W. Wawrzkowicz-Nasternak, M. Stacewicz-Paixão „Lizbona. Miasto, które przytula”

Każdy z nas ma takie miejsce, do którego uwielbia powracać, albo jakieś nieznane moce do niego przyciągają. Dla Weroniki  i Marty Stacewicz-Paixão takim miejscem jest Lizbona. Efektem ich zachwytów jest książka „Lizbona. Miasto, które przytula”, w której dzielą się z czytelnikami swoimi osobistymi wrażeniami dotyczącymi tego miasta.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak jest dziennikarką radiową i telewizyjną. Lizbona sprawiła, że stała się człowiekiem bumerangiem – raz rzucona w przestrzeń Lizbony, nieustannie do niej wraca. Natomiast Marta Stacewicz-Paixão pochodzi z rodziny wielokulturowej. Do Portugalii miała wyjechać na rok, by wzbogacić swój język, a została na kilkanaście lat. Jest filologiem, designerem i trenerem komunikacji. W swojej wspólnej książce opowiadają o ukochanym mieście, jakim jest Lizbona. Nie jest to jednak zwykła opowieść – to spacer po kulturalnej, artystycznej i kulinarnej stronie stolicy Portugalii.

Lizbona uruchamia wszystkie zmysły. Oferuje znacznie więcej niż tylko wiatr znad oceanu, dzwonki tramwajów czy codzienne pogaduchy mew. Żeby ją zrozumieć, warto poznać tamtejszych ludzi, wsłuchać się w szelest ich rozmów. To miasto pozwala na smakowanie życia całym sobą. W opisywaniu tego miasta pozwala autorkom nie tylko fascynacja, ale przede wszystkim znajomość tego miejsca. Weronika przybywa do Lizbony każdego roku na kilka tygodni, dzięki temu bardzo dobrze zna miasto, dodatkowo jej dziennikarskie umiejętności i doświadczenie pozwoliły stworzyć tak barwną opowieść. Z kolei Marta przybyła by studiować język, zaś jej pobyt w Portugalii przedłużył się o kilkanaście lat. Każda z nich wniosła do książki coś innego. Marta opowiada o zwyczajach, kulturze czy języku, które dogłębnie zdążyła poznać. Natomiast Weronika przeprowadza wywiady z mieszkańcami stolicy Portugalii, zarówno z samymi mieszkańcami, jak i polskimi imigrantami, którzy na stałe osiedli się w Lizbonie.

Nie jest to zwyczajny przewodnik po mieście, wręcz przeciwnie. Nie znajdziemy w nim żadnych informacji na temat najważniejszych zabytków czy utartych tras, które każdy turysta powinien przemierzyć. Zamiast tego pokazuje, co można tam przeżyć, poczuć, posmakować i usłyszeć. Kolorowe zdjęcia znajdujące się w środku dodatkowo zachęcają do takiej formy eksplorowania miasta. Autorki zachęcają do tego, żeby nie biegać po mieście do wszystkich miejsc „must see”, tylko spokojnie przemierzać uliczkami Lizbony i oddawać się urokom, jakie oferuje to miasto. To poznawanie Lizbony na zupełnie innej płaszczyźnie. Fakt, nie jest to obiektywny opis miasta, bo autorki są w nim totalnie zauroczone i opiewa samymi pozytywami. Ja do Lizbony mam mieszane uczucia. Z jednej strony miasto jest urzekające i bardzo przyjemne, z drugiej zaś nie mam zbyt miłych wspomnień z nim związanych. Jednak po lekturze tej książki chciałabym tam wrócić i wchłonąć to wszystko,, o czym piszą autorki, spojrzeć na miasto z innej perspektywy. Kto wie, może i ja zmienię zdanie i zakocham się w nim tak bardzo jak one?

Macie ochotę na inną nieoczywistą podróż? Zapraszam do Sztokholmu: Katarzyna Tubylewicz „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą”

A może chcecie więcej poczytać o Lizbonie? Marcin Kydryński „Muzyka moich ulic. Lizbona”

 

Za książkę dziękuję:

Robert Rient „Przebłysk. Dookoła świata, dookoła siebie”

„Marzenia są po to, by je spełniać” – mówi stare powiedzenie. Niezależnie, czy będzie to kupno nowego samochodu, zrobienie tatuażu czy podróż w wymarzone miejsce – cudownie jest patrzeć, kiedy pragnienia stają się rzeczywistością.

Robert Rient marzył o podróży wokół świata. Pewnego dnia postawił wszystko na jedną kartę i postanowił zrealizować swoje fantazje. Jednak jego podróż to nie dotyczyła tylko odwiedzenia różnych zakątków naszego globu, ale przede wszystkim udał się w podróż, która miała mu dać odpowiedzi na to – kim jest, czego szuka i jak powinien pokierować swoim życiem. Autor „Przebłysku” postanowił odnaleźć raj. Wyprowadził się z Warszawy, spakował plecak i zdecydował się wyruszyć w podróż do najdalszych zakątków świata, żeby zgubić siebie i ponownie odnaleźć. Reportażysta, pisarz i dziennikarz po raz pierwszy postanowił sam sobie zostać przewodnikiem. Tym razem nie podąża szlakiem guru i nauczycieli, ale własnym tropem.

„Przebłysk” zbiera nas od Syberii do Wysp Wielkanocnych przez Tajlandię, Malezję aż do Ameryki Południowej. Jednak największe skarby, trudności i wyzwania autor Robert Rient musi odnaleźć i pokonać we własnej głowie. Swoją podróż zaczyna od kolei transsyberyjskiej, która wiezie nas nad wody Jeniseju. Ma to związek z przeszłością bohatera, a konkretnie z przeszłością jego dziadka, który w trakcie wojny, w bydlęcym wagonie został deportowany na Syberię. Z czasem w głowie autora klaruje się, że ten argument był jedynie przykrywką, małą iskrą, która pozwoliła ruszyć dalej przez Tajlandię, Malezję, do Nowej Zelandii, aż po Peru i Wyspę Wielkanocną, w poszukiwaniu czegoś więcej niż tylko pamięci o przodkach – w poszukiwaniu samego siebie.

Na swoje drodze spotyka wiele interesujących postaci. Jedne z nich są życzliwe i sympatyczne, inne irytujące i złośliwe. Nie chodzi tylko o ludzi, bo ma do czynienia z wszelkimi stworzeniami, jak zwierzęta i rośliny. Każda z tych spotkanych postaci wnosi coś do jego życia, każda zmusza do refleksji. I tak np. śmierć kraba, który umarł na jego oczach sprawia, że Robert zastanawia się nad sensem życia i śmiercią.

Może się wydawać, że „Przebłysk. Dookoła świata, dookoła siebie” jest nudnym filozoficznym reportażem podróżniczym, który nic nowego nie wnosi do naszego życia.  To tak naprawdę książka pełna przygód, która w zabawny sposób opisuje wszystko to, co na drodze do odnalezienia samego siebie spotkało Roberta. Wiele razy w trakcie lektury na mojej twarzy gościł szeroki uśmiech.

Podróż Roberta Rienta prowadzi przez kraje i kontynenty, przez niedoskonałość ludzkiego ciała, religijne i filozoficzne prawdy, meandry umysłu, który próbuje wyzwolić się z pułapek i schematów oraz przez inspirujące teksty kultury. „Przebłysk” jest intymna i osobistą opowieścią o samotności i gotowości jej przyjęcia. To zaproszenie do podróży, którą odbywa się zarówno w sobie, jak i poza sobą.

Za książkę dziękuję: