„Marco Polo”

Jesień w pełni, pogoda za oknem nie rozpieszcza. Netflix oferuje coraz to więcej filmów i seriali, starszych i nowszych. W czeluściach tej nieskończoności wygrzebałam produkcję, która pochłonęła mnie od razu – serial „Marco Polo” z 2014 roku. Jaka szkoda, że nie ma więcej takich perełek, a może są tylko jeszcze ich nie odkryłam?

Młody Marco Polo wraz ze swym ojcem i stryjem przemierzają Jedwabny Szlak. Docierają do imperium wielkiego władcy mongolskiego – Kubilaj Chana, wnuka potężnego Chingis Chana. Młody, niedoświadczony i strachliwy Marco zostaje sprzedany przez własnego ojca i zdany na łaskę groźnego władcy Imperium. Aby przeżyć na dworze okrutnego azjatyckiego cesarza, musi wykorzystać swoje umiejętności w walce i politycznej grze. Nazywany pogardliwie przez mieszkańców stolicy Łaciennikiem lub Krągłookim, stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości i uczy brutalnych reguł panujących na dworze. A wszystko to okraszone dużą dawką intryg, skandali, sztuk walki i imponujących bitew, przeplatane z pięknymi krajobrazami i fantastycznymi kostiumami.

Netflixowa produkcja nie skupia się na samej postaci wybitnego podróżnika, a przedstawia jedynie pewien epizod z jego życia. A szkoda, bo przecież był on pierwszym odkrywcą i kupcem z Zachodu, który zawitał do Państwa Środka. Serialowa postać Marco Polo (Lorenzo Richelmy) jest bez charakteru i polotu, a momentami wręcz irytująca. Na tle innych występujących tam postaci jest po prostu nijaka, chociaż to tytułowy bohater. W porównaniu z charyzmatycznym i bezwzględnym Kubilaj Chanem (Benedict Wong) oraz jego mądrą i piękną żoną Cesarzową Chabi (Joan Chen), Łąciennik jest ledwo dostrzegalny. Równie dobrze fabuła poradziłaby sobie świetnie bez wątku weneckiego kupca. Jednak bez wątpienia najlepszą postacią jest Stu Oki/Setka Oczu (Tom Wu), który jest po prostu genialnym mędrcem i niepokonanym mistrzem sztuk walki. Natomiast waleczni synowie wielkiego Chana, zarówno ci prawdziwi, jak i przyszywani, sprawiają, że jest na kogo popatrzeć 🙂

Ja jestem zachwycona serialem „Marco Polo”. Chociaż nie skupia się na samej postaci podróżnika, to podglądanie tego, co najprawdopodobniej działo się w trzynastowiecznym Imperium Mongolskim kupiło mnie całkowicie. Nie mówiąc już o przecudownej scenerii i plenerach kazachskiego stepu, Kanionu Szaryńskiego i chińskich miast. A przecież ja tam byłam. Na samo wspomnienie serce mi mocniej bije.  Dzięki „Marco Polo” mamy okazję przyjrzeć się kulisom polityki i wojny między wielkimi imperiami, która działa się w tamtych czasach. Uwielbiam tego typu produkcje. Niestety serial „Marco Polo” zakończył swój żywot po dwóch sezonach, kończąc się zupełnie bez sensu – widz ma nadzieje, że pojawi się kolejny, a historia będzie kontynuowana. No niestety, pozostaje cieszyć się i rozkoszować tym co jest, czyli dwoma dziesięcioodcinkowymi sezonami.

Moje ulubione hiszpańskie komedie

Wiecie, że kocham wszystko, co hiszpańskie. Okrutnie tęsknię za Hiszpanią i serce mi pęka na samą myśl, że pewnie nie prędko polecę do tego kraju… 😦 Miałam być w Walencji w styczniu, z mojej winy nie wyszło – teraz tego gorzko żałuję… Żeby sobie wynagrodzić brak bezpośredniego obcowania z hiszpańską kulturą, ostatnimi czasy namiętnie oglądam filmy i seriale hiszpańskiej produkcji. Głównie po to, żeby osłuchać się z językiem (który aktualnie jest u mnie na wymarciu), ale także by nacieszyć oko widokiem przystojnych aktorów, a niekiedy nawet i hiszpańskimi krajobrazami 🙂 Poza tym, co tu dużo mówić – po prostu lubię hiszpańską kinematografię.

W wcześniejszym poście pisałam o swoich ulubionych hiszpańskich serialach. Tym razem chciałam polecić kilka hiszpańskich komedii na ten dziwny i ponury okres, żeby się nieco odstresować i zapomnieć na chwilę o trudnej sytuacji na świecie. Zwłaszcza, że pogoda na zewnątrz nas nie rozpieszcza. Oto kilka moich komediowych propozycji.

„Nie zważając na nic”

Sara, Claudia, Sofia i Lucia to cztery dorosłe siostry, które rozjechały się w rożne strony świata. Gdy umiera ich matka, przybywają do Madrytu na jej pogrzeb. Jak się okazuje, nawet po swojej śmierci kobieta nie ułatwia życia swoim córkom. By dostać spadek, muszą rozwikłać szereg zagadek, które zafundowała im troskliwa mama. Wyruszając w kilkudniową podróż, kobiety odkrywają szokującą prawdę nie tylko na temat swojej rodziny, ale także o swoim pochodzeniu.

Tytuł oryginalny: „A pesar de todo”

Film dostępny na platformie Netflix

„Hiszpański temperament”

Amaia  pochodzi z Kraju Basków, a swoim temperamentem mogłaby obdarzyć połowę Hiszpanii. Właśnie rzucił ją narzeczony, a do miasta  przyjeżdża ojciec, by poznać przed ślubem ukochanego córki. Rodzina dla Baska to rzecz święta, dlatego dziewczyna decyduje się na mały przekręt. Poznany w Sewilli Rafa, rodowity Andaluzyjczyk – największy wróg Basków, wydaje się najgorszym pomysłem na ratunek. Jednak oboje decydują się brnąć w tę farsę, by tylko prawda nie wyszła na jaw.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos vascos”

Film dostępny na platformie Netflix i VOD

 

„Jak zostać Katalonką?”

To kontynuacja wspomnianego wyżej filmu. Amaia po zerwaniu z Rafa, zakochuje się w katalońskim artyście o imieniu Pau i planuje wziąć z nim ślub. Jej ojciec kategorycznie sprzeciwia się temu związkowi i postanawia odwieźć córkę od pomysłu poślubienia nowego chłopaka. W tym celu wybiera się do Sewilli i namawia byłego partnera swojej córki do powrotu i ponownego rozkochania jej w sobie. Co się dzieje, kiedy Baskijka spotyka się z Katalończykiem, a między nimi staje Andaluzyjczyk? Możecie wierzyć, że takie spotkanie to prawdziwa tykająca bomba.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos catalanes”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mała Szwajcaria”

Kolejna produkcja, która bawi się stereotypami na temat Basków. Dla kontrastu dorzuca do nich Hiszpanów i Szwajcarów. Akcja toczy się  w miasteczku Tellería, położonym w centrum Kraju Basków, które tak naprawdę terytorialnie wpisane jest do Kastylii. Po 700 latach jego mieszkańcy pragną uporządkować kwestię przynależności. Chcą być pełnoprawnymi Baskami, ale rząd pozostaje głuchy na ich wołanie. Zdumiewające znalezisko w tajemniczej krypcie pod sanktuarium motywuje ich do podjęcia decyzji o przyłączeniu do innego kraju. I to nie byle jakiego, bo jednego z najbogatszych na świecie – Szwajcarii.

Tytuł oryginalny: „La pequeña Suiza”

Film dostępny na platformie Netflix

„Ta noc jest moja”

W trakcie upalnych sierpniowych dni kręcony jest sylwestrowy program rozrywkowy. Główną gwiazdą show jest Alphonso, ale na scenie ma pojawić się także Adanne – aktualny muzyczny idol wszystkich hiszpańskich nastolatek. Na planie i wśród gości można znaleźć jeszcze wiele intrygujących (ale nie brakuje też tych irytujących) osobistości, które biorą udział w spiskach, szantażach i różnych wypadkach rozgrywających się w trakcie nagrywania show. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i okraszone jest sporą dawką humoru.

Tytuł oryginalny: „Mi gran noche”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Babski weekend”

Grupa pięciu przyjaciół to współcześni dwudziestu kilkulatkowie, dla których świat pełen możliwości stoi otworem. Jak się okazuje – ich życie jest dalekie od ideału. Kiedy byli nastolatkami, marzyli o dobrze płatnej pracy, własnym mieszkaniu czy idealnym związku. Niestety kryzys finansowy pokrzyżował im wszelkie plany. Każde z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale nie tracą jednak nadziei i dobrego samopoczucia. Kiedy wiec Gisela postanawia wyjść za mąż, przyjaciele organizują dla niej wieczór panieński na Wyspach Kanaryjskich. Zapowiada się szalona i (nie)pamiętna noc.

Tytuł oryginalny: „Cómo sobrevivir a una despedida”

„Przelotni kochankowie”

Z powodu technicznej usterki, bezpieczeństwo pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu na trasie Madryt-Meksyk zostaje zagrożone. Doświadczeni piloci robią wszystko, by znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Personel pokładowy bez reszty poświęca swe ciała i dusze, by w każdy możliwy sposób uprzyjemnić podróż pasażerom. Okazuje się, że życie w chmurach jest tak samo skomplikowane jak na ziemi, a przyczyny są zawsze te same: seks i śmierć. Na pokładzie samolotu poznajemy cały wachlarz osobowości: nowożeńców wyruszających w podróż poślubną, królową plotkarskich magazynów, bezwzględnego biznesmena uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości czy Don Juana próbującego rzucić jedną ze swoich licznych kochanek. Każde z nich leci do Meksyku w określonym celu. Czy uda im się go osiągnąć?

Tytuł oryginalny: „Los Amantes pasajeros”

Film dostępny na platformie VOD

„Powołanie”

Dwie siedemnastoletnie przyjaciółki María i Susana uwielbiają zabawę w rytmach reaggetonu i electro latino, jednak od lat spędzają wakacje na łonie natury w katolickim obozie. W związku z tym, że rozpiera je młodzieńcza energia nocami, z duszą na ramieniu, wymykają się z kempingu w tajemnicy przed siostrą Bernardą i siostrą Milagros. W pobliskich dyskotekach bawią się w rytmach, które uwielbiają. Pewnej nocy María doznaje objawienia.

Tytuł oryginalny: „La llamada”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bar”

To nie do końca typowa komedia, to właściwie czarny humor przeplatany z thrillerem. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona w jednym z madryckich barów. Zebrani w knajpie orientują się, że w jednej chwili ulice i plac obok zupełnie opustoszały i być może na dachu jednego z budynków ukrywa się snajper strzelający do przechodniów. Kierując się instynktem przetrwania, zaczynają nie tylko obmyślać plan, jak wydostać się z zastawionej na nich pułapki, ale i usiłują dociec przyczyn tych makabrycznych wydarzeń. Obrzucając się wzajemnie oskarżeniami i popadając w coraz większą paranoję, klienci baru nie zdają sobie sprawy, że znaleźli się w samym centrum konfliktu na szeroką skalę.

Tytuł oryginalny: „El Bar”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Królowa Hiszpanii”

Popularna hollywoodzka gwiazda wraca po latach do Europy, by zagrać w wielkiej hiszpańskiej produkcji. Znane nazwiska, najlepsi fachowcy, bajeczne plany zdjęciowe i setki statystów – na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie i profesjonalnie. Wszystko do momentu, gdy na planie zaczynają dziać się dziwne zjawiska: statyści wymykają się spod kontroli, fachowcy romansują, reżyser przysypia na planie, a inny ważny członek ekipy filmowej zostaje aresztowany. Reszta filmowców – zbieranina barwnych i przezabawnych osobowości – stara się uratować plan tej superprodukcji i obmyślają genialny plan jak to zrobić.

Tytuł oryginalny: „La reina de España

Film dostępny na platformie VOD

„Hiszpańskie dziewczyny”

Ana, Paula i Veronica mieszkają w Madrycie i marzą o wielkiej karierze w świecie mody. Skuszone łatwymi pieniędzmi stawiają pierwsze kroki na wybiegach, zafascynowane otaczającym je luksusem. Szybko jednak odkrywają mroczną stronę sławy i życia w blasku fleszy – wpadają w wir niebezpiecznych pokus i nałogów. Za sprawą dotkliwych doświadczeń kobiety utwierdzają się w przekonaniu, że przyjaźń i rodzina są znacznie cenniejsze od kariery w świecie mody. Nauczą się czerpać radość z drobnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegały.

Tytuł oryginalny: „Chicas paranoicas”

Film dostępny na platformie VOD

„Klub niewiernych mężczyzn”

Czworo przyjaciół z dzieciństwa – wszyscy po ślubie, z kilkuletnim stażem małżeńskim – spotykają się na zjeździe absolwentów w liceum. Żartując i popijając drinki wszyscy zgodnie twierdzą, że bardzo kochają swoje żony, ale już ich nie pożądają. Utworzyć nielogiczny i niebezpieczny projekt: tajny klub dla mężczyzn, którzy chcą zdradzać żony, ale tylko po to, by  mogli odzyskać żądzę. Brzmi niedorzecznie?

Tytuł oryginalny: „El club de los buenos infieles”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mokra robota”

Leyre jest rozwiedzioną, zamożną kobietą, mieszkającą w luksusowej willi w Bilbao. Kłótnia z byłym mężem, który grozi, że przestanie utrzymywać ją i ich syna, wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Chcąc ocalić rodzinę, kobieta nieświadomie doprowadza do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Tytuł oryginalny: „Ola de crímenes”

„Jukatan”

Na statku wycieczkowym płynącym z Hiszpanii do Meksyku rywalizujący ze sobą oszuści próbują w zmyślny sposób okraść podstarzałego zwycięzcę loterii. Dwoją się i troją, wymyślając coraz to bardziej absurdalne historyjki i kreując sytuacje, by przejąć majątek starszego pana. Piękne krajobrazy i świetna muzyka gwarantowane. Co więcej, w filmie pojawia się także polski akcent.

Tytuł oryginalny: „Yucatán”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bombowi sąsiedzi”

Kolejna komedia kreująca baskijski stereotyp. Ostatnia aktywna komórka ETA, działającą w 2010 roku. Banda liczy czterech członków, ale tylko dwoje z nich ma  prawdziwe baskijskie korzenie. Natomiast tylko jeden ma jakiekolwiek doświadczenia związane z terroryzmem. Teoretycznie mają przeprowadzić akcję, która przypomni wszystkim, że ETA wciąż istnieje i ma się dobrze. Zbliżający się finał mistrzostw piłki nożnej wydaje się świetną ku temu okazją. Niestety, zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać.

Tytuł oryginalny: „Fe de etarras”

Film dostępny na platformie Netflix

„Kalifat”

Żyjemy w czasach, gdzie nigdy nie możemy być niczego pewni. Wiele czynników złożyło się na to, jak teraz wygląda Europa, pod rożnymi względami. Prawda jest taka, że żyjemy w chaosie i nieustannym lęku przez to, co dzieje się w innych częściach świata. Czasami nie jesteśmy świadomi, co nam grozi i jak łatwo możemy poddać się manipulacji. Jakiś czas temu na Netflixie miała miejsce premiera szwedzkiego serialu „Kalifat”. Serial co prawda opowiada o codzienności mieszkańców tego kraju, ale w zupełnie innej odsłonie: tej przerażającej, szokującej i otępiającej. To serial, który koniecznie trzeba zobaczyć.

Akcja toczy się na trzech równoległych płaszczyznach. Pierwsza z nich rozgrywa się we współczesnej Szwecji. Sulle (Nora Rios) i jej najlepsza przyjaciółka Kerima są typowymi zbuntowanymi szwedzkimi nastolatkami pochodzenia arabskiego. Niewiele różnią się od swoich rówieśników: słuchają szwedzkiej muzyki, rozglądają się za chłopakami oraz obie pochodzą z rodzin, które nie rozumieją ich i nie poświęcają zbytniej uwagi. Obie dziewczyny zagubione w świecie wartości i osamotnione wpadają w końcu na Ibbe (zwanego też „Podróżnikiem”), który pracuje  pod przykrywką asystenta nauczyciela w liceum bohaterek. Korzysta z ich trudnej sytuacji i naiwności, by pokazać im radykalny Islam, a jednocześnie zwerbować do armii ISIS. Druga toczy się w Rakkce w północnej Syrii. Pervin (Gizem Erdogan) jest jedną ze szwedzkich uciekinierek do Państwa Islamskiego. Natchniona ideologią wyjechała do Syrii, gdzie została żoną Husama, jednego z pochodzących z Europy bojowników ISIS. Kobieta ma dosyć  życia w ciągłym strachu, przemocy i niebezpieczeństwie, dlatego też postanowiła zrobić wszystko, żeby wraz z maleńką córką wydostać się z tego piekła. Nawiązuje kontakt z Fatimą (Aliette Opheim) – agentką Szwedzkiej Policji Bezpieczeństwa (SÄPO), która  zajmuję się muzułmańskimi radykałami w kraju. Do Szwecji trafiła jako młoda dziewczyna w połowie lat 90. za sprawą jej ojca – oficera bośniackich służb, który ewakuuje całą rodzinę tuż przed masakrą w Srebrenicy. Pewnego dnia dostaje telefon, właśnie od Pervin z informacją, że grupa Terrorystów z ISIS planuję zamach w Szwecji.

Wydawać by się mogło, że losy trzech bohaterek z pozoru niewiele mają ze sobą wspólnego. Poza tym, że Fatima i Pervin mają ze sobą nieustanny kontakt, to tak naprawdę każda z nich prowadzi swój wewnętrzny dżihad, na ścieżce którego w końcu wpada na „Podróżnika” (Lancelot Ncube) – dobrze zakonspirowanego w szwedzkim społeczeństwie agenta ISIS, będącego centralną postacią planowanego zamachu. To on właśnie łączy codzienność Pervin w Rakce, sztokholmskie liceum Sulle oraz terrorystów tropionych przez Fatimę.

„Kalifat” to był pierwszy serial, który obejrzałam zaraz poz wykupieniu pakietu na Netflixie. Chociaż doskonale wiedziałam, co chcę tam od razu obejrzeć, to właśnie ten szwedzki serial przykuł najpierw moją uwagę. Może się wydawać, że ostatnio jestem monotematyczna, ale znowu wsiąkłam w tematykę islamu. Czytam i oglądam niemal wszystko, co mi się nawinie na ten temat.  W tym serialu od kuchni widzimy, jak działają dżihadyści, jak planują swoje zamachy i na jaką skalę. To przerażające, ale zapewne nie tylko w Szwecji tak jest. Przerażające jest też to, jak łatwo można zmanipulować i przekabacić młodą osobę, by dołączyła do dżihadu i tak po prostu zostawiła swoje dotychczasowe życie, rodzinę i wyjechała na wojnę. Bez wątpienia serial „Kalifat” wgniata w oparcie fotela, ogląda się go w nieustannym napięciu. To  mocny, brutalny i niebezpiecznie prawdziwy serial, a w głowie pozostawia smutek, bezsilność i otępienie. Zdecydowanie na długo pozostanie w mojej pamięci.

„Unorthodox”

Ostatnio swoją premierę na Netflixie miał miniserial „Unorthodox”. Słyszałam wiele opinii na temat tej produkcji, wszyscy polecają ja obejrzeć. No więc i ja zasiadłam przed telewizorem. Serial powstał na podstawie autobiograficznej książki Deborah Friedman „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów”.

USA, Nowy Jork, Brooklyn, Williamsbourg, XXI wiek. Esther (Shira Haas) to dziewczyna wychowywana w chasydzkim społeczeństwie – ultraortodoksyjnej żydowskiej mniejszości. Chociaż mieszka w jednym z najbardziej otwartych miast świata, uwięziona zostaje we własnym domu. Jako nastolatka pozbawiona jest wszelkich rozrywek: książek, kina, teatru, koncertów czy spotkań z rówieśnikami. Nie chodzi nawet do szkoły, a jedyną nauką jaką pobiera to ta przygotowująca ją na bycie przykładną żoną, matką oraz Żydówką. Co więcej, nie może nawet posługiwać się angielskim, bo społeczność uważa, że to język zepsucia i zła. Poddana zostaje opresyjnej tradycji i religii ortodoksyjnej społeczności. W wieku 18 lat zostaje wydana za mąż za Yakova Shapiro (Amit Rahav), z którym ma spłodzić jak najwięcej dzieci.

W dniu ślubu zmienia się jej całe życie – w momencie, kiedy tradycyjnie zostaje ogolona na łyso. Esther nie ma zielonego pojęcia o pożyciu małżeńskim, więc zostaje poddana przyspieszonej lekcji dojrzewania seksualnego – starsza kuzynka udziela jej kilku rad w sprawach seksu. Niestety dziewczyna ma pewne problemy i psychiczne opory, więc długo nie mogą skonsumować małżeństwa  i zajść w ciążę. Cała rodzina niepokoi się tym stanem i uważnie śledzi ich poczynania- skoro nie może zajść w ciążę, na pewno jest wybrakowana. W pewnym momencie Esther dochodzi do wniosku, że nie chce dłużej żyć w tym społeczeństwie, nie tego pragnie w życiu. Postanawia uciec przed mężem i opresyjnym społeczeństwie. Wyjeżdża do Berlina, gdzie  mieszka jej matka. Dziwnym zrządzeniem losu poznaje grupkę przyjaciół, którzy pomagają odnaleźć się w nowej sytuacji. Starając się prowadzić świeckie życie, zaczyna naukę w konserwatorium muzycznym. Nie wie jednak, że zdesperowany mąż wyrusza za nią, by pokornie sprowadzić ją do domu.

Nie mogę sobie wyobrazić, że w XXI wieku, w samym centrum Nowego Jorku dzieją się takie rzeczy. Nie potrafię zrozumieć, że wraz z rozwojem świata, od setek lat mentalność niektórych grup społecznych stoi w miejscu. I nie chodzi już tylko o samych chasydów, ale o wyznawców wszystkich religii. Jeśli podoba im się życie w mentalnym średniowieczu, to dlaczego zamieszkują w ogromnych światowych metropoliach, w dużych domach oraz korzystają z dobrodziejstw cywilizacyjnych? Przecież mogą mieszkać i żyć skromnie tak jak ich przodkowie. Nic dziwnego, że młode dziewczyny – tak jak Esther – nie wytrzymują tej presji i w końcu się buntują. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku dziewczyna mieszkająca w Nowym Jorku nie może posługiwać się angielskim, bo to język zepsucia i zła oraz więziona jest we własnym domu.

Szczerze przyznam, że miałam wielkie oczekiwania względem serialu „Unorthodox”. Sądziłam, że będzie to mocne widowisko, które wgniecie mnie w oparcie kanapy. No niestety, tak się jednak nie stało. Czegoś mi zabrakło, odniosłam wrażenie, że producenci skupili się na czymś zupełnie innym niż powinni. Serial liczy tylko 4 odcinki i jak dla mnie to zdecydowanie za mało. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach: w Berlinie oraz powraca do wydarzeń, które zadecydowały o ucieczce Esther. Przymierzam się do przeczytania autobiografii Deborah Friedman i liczę, że może ona mnie powali na kolana. Nie mniej jednak warto obejrzeć ten miniserial, chociaz po to, żeby mieć pogląd na to, co dzieje się w zamkniętych społecznościach w centrum Nowego Jorku.

„Russian Doll”

Wyobraź sobie, że w dniu swoich 36-tych urodzin niechcący umierasz, ale za chwilę powracasz do świata żywych. Jak gdyby nic się nie stało. Potem jednak umierasz ponownie i ponownie powracasz na swoją imprezę urodzinową – cała i zdrowa. I tak jeszcze ze dwadzieścia razy. Brzmi fajnie? Na pewno nie dla głównej bohaterki „Russian Doll” – najnowszej produkcji Netflixa.

Nadia Volvokowa (Natasha Lyonne) to Amerykanka o korzeniach rosyjsko-żydowskich. Na życie zarabia jako programistka gier komputerowych. Jest kobietą inteligentną, nowoczesną, z wyjątkowym podejściem do życia, nie stroni od przygodnego seksu, wszelkiego rodzaju używek, ale zachowując przy tym dystans względem samej siebie. Papieros jest jej znakiem rozpoznawczym i nieodłącznym kompanem. W dniu swoich 36-tych urodzin wpada w pętlę czasu – każdego dnia umiera w najróżniejszych okolicznościach, czasem niezwykle zabawnych. Od tej pory Nadia będzie odradzać się na nowo i umierać jeszcze raz, a każda kolejna śmierć sprowadzi ją z powrotem do tego samego miejsca – łazienki w domu jej przyjaciółki, w której za każdym razem będzie przygrywać dokładnie ta sama piosenka i to samo spojrzenie w lustrze.

Zdezorientowana Nadia próbuje rozwikłać zagadkę beznadziejnej sytuacji, w której się znalazła. Pomiędzy jedną śmiercią a kolejnym odrodzeniem, kobieta poznaje Alana (Charlie Barnett), który podobnie, jak ona codziennie odchodzi z tego świata i codziennie powraca w tym samym momencie. Pomimo, że mężczyzna jest jej zupełnym przeciwieństwem, oboje starają się rozwikłać zagadkę zagiętej czasoprzestrzeni, w której oboje się znaleźli.

Początkowe odcinki „Russian Doll” mogą wydawać się nudne i bardzo przewidywalne, jednak z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej zgłębiamy się w przeszłość Nadii, tym samym poznając jej złożoną osobowość. Początkowo może się wydawać, że Nadia jest wyluzowaną imprezowiczką, ale z wraz kolejnymi odcinkami odkrywamy jej tajemnice, stopniowo dowiadując się o niej coraz więcej i badając jej przeszłość. Nadia to kobieta z pozoru mająca kontrolę nad każdym aspektem swojego życia, a w praktyce zmaga się z masą problemów i rozbitą na drobne kawałeczki osobowością, których poskładanie w całość okazuje się być nie lada wyzwaniem. To właśnie ona jest tytułową „matrioszką” – każda śmierć pozwala na to, by na światło dzienne wyszło jej głęboko skrywane oblicze,  aż u schyłku serialu stanie przed nami osoba zupełnie inna niż ta, którą poznaliśmy w pierwszych odcinkach.

Natasha Lyonne odegrała swoją rolę brawurowo, znakomicie wykreowała postać Nadii. Chociaż początkowo można czuć pewną niechęć do głównej bohaterki, to z każdym kolejnym odcinkiem zmieniłam o niej zdanie. Natasha z łatwością odnajduje się w swojej roli i w każdym ze skrajnych stanów psychicznych swojej bohaterki. Aktorka zachowuje się w tej roli niezwykle naturalnie, autentycznie i przekonująco. No i ta burza kręconych, rudych loków – aż zapragnęłam mieć taką fryzurę ❤

Chociaż fabuła wydaje się być banalna, przewidywalna i nieco oklepana, twórcy „Russian Doll”  sprawili, że serial okazuje się być poruszającą opowieścią o trudnym i bolesnym procesie poszukiwania szczęścia, ale także strachu przed życiem, depresją czy samotnością. Nie jest to jednak żaden melodramat, wręcz przeciwnie – czarna komedia z piekielnym poczuciem humoru.