Park Güell. Najpiękniejsze miejsce w Barcelonie

Mój pierwszy raz w Barcelonie miał miejsce prawie 5 (!) lat temu. Tak, czas nieubłaganie pędzi, a ja pamiętam ten dzień jak dzisiaj. Od tego czasu odwiedziłam mnóstwo fascynujących miejsc, którymi się zachwyciłam – również tymi w innych częściach Hiszpanii. Mimo wszystko Barcelona nadal pozostaje moim number 1, moim miastem marzeń. Miastem, w którym kiedyś chciałabym się osiedlić. Mam do tego miejsca ogromny sentyment i wiele wspaniałych wspomnień, na myśl których robi mi się ciepło na sercu. W listopadzie ubiegłego roku powróciłam tam na chwilę i nic się nie zmieniło – magia, która mną zawładnęła w 2014 roku nadal trwa.

Chociaż już raz byłam w Parku Güell wiedziałam, że muszę do niego wrócić. Miejsce to ma jakieś specjalne moce, które przyciągają. Chcąc uniknąć kolejek przed wejściem i nie tracić cennego czasu, którego tak naprawdę nie miałam za wiele, bilet kupiłam online znacznie wcześniej. Na stronie internetowej można sobie wybrać dzień i dogodną dla nas godzinę. W listopadzie za bilet zapłaciłam 7 euro, ale teraz widzę, że wejście kosztuje około 10 euro. Może się wydawać, że to spora kwota jak na zwiedzanie parku, ale warto wydać te pieniądze, bo to nie byle jaki park.

Duma Gaudiego

Antonio Gaudi był promotorem i wizjonerem, znacznie wyprzedzającym epokę, w której  żył. Swoje ukochane miasto – Barcelonę – przemienił w miejsce, w którym ludzie zachwycają się kolorowymi budynkami i magicznymi miejscami. Jednym z nich jest Park Güell, bez wątpienia  najbardziej charakterystyczne dzieło tego katalońskiego architekta. Prawdę mówiąc – moje ulubione miejsce w całej Barcelonie. Żeby się do niego dostać, trzeba się trochę wspiąć i napocić, ponieważ położony jest na wzgórzu.

Nazwa tego magicznego parku pochodzi od nazwiska Eusebiego Güella, bogatego przedsiębiorcy, partnera biznesowego i dobrego przyjaciela Gaudiego. Początkowo Park Güell miał być osiedlem mieszkaniowym przeznaczonym dla zamożnych mieszkańców, położonym na wzgórzu z widokiem na oddalone morze i panoramę miasta. Inspiracją miały być angielskie „miasta ogrody”, a projekt zakładał powstanie aż 60. domów. Budowa osiedla rozpoczęła się w 1900 roku, ale w związku ze skomplikowanym projektem, realizację porzucono w 1914 roku. Ostatecznie powstało 5 budynków, a w jednym z nich zamieszkał sam Antonio Gaudi – obecnie znajduje się tam muzeum poświęcone temu artyście. W 1922 r. teren został zakupiony przez władze miejskie i zmieniony na park. Od 1984 roku Park Güell widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Natura kontra architektura

Założeniem Gaudiego było stworzenie miejsca, w którym architektura i natura zespoli się w jedną całość. Każdy, kto przebywał na terenie Parku Güell doskonale rozumie, co architekt miał na myśli. Na szczególną uwagę zasługuje tam wiele miejsc i elementów. Jednym z nich jest słynny taras widokowy z panoramą Barcelony oraz najdłuższą i najbardziej kolorową ławką świata. Wijąca się niczym wąż ławka mierzy 110 metrów i jednocześnie może pomieścić aż 200 osób! Została ona zaprojektowana w taki sposób, by każdy, kto na niej siedzi miał swoją prywatną przestrzeń. Kolory i kształty małych kawałeczków ceramiki  w głównej mierze rozmieszczone są w sposób przypadkowy, ale jest w tym pewna logika. Przyglądając się dokładniej, można dostrzec znaki zodiaku, gwiazdy, ryby, kwiaty i motywy religijne. Dominujące są trzy kolory: niebieski, zielony i żółty, które dla Gaudiego oznaczały wiarę, nadzieję i miłość. Taka metoda układania stłuczonych kawałków ceramiki w jednolitą całość nazywa się trencadis.

Żeby zrobić fotkę na tle charakterystycznej mozaiki, trzeba się trochę naczekać na swoją kolej. Mnóstwo zahipnotyzowanych turystów pragnie mieć pamiątkowe zdjęcie z „piernikowymi” domkami i panoramą tego wspaniałego miasta. Nie ma się co dziwić, ja za pierwszym razem wpadłam taki amok, że krążyłam wokół parku robiąc zdjęcia niemalże każdej mozaice 😊 Mój ówczesny towarzysz wykazał się dużymi pokładami cierpliwości, za co jestem mu niezwykle wdzięczna 😊

Pod tarasem widokowym znajduje się sala kolumnowa, wyglądem przypominająca greckie i rzymskie budowle. W zamyśle Gaudiego miejsce to miało służyć mieszkańcom osiedla jako ryneczek. Jednak jej nazwa – Sala Stu Kolumn wprowadza w błąd, ponieważ wszystkich filarów jest łącznie 86, a nie 100. Kolumny nawiązują do architektury klasycznej w porządku doryckim, chociaż co ciekawe – abakus nie jest prostokątny, ale ośmioboczny.

Na taras widokowy prowadzą pnące się do góry długie schody przedzielone czterema rzędami wysepek: trzy liczące 11 stopni i jeden z 12. stopniami. Pośrodku, w centralnym punkcie jednego z nich znajduje się wysepka z charakterystyczną rzeźbą przypominającą salamandrę. Jaszczurka jest nie tylko swoistym symbolem, ale także uważa się ją za strażniczkę parku. Niektórzy doszukują się w niej  odpowiednika mitologicznego Pytona ze świątyni w Delfach. Inna teoria mówi, że zwierzę to nawiązuje do krokodyla z herbu francuskiego miasta Nîmes, w którym wychował się Euzebi Güell. Salamandra pokryta została kolorową mozaiką, która stanowi jeden z symboli nie tylko samego Parku Guell, ale również całej Barcelony.

Innymi, niemniej charakterystycznymi elementami  Parku Güell są „piernikowe” chatki, które wyglądają niczym żywo wyjęte z jakiejś bajki. Zostały one wzniesione w latach 1901-1902. Niegdyś stanowiły one najważniejszą część całego obiektu, czyli główną bramę wejściową z bocznymi pawilonami. Aktualnie znajdują się w nich dom portiera (ten z dachem w kształcie grzyba) oraz ten zwieńczony czteroramiennym krzyżem to księgarnia i sklep z pamiątkami. Co ciekawe, krzyż ten wskazuje cztery główne strony świata. Zniszczono go w 1936 roku w trakcie wojny domowej, ale po jej zakończeniu został odbudowany.

Magia za murami Parku Güell

Park Güell to pod kątem ukształtowania terenu najtrudniejszy z projektów Antonio Gaudiego. Kataloński architekt zawsze mocno inspirował się naturą. Parku Güell jest perfekcyjnym dowodem, że można dopasować architekturę do otaczającego nas środowiska. Doskonale czuć magię tego miejsca, siedząc na mozaikowej ławeczce i rozkoszując się cudownym widokiem na Barcelonę. Ja osobiście uwielbiam ten stan siedząc na ławeczce, rozkoszując się momentem i bezmyślnie gapiąc się na panoramę mojego ukochanego miasta. Na chwile zapomnieć o problemach i po prostu ciesząc się tą chwilą, chłonąc energię tego miejsca.

Dojazd: Metrem, stacja Lesseps, linia zielona (L3). Ze stacji czeka nas ok 15- 20 min spacer. Trasa oznaczona jest licznymi kierunkowskazami, więc łatwo tam dotrzeć.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Wspomnienia zamknięte w książce

Uwielbiam zdjęcia. Zarówno robić je, jak i do nich pozować. Chociaż nie jestem żadną profesjonalistką, to staram się robić ładne i estetyczne fotki. Nie posiadam też aparatu z wymiennym obiektywem i milionem opcji, za to mój sprzęt sprawuje się całkiem nieźle 🙂 W mieszkaniu mam całą „galerię” z własnymi zdjęciami. Może to brzmi trochę egoistycznie, ale lubię spoglądać na uchwycone wspaniałe momenty, piękne miejsca czy inspirujące mnie obrazy. Zawsze marzyłam o takiej „galerii”, więc w końcu się jej doczekałam 🙂 Chociaż jak dla mnie jest już za mała, ale miejsca w mieszkaniu już brak na kolejne ramki ze zdjęciami 🙂

Ze swoich podróży zawsze przywożę setki zdjęć. Chociaż niektóre z nich umieszczam na portalach społecznościowych, to cała resztę trzymam zapomnianą w czeluściach mojego komputera. Czasami do nich powracam, żeby przypomnieć sobie te wszystkie piękne miejsca, ale szczerze to rzadko kiedy mam na to czas. Kiedyś od razu po powrocie z danego miejsca wywoływałam najciekawsze fotografie i umieszczałam je w albumie.  Teraz już tego nie robię i szczerze przyznam nie wiem dlaczego. Długo zwlekałam, ale w końcu skonstruowałam swoją pierwszą foto książkę! 🙂 To nie tylko sentymentalny powrót, może to być również świetny prezent dla bliskich osób. Dzięki takiej fotoksiążce nie muszę przeszukiwać swojego komputera, by przenieść się do , tylko sięgam po taką skarbnicę wspomnień, w której umieściłam najciekawsze i najpiękniejsze zdjęcia.

Zdecydowałam się na foto książkę tematyczną o Hiszpanii.  W sumie to nie wiem, ile razy byłam już w tym kraju (wydaje mi się, że 8 albo 9), ale niezależnie od tego ZAWSZE mogę do niego powracać. Tak na marginesie, właśnie jestem świeżo po powrocie z Hiszpanii, dlatego wzięło mnie na sentymenty 🙂 W fotoksiążce skupiłam się na Andaluzji, południowym regionie tego państwa, do  którego mam wielki sentyment i na samo wspomnienie serce zaczyna mi mocniej bić. Przepiękne wąskie uliczki udekorowane kwiatami, słoneczne plaże czy zapierająca dech niesamowita architektura – wszystko to musiałam uwiecznić w tej fotoksiążce. Z łezka w oku przeglądam kolejne karty, a serce rwie się do kolejnej podróży w tamten hiszpański region.

Pojawiły się również momenty z Barcelony – to właśnie podczas pierwszej wizyty w tym mieście (a co za tym idzie – również kraju) zakochałam się w Hiszpanii. Chociaż stolica Katalonii to zupełnie inna (dosłownie) bajka, nie mogłam jej pominąć. Sagrada Familia, Park Guell, Casa Batllo, Casa Mila – chociaż raz w życiu wszystkie dzieła Gaudiego trzeba zobaczyć na własne oczy. Mam to szczęście, bo widziałam je dwukrotnie i nie zamierzam na tym poprzestać 🙂 Poza tym Barcelona to również sentymentalne wspomnienie mojej pierwszej hiszpańskiej miłości 😉

Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla najbliższych albo po prostu chcecie mieć fajną pamiątkę z podróży czy jakiegoś ważnego dla Was wydarzenia, zróbcie sobie taką fotoksiążkę. Ja swoją zamówiłam na stronie Printu. Dostępnych jest tam wiele ciekawych gotowych szablonów, a jeśli Wam jednak żaden nie odpowiada, możecie sami stworzyć książkę od podstaw 🙂 Więcej o fotoksiążce dowiecie się tutaj: https://printu.pl/fotoksiazka/.

Ja jestem bardzo zachwycona swoją i niebawem mam zamiar skonstruować kolejne. Jaki kierunek? To się jeszcze okaże 😉

Książki z Hiszpanią w roli głównej

Jak doskonale wiecie, mam „lekką” obsesję na punkcie Hiszpanii i wszystkim, co z nią związane. Dlatego nie powinniście się dziwić, że pochłaniam niemal każdą książkę, w której akcja rozgrywa się w tym kraju. Oczywiście gdybym umieściła wszystkie książkowe pozycje z Hiszpanią w roli głównej, zapewne nie dobrnęlibyście nawet do połowy tego postu. Dlatego wybrałam te pozycje, które najbardziej utkwiły mi w pamięci i zaciekawiły. Może wakacje powoli odchodzą w zapomnienie, ale to nie oznacza, że nie można się przenieść – nawet mentalnie – do słonecznej Hiszpanii, gdzie lato trwa zdecydowanie dłużej, niż w naszym kraju.

Katarzyna Wolnik-Vera „Przystanek Barcelona”

Autorka pokazuje nam różne oblicza stolicy Katalonii. Na samym początku oprowadza nas po jej romantycznej części: ulicy Zakochanych i ulicy Pocałunków, nastrojowych parkach oraz Magicznej Fontannie. Dzięki niej poznamy Barcelonę z wysokości (bo jak się okazuje) znajduje się tam aż dwadzieścia punktów widokowych, z których rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta. Kolejnym punktem na trasie jest Plac Kataloński – według mieszkańców to samo centrum miasta. Właśnie tam odbywają się wszystkie ważne imprezy, festiwale oraz manifestacje. Oczywiście autorka dba o to, byśmy razem z nią nie ominęli najważniejszych architektonicznych atrakcji: Sagrada Pamilia, Park Guell, Casa Mila, Casa Battlo, MNAC czy Barri Gothic.

Poza sentymentalnym spacerem, Katarzyna Wolnik-Vera przekazuje nam garść praktycznych informacji. Przewodnik przede wszystkim jednak przybliża nam obyczaje mieszkańców, ich tradycje i kulturę: miłość do rumby i flamenco, szalone imprezy, lokalne fiesty, świąteczne zwyczaje, najlepsze muzea, kina i teatry. Podpowiada, gdzie tanio i dobrze zjeść, gdzie napić się dobrego wina, jakie pamiątki przywieźć ze sobą i gdzie je kupić. Poza tym dowiadujemy się m. in. skąd wzięła się nazwa miasta oraz czym charakteryzują się poszczególne dzielnice. Dzięki książce „Przystanek Barcelona” mamy okazje lepiej zagłębić się w historię miasta.

Maciej Bernatowicz „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”

Wydawać by się mogło, że o Hiszpanii wiem (prawie) wszystko. A już na pewno sama mogłabym napisać tego typu książkę. Życie lubi zaskakiwać i jak się okazuje, jednak nie wiem (prawie) wszystkiego o tym cudownym śródziemnomorskim kraju.

Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko” nie jest żadnym przewodnikiem. Jest to raczej swoiste kompendium wiedzy na temat tego cudownego kraju. Znajdziemy tam nie tylko zarys hiszpańskiej historii, czy opis tamtejszych obyczajów, ale także pojawiają się absurdy, które nie mieszczą się w głowie przeciętnemu Polakowi, chociażby codzienna sjesta. To także błyskotliwy wgląd w to, co współcześni Hiszpanie myślą o swojej historii i tożsamości, co wywołuje w nich radość, a czego się obawiają. Maciej Bernatowicz przybliża czytelnikowi ich tradycje, postawy życiowe, bieżące wyzwania, z którymi przyszło im się zmagać, ale także niewątpliwe sukcesy, które już odnieśli. Poza obszernymi opisami, znajdziemy tam również kolorowe zdjęcia, które doskonale obrazują to, o czym napisał autor.

Janusz Kasza „Korrida. Taniec i krew”

Korrida jest kwintesencją Hiszpanii, symbolem tego kraju i sportem narodowym, wręcz nawet świętością. Każdy Hiszpan powinien uczestniczyć w tym wydarzeniu chociaż raz w życiu. Janusz Kasza, zakochany od lat w korridzie – próbuje zrozumieć zawartą w niej tajemnicę śmierci. Wśród lawendowych wzgórz Prowansji pije wino, kosztuje małży i zachwyca się flamenco. Odwiedza dziadka Antonina, uznanego hodowcę byków, który przy cygarach i kieliszku absyntu snuje fascynujące opowieści. W podróży towarzyszy mu ognista Nicole, odkrywająca przed nim uroki śródziemnomorskiej fiesty.

Jeśli chcecie się dowiedzieć czym jest słynna korrida, albo po prostu zrozumieć, dlaczego Hiszpanie są tacy dumni z tego krwawego „sportu”, koniecznie przeczytajcie książkę Janusza Kaszy. Znajdziecie tam wiele interesujących informacji na temat samej techniki korridy, historii czy wielu innych ciekawostek.

Katarzyna Kobylarczyk „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”

Nie ma dnia, żeby w Hiszpanii nie odbywała się jakaś fiesta. Mieszkańcy tego kraju uwielbiają się bawić, a okazji do świętowania nigdy nie brakuje: rocznice, święta katolickie i świeckie, pochody ku czci patronów czy udanych zbiorów. W Hiszpanii świętowanie traktuje się jako coś wyjątkowego, a owocem tego są wszelkiego rodzaju fiesty – źródło wyemancypowania siebie, uwolnienia duszy z więzów ciała, zerwania łańcuchów porządku społecznego, ucieczki przez kontrolą władz. Przygoda autorki rozpoczyna się niespodziewanie, gdzieś w kraju Basków. Zupełnie przypadkowo staje się uczestnikiem regionalnej fiesty. Właśnie wtedy rodzi się pomysł, by podążać szlakiem pozostałych hiszpańskich fiest.

To, co przeczytamy w reportażu „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”  nie mówi się w mediach i rzadko wspomina w przewodnikach. Poza tym autorka wplata różne opowieści, legendy i fakty historyczne, co jest bardzo interesujące. Zręcznie wtrącą wątki historyczne, antropologiczne, geograficzne. Muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej czytałoby się jej książkę, gdybym nie musiała sobie wyobrażać każdej z nich, tylko być uczestnikiem wszystkich tych fiest J Ale nic straconego, bo w planie mam pojawienie się na wszystkich, bardziej znanych hiszpańskich fiestach.

Conrado Moreno „Mój Madryt”

Stolica Hiszpanii widziana oczami rodowitego Hiszpana. Madryt to styl życia, kultura, niezliczone bary i restauracje, uśmiechnięci ludzie, najlepsze muzea i wystawy na świecie. Po prostu nie można nie kochać tego miasta. Madryt żyje dniem i nocą, odpoczywa jedynie w upalne letnie popołudnia.

„Mój Madryt” jest zbiorem nastrojowych opowieści, wspomnień i sentymentalnych powrotów do miasta, które Conrado pamięta z dzieciństwa. Znajdują się też w niej różne typowo przewodnikowe informacje, razem z wieloma praktycznymi i przydatnymi radami. Po książkę warto sięgnąć nie tylko, by poznać historię, zabytki i inne atrakcje, jakie oferuje nam stolica Hiszpanii, ale przede wszystkim by poznać emocje, jakie wyzwala to miasto – piękne, tajemnicze i ekscytujące. Conrado moreno odkrywa przed czytelnikami ścieżki, którymi biegał jako mały chłopiec, a dzisiaj przemierza z zachwytem podczas każdej kolejnej wizyty, bacznie obserwując przy tym wszystko, co nowe.

Nina Majewska-Brown „Wakacje”

Wakacje to czas beztroski, odpoczynku, odkrywania piękna świata oraz całkowita regeneracja fizyczna i psychiczna. Co może być przyjemniejszego niż dwa tygodnie spędzone w cudownej Barcelonie w otoczeniu ukochanych i najważniejszych osób w życiu? Dla bohaterki „Wakacji”, Niny wymarzone wakacje przekształciły się w prawdziwą tragedię.

Nina Brown wraz z mężem oraz dwójką dzieci wybierają się na dwutygodniowe wakacje do stolicy Katalonii. Zapowiada się cudowny czas spędzony w gronie najbliższych: odpoczynek na plaży, zwiedzanie urokliwej Barcelony, próbowanie lokalnych specjalności oraz poznawanie hiszpańskich tradycji. Niestety nie na długo będzie mogła cieszyć się spokojem i rodzinnym szczęściem. Niespodziewany przyjazd teściów niszczy całą atmosferę. Wakacje i rodzinna sielanka zmieniają się w uciążliwą walkę z żywiołem (jakim są teściowie), którego nie można w żaden sposób ujarzmić. Jednak to dopiero tylko przedsmak tego, co tak naprawdę spotka Ninę.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron książka wydała się być lekką, przyjemną lekturą, bez żadnego głębszego przesłania. Jednak akcja, która miała miejsce w dalszej części książki wstrząsnęła mną, i to dosłownie. Takiego zwrotu akcji nigdy się nie spodziewałam. Pewnie mało który czytelnik oczekiwał takiego obrotu wydarzeń.  Od tamtego momentu czytelnik (w tym również ja) doświadcza zupełnie innej gamy emocji.  Lekkość, humor i harmonia zostaje zastąpiona współczuciem, niepewnością i strachem o przyszłość bohaterki.

Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru”

Grzechem byłoby pominąć tę książkę. Powieść, którą pokochały i zaczytały się w niej miliony ludzi na całym świecie. Przetłumaczona została na 20 języków, wydana w 30 krajach. W samej Hiszpanii sprzedało się 1 mln egzemplarzy.

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść „Cień wiatru” niejakiego Juliana Caraxa. Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

Jeśli chcecie się przenieść w czasie i przestrzeni, do minionych epok i pobłądzić, a zarazem przeżyć niezwykłą przygodę z Danielem, koniecznie sięgnijcie po „Cień wiatru”, swoisty klasyk gatunku.

Anna B. Kann „Barcelona na zawsze”

1470743333-65„Barcelona na zawsze” to już trzecia część serii opowiadająca o losach Ewy oraz jej rodziny i najbliższych przyjaciół. Ewa powraca ze słonecznej Barcelony, gdy dowiaduje się o śmierci swojego męża. Mimo, że od dawna nie łączyło ich żadne uczucie, a ich małżeństwo istniało tylko na papierze, śmierć małżonka bardzo odbiła się na zdrowiu psychicznym Ewy. Kobieta coraz bardziej pogrąża się w depresji i zdaje się, że nic ani nikt nie zdoła jej z niej wyciągnąć. W jednej chwili Ewa zostaje sama i ma na utrzymaniu dwie córki. Z pomocą nadchodzi Janusz – mężczyzna, który od dawna skrywa głębokie uczucia względem Ewy, jednak ta nie odwzajemnia ich. Jej myśli ciągle wracają do Paco, którego zostawiła w Barcelonie. Mimo tego, że wokół siebie ma wiele życzliwych osób, jednak nikt z nich nie potrafi zrozumieć jej żałoby.

Historia Ewy i jej najbliższych jest jak z życia wzięte. Może nie każdy o tym mówi wprost, ale wiele silnych i niezależnych kobiet zmaga się z takimi problemami psychicznymi i emocjonalnymi jak główna bohaterka. Śmierć męża, potem ukochanego psa oraz rozstanie z kochankiem mocno odcisnęły swoje piętno. Przez pewien czas Ewa nie jest w stanie wyjść z łóżka, mimo tego, że musi zaopiekować się swoimi dwiema córkami. Na szczęście ma wokół siebie troskliwych i opiekuńczych przyjaciół, którzy są w stanie porzucić na chwilę swoje życie prywatne, by spieszyć z pomocą potrzebującej. Ewa idzie do lekarza, ale dzięki wsparciu bliskich uczy się rozróżniać naturalny smutek od choroby.

Jeśli ktoś nie czytał pozostałych dwóch części „Do zobaczenia w Barcelonie” oraz „Powrót do Barcelony”, niech się nie martwi, że coś go ominie. Wręcz przeciwnie, gdyż autorka sprytnie przypomina nam fabułę poprzednich książek. Może akcja nie jest zbyt dynamiczna, ale Anna B. Kann potrafi niesamowicie zaciekawić i wciągnąć w głąb fabuły. Stylistyka i język powieści są bardzo lekkie, a jednocześnie barwne. Nie jest trudno wyobrazić sobie sytuacje, miejsca oraz osoby, które zostały przedstawione w sposób niezwykle obrazowy.

„Barcelona na zawsze” autorstwa Anny B. Kann, to bardzo emocjonująca powieść o dokonywaniu wyborów, które nie zawsze są dobre oraz o tym, że na dokonanie istotnych zmian w życiu nigdy nie jest za późno. Potrzeba tylko odwagi, by zacząć działać.

http://dlalejdis.pl/artykuly/barcelona_na_zawsze_recenzja

Być jak Antoni Gaudí

Nazywany jest twórcą bajkowej architektury, a budowle jego projektów stały się symbolem stolicy Katalonii i są rozpoznawane na całym świecie. Wszyscy wiedzą co to Sagrada Familia, nawet jeśli nigdy nie byli w tym mieście. Z kolei Park Güell jest ulubionym miejscem schadzek zakochanych par. Mieszkańcy Barcelony mają powody do dumy, gdyż żadne inne miasto nie może pochwalić się tak wybitnym architektem, z tak bujną wyobraźnią.

Antoni_Gaudi_1878Dzieciństwo i kariera

Antonio Gaudí, a właściwie Antoni Plàcid Guillem Gaudí przyszedł na świat 25 czerwca 1852 w miejscowości Reus w Katalonii. Mieszkańcy oddalonego o kilka kilometrów niewielkiego Riudoms uparcie twierdzą jednak, że mistrz urodził się u nich i do dziś spierają się o swojego artystę.

Gaudí był bardzo chorowitym dzieckiem – cierpiał na reumatyzm, przez co rzadko kiedy opuszczał dom. Niektórzy twierdzą, że to właśnie wtedy wykształciła się u niego niezwykła wyobraźnia. Był samotnikiem i sprawiał wrażenie człowieka pogrążonego we własnym świecie. Choroby, z którymi borykał się w latach młodzieńczych wpłynęły też na jego późniejszy, aktywny tryb życia oraz dbałość o dietę (Gaudí był wegetarianinem).

Artysta swoją naukę rozpoczął w Reus, w szkole pijarskiej. Jak sam twierdził, zawdzięczał jej poznanie prawdziwej wartości nauki chrześcijańskiej, która miała ogromny wpływ na jego twórczość. Nie był pilnym uczniem, ale był świetny w tworzeniu rysunków do gazetki szkolnej i scenografii. Już w tym okresie swojego życia, Gaudí próbował zaprojektować restaurację klasztoru w Poblet.

W 1876 r. wraz z ojcem i siostrzenicą przeprowadzili się do Barcelony. Tam też rozpoczął studia w Escula Tecina Superior de Arquitectura. Z powodu kłopotów finansowych zmuszony był podjąć się pracy. Zarabiał jako asystent barcelońskich architektów: Francisco Villara, Josepa Fontsere i Joana Martorella. To właśnie ten ostatni wprowadził Gaudíego na salony architektury. W 1878 r. dzięki nowatorskim projektom i świetnemu rysunkowi, młody architekt otrzymał dyplom i rozpoczął praktykę zawodową.

Twórczość Gaudíego

Na początku kariery zawodowej Artysta brał każde zlecenie: projektował kioski, bramy wjazdowe, płoty i mury. Dzięki znajomościom ze słynnymi architektami nie narzekał na brak klientów. Jego projekt gabloty dla sklepu fabrykanta rękawiczek, Esteve Comelli, doczekał się premiery na Wystawie Światowej w Paryżu w 1878 roku.

(tapeciarnia.pl)207736_barcelona_modernistyczne_budynki_projektu_gaudiego_panorama_miastaPierwszym poważnym projektem była praca nad rezydencją dla przedsiębiorcy Manuela Vicensego. Casa Vicens łączyła w nowatorski sposób wpływy mauretańskiej architektury z neogotykiem. Przełomowym momentem w życiu architekta było poznanie Eusebio Güell, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Barceloński przemysłowiec docenił pomysły młodego architekta i był fundatorem oraz wykonawcą wielu jego projektów.

W twórczości Gaudíego można znaleźć odniesienia do gotyku. Jego znakiem rozpoznawczym było użycie łuków, płynnych zawiłych deseni i organicznych form. Architekt tworzył budynki przypominające kształty, które można znaleźć w przyrodzie i podwodnym świecie. Testował różne materiały, a na etapie projektowania wykorzystywał lustra i zwierciadła. Wszystko po to, aby stworzyć takie dzieła jak: Casa de los botines w León, Park Güell, Casa Batlló, Casa Milà (La Pedrera), Villa Qiujano czy wreszcie Sagrada Familia.

La Sagrada Familia

To bez wątpienia najważniejsze dzieło jego życia. Prawdopodobnie żaden inny przybytek sakralny na świecie nie wzbudza tylu emocji co ta barcelońska katedra. Jest jedną z najbardziej charakterystycznych budowli jakimi może pochwalić się Hiszpania.

W 1883 roku Gaudí przejął kierownictwo prac nad rozpoczętą rok wcześniej budową kościoła, która w założeniu miała być katedrą biedaków. Początkowo bazylika była bardzo prosta – kościół w stylu neogotyckim na planie krzyża. Gaudí dostosował projekt do swojego stylu, nadając mu niepowtarzalny charakter i spędzając nad nim 15 ostatnich lat swego życia. W chwili jego śmierci gotowa była tylko jedna z trzech głównych fasad. Niemniej prace budowlane były nadal kontynuowane i trwają po dzień dzisiejszy.

Projektując katedrę, Gaudí czerpał inspirację ze świata przyrody, która miała przypominać jeden, ogromny organizm. Każdy z elementów bazyliki różni się od innych i był rzeźbiony osobno, zgodnie z zasadą, że w przyrodzie nie ma dwóch jednakowych rzeczy. Główna część kościoła (Fasada Narodzenia, złożona z trzech portali: Wiary, Nadziei i Miłości) ukończona była jeszcze za życia Artysty. Od ponad 20 lat w budowie jest natomiast Fasada Pasji, którą tworzą smutne figury wyrażające bolesne tajemnice różańca. Nad kościołem wznosi się osiem z dwunastu zaplanowanych iglic, symbolizujących dwunastu apostołów i mierzących ponad 100 metrów wysokości.

Choć La Sagrada Familia powstaje już przez ponad sto lat, z powodu deficytu finansowego daleko jeszcze do jej całkowitego ukończenia, które jest przewidziane na rok 2026. Problemem są również projekty Gaudíego, zniszczone w czasie wojny domowej. Mimo tego nawet niedokończona bazylika robi ogromne wrażenie i jest  obowiązkowym punktem w trakcie wycieczki po Barcelonie.

sagrada-familia

Tragiczna śmierć

Praca nad budową bazyliki była sensem życia Gaudíego, dlatego też w 1920 r. postanowił zamieszkać na placu budowy. Coraz bardziej tracił też wówczas kontakt ze światem, a jego stan zdrowia bardzo się pogarszał. Regularnie chodził jednak do odległego o 15 km kościoła Santo Felipe Neri. Ta codzienna pielgrzymka wymagała przejścia przez ruchliwą ulicę Gran Via, a widok przejeżdżających tam tramwajów ogromnie go denerwował. To właśnie jeden z nich 17 czerwca 1926 roku doprowadził do tragicznego wypadku, w wyniku którego artysta został potrącony. W szpitalu nikt nie był w stanie go rozpoznać i został wzięty za włóczęgę, ponieważ miał na sobie kapcie i ubranie związane sznurkiem, z kieszeniami pełnymi orzechów. Zmarł w przeciągu trzech dni.

Jego śmierć bardzo poruszyła mieszkańców Barcelony. Na ulicach zgromadziły się tysiące żałobników, a na pogrzeb przyszły tłumy. Chociaż nie wszyscy byli wielbicielami architektury Gaudíego, to podziwiali go jako człowieka i lokalnego patriotę, który gorąco kochał Katalonię i rzadko ją opuszczał. Wedle własnego życzenia, artysta został pochowany w podziemiach katedry, a do jego grobu każdego roku tłumnie przybywają pielgrzymki.

Darmowe atrakcje Barcelony, czyli jak zwiedzić miasto i nie wydać ani grosza

Jedno jest pewne – w Barcelonie nie można się nudzić. Miasto urzeka swoim urokiem, licznymi zabytkowymi budynkami oraz uroczymi parkami. Niestety za wstępy do większości atrakcji trzeba płacić. Dlatego do stolicy Katalonii najlepiej przyjechać w pierwszą niedzielę miesiąca, bo właśnie wtedy miasto pozwala się poznać – zupełnie za darmo.

Muzeum Pabla Picassa

Muzeum dedykowane najsłynniejszemu hiszpańskiemu malarzowi XX wieku jest prawdziwą kopalnią wiedzy na temat tego artysty. Aktualnie znajduje się tam ponad 4500 dzieł Picassa. Poza najbardziej znanymi obrazami, można również podziwiać pierwsze szkice, które wykształciły jego unikalny styl. Niestety na co dzień wstęp do muzeum jest płatny. Jedynie w każdą niedzielę po godz. 15-tej można podziwiać dzieła malarza bez wydawania pieniędzy. Także w każdą pierwszą niedzielę miesiąca (w godzinach otwarcia, 10-20) władze muzeum postanowiły, że wstęp dla zwiedzających będzie darmowy. Warto tak zaplanować swój czas, by w niedzielne popołudnie zajrzeć do tej instytucji kulturalnej i zachwycić się obrazami artysty reprezentującego sztukę nowoczesną.

wczesne-lata-wystawa-malarstwa-hiszpanskiego-malarza-pabla-picassa-w-muzeum-picassa-w-barcelona-hiszpania-V1_MAIN-514fot. praktycznepodroze.pl

MNAC – Narodowe Muzeum Sztuki Katalońskiej

To idealne miejsce dla zwolenników szeroko rozumianej sztuki. Zwiedzając przestronne wnętrza, można podziwiać antyki europejskiej sztuki średniowiecznej: obrazy, rzeźby, rysunki, grafikę, fotografię, monety, a także meble. Większość tamtejszych okazów pochodzi z rejonu Katalonii, ale pojawiają się także eksponaty z całego kraju, a także i kontynentu. Najsłynniejsze okazy w MNAC to Absyda z Santa Maria d’Aneu, freski z Sant Climent de Taull, Madonna Miłosierna Fra Angelica, czy meble zaprojektowane przez Gaudi’ego. Także budynek muzeum przykuwa uwagę swoją niecodzienną architekturą. Wyraźnie widać podobieństwo do Bazyliki Św. Piotra (kopuła) czy do Katedry Giralda w Sewilli. Co ciekawe, został wybudowany w 1929 roku w związku z Wystawą Światową, a po jej zakończeniu… miał zostać zburzony.

W każda pierwszą niedzielę miesiąca, w godzinach 10-15 można bezpłatnie zwiedzać wnętrza MNAC.

montjuic-castle-front-fountains_0
fot. www.bcncatfilmcommission.com

Muzeum Historii Katalonii 

Muzeum dedykowane jest tylko tej części Hiszpanii. Jego inicjatywa ma na celu uświadamiać społeczeństwu, że Katalończycy mają bogatą kulturę, historię i obyczaje. Eksponaty związane są bezpośrednio z Katalonią i Katalończykami. Muzeum dzieli się na kilka sekcji, które w całości składają się na stała ekspozycję: Korzenie, Narodzenie Narracji, Morze, Na krawędzi imperium, Wiek pary, Wiek elektryczności, Klęski i odrodzenie.

Do muzeum można wejść za darmo w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, od godz. 10:00 do 14:00.

hi_bcn_historii_kataloniifot. barcelona.hiszpania.travel

Pałac Güell

Został zaprojektowany przez Antonio Gaudi’ego w latach 1885-1890. W tamtym okresie architekt nie był jeszcze sławny, dlatego razem z radnym Barcelony wspólnie stworzyli projekt rezydencji. Güell poprosił Gaudi’ego by ten przygotował koncepcję prywatnej rezydencji, która mógłby chwalić się przed znajomymi i współpracownikami. Miały się tam odbywać wystawy, koncerty i inne wydarzenia kulturalne. Tak jak pozostałe dzieła architektoniczne Gaudi’ego, budynek również jest oryginalny i nowatorski. Do roku 1936 mieszkała w nim cała rodzina Güell. W 1984 roku obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Darmowy wstęp obowiązuje w każdą pierwszą niedzielę miesiąca oraz 23.04, 18.05 i 24.09 (10-13.45 i 13.30 zimą, 10-15.15 i 15-19 latem).

palau-guell-facade-fromfot. www.tripadvisor.com

CosmoCaixa

Miejsce to wcześniej znane jako Muzeum Nauki. Budynek powstał w latach 1904-1909 i początkowo służył jako azyl dla niewidomych. CosmoCaixa oferuje szereg ciekawych atrakcji: wystawy stałe i czasowe, planetarium czy wystawy interaktywne, których śmiało można dotknąć. W budynku znajduje się również księgarnia, sklepik z pamiątkami, centrum nauczania oraz biblioteka. Można powiedzieć, że CosmoCaixa to kataloński odpowiednik Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

 Do obiektu można wejść bez żadnych opłat w każdą pierwszą niedzielę miesiąca w godz. 10-20.

 BarcelonaCosmoCaixa-T24-afot. bcnshop.barcelonaturisme.com

Muzeum Historii Barcelony

Muzeum proponuje ciekawą, innowacyjną strukturę zwiedzania. Na całość składają się budynki (a jest ich łącznie 6), które rozmieszczane są w różnych częściach miastach, a to z kolei jest dobrą okazją do lepszego poznania Barcelony. W swojej ofercie posiada zbiory z ponad 2000 lat historii Barcelony, tym samym przedstawiając jej niezwykłe dziedzictwo kulturowe. Głównymi atrakcjami są wykopaliska archeologiczne prowadzone pod Placa del Rei w samym centrum miasta oraz podziemna część archeologiczna, w której znajdują się pozostałości po rzymskim mieście Barcino.

Wstęp do muzeum jest darmowy w każdą niedzielę od 15.00 (IV-IX czynne do 20.00; X-III od 16-19.00).

b6bbc7ed-ab82-4f54-87cb-4a7069dc011bfot. diy.eueueu.com

Parlament

Usytuowany jest w urokliwym Parc de la Ciutadella, a jego historia sięga XVIII wieku. Historia Parlamentu jest bardzo ciekawa, ale również bardzo chaotyczna. Pierwotną przeznaczeniem budynku była obrona oraz przechowywanie broni. W latach późniejszych architekt Pere Falques chciał przemienić go na Pałac Królewski, wzorowany na Operze w Paryżu. W przeciągu kilkudziesięcioleci gmach adaptowany był na m.in. na Muzeum Narodowe i parlament. Budynek wykonany jest z kamienia wydobywanego z Montjuic, zaś wnętrza zdobią popiersia wybitnych osobistości związanych ze sztuką Katalonii.

Do Parlamentu można wejść w każdą sobotę w godzinach  10-18.30 oraz niedzielę między 10 a 13.30. Parlament jest nieczynny dla zwiedzających przez cały sierpień.

kvesp0164sfot. www.aviewoncities.com

http://www.podroze.pl/swiat/europa/hiszpania/barcelona/darmowe-atrakcje-barcelony-czyli-jak-zwiedzic-miasto-i-nie-wydac-ani-centa/5087/

Nina Majewska-Brown „Wakacje”

wakacje-b-iext29176140Wakacje to czas beztroski, odpoczynku, odkrywania piękna świata oraz całkowita regeneracja fizyczna i psychiczna. Samo słowo wakacje kojarzy nam się z czymś przyjemnym, co wywołuje na naszych twarzach szeroki uśmiech. Co może być przyjemniejszego niż dwa tygodnie w cudownej Barcelonie w otoczeniu ukochanych i najważniejszych osób w życiu? Dla bohaterki „Wakacji”, Niny wymarzone wakacje przekształciły się w prawdziwą tragedię.

Nina Brown wraz z mężem Bartkiem oraz dwójką dzieci: Jaśkiem i Klarą, wybierają się na dwutygodniowe wakacje do stolicy Katalonii. Zapowiada się cudowny czas spędzony w gronie najbliższych: odpoczynek na plaży, zwiedzanie urokliwej Barcelony, próbowanie lokalnych specjalności oraz poznawanie hiszpańskich tradycji i kultury. Na ten wyjazd Nina odkładała pieniądze przez cały rok, dlatego też nie pozwoli, żeby cokolwiek popsuło jej cudowne plany. Niestety nie na długo będzie mogła cieszyć się spokojem i rodzinnym szczęściem. Niespodziewany przyjazd teściów niszczy całą atmosferę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że starsi państwo Brown od bardzo dawna nie żyją w zgodzie z synem i jego rodziną. Nie wspominając o całkowitej nieakceptacji swojej synowej, o czym nie pozwalają jej zapomnieć na każdym kroku. W związku z tym, wakacje zmieniają się w uciążliwą walkę z żywiołem, którego nie można w żaden sposób ujarzmić. Jednak to dopiero tylko przedsmak tego, co tak naprawdę spotka Ninę.

Gdy zaczęłam lekturę „Wakacji” sądziłam, że będzie to lekka, przyjemna, wakacyjna książka, bez żadnego głębszego przesłania. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron tak właśnie było. Jednak akcja, która miała miejsce w dalszej części książki wstrząsnęła mną, i to dosłownie. Takiego zwrotu akcji nigdy się nie spodziewałam. Pewnie mało który czytelnik oczekiwał takiego obrotu wydarzeń.  Od tamtego momentu czytelnik (w tym również ja) doświadcza zupełnie innej gamy emocji.  Lekkość, humor i harmonia zostaje zastąpiona współczuciem, niepewnością i strachem o przyszłość bohaterki.

Miałam wrażenie, że wydarzenia z życia bohaterki wydarzyły się naprawdę w życiu autorki. Styl pisarki jest tak bezpośredni, wiarygodny, a przede wszystkim szczery sprawia, że nie da się myśleć inaczej. Jeśli tak jest, to szczerze współczuję autorce. Przyznam, że nie wiem jak ja zachowałabym się w skórze bohaterki. Pewnie kompletnie bym się załamała i zupełnie odcięła od świata. Tymczasem Nina mimo coraz to nowych przeciwności losu nie poddaje się  i w każdej dramatycznej sytuacji stara się znaleźć rozwiązanie. Jednak przekorny los rzuca jej pod nogi kolejne kłody. Za każdym razem wydaje się, że jest to cios poniżej pasa… Czy Nina zdoła podnieść się po kolejnych uderzeniach? Sama również jestem tego ciekawa.

„Nie ocenia się książki po okładce” – to dobrze znane stare powiedzenie, ale już sama okładka książki przykuła moją uwagę. Oczywiście oprawa „Wakacji” z kolorowymi krajobrazami Barcelony sugeruje zupełnie inną zawartość, niż jest naprawdę. Jedyne, co mnie raziło to spora ilość wulgaryzmów i nowoczesnego/młodzieżowego słownictwa, którego czasami nie rozumiałam.

Debiutancka powieść Niny Majewskiej-Brown to świetna lektura nie tylko na upalne, letnie popołudnia. Autorka udowodniła, że potrafi zaskoczyć czytelnika, wprowadzając niespodziewane zwroty akcji. Z pewnością „Wakacje” na długo zapadną w pamięć czytelnika, jednocześnie zabierając kawałek serca. Co więcej, sprawią, że w oku zakręci się łezka. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki Niny Majewskiej-Brown.

http://dlalejdis.pl/artykuly/wakacje_recenzja

Katarzyna Wolnik-Vera „Przystanek Barcelona”

przystanek-barcelona01Do Barcelony przybyłam latem ubiegłego roku. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Od pierwszych chwil wiedziałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Stolica Katalonii potrafi w sobie rozkochać na dobre nie jednego turystę. Dlatego też lektura przewodnika po Barcelonie „Przystanek Barcelona” autorstwa Katarzyny Wolnik-Very była dla mnie wzruszającym powrotem do tego przepięknego miasta.

Autorka pochodzi z Katowic, ale kilka lat temu wyszła za mąż za Katalończyka i na stałe osiadła w Barcelonie. Ukończyła filologię polską, a po studiach pochłonęła ją praca dziennikarska. W pogoni za miłością postanowiła przeprowadzić się na drugi kraniec Europy. Aktualnie prowadzi rozmowy z cudzoziemcami w lokalnym radiu, organizuje śluby i zaręczyny w Barcelonie i robi zdjęcia. W wolnych chwilach zajmuje się blogowaniem.

Katarzyna Wolnik-Vera pokazuje nam różne oblicza stolicy Katalonii. Na samym początku oprowadza nas po jej romantycznej części: ulicy Zakochanych i ulicy Pocałunków, nastrojowych parkach oraz Magicznej Fontannie. Dzięki niej poznamy Barcelonę z wysokości (bo jak się okazuje) znajduje się tam aż dwadzieścia punktów widokowych, z których rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta. Kolejnym punktem zwiedzania jest Plac Kataloński – według mieszkańców to samo centrum miasta. Właśnie tam odbywają się wszystkie ważne imprezy, festiwale oraz manifestacje. Oczywiście autorka dba o to, byśmy razem z nią nie ominęli najważniejszych architektonicznych atrakcji: Sagrada Pamilia, Park Guell, Casa Mila, Casa Battlo, MNAC czy Barri Gothic.

Poza sentymentalnym spacerem, autorka przekazuje nam garść praktycznych informacji. Przewodnik przede wszystkim jednak przybliża obyczaje mieszkańców, ich tradycję i kulturę: miłość do rumby i flamenco, szalone imprezy, lokalne fiesty, świąteczne zwyczaje, najlepsze muzea, kina i teatry. Podpowiada, gdzie tanio i dobrze zjeść, gdzie napić się dobrego wina, jakie pamiątki i gdzie je warto kupić. Ponadto dowiadujemy się skąd wzięła się nazwa miasta oraz czym charakteryzują się poszczególne dzielnice. Dzięki pisarce mamy okazje lepiej zagłębić się w historii miasta. Na koniec nie zabrakło praktycznych informacji, m.in. w jaki sposób dbać o bezpieczeństwo w Barcelonie, jak sprawnie poruszać się po mieście, gdzie nauczyć się języka, jak się zakwaterować oraz wiele innych tego typu ciekawostek.

Poza masą informacji nie tylko o samych atrakcjach, znajdziemy również wiele praktycznych wiadomości: co, gdzie, kiedy, w jakich godzinach, za ile. Obok znajduje się mnóstwo pięknych, kolorowych fotografii autorstwa Katarzyny Wolnik-Very. Dzięki temu zwiedzanie staje się jeszcze przyjemniejsze. Ten, kto pierwszy raz przybywa do Barcelony powinien mieć ze sobą „Przystanek Barcelona” a świetnie odnajdzie się w stolicy Katalonii. Zdecydowanie bardziej pozna miasto z tą książką niż z jakimś innym standardowym przewodnikiem.

Czy moja miłość była z wzajemnością? Myślę, że tak, gdyż miasto bardzo miło mnie przyjęło, było życzliwe, pomocne; nie spotkały mnie żadne nieprzyjemności. Siedząc na lotnisku, zanim jeszcze wyruszyłam w drogę powrotną wiedziałam, że niejeden raz tam powrócę. Odbywając czytelniczą podróż w głąb tego miasta i wracając wspomnieniami, moje serce zaczyna mocniej bić. W głębi duszy mam nadzieję, że Barcelona stanie się moim domem, tak jak stała się domem Katarzyny Wolnik-Very.

Za książkę dziękuję:

burda-ksic485c5bcki

„Trzy metry nad niebem”

Do tego filmu podchodziłam dwukrotnie. Za pierwszym razem obejrzałam kilkanaście minut i przyznam, że średnio mnie zainteresował. Dopiero po powrocie z Barcelony (w tym mieście rozgrywa się akcja „3MSC”) postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz. Od tamtej chwili film „Trzy metry nad niebem” stał się jednym z moich ulubionych.

ttttttt

Historia wydaje się być banalna: ona – Babi (Maria Valverde) jest wzorową uczennicą, pochodzi z dobrej i zamożnej rodziny, natomiast on – Hache (Mario Casas) jest impulsywnym rozrabiaką i lekkoduchem, zaś jego ulubionym zajęciem jest ściganie się na motorze. Oboje pochodzą z zupełnie dwóch różnych światów. On jest typem faceta, którego pragnie mieć każda kobieta. Ona spokojna i ułożona nastolatka z wielkimi planami na przyszłość. Ku zaskoczeniu wszystkich – ich drogi łączą się ze sobą. Począwszy od wzajemnej niechęci, poprzez nienawiść i złość, między tą dwójką urodzi się wyjątkowa miłość. Babi i Hache przeżyją wiele niezapomnianych chwil, ale również nie obejdzie się bez wielkich dramatów. Czy ich miłość jest tak silna, że pokona wszystkie przeszkody, które stawia im los?

trzy_meetry_wd_orig

tumblr_ngcl4699YI1sfky1xo1_500

Mimo (pozornie) banalnej historyjki, fabuła pochłonęła mnie kompletnie. Poza początkową niechęcią między głównymi bohaterami, przez pączkująca miłość, a skończywszy na licznych dramatach i tragedii, film ma w sobie to coś, co sprawia, że wciąż się chce go oglądać. Może chodzi o ideę prawdziwej, namiętnej, intensywnej i jedynej miłości, którą każdy z nas pragnie znaleźć? Hache i Babi stworzyli tak intymną atmosferę, że iskrzy między nimi przez cały film. Widać wielką chemię między aktorami. Swoją drogą – Mario i Maria od momentu zagrania w „3MSC” również w życiu prywatnym zostali parą.

tres_metros_sobre_el_5v_orig

trzy_meetryy__ZA_orig

Bardzo interesującą postacią jest Hache (a właściwie Hugo), którego zagrał Mario Casas. Przyznam szczerze, że hiszpański aktor jest tak przystojny, że nie można oderwać od niego wzroku, i to właśnie on sprawił, że każdego dnia mogę oglądać „3MSC” nie nudząc się ani minutę. Decydowanie jest najmocniejszym ogniwem całej produkcji 🙂 Wracając do Hache – chłopaka, który kiedyś był porządnym nastolatkiem do czasu kiedy nie dowiedział się o zdradach matki, która była dla niego autorytetem w każdej dziedzinie. Pobił kochanka matki i od tego czasu zmieniło się całe jego życie. Hache jest osobowością, której nie da się zapomnieć. Raz zimny jak lód, a innym razem czuły i opiekuńczy. Czasami trudno go rozgryźć i chyba to jest w nim takie intrygujące. W gruncie rzeczy jest to postać tragiczna, gdyż zatracił się w swojej nienawiści do tego stopnia, że nie potrafi ujarzmić swojej mrocznej strony, nawet w imię miłości do Babi. Z kolei Maria Valverde miała spore pole do popisu w roli Babi – dobrze przeniosła na ekran wszystkie emocje i humory swojej bohaterki. Jednak zdecydowanie pozostaje w cieniu swojego filmowego partnera.

tumblr_nblihyS9Sb1te0woro1_250

„Trzy metry nad niebem” jest ekranizacją książki włoskiego pisarza Federico Mocci. Z tego co wiem, to powstała również włoska wersja filmu. Nie oglądałam, więc nie mogę oceniać, ale z przeczytanych recenzji wynika, że włoski i hiszpański film różnią się niczym niebo a ziemia – oczywiście niebem jest hiszpańska produkcja J Powstała kontynuacja historii głównych bohaterów – „Tylko ciebie chcę”. Ukazuje dalsze perypetie Babi i Hache. Według mnie druga część jest zdecydowanie słabsza, ale o tym napiszę innym razem. Plotki głoszą, że w planach jest trzecia część filmu (i książki), zaś prace trwają nieustannie. Podobno zakończenie miłosnej trylogii ma być ukoronowaniem perypetii tej pary. Jestem bardzo ciekawa finału historii Hache i Babi i kto wie, może pojawi się happy end?