Baku. Kraina szklanych domów

Pamiętacie „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego? Pojawia się tam mit szklanych domów, który jest jednym z najważniejszych symboli pojawiających się w tej książce,  będący wyobrażeniem marzenia o idealnym kształcie nowej Polski. Historię o szklanych domach opowiada Cezaremu Baryce jego ojciec w trakcie podróży z Baku do ojczyzny. Seweryn Baryka tłumaczy synowi, że Polska to kraj o najwyższym poziomie cywilizacyjnym, w którym buduje się domy ze szkła. Surowiec ten jest wytwarzany w nadmorskich fabrykach, a następnie wykorzystywany do konstrukcji nowoczesnych budowli. Domy wykonane ze szkła są czyste, niezwykle wygodne i higieniczne. Zostały wyposażone w specjalny system grzewczy i chłodzący. Stanowią więc idealne połączenie estetyki i komfortu. Mit o szklanych domach w pierwszej kolejności można więc odczytywać jako synonim postępu cywilizacyjnego, a Baku z całą pewnością jest miastem, które w szaleńczym tempie zalicza rozwój technologiczny i architektoniczny. Dlaczego wspominam o szklanych domach, które miały przecież znajdować się w Polsce? W stolicy Azerbejdżanu szklane domy nie są żadnym mitem, a rzeczywistością.

Przed wyjazdem wielu moich znajomych pukało się w czoło i zastanawiało, co ja znowu wymyśliłam. Pytali: „Ale, że gdzie?”, „Nie ma takiego kraju” albo „Gdzie Ciebie znowu niesie?”. Dla mnie tajemniczy, fascynujący i egzotyczny kraj. Dla innych niebezpieczny, zacofany i dziki koniec świata. Jak to jest z tym Azerbejdżanem?

Azerbejdżan nazywany jest „Krainą Ognia” i z całą pewnością jest państwem pełnym kontrastów i przeciwieństw, zawieszone gdzieś pomiędzy Europa a Azją. Można w nim znaleźć zarówno ślady starożytnych imperiów, jak i nowoczesny naród, ulegający ekspresowej transformacji dzięki ogromnym dochodom z ropy naftowej. Stolica kraju – Baku – to kosmopolityczne miasto położone nad Morzem Kaspijskim. Niewiele jest miast  na świecie, które zmienia się w tak szaleńczym tempie. W ostatnim dziesięcioleciu w Baku „wyrosło” wiele drapaczy chmur, które zastępują lub zasłaniają ponure bloki mieszkalne z czasów ZSRR. Swoje miejsca maja też zakochani spacerujący po zielonych parkach czy promenadzie nad brzegiem Morza Kaspijskiego, którego zielono-błękitne wody pozwalają szybko zapomnieć o tym, że miasto otaczane jest przez rozległe pustynie.

Stare Miasto

Zabytkowym sercem Baku jest Stare Miasto, które widnieje na liście UNESCO. To właśnie tam znajdują się najciekawsze zabytki, klimatyczne restauracje z lokalnym jedzeniem i całe rzesze barwnych sklepów z dywanami, od których można oczopląsu dostać. Krążąc po zaułkach i uliczkach Starego Miasta, wielu sprzedawców zachęcało mnie, żebym kupiła od nich jedwabny dywan za 16 tys. euro, ale akurat nie miałam  przy sobie drobnych 😉 A tak na serio, to miałam wielka ochotę kupić jakiś dywan, bo były cudowne, ale niestety nie dałabym rady go ze sobą zabrać – tylko bagaż podręczny wchodził w rachubę 😦 Kiedy w odpowiedzi na pytanie skąd jestem, odpowiadałam zgodnie z prawdą, że z Polski, to zapraszali mnie na herbatkę do siebie do sklepu 🙂 Z jednej propozycji nawet skorzystałam, miło spędzając czas i plotkując przy aromatycznym caju o mojej podróży, o moim kraju i Azerbejdżanie. Zaskakujące było to, że Azerowie posiadają dużą wiedzę o Polsce i z fascynacją opowiadają o swoich doświadczeniach. Każdy, z kim zamieniłam kilka zdań, albo pracował kiedyś w moim kraju, albo był na wycieczce, albo ktoś z rodziny tam wyjechał. Bardzo miłe i rzadko spotykane zjawisko.

Strzelista kamienna wieża o wysokości 29 m i licząca ponad 1000 lat to jeden z najbardziej znanych zabytków Baku. Ze szczytu rozpościera się widok na Zatokę Bakijską i stare Miasto. Jej nazwa tłumaczona jest jako „Baszta Dziewicza” i wiąże się z tym, że była niedostępna dla wrogich wojsk, które miały problem z jej zdobyciem. Dokładnie naprzeciwko Baszty Dziewiczej znajdują się liczne wykopaliska archeologiczne. Idąc dalej natkniemy się na Meczet „Piątkowy” zbudowany w 1899 r., ozdobiony misternymi płaskorzeźbami. Do dnia dzisiejszego służy mieszkańcom miasta.

Promenada

Do Starego Miasta najlepiej (i najprzyjemniej) dostać się piechotą, przechadzając się po tamtejszej promenadzie, która ma się wrażenie – ciągnie się przez pół miasta. Po jednej stronie możemy podziwiać liczne parki, karuzele i malutkie kawiarenki, zaś po drugiej rozciąga się widok na Zatokę Bakijską. Na końcu bulwaru można wsiąść do Funtrain, czyli kolejki, która zawiezie nas na wzgórze w okolice Ognistych Wież. Tam rozpościera się przepiękny widok na miasto i całą Zatokę.

Ogniste Wieże

Ogniste Wieże to najbardziej charakterystyczne drapacze chmur w Baku. Trzy faliste wieże z błękitnego szkła tworzą architektoniczną wizytówkę tego miasta. Mają od 28 do 33 pięter wysokości i są tak potężne, że największe wrażenie robią, gdy się je podziwia z odległości. W jednej wieży znajduje się hotel, w drugiej biurowce, a w trzeciej ekskluzywne apartamenty. Najpiękniej prezentują się nocą, tworząc ogromny ekran, na którym odbywa się pokaz świateł. O ile mi się wydaje, to mają 5 albo 6 animacji, na pewno zapamiętałam flagę Azerbejdżanu, krople wody, ale najpiękniejsza gra świateł to płomienie.

Muzeum Dywanów

Na uwagę zasługuje nietypowe muzeum, a mianowicie Muzeum Dywanów. Niestety nie udało mi się wejść do środka, bo akurat wtedy było zamknięte 😦 Z zewnątrz wygląda przekomicznie: muzeum zostało zaprojektowane na wzór zawiniętego  dywanu 🙂 Mnie osobiście przypominał ogromnego naleśnika 😀 Można tam obejrzeć zbiór (ponoć przepiękny) azerskich dywanów, a także poznać ich niezwykłą historię.

„Szklane domy”

Na koniec powracam do wspomnianego wcześniej wątku o szklanych domach. Mowa o bakijskich drapaczach chmur, które co prawda z tradycyjnym domem nie mają nic wspólnego, ale z całą pewnością należą do czołówki najnowocześniejszych budynków świata. Różne kształty i rozmiary przyprawiają o zawrót głowy.

Centrum Kuturalne im. Hejdara Alijewa

Do najnowocześniejszych budynków zalicza się Centrum Kulturalne im. Hejdara Alijewa. To przeogromny budynek zaprojektowany przez muzułmankę, znakomitą architekt  Zahę Hadid. Jest to doskonały przykład bryły charakterystycznej dla XXI wieku. Mnie osobiście przypominał ogromny statek kosmiczny. W środku organizowane są koncerty i wystawy. Podobny gdy się patrzy na budynek z lotu ptaka, można zauważyć, że kształtem przypomina sygnaturę podpisu Hadid.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Xinaliq. Kaukaskie Machu Picchu

Gdzieś w Azerbejdżanie, na jego końcu świata, ukryta wysoko w górach znajduje się maleńka wioska, w której ludzie żyją skromnie i mówią własnym, nikomu niezrozumiałym językiem. Wioska ta nosi nazwę Xinaliq (lub Hinalug lub Khinalug). Planując swoją wyprawę do tego kraju wiedziałam, że koniecznie muszę tam pojechać. Właściwie poza Baku, to był drugi punkt mojej podróży po Azerbejdżanie.

Kilka godzin jazdy autobusem lub samochodem od miasta Quby, miasta znajdującego się w północnym Azerbejdżanie, gdzie droga wiedzie przez malownicze wąwozy i ośnieżone szczyty gór, na wysokości około 2300 m n.p.m. leży jedyna w swoim rodzaju wioska – Xinaliq. Do niedawna nieznana i niedostępna była nawet dla większości Azerów. Jest to nie tylko najwyżej położona wieś w Azerbejdżanie, ale również w Europie. Mieszkańcy wioski wierzą, że ich przodkowie wysiedli tutaj prosto z Arki Noego, która miała zatrzymać się na płaskim wierzchołku góry. Można odnieść wrażenie, że Xinaliq leży na szczycie jakby ściętego wierzchołka góry, przypomina twierdzę, a niektórzy nazywają go kaukaskim Machu Picchu.

fot. Trip Advisor

Starożytna wioska Xinaliq to miejsce, które bez wątpienia robi piorunujące wrażenie. Jednak sama trasa z Quby, która jest niezwykle malownicza, również stanowi atrakcję sama w sobie. Droga wiedzie najpierw lasem, a następnie prowadzi wąwozami, by w końcu wyłonić się w oszałamiającej i zapierającej dech górskiej dolinie. Muszę przyznać, że całą tę trasę (w obie strony) jechałam z nisko opadnięta szczęką. Mało rzeczy robi na mnie szczególne wrażenie, ale trasa do Xinaliq totalnie mnie zachwyciła. Momentami nie jest zbyt bezpieczna, śliska, pełna zwężeń i skarp. W pewnym momencie musieliśmy zmienić samochód na „terenowy”, który miałam wrażenie, że rozpadnie się po drodze na drobne kawałki, a kierowca jechał jak opętany. Na w obie strony szczęście dotarliśmy w jednym kawałku 🙂

Aktualnie dojazd do celu jest prosty, ale jeszcze niespełna pół wieku temu Xianliq było górską wioską praktycznie odciętą od świata. By dostać się do cywilizacji trzeba było pokonać ponad 20 kilometrów pieszo lub konno po trudnym, wysokogórskim terenie. Położenie wioski sprawiło, że przez około 2000 (niektóre źródła podają, że nawet 5000) lat mieszkańcy Xinaliq żyli w odosobnieniu, pielęgnując odrębne, pradawne zwyczaje i tradycje – uznano ich za osobne plemię. Język którym posługują się tubylcy jest niepodobny do żadnego innego na Ziemi. Nawet sami Azerowie nie są w stanie go zrozumieć. Składa się z siedemdziesięciu siedmiu głosek i ma siedemnaście przypadków.

Wioska liczy obecnie nieco ponad 300 domów, a populacja w 2007 roku wynosiła 2075 ludzi. Niektóre z domów mają ponad 200 lat. Tamtejsza architektura jest bardzo charakterystyczna –  dach jednego domu służy również jako dziedziniec domu położonego wyżej na wzgórzu. Wszędzie wokół suszy się krowi nawóz wykorzystywany jako opał. Prawie nie ma ulic, tylko strome ścieżki prowadzące do kamiennych gospodarstw. Mieszkańcy żyją z wypasania owiec, które są niezwykle dla nich ważne – dają nie tylko mleko i mięso, ale także wełnę. W Xinaliq znajduje się jedna szkoła dla wszystkich dzieciaków, maleńkie muzeum, w którym jest wszystko i nic 🙂  Mieszkańcy tego rejonu mają również swoją bazę wojskową, umiejscowioną opodal, na skraju wzgórza.

Xinaliq staje się miejscem coraz bardziej znanym i popularnym, dlatego teraz mieszkańców nie dziwi widok licznie przybywających turystów. Jednak jeszcze pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku, obcy przybysze wzbudzali nie lada sensację. Przełom nastąpił w drugiej połowie 2006 roku, gdy w związku z przyjazdem prezydenta Ilhama Alijewa , droga z Quby została wyasfaltowana.

Co ciekawe, na tym azerskim końcu świata, w wiosce ukrytej wysoko w górach, gdzie nie dociera praktycznie żadna cywilizacja, spotkałam dwunastoletnie dziewczynki, które sprzedawały własnoręcznie wydziergane rękawiczki i skarpetki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczynki te płynnie mówiły… po angielsku! Nie jest to takie oczywiste, gdyż nawet w Baku – stolicy kraju nie każdy znał ten język. Gospodarz, do którego zawitaliśmy na obiad, również posługiwał się angielskim, jednak nie w tak  zaawansowanym stopniu, jak napotkane dziewczynki. Zabawne było, kiedy kazał nam odgadnąć ile ma lat. Wszyscy szacowaliśmy przedział wiekowy 60-70 lat (bo na tyle wyglądał), a okazało się, że liczy… 47 wiosen! 🙂 Surowy, górski klimat i ostre słońce sprawiają, że ludzie szybciej się tam starzeją, czego przykładem był sympatyczny gospodarz 🙂

Czuję wielki niedosyt, gdyż nie zdołałam nasycić się tymi oszałamiającymi widokami. Zbyt mało czasu tam spędziliśmy, bo jednodniowa wycieczka to zdecydowanie za krótko. Plan na następny raz: pojechać do Xinaliq na co najmniej jedną noc i obudzić się w pokoju z widokiem na te cudowne góry 🙂 Już nie mogę się doczekać 🙂

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.