Skaros Rock. Sekretna atrakcja Santorini

Santorini słynie z wielu atrakcji, takich jak kolorowe plaże czy białe domki z niebieskimi kopułami. Jednak ilu ludzi słyszało o Skaros Rock? Przyznam się bez bicia, że zanim przybyłam na wyspę, nie słyszałam o tym miejscu, dopiero jeden z lokalesów powiedział mi, żebym koniecznie tam poszła. Oczywiście skałę doskonale widać z całej wyspy i nawet kilkukrotnie przechodziłam obok niej, ale do głowy mi nie przyszło, że można się tam wdrapać. Dopiero po sugestii i rekomendacji N., pognałam tam następnego dnia.

Cypel z dużym potencjałem

Czym jest to tajemnicze Skaros Rock? To duży skalny cypel na egejskiej wyspie Santorini. Formacja ta powstała w wyniku aktywności wulkanicznej (prawdopodobnie w wyniku erupcji datowanej na 68 tys. lat p.n.e.) pobliskiej kaldery Santorini i od tego czasu jest dalej kształtowana przez erozję i trzęsienia ziemi. W związku z tym, że był to doskonały punkt obserwacyjny, podwyższone położenie skały uczyniło z niej znakomite miejsce do utworzenia fortyfikacji obronnych.

Początki tego miejsca sięgają początku XIII wieku, a pomysłodawca i zleceniodawcą tego przedsięwzięcia było Cesarstwo Bizantyjskie, które zatrudniło znakomitego weneckiego architekta Giacomo Barozziego do budowy fortecy wokół cypla. Początkowa konstrukcja, znana jako „La Roka” (po grecku „Górny Zamek”), została ukończona w 1207 r. W kolejnych latach osada stopniowo rozrastała się, a wokół cypla zbudowano wiele domów mieszkalnych i pozostałych fortyfikacji. U podstawy formacji zbudowano zespół kościelny, kaplicę Panagia Theoskepasti oraz mały port. Do czasu przejęcia wyspy przez Republikę Wenecką w 1336 roku, osada liczyła ponad 200 domów i kilkuset mieszkańców. Ponieważ Skaros było największą osadą na wyspie, twierdza stała się stolicą weneckiego Santorini. Przez kolejne wieki wyspa stała się celem najazdów wielu wrogich wojsk, między innymi tureckich. Podczas gdy inne osady ucierpiały, fortyfikacje Skaros i położenie tego punktu wysoko na klifach zachodniego Santorini chroniły miasto przed najeźdźcami.

Skaros był znaczącą osadą do momentu, kiedy wulkan zaczął o sobie dawać znać – stał się aktywny, a pierwszy wybuch nastąpił w 1650 roku. Erupcja ta spowodowała kilka silnych trzęsień ziemi, które skutkowały zawaleniem się znacznej części miasta do morza. Wulkan kontynuował okresy aktywności: od 1701 do 1711 i ponownie od 1866 do 1870. Erupcje z XVIII wieku miały znaczący wpływ, ponieważ spowodowały, że większość mieszkańców Skaros w strachu przeniosła się do Firy (obecnej stolicy wyspy) lub pobliskiej wioski Imerovigli. Stara wenecka forteca została później opuszczana i na początku XIX wieku składała się z zaledwie kilku zniszczonych ruin, które możemy do dzisiaj podziwiać. 

Skała z widokiem na całą kalderę

Spacerując po czerwonawej skale, trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było tam ważne miasto z murami obronnymi. Teraz pozostał jedynie skrawek lądu, po którym trzeba balansować, a przy wietrznej pogodzie (czyli zawsze) trudno utrzymać równowagę. Z dawnych licznych mieszkań pozostało tylko kilka ruin. Na cyplu wiało niemiłosiernie, a spódnica powiewała mi na wszystkie strony. Dodam, że była to spódnica sięgająca samych kostek, którą próbowałam trzymać z ze wszystkich stron, ale i tak dzięki kapryśnej pogodzie co niektórzy mogli podziwiać moje majtki.

Na samym szczycie znajduje się najwyższy punkt widokowy na wyspie, ale przy tak silnym wietrze nie miałam odwagi wspiąć się na samą górę. Już przy samych schodzeniu w dół po schodkach wiatr miotał mną jak szalony. Mimo, że zrezygnowałam z wdrapywania, to widok z niższych partii skały był całkiem zacny. Co do jednego Wenecjanie mięli rację, bo widok jest zdumiewający – ze skały widać niemal całą zatokę.

Skarb ukryty u podnóża skały

Jednak to, co najcenniejsze znajduje się u stóp Skaros Rock. Gdy dotarłam (jak mi się wydawało) na kraniec skały, postanowiłam wracać na górę, ale coś mnie zastanowiło – schodki prowadzące jeszcze niżej. Niepewnym krokiem ruszyłam w dół, chociaż doskonale zdawałam sobie sprawę, że czeka mnie podwójna ilość schodów prowadzących w górę do pokonania w drodze powrotnej. Zaufanie intuicji było dobrym pomysłem. U podnóża skały znajduje się uroczy kościółek niewielkich rozmiarów, z którego widok jest jeszcze lepszy niż ze szczytu skały.

Budynek z niebieską kopułą i dzwonnicą nazywany jest Chapel of Panagia Theoskepasti. Nie jest to znana atrakcja turystyczna, słabo widać go z góry – dopiero jak się wychyli, to wtedy można go dostrzec. W związku z tym, że nie jest on popularny i nie każdemu chce się zejść na sam dół skały, niewielu turystów tam dociera. Ja miałam farta, bo kiedy się tam pojawiłam, jakaś para robiła sobie artystyczne zdjęcia, więc i ja się na takie załapałam 🙂

Jak się tam dostać?

Szlak prowadzący do tego miejsca prowadzi przez strome kręte schody z miasteczka Imerovigli, tuż pod hotelem Grace. Ścieżka zaczyna się betonowymi schodami prowadzącymi w dół i cienką drucianą poręczą, która przechodzi w żwirową ścieżkę bez żadnej barierki. Przy samym wejściu na skałę znajduje się klimatyczny kościółek Agios Georgios oraz betonowa platforma, z której również można podziwiać widok na kalderę i wulkan. Wiele osób wybiera się na skałę na krótką wycieczkę podczas wędrówki szlakiem z Firy do Oia.  Wizyta na Skaros powinna zająć co najmniej godzinę w jedną stronę, a jeśli – tak jak ja – chcemy zrobić zdjęcie każdemu kamieniowi, to spacer zajmie znacznie więcej czasu. Zdecydowanie lepiej jest wybrać się tam po południu, tak po godzinie 17:00, bo trasa w pełnym słońcu jest dość uciążliwa. Droga powrotna w górę jest męcząca, bo trzeba pokonać setki kamiennych schodów, a upał daje się we znaki. Jednak widok ze skały wart jest każdego wysiłku.

Powiedziano mi, żebym na wędrówkę po skale założyła sportowe buty, bo będzie wygodniej i bezpieczniej. Absolutnie nie neguję tego, ale na wakacje zazwyczaj nie zabieram sportowych butów, więc  jedynym „sportowym” obuwiem jakie spakowałam do walizki były baleriny 🙂 Akurat tego dnia miałam na sobie sandałki i mimo wszystko zdecydowałam się tam pójść, chociaż ostrzegali mnie, że nie dam rady w nich nigdzie dojść. No cóż, nogi nie złamałam, zębów nie wybiłam, nawet żadnego siniaka nawet nie nabiłam, a i sandałki ocalały 🙂 Aczkolwiek rozsądek podpowiada, że lepiej jest założyć jakieś stabilniejsze buty.

Skała najpiękniej prezentuje się o zachodzie słońca. Tutaj pisałam więcej o santoryńskich zachodach słońca.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Pozostałe posty o Santorini:

Nostalgia i zachwyt. Zachody słońca na Santorini

W Grecji nie byłam ładnych kilka lat. Nie planowałam tam zawitać w tym roku, miałam inne plany podróżnicze, jednak Grecja nie była na mojej tegorocznej liście. W czasach pandemii trudno przewidzieć, jak sytuacja w danym kraju będzie się rozwijać. W tym okresie miałam lecieć do Hiszpanii, ale intuicja podpowiedziała mi, żebym na razie sobie darowała. Z ciężkim bólem serca zrezygnowałam z wyjazdu do mojego ukochanego kraju i kupiłam bilet na Santorini, chociaż nie wiedziałam, co się wydarzy. Miałam obawy czy mój upragniony urlop dojdzie do skutku i na jakich warunkach. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i spędziłam tam wspaniałe chwile. Dziękuję mojej intuicji za zmianę destynacji i przypomnienie mi o tym, jak bardzo za Grecją tęskniłam.

O samym Santorini pisałam wcześniej (link do wpisu tutaj), cóż ja jednak wtedy mogłam wiedzieć o tej cudowniej wyspie, spędzając na niej zaledwie niecały jeden dzień? Jednak dzisiejszy wpis nie będzie o jej atrakcjach (o tym napiszę później), ale o zachodach słońca. Chociaż swoją drogą śmiało można je wpisać na listę najpiękniejszych atrakcji Santorini, bo do tej pory nigdzie nie widziałam piękniejszych.

Oia

To pocztówkowe miejsce reklamuje nie tyle samo Santorini, ale nawet i całą Grecję. To właśnie tutaj zjeżdżają się wszyscy turyści z całej wyspy, by podziwiać bajkowy zachód słońca. Trudno się dziwić, bo robi piorunujące wrażenie. Poza tym Oia jest piękna nie tylko o zachodzie słońca. Faktycznie, ludzi szukających skrawka ziemi było od groma, influenserzy, profesjonalni fotografowie (i ci mniej profesjonalni również) szukali najlepszego miejsca, żeby uwiecznić ten magiczny moment. Sama nacykałam chyba z tysiąc zdjęć, by mieć pewność, że zrobiłam najlepsze ujęcie 🙂 Swoja drogą, nawet nie chcę myśleć, co się tam dzieje, w „normalnych” warunkach bez pandemii, kiedy w sezonie turystów jest pięć razy więcej!

Imerovigli

Na ten zachód słońca trafiłam przez przypadek. Tego dnia zafundowałam sobie 10 kilometrowy „spacer” z miasteczka Oia do Firy – stolicy wyspy. Zajęło mi to zdecydowanie nieco więcej czasu niż przypuszczałam, a nie chciałam po nocy włóczyć się po stromych zboczach Santorini, dlatego też w połowie trasy dostałam speeda, bo słońce szybko chyliło się ku zachodowi. Ostateczny zachód słońca zastał mnie w miasteczku Imerovigli, które znajduje się na trasie trekkingowej. Tego dnia nawet nie planowałam podziwiać zmierzchu, a jedynie przetrwać swój „spacer”, nie dostać udaru i w jednym kawałku dotrzeć do celu. Los zdecydował inaczej, za co jestem mu wdzięczna – dostarczył mi niezapomnianych widoków.

Skaros Rock

Czy będę dziwna, jeśli powiem, że ten zachód słońca zrobił na mnie dużo większe wrażenie od tego w malowniczym i pocztówkowym miasteczku Oia? Na Skaros wybrałam się w ciągu dnia, by pochodzić po tych skałkach, ale stwierdziłam, że posiedzę tam i poczekam na zachód słońca. Chociaż widok z góry był imponujący, to jednak zachwycający pejzaż rozgrywał się u stóp skały, gdzie znajdował się uroczy kościółek z widokiem na wulkan i cypel wyspy.

Pyrgos

To był mój ostatni zachód słońca na Santorini. Specjalnie pojechałam do niewielkiego miasteczka Pyrgos, by móc nacieszyć oko słońcem zmierzającym ku horyzontowi. Co prawda nie był tak malowniczy jak pozostałe, ale i tak robił wrażenie.

Perissa – wschód słońca

Skoro podziwiałam tyle zachodów słońca, nie mogłam przegapić chociaż jednego wschodu. Ostatniego dnia mojego pobytu namówiłam współlokatorów z pokoju, wstaliśmy rano i poszliśmy na plażę obejrzeć wschodzące słońce. Cóż mogę powiedzieć, nie należę do rannych ptaszków (zdecydowanie zaliczam się do nocnych marków), dlatego udało się tylko z jednym wschodem, ale powiem jedno: żałowałabym, gdybym wyjechała nie widząc tego cudownego zjawiska, jakim jest wschód słońca na santoryńskiej czarnej plaży.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Moje ulubione miejsca na Bałkanach. Gdzie warto pojechać?

Fascynacją do Bałkanów pałam od kilku lat. Wcześniej z niesmakiem patrzyłam na znajomych, którzy proponowali mi wyjazd właśnie w tamten zakątek Europy. Teraz nie wyobrażam sobie, żebym tam nie zawitała, przynajmniej raz do roku. Do tej pory odwiedziłam: Macedonię Północną, Grecję, Słowenię, Czarnogórę, Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę. Zdaję sobie sprawę, że to jedynie niewielki procent tego niezwykłego Półwyspu, ale nie zmienia to faktu, że mam już kilka swoich ulubionych miejsc, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie i do których kiedyś chciałabym powrócić.

Bałkany nadal niesłusznie mają złą sławę (oczywiście poza Chorwacją, która jest hitem pośród naszych rodaków) i prawdę mówiąc nie mam pojęcia dlaczego. Co niektórzy nadal obawiają się krajów bałkańskich. Ludzie uważają, że są dzikie i nieokiełznane, mentalność ludzi zatrzymała się w XVIII wieku, a piętno wojny ciągle nad nimi wisi. Prawda jest taka, że nigdzie nie spotkałam tak przyjaźnie nastawionych i pomocnych ludzi, przepysznego jedzenia oraz niskich cen. No i oczywiście wspaniałych miejsc, do których chciałabym Was zachęcić, żeby czym prędzej je odwiedzić.

Ateny – Grecja

Jako miłośniczka antyku, nie mogło zabraknąć tego miejsca na liście. Do tego miasta żywię szczególne uczucia. Ponad 10 lat temu Grecja była moją pierwszą daleką zagraniczną destynacją, w trakcie której odwiedziłam to miasto po raz pierwszy. Po kilku latach wróciłam ponownie, by zatracić się w magii tego miasta i poczuć ducha starożytności. Ateny to miasto z imponującą historią, cudownymi zabytkami, zapierającymi widokami, wspaniałymi ludźmi oraz słoneczną pogodą – nawet w grudniu nie brakowało tam ciepłych promieni słońca. Akropol, Plaka, Anafiotika, Wzgórze Likavitos – to tylko niektóre miejsca, które koniecznie trzeba odwiedzić.

Więcej o Atenach pisałam tutaj: Ateny. Powrót do przeszłości

Kotor – Czarnogóra

Kotor to jedno z najlepiej zachowanych na terenie byłej Jugosławii średniowiecznych miast. To też jedno z tych miejsc, które totalnie skradły moje serce. Otoczony z trzech stron górami był trudno dostępny, a opasany dodatkowo grubymi murami obronnymi – wręcz nie do zdobycia. Miasto ma śródziemnomorski charakter: pełne jest wąskich uliczek, nieregularnych placyków, świątyń i pałaców. Niesymetryczny układ Kotoru pochodzi jeszcze z okresu średniowiecza. Wiele spośród zabytków jest nieodrestaurowanych, zwłaszcza te znajdujące się na uboczu głównych tras turystycznych. Jedną z nich jest właśnie trasa na twierdzę, gdzie widok na całą Bokę Kotorską jest po prostu oszałamiający.

Więcej o Kotorze pisałam tutaj: Kotor. Czarna perła Adriatyku

Ochryda – Macedonia

Ochryda jest przepięknym miastem z burzliwą i barwną historią, interesującymi zabytkami i znakomitym zapleczem turystycznym. Pomimo, że jest niewielkim miasteczkiem, liczącym zaledwie 55 tys. mieszkańców, jest prawdziwą letnią stolicą Macedonii, do której zjeżdża niemal cała elita kraju. Jest to także najpopularniejszy kurort na całych Bałkanach. Nie ma żadnych wątpliwości, że Ochryda jest jednym z najciekawszych, najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych miejsc w Macedonii. Fascynująca, wielowiekowa tradycja, zabytki przeszłości, życzliwi ludzie, przepiękna przyroda, ciepłe i przejrzyste wody Jeziora Ochrydzkiego – wszystko to sprawia, że Ochryda może kwalifikować się do miana kolejnego raju na ziemi 🙂

Więcej o Ochrydzie pisałam tutaj: Ochryda. Perła Macedonii

Lovcen – Czarnogóra

To jedno z tych miejsc, które wywołało u mnie szybsze bicie serca. Mauzoleum Niegosza znajduje się w Parku Narodowym Lovcen, z którego rozciąga się widok na niemalże całą Czarnogórę. By się do niego dostać, trzeba pokonać tunel z 461 kamiennymi schodami, ale warto, bo widok z niego jest po prostu oszałamiający, a niekończące się górskie szczyty zapierają dech. Zachwyciłam się totalnie, z resztą – kto by nie był?

Więcej o Parku Lovcen pisałam tutaj: Lovćen. Miejsce, w którym mogłabym umrzeć

Jezioro Szkoderskie – Czarnogóra/Albania

Chociaż nad Jeziorem Szkoderskim (do strony Czarnogóry) byłam przejazdem, zatrzymując się na chwilę, to wystarczyło, żebym totalnie zachwyciła się tym miejscem. Jest takie dzikie i nieokiełznane. Marzy mi się rejs statkiem albo łódka po tym jeziorze. Jedno jest pewne – niebawem tam powrócę 🙂

Wodospady Kravica – Bośnia i Hercegowina

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że taka perełka istnieje, ponieważ wszyscy zmierzają do Wodospadów Krka w Chorwacji. Te bośniackie nie są jeszcze tak popularne jak chorwackie, całe szczęście! W związku z tym można spokojnie poplażować i popluskać się w wodzie, bez przeciskania się przez tłumy turystów i szukania ustronnego miejsca na relaks. Wodospady Kravica znajdują się niedaleko Mostaru, są nieco mniejsze od swojego chorwackiego odpowiednika, ale absolutnie niczego im nie brakuje.

Jezioro Bled – Słowenia

Zakochałam się w tym miejscu, dosłownie przepadłam z kretesem, zostawiłam tam kawałek serca. Z resztą, trudno się nie zakochać, skoro Bled ma tak romantyczną otoczkę. Godzinami można się gapić na widok rozciągający się z Małej Osojnicy, na jezioro ukryte pomiędzy ośnieżonymi szczytami gór Alp Julijskich. No i ta malutka wysepka na samym środku – coś pięknego. A tamtejsze kremówki po prostu niebo w gębie. Już na samo wspomnienie o tym miejscu robi mi się ciepło na duszy.

Więcej o Bledzie pisałam tutaj: Bled. Opowieść o pewnej miłości

Jeziora Plitwickie – Chorwacja

Jeziora Plitwickie odwiedziłam dawno temu, kiedy jeszcze nie miałam w sobie smykałki podróżnika. W kilkuosobowej grupie trafiliśmy tam przejazdem, więc na szybko obeszliśmy to miejsce. Oczywiście teraz wiem, że poświęciłabym temu miejscu co najmniej kilka godzin, albo może i cały dzień. Nie mniej jednak, nawet zwiedzając je w biegu, Jeziora Plitwickie urzekają. Krystalicznie czysta woda ma kolor od błękitnego po ciemnozielony i nieustannie się zmienia, a wszystko za sprawą żyjących tam bakterii i rozpuszczonych w wodzie minerałów. Na powierzchni 200 hektarów parku znajduje się 16 jezior położonych na różnych wysokościach i około 90 mniejszych i większych wodospadów. Na miejscu czeka sieć dobrze oznakowanych ścieżek i kładek, które ułatwiają poznawanie i odkrywanie piękna tutejszej przyrody. A zdecydowanie jest co odkrywać. Prawdziwa perełka na Bałkanach.

Sarajewo – Bośnia i Hercegowina

To chyba moje ulubione miasto na Bałkanach. Nie oszukujmy się, stolica Bośni nie cieszy się dobrą opinią – piętno wojny nadal ciąży nad miastem. W wielu miejsca nadal unoszą się powojenne zgliszcza: ślady po kulach w ścianach budynku czy róże sarajewskie. Kiedy jednak zatapiamy się w bukowanych uliczkach Baščaršiji, przenosimy się do zupełnie innego miejsca i epoki. Natomiast kiedy wejdziemy na Żółty Bastion albo jeśli damy radę wdrapać się wyżej na Białą Twierdzę, możemy z zachwytem zobaczyć panoramę tego wspaniałego i boleśnie doświadczonego przez historię miasta. Achh… Pisząc ten tekst aż mam ochotę kupić bilet, spakować walizkę i czym prędzej tam polecieć.

Więcej o Sarajewie pisałam tutaj: Sarajewo. Tam, gdzie Wschód spotyka Zachód

Kanion Matka – Macedonia

Zaledwie kilkadziesiąt minut jazdy miejskim autobusem ze Skopje, dotrzemy do tego rezerwatu przyrody. W magicznym Kanionie Matka odpoczniemy od wielkomiejskiego stresu, zrelaksujemy się na łonie przyrody i zachwycimy się naprawdę wyjątkowymi widokami. Spędzając tu cały dzień, możemy zdecydować się na piknik w cieniu okolicznych szczytów lub aktywny trekking po miejscowych trasach turystycznych. Cały kanion kryje mnóstwo nieodkrytych jeszcze niespodzianek, podwodnych jaskiń i opuszczonych chatek.

Meteory – Grecja

Osadzone na gigantycznych stromych skałach w Tesalii, w masywie Meteora między górami Koziaka i Antihasionu, górują nad okolicą słynne klasztory, zwane meteorami. Z wyglądu przypominają orle gniazda, zawieszone między niebem a ziemią. Meteory stanowią jedną z niezwykłych atrakcji turystycznych na świecie. To bez wątpienia jedno z tych miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią, określane jest przez wielu ludzi jako ósmy cud świata. I całkowicie się z nimi zgadzam.

Więcej o Meteorach pisałam tutaj: Meteory. Ósmy cud świata

Perast – Czarnogóra

Kilka kilometrów od Kotoru znajduje się mała mieścinka, która urzeka swoja malowniczością. Spacer po Peraście można spokojnie odbyć w 2-3 godziny. To pocztówkowe miasteczko potrafi zachwycić, chociaż nie ma tam zbyt dużo atrakcji. Jeśli jesteście zmęczeni turystycznych i zatłoczonym Kotorem, warto wyskoczyć na obiad do Perastu.

Dubrownik – Chorwacja

Ach ten Dubrownik. Mam mieszane uczucia co do tego miasta, ale jednak postanowiłam go umieścić w zestawieniu. Tłumy turystów, żar lejący się z nieba oraz ceny prosto z kosmosu mogą skutecznie odstraszyć. Ja wybrałam się tam w sierpniu, czyli w szczycie sezonu i srogo tego pożałowałam. Nie tylko ze względu na atak turystów (głównie z Polski), ale także dlatego, że w dwa dni wydałam połowę swojego zaplanowanego budżetu na kolejny tydzień, a temperatury sięgały chyba 100 stopni C. Jednak spacer wąskimi i uroczymi uliczkami czy słynnymi murami obronnymi zachwycają i sprawiają, że zapomina się o niedogodnościach. Pomimo tłumów spragnionych wrażeń i podążających śladami mega popularnego serialu „Gra o tron”, warto tam się zatrzymać.

Piran – Słowenia

Piran to miasto otoczone murem, jednak zawsze miało ono otwarty, wielkomiejski charakter. Pełne życia bazary w stylu śródziemnomorskim zlokalizowane nad morzem i w wąskich uliczkach wiodących na wzgórze kościelne odbijają echem rytm fal. Z miejsca narodzin wirtuoza skrzypiec i kompozytora Giuseppe Tariniego wiele ścieżek prowadzi do przyrodniczych i kulturalnych atrakcji wybrzeża i pobliskich wzgórz Istrii. Klimatyczne wąskie uliczki, kolorowe budynki, widok na zatokę i morska bryza – wszystko to sprawia, że chce się tam wracać.

Więcej o Piranie pisałam tutaj: Piran. Słona miłość

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Kreta. W labiryncie Minotaura

Kreta wydaje się być jednym z najbardziej tajemniczych miejsc w Europie. O taki wizerunek zadbała prastara cywilizacja, której początki sięgają legendy o królu Minosie. Do dnia dzisiejszego trudno jest wyjaśnić, jak to się stało, że kultura minojska osiągnęła tak wysoki poziom cywilizacyjny, ale to właśnie ta wyspa uznawana jest  za kolebkę europejskiej cywilizacji.

Starożytni Kreteńczycy mogli się szczycić faktem, że właśnie na ich ziemi na świat przyszedł najważniejszy ze wszystkich bogów greckiej mitologii – gromowładny Zeus. Pojawiają się również wzmianki o innych bogach przebywających na wyspie, m. in. Posejdona, herosa Herkulesa czy zwykłych śmiertelników, jak Dedal. Nie ma się co dziwić, że bogowie upodobali sobie Kretę. Otaczające wyspę wody błękitnego morza, bezchmurne niebo w kolorze akwamaryny, majestatyczne góry Idi czy też winnice i wiecznie zielone gaje oliwne sprawiają, że można w tym miejscu zakochać się bez pamięci.

dsc03546

dsc03533

dscn1942

dscn1901

W żyłach Kreteńczyków płynie minojska krew. O potędze ich przodków  świadczą współczesne wykopaliska, a w szczególności te w Knossos i Fajstos. Pozostałości wspaniałych pałaców do dziś zdumiewają i zadziwiają wiedzą i techniką ich konstruktorów. Późniejsza historia Krety nie jest tak jasna jak w okresie starożytności. Po epoce rozkwitu przychodzi nastaje czas wali i zmagań z kolejnymi najeźdźcami. Nic w tym dziwnego, gdyż wyspa kusiła swoimi walorami, a także znajdowała się  w strategicznym miejscu – na szlaku prowadzącym do Afryki. Po setkach lat okupacji, Kreteńczycy mogą wreszcie żyć w spokoju, według własnego tempa i zasad.

Właśnie tutaj, w kreteńskiej grocie we wnętrzu góry Dikte, miał się narodzić władca wszystkich bogów – Zeus. Pan Olimpu w pogoni za zaspokojeniem swojego pożądania, postanowił uprowadzić fenicka księżniczkę o imieniu Europa. Znudzony bóg szybko porzucił swoją kochankę wraz z ich wspólnym potomstwem, trzema synami: Minosem, Radamantysem i Serpedonem. Bracia podzielili się władzą, a każdy z nich kierował własnym pałacem: Knossos, Fajstos i Malii. Jednak po pewnym czasie Minos objął władzę na całej Krecie i ogłosił się jedynym, prawowitym królem. Poślubił piękną Pazyfae, córkę boga Heliosa, a w krótce przyszło na świat ich liczne potomstwo. Sielanka szybko się skończyła. Rozgniewany brakiem posłuszeństwa  króla Posejdon postanowił zemścić się na niewdzięcznym władcy. Zmieniając się w postać byka, rozkochał w sobie Pazyfae, która wkrótce urodziła syna. Nie było to normalne dziecko; posiadał ciało człowieka i głowę byka. Nadano mu imię Minotaur. Król Minos nakazał swojemu genialnemu konstruktorowi Dedalowi wybudować ogromny labirynt, by osadzić w nim dziecko swojej niewiernej małżonki. Wiele tekstów źródłowym mówi, że labirynt powstał na terenie pałacu w Knossos. Trudno nie zgodzić się z ta hipotezą, gdyż królewska rezydencja liczyła ponad półtora tysiąca pomieszczeń. Ponad tysiącletnia cywilizacja tego mitycznego okresu, na cześć króla Minosa  została nazwana minojską.

Pałac w Knossos

To obowiązkowy punkt na podróżniczej trasie Krety. Ruiny pałacu powstałego ponad 4 tys. lat temu możemy podziwiać w okolicach Iraklionu (Heraklionu). Do dnia dzisiejszego zachwyca odwiedzających doskonałością konstrukcji i rozmachem, z jakim został wybudowany. Poza pałacowymi pomieszczeniami, mieściły się tam również warsztaty i spichlerze zaopatrujące ponad 10 tys. mieszkańców.  Po zachodniej stronie pałacu znajdują się wykopane w ziemi okrągłe jamy, które pełniły funkcję spichlerzy na ziarno. Dalej znajduje się tzw. Dom Wschodni, czyli wystawny budynek, w którym zamieszkiwali zamożni mieszkańcy Knossos. Świadczą o tym potężne schody i kolumny. Idąc po schodach dojdziemy do komnaty, która początkowo uważana była za rezydencje królewskiej pary. Aktualnie uważa się, że w przeszłości było tam sanktuarium. Podążając dalej zaglądamy do sali tronowej i basenu lustralnego. Za nimi rozpościera się główny dziedziniec, który stanowił arenę minojskich obrzędów. Nieopodal mieściła się kaplica, skarbiec oraz schody prowadzące do królewskich komnat. Gdyby nie to, że ruiny pokryte były przez mech, roślinność i pył, nie przetrwałyby do czasów obecnych. Pierwszym poszukiwaczem, który rozpoczął poważne prace wykopaliskowe na tym terenie, był archeolog z Iraklionu, Minos Kolokairinos. W 1879 roku udało mu się wydobyć 12 pitosów. Po sukcesie jego odkrycia, rozpoczęła się prawdziwa wojna o stanowisko archeologiczne w Knossos – ubiegali się o nie Amerykanie, Francuzi, Niemcy i Anglicy.

dsc03560

dscn1903

dsc03565

dsc03576

dscn1928

dsc03557

dscn1908

dsc03537

dscn1934

Santorini. Raj na ziemi

Wydawać by się mogło, że to ateński Akropol jest symbolem Grecji. Jednak Ci, którzy mieli przyjemność spędzić czas na jednej z cykladzkich wysp wie, że prawda jest całkiem inna. Dla nich Grecja będzie kojarzyć się z oślepiająco białymi domkami zawieszonych na zboczach stromych skał, z błękitnymi kopułami na szczycie. Mowa oczywiście o Santorini, prawdziwym raju na ziemi. Wspaniała panorama zalanej morskimi wodami kaldery, malowniczy kontrast między białymi domkami a ciemnymi, wulkanicznymi skałami, dymiące wierzchołki wulkanów i ciągle żywy mit o zaginionej Atlantydzie – wszystko to sprawia, że przybywają tu rzesze turystów. Odkąd pamiętam, Santorini było moim wielkim marzeniem. Patrząc na piękne pocztówki z bajkowymi krajobrazami, białymi domkami i niebieskimi kopułami, wąskimi i krętymi uliczkami, zapragnęłam tam pojechać. Co prawda było to parę ładnych lat temu, ale jak kiedyś wspomniałam – po ostatniej wizycie w Atenach, moje uczucia do Grecji powróciły niczym bumerang i naszło mnie na wspominki sprzed lat 🙂

dscn2159

dsc03641

dscn2137

dsc03659

Thira, bardziej popularna pod nazwą Santoryn lub Santorini, a w czasach starożytnych nazywana Kalliste (najpiękniejsza), to mały archipelag południowoegejskiego łuku wulkanicznego. W jego skład wchodzą następujące wysepki: Thira, Thirassia, Nea Kameni, Palea Kameni i Aspro. Kształt przerwanego okręgu zawdzięcza kataklizmowi z roku 1450 p. n. e. Właśnie wtedy nastąpiła potężna erupcja wulkanu o sile trzykrotnie przekraczającej wybuch Karatakau w 1883 r. Zniszczeniu uległa cała centralna część wyspy, a na jej miejscu utworzyła się rozległa, wypełniona morskimi wodami kaldera o powierzchni 83 m kw. i głębokości 400 m, paradoksalnie stanowiąca teraz jedną z największych atrakcji na wyspie. Widok, jaki roztacza się przed oczami turystów wpływających w kaldere, nie ma sobie równych w całej Grecji.

dsc03671

dsc03670

Stolicą wyspy jest Fira, drugie (zaraz za Oia) najczęściej odwiedzane miasto na wyspie, które rozpościera się na klifie o wysokości 300 m. Nie jest skomplikowanym architektonicznie miastem – główna ulica to ta, po której poruszają się samochody i autokary. Tutaj znajduje się Stary Port, do którego przybywają wielkie, ekskluzywne statki. W centralnym miejscu Firy znajduje się taras widokowy, z zapierającym dech w piersiach widokiem na całą kalderę. Również w tym miejscu możemy podziwiać Ortodoksyjny Sobór Metropolitalny. Budynek został wybudowany w 1956 r., ale w wyniku trzęsienia ziemi jej pierwotna część została zniszczona. Idąc dalej w głąb miast, trafimy na tzw. „złotą uliczkę”. Skąd  taka nazwa? Właśnie tam znajdują się sklepy z ekskluzywnymi markami, między innymi Chanel, Prada, Gucci, Rolex. Na samej górze miasteczka znajduje się ważny budynek sakralny – Katolicka Katedra Santorynu pod wezwaniem Świętego Jana Baptysty.

dscn2164

dscn2184

dsc03637

dscn2080

dsc03667

Najczęściej fotografowanym miejscem na całej wyspie, które widnieje na większości pocztówek i zdjęć przedstawiających Santorini, jest Oia (wymawiane „Ija”). Mówi się, że jest miastem artystów, malarzy, rzeźbiarzy, i że nie ma serca, które nie zostałoby poruszone tamtejszymi widokami, z czym zgadzam się w stu procentach. Właśnie w tym miasteczku mieści się najczęściej fotografowany kościół  wezwaniem Św. Mikołaja, czyli patrona rybaków oraz słynny wiatrak znajdujący się przy końcu miasteczka, tuż nad klifem. W samym centrum miasta stoi bardzo popularny, zwłaszcza wśród par, które zamierzają się w nim pobrać, kościół Panagia Platsani.

dsc03630

dscn2105

dscn2166

dscn2156

Dlaczego domy malowane są w barwach biało-niebieskich? Istnieją 3 wersje tłumaczące użycie tych barw: patriotyczna, ekonomiczna oraz praktyczna. Patriotyczna ma związek z historią Grecji. Barwy narodowe tego kraju, które widnieją na fladze to właśnie biel i błękit. Kolor niebieski symbolizować ma barwę morza okalającego Grecję, zaś biel pianę morską, która uderza o grecki ląd. Wersja praktyczna związana jest z wszechobecnie panującym upałem i skwarem, dlatego też mieszkańcy wyspy wybudowali domy w tych barwach, ponieważ kolor biały nie przyciągają  słońca a odbijają je, przez co w domu jest chłodniej. Z kolei niebieski odstrasza insekty. Wersja ekonomiczna zakłada, że farby w tych dwóch kolorach były po prostu najtańsze ze wszystkich innych dostępnych.

Na Cykladach krąży legenda, że mieszkańcy wyspy to… wampiry. Ludzie, którzy zginęli nagle prowadzili życie pełne grzechu, zaś ci co nie otrzymali odpowiedniego pochówku padali w sidła złych mocy i zamienili się w wampiry, zwane vrykolakas. Co było przyczyną takiej przemiany? Po pierwsze wystarczyło, że kot skoczył na martwe ciało jeszcze przed pochówkiem, a moce nieczyste przejmowały kontrolę nad zmarłą osobą. Po drugie wampir może przyjść i zapukać do drzwi, ot tak po prostu. Jeżeli nikt mu nie otworzy od razu, pójdzie sobie dalej, dlatego też wielu Santoryńczyków czeka aż ktoś zastuka przynajmniej dwa razy. Porą, w której Vrykolakas są najbardziej aktywne to południe i  północ. Co ciekawe, starsi mieszkańcy wyspy nadal z trwogą czekają, aż ta pora dnia i nocy miną…

dscn2138

dscn2187

Do tej pory z ogromnym sentymentem wspominam pobyt na tej wyspie. Żałuję tylko, że tak mało czasu tam spędziłam, ale pewne jest to, że jeszcze tam powrócę. Poza magią i pięknem tego miejsca, najbardziej zapadło mi w pamięci to, że nabawiłam się tam poparzenia słonecznego pierwszego stopnia i chyba nawet dostałam lekkiego udaru 🙂 Słońce daje o sobie tutaj znać niezwykle mocno, dlatego wybierając się tam KONIECZNIE należy zabrać ze sobą ciemne okulary przeciwsłoneczne, krem z mocnym filtrem i najlepiej kapelusz na głowę! Przekonałam się o tym na własnej skórze, i to dosłownie. Żar lał się z nieba a ja niczym  w transie, biegałam po mieście jak szalona bez żadnej ochrony. Do tego biały kolor budynków sprawiał, że słońce odbijało się od nich, a to z kolei powodowało, że było gorąco jak w piekarniku. A ja, całkowicie wyluzowana i zahipnotyzowana tą piękną wyspą zapomniałam posmarować się kremem z filtrem, a o kapeluszu na głowie nawet nie pomyślałam, bo i po co? Przez tę głupotę (tak, to była ogromna głupota) połowa mojego ciała była pięknie przysmażona słońcem, a druga połowa blada jak ściany tamtejszych domków. Wyniosłam z tego cenną lekcję i mam nauczkę na całe życie 🙂 Ku przestrodze zamieszczam zdjęcie zrobione po powrocie z wyspy – może ktoś, poprzez moje nieszczęście nauczy się czegoś 🙂

dscn2271

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

W greckiej kuchni

Kuchnia grecka jest jedną z najsmaczniejszych na świecie. Jednocześnie jest jedną z moich ulubionych. Kuchenne tradycje sięgają kilku tysiącleci wstecz, ale od czasów starożytnych jej podstawę niezmiennie stanowi śródziemnomorska trójca: pszenica, oliwa, wino. Równolegle z kolejnymi wydarzeniami historycznymi, potrawy ewoluowały – ciągle żywe są w niej wpływy kuchni rzymskiej, tureckiej, perskiej, arabskiej, bałkańskiej, a nawet i słowiańskiej.

34c9b21d2eb71bd8c27bf6c5930d18b8fot. odkryjgrecje.pl

W związku z ciepłym klimatem jaki panuje w Grecji, na stołach królują potrawy ze świeżych warzyw: oberżyny, cukinii, papryki, sałaty, szpinaku oraz roślin strączkowych, zwłaszcza z soczewicy, fasoli, ciecierzycy. Z kolei górzyste tereny tego kraju, których nie brakuje sprzyjają hodowli baranów i kóz – mięso jagnięce i baranina cieszą się tutaj ogromną popularnością. Kozie mleko, równie często co krowie, wykorzystywane jest tam do produkcji serów, spośród których kilka np. feta, nie jest produkowanych w żadnym innym kraju świata poza Grecją. W związku z tym, że jest to kraj tysiąca wysp, lokalnymi specjałami są potrawy rybne oraz owoce morza. To wszystko składa się na to, że przysmaki pochodzące z tego śródziemnomorskiego kraju należą do najsmaczniejszych i najzdrowszych na świecie.  A jest się czym zachwycać:

Musaka

Absolutny numer jeden greckiej kuchni (i mój osobisty). Plastry bakłażana, plastry ziemniaków, mielone mięso wieprzowe i gruba warstwa sosu beszamelowego, a wszystko to zapieczone w piekarniku – przygotowanie musaki wydaje się być banalnie proste. Jednak ci, którzy kiedykolwiek próbowali ją przyrządzić, mają zupełnie inne zdanie na ten temat.

musaka_greckafot. dietmap.pl

Tzatziki

Co prawda to nie potrawa, ale dodatek ten jest podstawą każdej greckiej potrawiy. Cieszy się ogromną międzynarodową sławą. Tzatzki trzeba przyrządzać tylko i wyłącznie z użyciem prawdziwego, greckiego jogurtu, bo to właśnie w nim tkwi cały sekret. Poza wspomnianym jogurtem, posmakujemy tam świeżego ogórka, czosnku, szczypty soli i pieprzu kilka kropel octu winnego. Najlepiej smakuje jako dodatek do pieczonych lub grillowanych mięs lub ziemniaków.

tzatziki_35fot. cookdiary.net

Souvlaki

Mięso, kilka frytek, pomidory, cebula, czasem także sałata oraz sos tzatziki lub musztardowy, wszystko to ciasno zawinięte w pitę – fast food w greckim wykonaniu. Nazwa ta dosłownie znaczy szaszłyk, bo w tradycyjnej postaci potrawa ta to po prostu grillowane na patyczkach mięso. Zawijanie szaszłyków z dodatkami w pitę przyszło dopiero z czasem. Oprócz souvlaki z grillowanym kurczakiem czy wieprzowiną bardzo popularne są także te z gyrosem, kebabem, nieco rzadziej wybiera się te z bekonem, z kiełbasą, ale i istnieje również wersja dla wegetarian.

15419350_1183688301666485_794819791_o

Gemista

Czyli faszerowane papryki, pomidory, nierzadko także cukinie i bakłażany. Tak samo lubiane są tutaj dwie wersje farszu, z samego ryżu i z ryżu z mięsem mielonym. Całość zapieka się mocno skropione oliwą z oliwek, zazwyczaj razem z kawałkami ziemniaków, które miękną i wchłaniają tworzący się sos z warzyw.

gemistafot. mylania.com

Pastitsio

Wyglądem przypomina wspomnianą musakę, ale bakłażan i ziemniaki zastąpione zostają grubym makaronem w kształcie rurek. Ta potrawa to doskonały przykład włoskich wpływów w tutejszej kuchni. Można rzec, że to lasagne w greckiej wersji.

img_1909fot. athenianfoods.com

Horiatiki

Jest jedna z najpopularniejszych sałatek świata. Tradycyjny ser feta w połączeniu z pomidorami, ogórkami, zieloną papryką, czerwoną cebulą, czarnymi oliwkami, oliwą z pierwszego tłoczenia i szczyptą oregano – to cały sekret tego „dania”. Bezapelacyjnie króluje na stołach greckich domów i tawern, zaś sami Grecy nie potrafią sobie bez niej wyobrazić jakiegokolwiek posiłku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. albumarium.com

Ouzo

Greckie specjalności to nie tylko jedzenie. Ten miejscowy trunek ma moc 48% (czyli więcej niż polska wódka) oraz posmak anyżku. Jedni ją uwielbiają i rozkoszują się każdym łyczkiem, drudzy wprost nienawidzą, a na samo wspomnienie na ich twarzach pojawia się grymas niezadowolenia. Ciekawostką jest, że w połączeniu z wodą (np. lodem) zmienia kolor na mleczny.

3915769_orig

fot. best.ntua.gr

Meteory. Ósmy cud świata

W związku z tym, że niedawno wróciłam z Grecji, a tym samym odrodziły się wszystkie uczucia i wspomnienia związane z tym cudownym krajem, będę Was teraz zamęczać postami dotyczącymi Grecji 🙂 Meteory odwiedziłam dawno temu, dokładniej prawie 8 lat temu, kiedy jeszcze byłam zupełnie inną osobą i nie wiele wiedziałam o świecie 🙂 Mimo tego, zrobiły one na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet teraz, na samą myśl o tym magicznym miejscu serce mi mocniej bije. Z kolei oglądając zdjęcia z tamtej wyprawy, moja dusza rwie się do tego, by tam znowu pojechać. A propos zdjęć – niestety ich jakość nie jest zbyt dobra, gdyż wtedy nie przywiązywałam do tego zbyt dużej wagi, no i pochodzą one z czasów kiedy to jeszcze byłam i piękna, i młoda 🙂

dsc00531

dsc00495

Osadzone na gigantycznych stromych skałach w Tesalii, w masywie Meteora między górami Koziaka i Antihasionu, górują nad okolicą słynne klasztory, zwane meteorami (gr. meteoron oznacza „zawieszony w powietrzu”). Zostały wzniesione na wierzchołkach bardzo wysokich, niedostępnych skalnych wież w centralnej, górzystej części Grecji. Z wyglądu przypominają orle gniazda, zawieszone między niebem a ziemią. Meteory stanowią jedną z niezwykłych atrakcji turystycznych na świecie. To bez wątpienia jedno z tych miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią, określane jest przez wielu ludzi jako ósmy cud świata.

Najprawdopodobniej skały te zostały odkryte przez mnichów, pustelników, którzy pragnęli znaleźć miejsce, gdzie w odosobnieniu mogli obcować z Bogiem. Wznoszenie klasztorów rozpoczęto w XIV wieku. W ciągu kolejnych dwustu lat, w okresie największej świetności klasztornego państwa, zostały zajęte 24 skały – każda przez inny monastyr. Początkowo budowano je z desek wciąganych na górę, a złożone na miejscu konstrukcje spajano i oblepiano prymitywnym budulcem. W równie niebezpieczny sposób na szczyty docierali mieszkańcy. Zanim wykuto w skalach drogi i schody (pocz. XX wieku), mnisi wspinali się po przymocowanych do skał drabinach i sznurach. Potem system komunikacji nieco ulepszono. Ci, co cierpieli na lęk wysokości, wciągani zostali w siatkach i koszach. Trudno w to uwierzyć, że jeszcze w pierwszych latach minionego stulecia stosowaną tak prymitywną metodę.

Założycielem wspólnoty był Atanazy Atonita, mnich pochodzący ze świętej góry Athos. Według legendy na szczyt jednej ze skał, na której powstał klasztor zwany Wielkim Meteorem, przenieśli go aniołowie. Do mieszkańców tamtejszych skał, Atanazy dołączył w roku 1336 i bardzo szybko zgromadził wokół siebie wielu innych amatorów, mimo ustanowienia wyjątkowo ascetycznej reguły. Jednym z nich był Jan Paleolog – władca Epiru, który zrzekł się tronu i wstąpił do zakonu przyjmując imię Jozafat. To właśnie dzięki niemu państwo klasztorne zaczęło się rozrastać. Czasy świetności monastyrów przypadają na XVI wiek. Wtedy, za panowania osmańskiego sułtana Sulejmana Wspaniałego (1495-1566), wiszące klasztory zyskały cenne skarby, zaś tworzący w nich artyści pokryli freskami ściany i sklepienia oraz wyrzeźbili drewniane ołtarze. W skarbcu zgromadzono krzyże, srebrne naczynia liturgiczne, haftowane złotem makaty, obrazy, rękopisy oraz cenne pergaminy. Biblioteka Wielkiego Meteoru liczy zbiór ponad 600 rękopisów! Również w tym miejscu przechowywane są relikwie wielu świętych, wrota cesarzy bizantyjskich i patriarchów oraz czaszki dwóch założycieli klasztoru.

dsc00507

dsc00468

Z dwudziestu klasztorów obecnie działa tylko sześć z nich. Reszta z nich jest zamknięta nie tylko dla turystów, ale również dla duchownych. Mnisi i mniszki mieszkają i modlą się w dwóch klasztorach – św. Stefana i Świętej Trójcy. Turyści mogą zwiedzić cztery pozostałe, które aktualnie przerobione są na muzea. Na zwiedzenie klasztorów trzeba przeznaczyć cały dzień (najlepiej wyruszając z miasta Kalambaka). Mnisi bardzo chętnie goszczą turystów, ale trzeba przestrzegać kilku zasad. Od przyjezdnych oczekuje się zachowania ciszy, skupienia oraz odpowiedniego, zakrywającego ciało ubioru. Kobiety powinny pamiętać o założeniu długich spódnic (spodnie odpadają) oraz okryciu ramion. Wspinacza na górę jest przyjemnością dla miłośników górskich wspinaczek. Natomiast dla tych bez górskiej zaprawy i z lękiem wysokości może okazać się nie lada wyzwaniem. Warto wcześniej odpowiednio zaplanować wędrówkę. Jestem jednak przekonana, że wysiłek i pokonanie własnych lęków zostanie wynagrodzone, gdy dotrzemy na szczyt skalnego klasztoru.

Meteory znajdują się na liście największych pomników ludzkości UNESCO. Od 1995r. zgodnie z ustawą Państwa Greckiego (a także postanowieniem Kościoła Greckiego od 1990r.) zostały ogłoszone „miejscem świętym, niezmiennym i nienaruszalnym”.

Co ciekawe, Meteory były miejscem kręcenia zdjęć do filmu o przygodach Jamesa Bonda pt. „Tylko dla twoich oczu” z Rogerem Moore’m w roli agenta 007. Również w tym miejscu powstały ujęcia do produkcji zatytułowanej „Sky Riders” z Jamesem Coburnem w pierwszoplanowej roli. Także nazwa drugiego krążka amerykańskiej grupy Linkin Park wywodzi się dokładnie od tego miejsca. Zanim muzycy weszli do studia nagraniowego, zobaczyli podpisane zdjęcie greckiego cudu natury na ulotce biura podróży i postanowili, że album będzie robił takie samo wrażenie, jak one. Na końcu procesu tworzenia, postanowili nazwać swój (wówczas) najnowszy krążek „Meteora”.

z10638832qmeteory-grecja-polozone-w-greckiej-tesalii-majesfot. gazeta.pl

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Ateny. Powrót do przeszłości

Grecja to moja wielka miłość, taka od pierwszego wejrzenia. W Helladzie byłam trzy razy, w tym dwukrotnie w Atenach. Pamiętam, jak 9 lat temu przybyłam do stolicy tego pięknego kraju, wówczas jeszcze jako totalny podróżniczy żółtodziób. Pamiętam też, że mimo tego, iż było upalne lato i żar lał się z nieba, a w Atenach spędziłam tylko jeden dzień, to miasto totalnie mnie zahipnotyzowało. Powróciłam po prawie dekadzie (tym razem o innej porze roku) i tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to jedno z moich ulubionych miast.

Ateny są kolebką demokracji; tutaj żyli i nauczali wybitni filozofowie; właśnie tutaj powstały najwspanialsze budowle, rzeźby czy utwory literackie epoki starożytnej. Niestety ocalałe w całości zabytki należą do rzadkości. Znajdując się na Akropolu, nie trudno sobie wyobrazić, jak 4000 lat temu, właśnie w tym miejscu Ateńczycy składali ofiary patronce miasta – Atenie i spotykali się na Agorze, by uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych, sprzedawać, kupować i obradować nad przyszłymi losami miasta-państwa.

Skąd się wzięła nazwa miasta? Według mitologii greckiej, bogowie olimpijscy wybierali sobie miejsca, które miały nosić ich imię, zaś mieszkańcy oddawać im cześć i chwałę. O największe miasto Grecji spierała się Atena i Posejdon. Na Olimpie zadecydowano, że wygra ten, kto podaruje miastu prawdziwie wartościowy prezent. Posejdon sprawił, że ze skały trysnęło źródło, zaś Atena zasadziła pierwsze drzewo oliwne. Bogowie zgodnie uznali, że dar podarowany przez Atenę jest najcenniejszym darem, jaki bóg podarował człowiekowi, dlatego też stolica Grecji po dziś dzień nosi imię bogini.

Od czasów Złotego Wieku miasto drastycznie się zmieniło. Obecnie Ateny nie przypominają pięknej europejskiej metropolii, a wielkie stanowisko archeologiczne. Miasto jest przeludnione, dlatego też można zaobserwować chaotyczne pomieszanie mało estetycznych elementów miejskich i wiejskich. Mało zachęcające do odwiedzin są również korki uliczne czy hałas. Grecy są przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, jednak głodny wrażeń i spragniony spokoju oraz pięknych widoków turysta może się rozczarować. Mimo to przybysz powinien zaakceptować miasto wbrew wielu wadom i cieszyć się pozostałymi atrakcjami, które oferuje stolica Grecji. Na szczęście wszystkie najważniejsze pomniki starożytności znajdują się blisko siebie, dlatego też spokojnie możemy zrobić sobie spacerek wokół antycznych, przesiąkniętych wspomnieniami i historią budynków.

Co trzeba koniecznie zobaczyć:

Zespół Architektoniczny Akropolu

To właśnie Akropol, starożytne górne miasto, jest głównym celem wizyty w Atenach. Na całe szczęście budowle te nie przetrwały tylko jako porozrzucane kamienie, ale możemy oglądać fragmenty ich kolumnad, nieliczne płaskorzeźby czy mury, z których część została odrestaurowana. Propyleje, monumentalne przedsionki, otwierały wejście dla licznych procesji zmierzających „świętą drogą”. Symbolem wielkości Aten w V w. p.n.e. był również Partenon. Jednym z najważniejszych na Akropolu miejsc kultu był Erechtejon, gdzie oddawano cześć Atenie Polias (Opiekunce Miast) oraz Posejdonowi-Erechteuszowi, który toczył spory o panowanie nad Atenami. W Erechtejonie przechowywano ofiarowaną mieszkańcom przez Atenę gałązkę drzewa oliwnego, uznaną za najcenniejszy dar, jaki człowiek otrzymał od bogów. Dach południowego portyku podtrzymują słynne katiatydy, posągi dziewcząt z Kariari odziane w przylegające do ciała szaty.

Każdego dnia Akropol oblegany jest przez tłumy turystów. Nic w tym dziwnego, gdyż stanowi wizytówkę Aten. Pięknie oświetlony po zmroku, stanowi charakterystyczny i najbardziej rozpoznawalny punkt miasta. Z góry rozpościera się wspaniały widok na miasto i sąsiednie wzgórza. Bilet uprawniający do wejścia na Akropol jest dość drogi, bo kosztuje 30 euro. Jednak w cenie tego biletu możemy również zobaczyć 6 innych atrakcji.

15491739_1184459018256080_1296104904_o

img_5714

15491970_1185894181445897_1058641837_o

img_5735

15536669_1184454508256531_1809917949_o

img_5764

img_5796

Teatr Dionizosa

Powstał na cześć Dionizosa – boga wina i zabawy, ale również patrona aktorów i teatru. To właśnie tutaj każdego roku odbywały ateńskie Dionizja, natomiast Ajschylos, Sofokles, Eurypides i Arystofanes wystawiali swoje najsłynniejsze komedie i tragedie. Podczas okupacji rzymskiej, teatr został przebudowany, aby mogły na nim toczyć się walki gladiatorów.

img_5820

img_5824

Odeon Heroda Attyka

Uważa się, że jest to największy i najwspanialszy ze wszystkich starożytnych odeonów. Zbudowany na południowo-wschodnim brzegu Akropolu przez Heroda Attyka, miał czcić pamięć ukochanej małżonki. Składał się z 32 rzędów widowni, która mogła pomieścić 5-6 tys. widzów.  W epoce starożytności odbywały się w nim konkursy muzyczne i rozmaite przedstawienia. Aktualnie odbywają się tu wydarzenia w ramach Festiwalu Ateńskiego. Poza koncertami jest niedostępny dla odwiedzających, można na niego popatrzeć jedynie z góry w drodze do/z Akropolu.

img_5817

15491877_1184458741589441_335365848_o

Grecka Agora

Tysiące lat temu stanowiła najważniejszy punkt całego miasta, była centrum administracyjnym, kulturalnym, politycznym, handlowym oraz społecznym. To właśnie w tym miejscu odbywały się spotkania wszystkich obywateli. Przy dawnej Agorze znajdowało się wiele budynków:  świątynie, biblioteki czy budynki użytku publicznego. Z biegiem czasu Agora została zabudowana, a budowle zrujnowane. Na jej terenie znajduje się Tezejon, czyli świątynia poświęcona Hefajsosowi i Atenie.

img_5880

img_5891

img_5912

Forum Rzymskie

Poza kilkoma kamieniami i głazami, znajduje się tam znakomicie zachowana Wieża Wiatrów z I w. p. n. e., czyli ośmiokątna wieża, która pełniła rolę miejskiego zegara oraz kierunkowskazu. Osiem kątów symbolizowało osiem wichrów. Na mnie to miejsce nie zrobiło żadnego wrażenia i przyznam szczerze, że nie w porównaniu z grecką agorą nie dorasta jej do pięt.

img_5670

img_5669

Świątynia Zeusa

Jest pozostałością po czasach rzymskich. Powstała w 131 r. p. n.e. i była największą grecką świątynią. W czasach swojej świetności miała 104 kolumny, z których do czasów obecnych zachowało się tylko 15. W jej wnętrzu znajdowały dwa posągi – Zeusa i cesarza Hadriana.

img_5576

img_5569

img_5580

Łuk Hadriana

Obok Świątyni Zeusa znajduje się Łuk, który stanowił symbol oddzielenia Aten antycznych od rzymskich. Z jednej strony łuku widnieje napis „Tu są Ateny, dawne miasto Tezeusza”, natomiast z drugiej „Tu jest miasto Hadriana, a nie Tezeusza”.

img_5546

Gmach Parlamentu i Grób Nieznanego Żołnierza

Budynek został wzniesiony na początku XIX wieku przez Ludwika I Bawarskiego. Również w tym miejscu umiejscowiony jest Grób Nieznanego Żołnierza, przed którym uroczysta zmiana warty wykonywana przez ewzonów, czyli żołnierzy służących w Gwardii Prezydenckiej, ubranych w tradycyjny strój (plisowane krótkie spódniczki, zaprasowane w 400 fałd upamiętniających 400 lat niewoli tureckiej, czerwone czapki z frędzlami, białe getry z pomponami, podkute czerwone trzewiki i szerokie skórzane pasy), który na pierwszy rzut oka może wywołać salwy głośnego śmiechu. Ceremonia zmiany warty odbywa się o pełnych godzinach przez całą dobę, natomiast w każdą niedzielę o godzinie 11:00 zmianie warty towarzyszy orkiestra i oddział gwardzistów.

img_5471

img_5500

img_5509

Stadion Panathinaikos

Powstał w V w. p. n. e. Zbudowany na planie podkowy służył jako miejsce organizowania igrzysk olimpijskich odbywających się w odstępie czterech lat, ku czci patronki miasta – Ateny. W czasach okupacji rzymskiej, stadion stal się areną krwawych walk gladiatorów i dzikich zwierząt. Został odrestaurowany i zmodernizowany z okazji pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich, które miały miejsce w 1896 roku.

img_5540

Keramikos

Ta najstarsza nekropolia Aten, otoczona murami obronnymi, stanowi miejsce spoczynku Ateńczyków, począwszy od XII wieku p.n.e. Większość spośród znalezionych tu tablic nagrobnych (zwłaszcza tych, które upamiętniały wybitnych Ateńczyków, pochowanych w Alei Grobowców) zobaczyć można w Narodowym Muzeum Archeologicznym.

img_5958

img_5959

Plaka

Historyczna dzielnica miasta, znajdująca się u podnóża Akropolu. Znajdują się tutaj m.in. urocze kamienice z XVIII w., sklepiki, tawerny, muzea i  restauracje. Większość ulic jest wyłączona z ruchu i zaadaptowana na deptaki. Pomiędzy Placem Syntagma, Monastiraki i Plaką znajduje się ateńska katedra z XIX w., a obok niej świątynia z XII w. Niedaleko znajduje się stacja metra Akropolis i długi deptak prowadzący dookoła Akropolu, Tezejonu, a także cmentarza Keramikos.  To doskonałe miejsce na wieczorny spacer czy kolację w prawdziwym greckim stylu.

img_5862

Anafiotika

Mój przewodnik nie wspominał o tym miejscu. Dobrze, że przewodnik, który posiadała koleżanka był lepiej zaopatrzony w informacje, bo miejsce jest magiczne. Nie jest łatwo je znaleźć, ale po wielu trudach i błądzeniu po okolicy w końcu tam dotarłyśmy. Znajduje się ono w dzielnicy Plaka, jednak zdecydowanie wyróżnia się wyglądem. Są to charakterystyczne białe domki zbudowane w stylu cykladzkim przez wyspiarzy, którzy przybyli do Aten do pracy. Kilkuminutowy spacer po Anafiotice pozwala przenieść się choćby na chwilę na jedną z wysp na Cykladach i robi niesamowite wrażenie.

img_5832

img_5838

img_5854

img_5850

img_5856

Wzgórze Likavitos

Jest najwyższym wzniesieniem w Atenach (277 m n. p. m), jednocześnie stanowi oazę ciszy i spokoju. Można się tam dostać kolejką linową lub zrobić sobie spacerek.  Poza wspaniałym widokiem na panoramę miasta, na jego  szczycie znajduje się teatr, gdzie odbywają się różnego rodzaju imprezy i koncerty, a także kawiarnia, restauracja i kościół Agios Georgios. Mimo, że to niewielkie wzniesienie, to trzeba było się trochę namęczyć, żeby wdrapać się na sam szczyt. Ale widoki z góry rekompensowały cały trud wspinaczki.

15502836_1183687044999944_159871080_o

img_5608

15502795_1183688481666467_1326445027_o

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.