób wrażliwych i pruderyjnych, ponieważ „Moje życie jest moje” napisane jest dosadnym, a wręcz wulgarnym językiem, natomiast opisy są bardzo realistyczne, a to może wielu zszokować i zniesmaczyć.

Za książkę dziękuję:

Manuela Gretkowska „Wenecja. Miasto, któremu się powodzi”

Wenecja znajduje się wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń. Miałam tam dotrzeć w tym roku, ale wiadomo co pokrzyżowało mi plany. Miasto fascynuje nie tylko swoją oryginalnością i pięknem, ale przede wszystkim niesamowitą historią.

Wenecja określana jest jako miasto papieży i grzeszników, artystów i złoczyńców. Kościoły budowane są tam z pieniędzy ściąganych od prostytutek, a współcześni mafiozi wykradają zwłoki dawnej świętej. Z Wenecji pochodzi najsłynniejszy uwodziciel wszech czasów – Casanova. Wenecja to też miejsce uwielbiane przez wielkich tego świata: malarzy, muzyków, filmowców i pisarzy. To właśnie tutaj każdego roku odbywa się jeden z najważniejszych festiwali filmowych.

Czytałam inne książki Manueli Gretkowskiej, które bardzo mnie urzekły , i które pochłonęłam od razu. Dlatego też nieco się zdziwiłam, że Manuela napisała książkę-przewodnik po Wenecji. Pisarka słynie z odważnych i nietuzinkowych publikacji, natomiast ta o Wenecji jest rozczarowująca – nie ma tego charakterystycznego dla autorki pazura i zacięcia. Mogę nawet powiedzieć, że momentami wiało nudą. Rozdziały są krótkie, z banalnym i powierzchownym opisem ważnych w mieście obiektów, a autorka przeskakuje z miejsca na miejsce, widać tutaj chaos i niespójność. Można odnieść wrażenie, że Manuela napisała tę książkę na zamówienie, w pośpiechu i z niechęcią. Mam wrażenie, że pisarka ciała przekazać za dużo informacji, podzielić się wszystkimi targającymi nią emocjami, ale niestety – co za dużo to nie zdrowo. W rezultacie wyszło masło maślane, które wywołuje mdłości. Jej książkę o Wenecji czyta się bez większych emocji i szczerze powiem, że nie przekonała mnie, żeby kupić bilet, spakować walizkę i choćby dzisiaj tam lecieć. A szkoda, bo Wenecja jest fascynującym miejscem, które można było zdecydowanie lepiej zareklamować.

Zdecydowanym dużym plusem są fotografie autorstwa Poli Pietuchy, czyli córki Gretkowskiej. Zdjęcia są kolorowe i zachęcające do odwiedzenia Wenecji. Ukazane są nie tylko sztandarowe zabytki tego miasta, ale fotografka zabiera nas również na spacer po nieznanych, nieco alternatywnych miejscach Wenecji.

Poprzednie publikacje tej serii, czyli nietypowe przewodniki po wybranych miastach czytało się z zapartym tchem. Książkę o Lizbonie pochłonęłam w dwa dni. Seria „Podroż nieoczywista” jest przepięknie wydana, a oprócz kolorowych zdjęć znajdziemy tam wartościowe i ciekawe treści. No, prawie. „Wenecja. Miasto, któremu się powodzi” jest wyjątkiem, jednak jeśli ktoś przed podróżą do miasta na wodzie chce zainspirować się książką Manueli Gretkowskiej, to jak najbardziej niech to zrobi. Trzeba mieć jednak na uwadze, że będzie to średnio zachęcająca nieoczywista podróż po Wenecji.

Tutaj o innych książkach z serii „Podróż Nieoczywista”:

 

Za książkę dziękuję:

Dorota Snoch, Piotr Jabłoński „Korfu i Wyspy Jońskie. Travel&Style”

Podróżowanie w tym roku było niemalże sportem ekstremalnym. Pandemia skutecznie sparaliżowała branżę turystyczną, a zmieniające się jak w kalejdoskopie obostrzenia skutecznie zniechęcały do podróży. Dlatego też dobrym sposobem było podróżowanie palcem po mapie, tudzież przeglądanie przewodników turystycznych i planowanie przyszłych wojaży.

Grecję kocham nie od dzisiaj, ale niestety nie często goszczę w tym kraju. Byłam w kilku miejscach, ale na Korfu i Wyspy Jońskie ciągle na mnie czekają. Wyspy Jońskie są najbardziej zielone spośród wszystkich greckich archipelagów. Gaje oliwne, sady cytrusowe i winnice są warte odwiedzenia, a pachnąca oliwa i wyśmienite trunki godne posmakowania. Wyspy urzekają pięknymi plażami i cudownymi widokami. Są rajem dla miłośników serfowania i snorkelingu. Na Korfu i Zakintos są podobno najpiękniejsze i najlepsze plaże. Cudownie czysta woda o niezwykłym odcieniu błękitu wydrążyła w przybrzeżnych skałach liczne groty i jaskinie. Wycieczki do nich to niezwykłe przeżycie i okazja do zrobienia wyjątkowych, a wręcz pocztówkowych zdjęć.

Przewodnik jest przepięknie wydany. Podzielony na kilka części, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteśmy amatorami lokalnych smaków, dobrze jest się przyjrzeć informacjom oznaczonym ikoną travel&food. Jeśli pasjonuje nas życie i historia mieszkańców danego regionu, warto skupić się na informacjach oznaczonych travel&culture. Propozycje aktywnego spędzania czasu znajdziemy pod ikoną travel&active. Jeśli kochamy przyrodę, w poszukiwaniu spokoju pośród natury pomoże nam zakładka travel&nature. Jeśli marzy nam się bardziej spokojny odpoczynek, atrakcji szukajmy pod znakiem travel&relax. Natomiast jeśli chcemy zapewnić ciekawe atrakcje naszym małym pociechom, warto poczytać strony opatrzone frazą travel&family.

Seria „Travel&Style” stała się moją ulubioną serią Wydawnictwa Bezdroża. Mnóstwo przepięknych zdjęć, kolorowych map, praktycznych informacji i cała masa ciekawostek sprawia, że nie można się od niego oderwać. Wyspy Jońskie i Korfu widnieją na mojej podróżniczej liście marzeń, mam nadzieję, że w następnym roku spełnię to marzenie. Chociaż wertując karty tego przewodnika mam ochotę kupić bilet choćby zaraz, spakować walizkę i czym prędzej pognać do Grecji.

Za książkę dziękuję:

Marta Szarejko „Seksuolożki 2. Nowe rozmowy”

Ludzka seksualność to ciągle niezbadana i tajemnicza sfera. W naszym społeczeństwie to także temat tabu, o którym wstydzimy się rozmawiać.

Z pomocą przychodzi nam Marta Szarejko i jej kolejna książka, która jest zapisem wywiadów przeprowadzonych ze specjalistkami w dziedzinie psychologii, seksuologii, endokrynologii i ginekologii. „Seksuolożki 2. Nowe rozmowy” to kontynuacja bestsellerowej książki Marty Szarejko „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”. Autorka wspólnie ze swoimi rozmówczyniami po raz kolejny odkrywa przed nami tajemnice gabinetów seksuologicznych oraz obala stereotypy, w jakich uwięziona jest nasza kobiecość i seksualność.

Nasza seksualność to bardzo intymna sprawa, o której ciągle nie wiemy dużo. Zdecydowana większość kobiet żyje w przekonaniu, że strefa ta owiana jest tajemnicą i stanowi temat tabu, o którym nie wypada rozmawiać. Całe szczęście, że nie wszystkie kobiety tak myślą i chcą poznawać nie tylko własne ciało, ale także i psychikę. Marta Szarejko nie boi się tego typu rozmów. Po raz kolejny zaprosiła do rozmowy wybitne specjalistki w dziedzinie seksuologii i psychologii, by zadać pytania na nurtujące większość kobiet tematy, między innymi: Dlaczego kobiety boją się odmawiać seksu? Czy brak pożądania to choroba? Jak ciąża i poród wpływają na naszą seksualność?

W książce „Seksuolożki 2. Nowe rozmowy” autorka porusza wiele intymnych tematów, ale nie powiela ich ze swojej poprzedniej książki. Znajdziemy tu bardzo dużą dawkę wiedzy o ludzkiej naturze, podejściu zarówno fizycznym jak i psychicznym do kobiecej seksualności, ale przede wszystkim zaznamy dużo zrozumienia ze strony innych, brak jakichkolwiek ocen oraz sposoby poradzenia sobie z tymi problemami. W kontynuacji swojego bestsellerowego reportażu, autorka skupia się bardziej na biologicznej stronie kobiecości, która dotyczy każdej z nas. Rozprawia między innymi o hormonach, porodzie i połogu czy zaburzeniom osobowości, ale także problemie wykorzystywania seksualnego. Dzięki temu reportaż Marty Szarejko jest unikatowy, szalenie interesujący, wciągający oraz zmuszający nas do myślenia, a także oddziałujący na nasze emocje.

Reportaż Marty Szarejko to książka, która ma nas uświadomić o własnej seksualności, poradzić jak o nią dbać, ale przede wszystkim edukować w tym temacie. Dobrze, że pojawiają się takie książki, oby było ich jak najwięcej. „Seksuolożki 2. Nowe rozmowy” to szalenie ważna książka, którą każda kobieta powinna przeczytać i podzielić się nią ze swoją matką, siostrą, córką czy przyjaciółką.

Marta Szarejko „Seksuolożki 2. Nowe rozmowy”

Małgorzata Sidz „Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii”

Do tej pory nie dotarłam do Finlandii, chociaż ostatnio kierunek ten stał się moją małą obsesją. Gdyby nie sytuacja na świecie, w tym roku planowałam tam w końcu dotrzeć. No niestety, na razie chyba nie jest mi to przeznaczone. Jedyne co mi pozostało, to namiętne czytanie książek o Finlandii i jej mieszkańcach. Niedawno trafiła w moje ręce reportaż Małgorzaty Sidz „Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii”, którą od razu pochłonęłam.

Finlandia to kraina, w której latem słońce nie zachodzi, a zimą panują egipskie ciemności rozświetlane tęczą zorzy polarnej. To kraina, gdzie 30 stopni poniżej zera i metr śniegu to norma, a łyk ciepłej bryzy jest wyczekiwanym przez wiele długich, mrocznych miesięcy luksusem. Tutaj ciągle silny jest kult sisu, czyli wytrwałości, determinacji, nieustępliwości, samowystarczalności, siły, spokoju ducha, uporu i odwagi w mozolnym dążeniu do celu, stoicyzmu w obliczu przeciwności, wytrwałości, odporności, krzepy i hartu ducha. Tacy właśnie są Finowie, albo po prostu na takich się kreują.

Tytułowe kocie chrzciny to pretekst do świętowania, muzyki i śpiewu. Finowie umieją imprezować, również w samotności – słynne „gaciopicie”, czyli sączenie drinków w zaciszu własnego domu na kanapie przed telewizorem w powyciąganych dresach. Jednak autorka tego reportażu zaprasza nas nie tylko do zabawy. Uchyla przed nami drzwi do fińskich domów, przedstawia fińskie rodziny, opowiada o ich mentalności, o pracowitości i wyrozumiałości, alkoholizmie i samotności. Zabiera nas do domków letniskowych i do domów spokojnej starości, do Doliny Muminków i saun, a także opowiada fascynującą historię życia Tove Jansson, autorki książek o sympatycznych hipopotamach. Porusza wątek związany z nietolerancją i niechęcią Finów względem Szwedów i szwedzkojęzycznych Finów. Przypomina o burzliwej historii narodu fińskiego, ale w dość nietypowy sposób.

Książka „Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii” nie jest piękną laurką kierowaną w stronę Finów, wręcz przeciwnie. Autorka opowiada o  wszystkim tym, co dobre w tym kraju, ale także nie omieszka poruszać wstydliwych tematów. Mowa tutaj między innymi o alkoholizmie i pijaństwie Finów, ich depresji i samotności, nietolerancji czy przemocy domowej, o której się tam raczej nie mówi. Rzeczywiście nie są to tematy przyjemne, ale dobrze, że takie reportaże powstają, bo przynajmniej mamy kompletny obraz tego kraju, bez upiększania i wynoszenia na piedestał. W książce Małgorzaty Sidz Finlandia to kraj pełen sprzeczności i podziałów, wspaniały i trudny zarazem. Kraj lata i zimy.

Za książkę dziękuję:

Anna Daszkiewcz „Sycylia. Travel&Style”

Każdy, kto był na Sycylii bardzo zachwala tę wyspę. Co prawda znajdowała się na mojej podróżniczej liście marzeń, ale nigdy nie była priorytetem. Takie marzenie, które kiedyś zrealizuję. Teraz to się zmieniło, bo w moje ręce wpadł przewodnik z serii „Travel & Style” Wydawnictwa Bezdroża. To prawdziwa skarbnica wiedzy na temat tej śródziemnomorskiej wyspy.

Sycylia nazywana jest perłą Morza Śródziemnego. Słynny niemiecki poeta Goethe określił ją mianem „raju” i „królowej wysp”. Patrząc na przepiękne i kolorowe zdjęcia zamieszczone w przewodniku, widać tam rajskie plaże, cudowne zatoki, malownicze klify i góry łączące się z morzem. Wyspa wydaje się fantastycznym miejscem do odpoczynku w harmonii z przyrodą. Ponieważ przez wieki pozostawała pod panowaniem wielu rożnych nacji i władców nie tylko europejskich dynastii, znajdują się tam wspaniałe ślady wielu kultur i fascynujące zabytki: greckie świątynie i teatry, rzymskie wille, arabskie meczety, normańskie zamki i barokowe kościoły. Wyspa kusi także oryginalną regionalną kuchnią.

Przewodnik podzielony jest na kilka części, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteśmy amatorami lokalnych smaków, dobrze jest się przyjrzeć informacjom oznaczonym ikoną travel&food. Jeśli pasjonuje nas życie i historia mieszkańców danego regionu, warto skupić się na informacjach oznaczonych travel&culture. Propozycje aktywnego spędzania czasu znajdziemy pod ikoną travel&active. Jeśli kochamy przyrodę, w poszukiwaniu spokoju pośród natury pomoże nam zakładka travel&nature. Jeśli marzy nam się bardziej spokojny odpoczynek, atrakcji szukajmy pod znakiem travel&relax. Natomiast jeśli chcemy zapewnić ciekawe atrakcje naszym małym pociechom, warto poczytać strony opatrzone frazą travel&family.

Seria „Travel&Style” właśnie stała się moją ulubioną serią Wydawnictwa Bezdroża. Mnóstwo przepięknych zdjęć, kolorowych map, praktycznych informacji i cała masa ciekawostek sprawia, że nie można się od niego oderwać. Chociaż Sycylię zostawiłam sobie na „kiedyś”, to po przeanalizowaniu tego przewodnika mam ochotę kupić bilet, spakować walizkę i czym prędzej pognać na tę włoską wyspę. Jeśli nie w tym roku, na pewno będzie ona moim priorytetem w kolejnym.

Za książkę dziękuję: