„Mrs. America”

Stany Zjednoczone, lata 70-te XX wieku. Kraj wielkich możliwości, potęga gospodarcza świata, kraina mlekiem i miodem płynąca. Przynajmniej taką łatkę ma USA. Jednak coś w tym państwie nie działa prawidłowo, bo nie ma równości, tolerancji i akceptacji. Dotyczy to kobiet, osób etnicznego pochodzenia oraz mniejszości seksualnych, narodowych i religijnych. Nadciąga druga fala feminizmu, na czele której stoją takie postaci jak Gloria Steinem (Rose Byrne) – feministka i niezależna dziennikarka, Betty Friedan (Tracey Ullmann) – feministka i pisarka, autorka kultowej „Mistyki kobiecości”, Shirley Chisolm (Udo Aduka) – pierwsza kobieta Afroamerykanka walcząca o prezydenturę czy Bella Abzug (Margo Martindale) – prawniczka i polityk, członkini Izby Reprezentantów. Te wybitne kobiety na stałe zapisały się na kartach amerykańskiej historii.

„Mrs. America” przenosi nas do Ameryki lat 70., w której grupa zaangażowanych i mocno zmotywowanych feministek walczy o wprowadzenie poprawki do konstytucji USA. ERA, czyli Equal Rights Amendment, dotyczyła równości płci i została przygotowana już na początku XX wieku, ale dopiero w latach 70. miała szansę wejść w życie, gdyż przegłosował ją kongres Stanów Zjednoczonych. Jednak by rzeczywiście się to stało, musiało zatwierdzić ją 38 stanów. Mówi się, że osobą, która stała za jej zablokowaniem jest Phyllis Schlafly (Cate Blanchett). Wraz z innymi gospodyniami domowymi zakładają ruch, który ze wszystkich sił ma zatrzymać rozpędzone już na drodze do ratyfikacji prawo.

Serial pokazuje dwie strony medalu walki o równouprawnianie. Z jednej mamy feministki i kobiety, które domagają się swoich praw, chcą legalnie pracować i dostawać równą płacę, zalegalizować aborcję oraz związki homoseksualne. Z drugiej strony pojawiają się konserwatywne gospodynie domowe, pragnące pozostać w domu, rodzić dzieci i piec chleb swoim mężom. Są przekonane, że liberalne feministki stanowią zagrożenie dla tradycyjnej rodziny i za wszelką cenę pragną zniszczyć szczęście amerykańskich kobiet. Nieprawdopodobne że kobieta jest w stanie zgotować innej kobiecie taki los. Kobiety, które żyją za pieniądze mężów, gardzą homoseksualistami, aborcję uważają za morderstwo, homoseksualne dzieci nazywają zboczeńcami, popierają przemoc domową i szydzą z kobiet niezależnych domagają się, żeby wszystkie obywatelki Ameryki żyły jak i one. Zabawne, że kobiety, które nie chcą pracować, z całych sił walczą, a więc angażują się w ten „projekt” i poświęcają mu całą uwagę, tym samym stają się kobietami pracującymi. Ot, taki paradoks.

Obsada serialu jest imponująca. Mamy tutaj zbiór utalentowanych aktorek, jak Rose Byrne, Sarah Paulson, Udo Aduka czy Elizabeth Banks, które świetnie sportretowały swoje bohaterki. Nie wspomnę o genialnej Cate Blanchett, której postać tak naprawdę jest smutna i dramatyczna. Wzorowa matka i żona oraz perfekcyjna pani domu, która świeci przykładem dla innych kobiet, zakłada własny ruch, który ma na celu zatrzymać projekt ERA. Phyllis tak bardzo wsiąka w świat polityki, że jej działalność zaczyna przesłaniać to, o co właściwie walczy. Chociaż domaga się, by kobiety nie pracowały i siedziały w domu z dziećmi, tak naprawdę marzy o władzy, dobrej edukacji i sławie. Czyli wychodzi na to, że jest po prostu hipokrytką. Na koniec się okazuje, że odwaliła kawał ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty.

To, co działo się w Stanach Zjednoczonych ponad 50 lat temu, ciągle jest aktualne w dzisiejszych czasach. Mam wrażenie, że nadal nie ma równouprawnienia, tolerancji i społecznej akceptacji, a historia zatacza koło. Chociaż odnosi się to do innego kontekstu, to ciągle musimy coś udowadniać i domagać się uznania w oczach społeczeństwa i polityków. „Mrs. America” to świetny serial w klimacie retro z genialnymi aktorkami w obsadzie oraz fantastycznymi kostiumami i scenografią. Serial sprawnie łączy politykę z osobistymi historiami wszystkich bohaterek, świetnie oddaje klimat lat 70., jednocześnie nie popadając w nostalgię i tęsknotą za minionym okresem. Gorąco polecam!

Serial dostępny na platformie HBO GO

Moje ulubione hiszpańskie komedie

Wiecie, że kocham wszystko, co hiszpańskie. Okrutnie tęsknię za Hiszpanią i serce mi pęka na samą myśl, że pewnie nie prędko polecę do tego kraju… 😦 Miałam być w Walencji w styczniu, z mojej winy nie wyszło – teraz tego gorzko żałuję… Żeby sobie wynagrodzić brak bezpośredniego obcowania z hiszpańską kulturą, ostatnimi czasy namiętnie oglądam filmy i seriale hiszpańskiej produkcji. Głównie po to, żeby osłuchać się z językiem (który aktualnie jest u mnie na wymarciu), ale także by nacieszyć oko widokiem przystojnych aktorów, a niekiedy nawet i hiszpańskimi krajobrazami 🙂 Poza tym, co tu dużo mówić – po prostu lubię hiszpańską kinematografię.

W wcześniejszym poście pisałam o swoich ulubionych hiszpańskich serialach. Tym razem chciałam polecić kilka hiszpańskich komedii na ten dziwny i ponury okres, żeby się nieco odstresować i zapomnieć na chwilę o trudnej sytuacji na świecie. Zwłaszcza, że pogoda na zewnątrz nas nie rozpieszcza. Oto kilka moich komediowych propozycji.

„Nie zważając na nic”

Sara, Claudia, Sofia i Lucia to cztery dorosłe siostry, które rozjechały się w rożne strony świata. Gdy umiera ich matka, przybywają do Madrytu na jej pogrzeb. Jak się okazuje, nawet po swojej śmierci kobieta nie ułatwia życia swoim córkom. By dostać spadek, muszą rozwikłać szereg zagadek, które zafundowała im troskliwa mama. Wyruszając w kilkudniową podróż, kobiety odkrywają szokującą prawdę nie tylko na temat swojej rodziny, ale także o swoim pochodzeniu.

Tytuł oryginalny: „A pesar de todo”

Film dostępny na platformie Netflix

„Hiszpański temperament”

Amaia  pochodzi z Kraju Basków, a swoim temperamentem mogłaby obdarzyć połowę Hiszpanii. Właśnie rzucił ją narzeczony, a do miasta  przyjeżdża ojciec, by poznać przed ślubem ukochanego córki. Rodzina dla Baska to rzecz święta, dlatego dziewczyna decyduje się na mały przekręt. Poznany w Sewilli Rafa, rodowity Andaluzyjczyk – największy wróg Basków, wydaje się najgorszym pomysłem na ratunek. Jednak oboje decydują się brnąć w tę farsę, by tylko prawda nie wyszła na jaw.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos vascos”

Film dostępny na platformie Netflix i VOD

 

„Jak zostać Katalonką?”

To kontynuacja wspomnianego wyżej filmu. Amaia po zerwaniu z Rafa, zakochuje się w katalońskim artyście o imieniu Pau i planuje wziąć z nim ślub. Jej ojciec kategorycznie sprzeciwia się temu związkowi i postanawia odwieźć córkę od pomysłu poślubienia nowego chłopaka. W tym celu wybiera się do Sewilli i namawia byłego partnera swojej córki do powrotu i ponownego rozkochania jej w sobie. Co się dzieje, kiedy Baskijka spotyka się z Katalończykiem, a między nimi staje Andaluzyjczyk? Możecie wierzyć, że takie spotkanie to prawdziwa tykająca bomba.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos catalanes”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mała Szwajcaria”

Kolejna produkcja, która bawi się stereotypami na temat Basków. Dla kontrastu dorzuca do nich Hiszpanów i Szwajcarów. Akcja toczy się  w miasteczku Tellería, położonym w centrum Kraju Basków, które tak naprawdę terytorialnie wpisane jest do Kastylii. Po 700 latach jego mieszkańcy pragną uporządkować kwestię przynależności. Chcą być pełnoprawnymi Baskami, ale rząd pozostaje głuchy na ich wołanie. Zdumiewające znalezisko w tajemniczej krypcie pod sanktuarium motywuje ich do podjęcia decyzji o przyłączeniu do innego kraju. I to nie byle jakiego, bo jednego z najbogatszych na świecie – Szwajcarii.

Tytuł oryginalny: „La pequeña Suiza”

Film dostępny na platformie Netflix

„Ta noc jest moja”

W trakcie upalnych sierpniowych dni kręcony jest sylwestrowy program rozrywkowy. Główną gwiazdą show jest Alphonso, ale na scenie ma pojawić się także Adanne – aktualny muzyczny idol wszystkich hiszpańskich nastolatek. Na planie i wśród gości można znaleźć jeszcze wiele intrygujących (ale nie brakuje też tych irytujących) osobistości, które biorą udział w spiskach, szantażach i różnych wypadkach rozgrywających się w trakcie nagrywania show. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i okraszone jest sporą dawką humoru.

Tytuł oryginalny: „Mi gran noche”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Babski weekend”

Grupa pięciu przyjaciół to współcześni dwudziestu kilkulatkowie, dla których świat pełen możliwości stoi otworem. Jak się okazuje – ich życie jest dalekie od ideału. Kiedy byli nastolatkami, marzyli o dobrze płatnej pracy, własnym mieszkaniu czy idealnym związku. Niestety kryzys finansowy pokrzyżował im wszelkie plany. Każde z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale nie tracą jednak nadziei i dobrego samopoczucia. Kiedy wiec Gisela postanawia wyjść za mąż, przyjaciele organizują dla niej wieczór panieński na Wyspach Kanaryjskich. Zapowiada się szalona i (nie)pamiętna noc.

Tytuł oryginalny: „Cómo sobrevivir a una despedida”

„Przelotni kochankowie”

Z powodu technicznej usterki, bezpieczeństwo pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu na trasie Madryt-Meksyk zostaje zagrożone. Doświadczeni piloci robią wszystko, by znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Personel pokładowy bez reszty poświęca swe ciała i dusze, by w każdy możliwy sposób uprzyjemnić podróż pasażerom. Okazuje się, że życie w chmurach jest tak samo skomplikowane jak na ziemi, a przyczyny są zawsze te same: seks i śmierć. Na pokładzie samolotu poznajemy cały wachlarz osobowości: nowożeńców wyruszających w podróż poślubną, królową plotkarskich magazynów, bezwzględnego biznesmena uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości czy Don Juana próbującego rzucić jedną ze swoich licznych kochanek. Każde z nich leci do Meksyku w określonym celu. Czy uda im się go osiągnąć?

Tytuł oryginalny: „Los Amantes pasajeros”

Film dostępny na platformie VOD

„Powołanie”

Dwie siedemnastoletnie przyjaciółki María i Susana uwielbiają zabawę w rytmach reaggetonu i electro latino, jednak od lat spędzają wakacje na łonie natury w katolickim obozie. W związku z tym, że rozpiera je młodzieńcza energia nocami, z duszą na ramieniu, wymykają się z kempingu w tajemnicy przed siostrą Bernardą i siostrą Milagros. W pobliskich dyskotekach bawią się w rytmach, które uwielbiają. Pewnej nocy María doznaje objawienia.

Tytuł oryginalny: „La llamada”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bar”

To nie do końca typowa komedia, to właściwie czarny humor przeplatany z thrillerem. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona w jednym z madryckich barów. Zebrani w knajpie orientują się, że w jednej chwili ulice i plac obok zupełnie opustoszały i być może na dachu jednego z budynków ukrywa się snajper strzelający do przechodniów. Kierując się instynktem przetrwania, zaczynają nie tylko obmyślać plan, jak wydostać się z zastawionej na nich pułapki, ale i usiłują dociec przyczyn tych makabrycznych wydarzeń. Obrzucając się wzajemnie oskarżeniami i popadając w coraz większą paranoję, klienci baru nie zdają sobie sprawy, że znaleźli się w samym centrum konfliktu na szeroką skalę.

Tytuł oryginalny: „El Bar”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Królowa Hiszpanii”

Popularna hollywoodzka gwiazda wraca po latach do Europy, by zagrać w wielkiej hiszpańskiej produkcji. Znane nazwiska, najlepsi fachowcy, bajeczne plany zdjęciowe i setki statystów – na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie i profesjonalnie. Wszystko do momentu, gdy na planie zaczynają dziać się dziwne zjawiska: statyści wymykają się spod kontroli, fachowcy romansują, reżyser przysypia na planie, a inny ważny członek ekipy filmowej zostaje aresztowany. Reszta filmowców – zbieranina barwnych i przezabawnych osobowości – stara się uratować plan tej superprodukcji i obmyślają genialny plan jak to zrobić.

Tytuł oryginalny: „La reina de España

Film dostępny na platformie VOD

„Hiszpańskie dziewczyny”

Ana, Paula i Veronica mieszkają w Madrycie i marzą o wielkiej karierze w świecie mody. Skuszone łatwymi pieniędzmi stawiają pierwsze kroki na wybiegach, zafascynowane otaczającym je luksusem. Szybko jednak odkrywają mroczną stronę sławy i życia w blasku fleszy – wpadają w wir niebezpiecznych pokus i nałogów. Za sprawą dotkliwych doświadczeń kobiety utwierdzają się w przekonaniu, że przyjaźń i rodzina są znacznie cenniejsze od kariery w świecie mody. Nauczą się czerpać radość z drobnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegały.

Tytuł oryginalny: „Chicas paranoicas”

Film dostępny na platformie VOD

„Klub niewiernych mężczyzn”

Czworo przyjaciół z dzieciństwa – wszyscy po ślubie, z kilkuletnim stażem małżeńskim – spotykają się na zjeździe absolwentów w liceum. Żartując i popijając drinki wszyscy zgodnie twierdzą, że bardzo kochają swoje żony, ale już ich nie pożądają. Utworzyć nielogiczny i niebezpieczny projekt: tajny klub dla mężczyzn, którzy chcą zdradzać żony, ale tylko po to, by  mogli odzyskać żądzę. Brzmi niedorzecznie?

Tytuł oryginalny: „El club de los buenos infieles”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mokra robota”

Leyre jest rozwiedzioną, zamożną kobietą, mieszkającą w luksusowej willi w Bilbao. Kłótnia z byłym mężem, który grozi, że przestanie utrzymywać ją i ich syna, wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Chcąc ocalić rodzinę, kobieta nieświadomie doprowadza do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Tytuł oryginalny: „Ola de crímenes”

„Jukatan”

Na statku wycieczkowym płynącym z Hiszpanii do Meksyku rywalizujący ze sobą oszuści próbują w zmyślny sposób okraść podstarzałego zwycięzcę loterii. Dwoją się i troją, wymyślając coraz to bardziej absurdalne historyjki i kreując sytuacje, by przejąć majątek starszego pana. Piękne krajobrazy i świetna muzyka gwarantowane. Co więcej, w filmie pojawia się także polski akcent.

Tytuł oryginalny: „Yucatán”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bombowi sąsiedzi”

Kolejna komedia kreująca baskijski stereotyp. Ostatnia aktywna komórka ETA, działającą w 2010 roku. Banda liczy czterech członków, ale tylko dwoje z nich ma  prawdziwe baskijskie korzenie. Natomiast tylko jeden ma jakiekolwiek doświadczenia związane z terroryzmem. Teoretycznie mają przeprowadzić akcję, która przypomni wszystkim, że ETA wciąż istnieje i ma się dobrze. Zbliżający się finał mistrzostw piłki nożnej wydaje się świetną ku temu okazją. Niestety, zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać.

Tytuł oryginalny: „Fe de etarras”

Film dostępny na platformie Netflix

„Kalifat”

Żyjemy w czasach, gdzie nigdy nie możemy być niczego pewni. Wiele czynników złożyło się na to, jak teraz wygląda Europa, pod rożnymi względami. Prawda jest taka, że żyjemy w chaosie i nieustannym lęku przez to, co dzieje się w innych częściach świata. Czasami nie jesteśmy świadomi, co nam grozi i jak łatwo możemy poddać się manipulacji. Jakiś czas temu na Netflixie miała miejsce premiera szwedzkiego serialu „Kalifat”. Serial co prawda opowiada o codzienności mieszkańców tego kraju, ale w zupełnie innej odsłonie: tej przerażającej, szokującej i otępiającej. To serial, który koniecznie trzeba zobaczyć.

Akcja toczy się na trzech równoległych płaszczyznach. Pierwsza z nich rozgrywa się we współczesnej Szwecji. Sulle (Nora Rios) i jej najlepsza przyjaciółka Kerima są typowymi zbuntowanymi szwedzkimi nastolatkami pochodzenia arabskiego. Niewiele różnią się od swoich rówieśników: słuchają szwedzkiej muzyki, rozglądają się za chłopakami oraz obie pochodzą z rodzin, które nie rozumieją ich i nie poświęcają zbytniej uwagi. Obie dziewczyny zagubione w świecie wartości i osamotnione wpadają w końcu na Ibbe (zwanego też „Podróżnikiem”), który pracuje  pod przykrywką asystenta nauczyciela w liceum bohaterek. Korzysta z ich trudnej sytuacji i naiwności, by pokazać im radykalny Islam, a jednocześnie zwerbować do armii ISIS. Druga toczy się w Rakkce w północnej Syrii. Pervin (Gizem Erdogan) jest jedną ze szwedzkich uciekinierek do Państwa Islamskiego. Natchniona ideologią wyjechała do Syrii, gdzie została żoną Husama, jednego z pochodzących z Europy bojowników ISIS. Kobieta ma dosyć  życia w ciągłym strachu, przemocy i niebezpieczeństwie, dlatego też postanowiła zrobić wszystko, żeby wraz z maleńką córką wydostać się z tego piekła. Nawiązuje kontakt z Fatimą (Aliette Opheim) – agentką Szwedzkiej Policji Bezpieczeństwa (SÄPO), która  zajmuję się muzułmańskimi radykałami w kraju. Do Szwecji trafiła jako młoda dziewczyna w połowie lat 90. za sprawą jej ojca – oficera bośniackich służb, który ewakuuje całą rodzinę tuż przed masakrą w Srebrenicy. Pewnego dnia dostaje telefon, właśnie od Pervin z informacją, że grupa Terrorystów z ISIS planuję zamach w Szwecji.

Wydawać by się mogło, że losy trzech bohaterek z pozoru niewiele mają ze sobą wspólnego. Poza tym, że Fatima i Pervin mają ze sobą nieustanny kontakt, to tak naprawdę każda z nich prowadzi swój wewnętrzny dżihad, na ścieżce którego w końcu wpada na „Podróżnika” (Lancelot Ncube) – dobrze zakonspirowanego w szwedzkim społeczeństwie agenta ISIS, będącego centralną postacią planowanego zamachu. To on właśnie łączy codzienność Pervin w Rakce, sztokholmskie liceum Sulle oraz terrorystów tropionych przez Fatimę.

„Kalifat” to był pierwszy serial, który obejrzałam zaraz poz wykupieniu pakietu na Netflixie. Chociaż doskonale wiedziałam, co chcę tam od razu obejrzeć, to właśnie ten szwedzki serial przykuł najpierw moją uwagę. Może się wydawać, że ostatnio jestem monotematyczna, ale znowu wsiąkłam w tematykę islamu. Czytam i oglądam niemal wszystko, co mi się nawinie na ten temat.  W tym serialu od kuchni widzimy, jak działają dżihadyści, jak planują swoje zamachy i na jaką skalę. To przerażające, ale zapewne nie tylko w Szwecji tak jest. Przerażające jest też to, jak łatwo można zmanipulować i przekabacić młodą osobę, by dołączyła do dżihadu i tak po prostu zostawiła swoje dotychczasowe życie, rodzinę i wyjechała na wojnę. Bez wątpienia serial „Kalifat” wgniata w oparcie fotela, ogląda się go w nieustannym napięciu. To  mocny, brutalny i niebezpiecznie prawdziwy serial, a w głowie pozostawia smutek, bezsilność i otępienie. Zdecydowanie na długo pozostanie w mojej pamięci.

„Unorthodox”

Ostatnio swoją premierę na Netflixie miał miniserial „Unorthodox”. Słyszałam wiele opinii na temat tej produkcji, wszyscy polecają ja obejrzeć. No więc i ja zasiadłam przed telewizorem. Serial powstał na podstawie autobiograficznej książki Deborah Friedman „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów”.

USA, Nowy Jork, Brooklyn, Williamsbourg, XXI wiek. Esther (Shira Haas) to dziewczyna wychowywana w chasydzkim społeczeństwie – ultraortodoksyjnej żydowskiej mniejszości. Chociaż mieszka w jednym z najbardziej otwartych miast świata, uwięziona zostaje we własnym domu. Jako nastolatka pozbawiona jest wszelkich rozrywek: książek, kina, teatru, koncertów czy spotkań z rówieśnikami. Nie chodzi nawet do szkoły, a jedyną nauką jaką pobiera to ta przygotowująca ją na bycie przykładną żoną, matką oraz Żydówką. Co więcej, nie może nawet posługiwać się angielskim, bo społeczność uważa, że to język zepsucia i zła. Poddana zostaje opresyjnej tradycji i religii ortodoksyjnej społeczności. W wieku 18 lat zostaje wydana za mąż za Yakova Shapiro (Amit Rahav), z którym ma spłodzić jak najwięcej dzieci.

W dniu ślubu zmienia się jej całe życie – w momencie, kiedy tradycyjnie zostaje ogolona na łyso. Esther nie ma zielonego pojęcia o pożyciu małżeńskim, więc zostaje poddana przyspieszonej lekcji dojrzewania seksualnego – starsza kuzynka udziela jej kilku rad w sprawach seksu. Niestety dziewczyna ma pewne problemy i psychiczne opory, więc długo nie mogą skonsumować małżeństwa  i zajść w ciążę. Cała rodzina niepokoi się tym stanem i uważnie śledzi ich poczynania- skoro nie może zajść w ciążę, na pewno jest wybrakowana. W pewnym momencie Esther dochodzi do wniosku, że nie chce dłużej żyć w tym społeczeństwie, nie tego pragnie w życiu. Postanawia uciec przed mężem i opresyjnym społeczeństwie. Wyjeżdża do Berlina, gdzie  mieszka jej matka. Dziwnym zrządzeniem losu poznaje grupkę przyjaciół, którzy pomagają odnaleźć się w nowej sytuacji. Starając się prowadzić świeckie życie, zaczyna naukę w konserwatorium muzycznym. Nie wie jednak, że zdesperowany mąż wyrusza za nią, by pokornie sprowadzić ją do domu.

Nie mogę sobie wyobrazić, że w XXI wieku, w samym centrum Nowego Jorku dzieją się takie rzeczy. Nie potrafię zrozumieć, że wraz z rozwojem świata, od setek lat mentalność niektórych grup społecznych stoi w miejscu. I nie chodzi już tylko o samych chasydów, ale o wyznawców wszystkich religii. Jeśli podoba im się życie w mentalnym średniowieczu, to dlaczego zamieszkują w ogromnych światowych metropoliach, w dużych domach oraz korzystają z dobrodziejstw cywilizacyjnych? Przecież mogą mieszkać i żyć skromnie tak jak ich przodkowie. Nic dziwnego, że młode dziewczyny – tak jak Esther – nie wytrzymują tej presji i w końcu się buntują. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku dziewczyna mieszkająca w Nowym Jorku nie może posługiwać się angielskim, bo to język zepsucia i zła oraz więziona jest we własnym domu.

Szczerze przyznam, że miałam wielkie oczekiwania względem serialu „Unorthodox”. Sądziłam, że będzie to mocne widowisko, które wgniecie mnie w oparcie kanapy. No niestety, tak się jednak nie stało. Czegoś mi zabrakło, odniosłam wrażenie, że producenci skupili się na czymś zupełnie innym niż powinni. Serial liczy tylko 4 odcinki i jak dla mnie to zdecydowanie za mało. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach: w Berlinie oraz powraca do wydarzeń, które zadecydowały o ucieczce Esther. Przymierzam się do przeczytania autobiografii Deborah Friedman i liczę, że może ona mnie powali na kolana. Nie mniej jednak warto obejrzeć ten miniserial, chociaz po to, żeby mieć pogląd na to, co dzieje się w zamkniętych społecznościach w centrum Nowego Jorku.

„Sędzia”

Palestyna to jeden z najbardziej zapalnych punktów na świecie. Konflikt z Izraelem trwa od kilkudziesięciu lat i póki  końca nie widać. Ludzie tam żyją w permanentnym strachu o własne życie, a mimo to muszą też normalnie funkcjonować. Erika Cohn jest laureatką nagrody Emmy, reżyserką i producentką, którą magazyn „Variety” uznał w 2017 roku za jedną 10 najważniejszych twórczyń filmowych. Wyrusza do Palestyny, by nakręcić dokument o Kholoud – silnej i odważnej kobiecie, która zmaga się nie tylko piętnem wojny, ale przede wszystkim z niesprawiedliwością społeczną i krzywdą innych kobiet w świecie islamu.

Kholoud Al-Faqih to kobieta o niezwykłym charakterze i sile, która jako pierwsza kobieta na Bliskim Wschodzie, która piastuje urząd sędzi. To również jedyna kobieta w muzułmańskim kręgu kulturowym orzekająca w sądzie szariackim, która zajmuje się w pracy głównie przemocą domową, rozwodami, alimentami i kwestiami opieki nad dziećmi. Nie ma łatwego zadania, ponieważ jest to chleb powszedni większości palestyńskich rodzin. Rozprawy bywają bardzo trudne, ponieważ w Palestynie tradycyjnie ostatnie słowo należy zwykle do mężczyzny. Kobieca perspektywa, jaką przyjmuje Kholoud, to często jedyna szansa na sprawiedliwy wyrok.

Niestety jej funkcja sędzi w patriarchalnym świecie jest ekstremalnie trudna. Wśród zwierzchników Kholoud nie brakuje konserwatystów, którzy kwestionują zasadność piastowania tak eksponowanego stanowiska przez kobietę. Uważają, że kobieta nie nadaje się na tę funkcję, ponieważ nie posiada odpowiedniej wiedzy i z reguły jest istotą mniej inteligentną od mężczyzny. Oczywiście w przypadku Kholoud i wielu innych kobiet ubiegających się o tę posadę tak nie jest – to znakomicie wykształcone osoby z predyspozycjami do pracy na tym stanowisku. Kiedy w Ministerstwie Sprawiedliwości do głosu dochodzą radykałowie, tytułowa sędzia znajduje się w naprawdę trudnej sytuacji.

Erika Cohn zabiera widza w nietypową, ale i fascynującą podróż, w którą normalnie się nie wyrusza. Reżyserka pokazuje obraz zniszczonego miasta, biedy i prozę dnia codziennego naznaczonego wojną. Nawet budynek Sądu Najwyższego to rozpadająca się rudera, zaś sala rozpraw to przyciasny i duszny pokoik na piętrze. Sama Kholoud zaprasza ekipę filmową nie tylko do pracy, ale także do swojego prywatnego życia. Obserwujemy ją jak z mężem i dziećmi gotuje obiad, spacerują czy odwiedzają swoich rodziców. W tym patriarchalnym świecie stara się wychować własne córki na silne kobiety, zapewniając im odpowiednią edukację i wsparcie. Kholoud udziela także darmowych porad prawnych kobietom w swojej dzielnicy. Walczy także z niesprawiedliwym systemem, dyskryminujący kobiety, chcące piastować funkcję sędzi. Na szczęście jej walka przynosi skutki, ponieważ ostatnimi czasy kilka kobiet zostało zaprzysiężonych na stanowiska sędzi.

„Sędzia” to przejmujący dokument o trudnej sytuacji kobiet w świecie islamu. Kholoud ma wiele szczęścia w swoim życiu. Rodzice z całych sił ją wspierają,  zapewnili jej porządną edukację i są z niej bardzo dumni. Znalazła dobrego męża, który jest nie tylko partnerem, ale także powiernikiem i przyjacielem, co w tamtejszej kulturze wcale nie jest takie oczywiste. Jako pierwsza kobieta na Bliskim Wschodzie zaszła wysoko, miała wstawiennictwo i wsparcie Ministra Sprawiedliwości, a teraz innym kobietom, które nie mają tyle szczęścia co ona.  Takie filmu uświadamiają, ile nam się w życiu poszczęściło, że nie musimy zmagać się z dyskryminacją tylko dlatego, że urodziłyśmy się kobietami.

Więcej info tutaj: https://www.thejudgefilm.com/

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

 

„Woman”

Bycie kobietą to przywilej i zaszczyt. Kobieta może wszystko, nie ma silniejszej istoty na ziemi. Szkoda tylko, że mężczyźni tego nie widzą i traktują je jak najgorsze zło tego świata, które trzeba nieustannie ograniczać, kontrolować, uciszać i manipulować. Anastasia Mikova i Yann Arthus-Bertrand w swoim filmie dokumentalnym „Woman” postanowili pokazać, czym jest kobiecość rozumiana we współczesnym świecie.

fot. herdocs.pl

Reżyserzy dotarli do wielu zakątków naszego globu i spotkali się z kobietami z różnych kultur pytając, czym dla nich jest kobiecość. 2000 kobiet z 50 różnych krajów świata zdecydowało się podzielić przed kamerą swoimi historiami i opowiada o własnych doświadczeniach – od tych najbardziej intymnych aż po kulturowe. Poruszają szeroką gamę problemów, między innymi na temat seksualności, małżeństwa, macierzyństwa, aborcji, przemocy domowej, gwałtu, wolności, zniewolenia, niezależności finansowej, wizerunku ciała, zdrady, dyskryminacji, starości, miłości, złości i mądrości. Kobiety te siedzą na czarnym tle, co jeszcze bardziej potęguje poziom adrenaliny. Co prawda są to jedynie krótkie wypowiedzi każdej z nich, ale nie zmienia to faktu, że ich historie są emocjonalnym ładunkiem wybuchowym.

fot. herdocs.pl

Meksyk, Chiny, Rosja, Włochy, Argentyna, Kambodża, Senegal, Australia, Syria, Indie, Arabia Saudyjska, Białoruś – to właśnie stąd pochodzą niektóre bohaterki „Woman”. Pochodzą z rożnych kontynentów, z różnych kręgów kulturowych, są w różnym wieku, mówią w różnych językach i mają za sobą różne życiowe doświadczenia. Wydaje się, że dzieli je niemal wszystko, ale coś je jednak łączy. Bezapelacyjnie wszystkie z nich są piękne. Nie chodzi o wygląd, ale o to, co mają do przekazania światu. Odwaga, jaka z nich emanuje motywuje oraz daje siłę i wsparcie innym kobietą, że może być lepiej. Niektóre z nich nadal nie pogodziły się z tym, co je spotkało i ze łzami w oczach oraz ściśniętym gardłem mówią o tragedii. Inne z kolei są roześmiane, a ich blask i pewność siebie bije po oczach. Jeszcze inne zgodziły się zaprosić widza do swoich domów, dzieląc się codziennymi, intymnymi momentami spędzanymi z rodziną.

fot. herdocs.pl

fot. herdocs.pl

fot. herdocs.pl

Pomimo przeciwności losu, a czasami tragedii, jakie przeszły, wszystkie wyglądają promiennie, ponieważ w końcu mają szansę wyrazić siebie. Już sam fakt, że te 2000 kobiet miało odwagę stanąć przed kamerą i opowiedzieć o swoich nierzadko tragicznych historiach czyni z nich superbohaterki. Mnie niejednokrotnie łezka w oku się zakręciła. „Woman” to przepiękny, niezwykle wzruszający i przejmujący dokument, który każda z nas powinna obejrzeć.

Film „Woman” wyświetlany był podczas HER Docs Film Festival w ramach przedpremiery organizowanej wspólnie z festiwalem Millennium Docs Against Gravity, na którym będzie miał swoją premierę (8-17 maja 2020 w Warszawie).

Więcej info: https://www.herdocs.pl/woman

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

„Gorący temat”

Ruch „#MeToo” zapoczątkował wielkie zmiany nie tylko w samym Hollywood, ale również w wielu innych dziedzinach. Kiedyś taki film jak „Gorący temat” nie miałby szans na realizację, za to teraz produkcje o prześladowaniu kobiet w pracy mnożą się jak grzyby po deszczu. Tym razem to historia Rogera Ailesa, szefa potężnej stacji FOX News, który nadużywał swojej pozycji by nie tylko molestować kobiety, ale również upokorzyć je i uprzedmiotowić.

„Gorący temat” to historia, która wydarzyła się naprawdę, całkiem nie tak dawno temu, bo w 2016 roku, chociaż nie wszystkie postacie są autentyczne. Historia skupia się wokół wątków trzech kobiet: Kayli Pospisil (Margot Robbie), Megyn Kelly (Charlize Theron) oraz Gretchen Carlson (Nicole Kidman). Wszystkie trzy pracują w FOX News, chociaż są na różnym etapie kariery. Poza tym, że pracują w jednej redakcji łączy je również to, że wszystkie zaznały molestowania (zarówno fizycznego, jak i słownego) ze strony wszechpotężnego Ailesa. Gdy Grethen Carlson została przez niego zwolniona, postanowiła ujawnić, że przez wiele lat molestował on kobiety pracujące w jego stacji. Początkowo sprawa z góry wydaje się przegrana, ponieważ wszechmocny Roger Alias (John Lithgow) wszędzie ma kontakty i swoich ludzi, a brak dowodów tylko komplikuje sprawę. Dopiero z czasem jego ofiary decydują się wyznać prawdę.

Szczerze przyznam, że historia upadku potężnego Rogera Ailesa jest szalenie ciekawa. Jednak po seansie „Gorącego tematu” czuję pewien niedosyt. Odnoszę wrażenie, że ma ona wiele dziur. Nie znałam wcześniej losów szefa stacji FOX News, prawdopodobnie słyszałam doniesienia zza oceanu, ale nie śledziłam ich jakoś szczególnie. Oczywiście trudno jest zamknąć całą fabułę w dwugodzinnym filmie, ale wydaje mi się, że przez większość czasu historia skupia się na wielu mało istotnych wątkach, jak np. konflikt Megyn Kelly z Donaldem Trumpem. W filmie wystąpiły trzy znakomite aktorki: Margot Robbie, Nicole Kidman i Charlize Theron. Co prawda dwie ostatnie trudno rozpoznać, co oznacza, że charakteryzacja w filmie była na wysokim poziomie. Znakomicie wypadła Margot Robbie jako początkująca dziennikarka, Kayla Pospisil (chociaż jest to postać fikcyjna, ale łącząca w sobie kilka prawdziwych osób). Właściwie to na niej na niej skupia się film, ale ona też przechodzi największą zmianę. Nic zarzucić nie można też Charlize Theron, ale za to Nicole Kidman wypada przy nich blado. Fakt, że gra Gretchen Carlson, która jako pierwsza oskarżyła Ailesa, jest jej zwyczajnie za mało i za często znika z ekranu, poza tym jej postać jest drętwa i mało emocjonująca.

Zastanawia mnie, dlaczego niektóre kobiety na to pozwalają. Z własnej woli godzą się na uprzedmiotowienie i sprowadzenie do roli seksualnego wabika  (krótkie spódniczki i głębokie dekolty na wizji). Za jaką cenę? Tego, że będą słynną panią z telewizji? Można to osiągnąć innym sposobem. Nie chcę krytykować kobiet i stawiać ich w roli prowokatorów, absolutnie daleko mi do tego! Przecież sama jestem kobietą i ruch „#MeToo” dotyczy również mnie. Wiele razy miałam tego typu okoliczności, co prawda nie na gruncie zawodowym, ale jako kobieta niestety doświadczyłam wielu nieprzyjemnych sytuacji i uprzedmiotowienia. Jednak jeśli ktoś składałby mi tego typu propozycje co pan Ailes swoim prezenterkom, albo używał obraźliwych i upokarzających komentarzy pod moim adresem, od razu złożyłabym wypowiedzenie. Nie jestem pewna, czy robienie kariery na gruncie nieustannego upokarzania i sprowadzania do roli pary jędrnych cycków na długich nogach jest tego warte. Nie mniej jednak „Gorący temat” trzeba obejrzeć, żeby mieć świadomość, co dzieje się po drugiej stronie ekranu telewizora.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

Seriale idealne na zimowe wieczory

Nadeszła zima, a co za tym idzie – długie i ponure wieczory. Jeśli nie macie ochoty na spacery po mieście i (tak jak ja) wolicie zostać w domu leżąc pod kocem i oglądając seriale, to świetnie się składa, bo mam dla Was kilka ciekawych propozycji 🙂 Nie będę wymieniać takich antyków (jednocześnie moich ulubionych) jak „Seks w wielkim mieście„, „Gotowych na wszystko” czy „Plotkary„, bo to już przeżytek. Polecę Wam zarówno kilka seriali sprzed lat, ale także te najnowsze telewizyjne produkcje.

„Dziewczyny nad wyraz” (2017 – …)

To moje niedawne odkrycie. Serial opowiada historię trzech dziewczyn: Kat, Jane i Sutton, które pracują w redakcji nowoczesnego pisma dla kobiet. Każda z nich zajmuje inne stanowisko i ma różne priorytety w życiu, ale mimo to wzajemnie się wspierają. Wszystkie trzy są piękne, ambitne i mają coś mądrego do powiedzenia. Poza (mogłoby się wydawać) banalną historią jakich wiele, serial porusza szereg trudnych tematów, o których rzadko głośno się mówi.

„The Crown” (2016-…)

To historia Królowej Elżbiety II i jej rządów. Akcja rozpoczyna się jeszcze przed objęciem przez nią rządów, kiedy to jej ojciec zasiada na tronie. Potem z odcinka na odcinek odkrywamy prywatną historię nowej królowej, która została rzucona na głęboką wodę i stara się przetrwać w brutalnym świecie męskiej polityki. Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Chociaż uważam, że jest nudny i drętwy, to jakoś przebrnęłam przez dwa sezony. Aktualnie można oglądać kolejny sezon, w którym akcja dzieje się kilkanaście lat później, z innymi aktorami, ale póki co nie mam na niego ochoty.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Russian Doll” (2019)

Zaplątanie z zagmatwaniem – to pierwsze słowa jakie cisną mi się na usta na myśl o „Russian Doll”. Nadia wpada w jakąś dziurę czasoprzestrzenną, każdego dnia umiera w różnych, momentami głupich a czasem niezwykle zabawnych okolicznościach. Od tej pory 36-latka będzie odradzać się na nowo i umierać ponownie, a każda kolejna śmierć sprowadzi ją z powrotem do tego samego miejsca – łazienki w domu jej przyjaciółki, w której za każdym razem będzie przygrywać dokładnie ta sama piosenka i to samo spojrzenie w lustrze. Pomiędzy jedną śmiercią a drugą, Nadia stara się rozwikłać zagadkę dziwnej sytuacji, w której się znalazła. Serial jest zdecydowanie inny, poniekąd zmusza do myślenia, a na pewno sprawi, że brzuch będzie bolał ze śmiechu.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Orange is the new black” (2013-2019)

Piper w przeszłości popełniła przestępstwo, ale nie została złapana na gorącym uczynku. Dobrowolnie oddała się w ręce wymiaru sprawiedliwości, ponieważ gryzło ją sumienie. Została skazana na kilkanaście miesięcy odsiadki. Jednak więzienie to nie luksusowy hotel z darmowym jedzeniem, a prawdziwą szkołą przetrwania. Życie szybko weryfikuje wyobrażenie Piper. Każdego dnia musi walczyć o swoją pozycję i nie dać się stłamsić innym osadzonym, które skutecznie jej to utrudniają. O tyle główna bohaterka i cała jej opowieść jest wręcz irytująca, o ile pozostałe postacie nadrabiają i nie pozwalają widzowi uciec. Poboczne wątki są zdecydowanie bardziej ciekawsze od tego o niemrawej Piper i jej równie niemrawej historii.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Uwięzione” (2015-2019)

Jeśli lubicie więzienne klimaty, a wyżej wymieniony serial Was zachęcił, to możecie śmiało sięgnąć po hiszpańskojęzyczną wersję o więźniarkach. Fabuła z grubsza jest taka sama, nie ma w nim nic odkrywczego z tym wyjątkiem, że hiszpański odpowiednik jest zdecydowanie bardziej brutalny i wyuzdany.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Doktor Hart” (2011-2015)

Zoey Hart to świeżo upieczona kardiochirurg z Nowego Jorku dostaje szansę na pracę marzeń, ale wcześniej musi odbyć roczny staż z pacjentami. W tym celu przenosi się do małej mieściny w stanie Alabama, w którym jej zmarły ojciec od lat prowadził praktykę lekarską. Zoey nie ma łatwego życia, ponieważ musi walczyć o akceptację mieszkańców nie lubiących obcych, szpilki musi zamienić na kalosze, zaś inny miejscowy doktor skutecznie podkrada jej pacjentów. Do tego Lemon  – chodzący ideał – nienawidzi jej z całego serca i pragnie zniknięcia rywalki. Świetny i lekki serial, o zabawnych perypetiach młodej lekarki w małej amerykańskiej prowincji.

„Pokojówki z Beverly Hills” (2013-2016)

Cztery kobiety pochodzenia latynoskiego zatrudniają się jako pokojówki w ogromnych willach obrzydliwie bogatych i wpływowych ludzi w Beverly Hills. Każda z nich trafia do innej rodziny, w której panują inne warunki pracy. Poza tym, że traktowane są jako ludzie drugiej kategorii, kobiety te starają się przetrwać w brutalnym świecie milionerów i zapewnić swoim rodzinom godziwe warunki życia, a przy okazji spełnić swoje marzenia. Co więcej, chcąc nie chcąc wpadają w sidła wielu intryg, a niekiedy nawet pakują się w poważne tarapaty. Wbrew pozorom jest to czarna komedia, przy której można się nieźle pośmiać.

„Dwie spłukane dziewczyny” (2011-2017)

Jeśli wspominałam, że przy poprzednim serialu jest się z czego pośmiać, to przy tym ubaw jest po pachy. Kat i Caroline to zupełne przeciwieństwa, dwa różne światy. Caroline urodziła się w bogatej, dobrze usytuowanej rodzinie, zaś czarnowłosa Kat pochodzi z nizin społecznych. Kiedy ojciec Caroline trafia do więzienia za malwersacje finansowe, jego córka ląduje na ulicy z niczym. Stara się przetrwać w nowej, brutalnej rzeczywistości, a Kat wprowadza ją w tajniki świata niższej klasy pracującej. Ich perypetie i to gwarantowany ból mięśni brzucha wywołany salwami gromkiego śmiechu.

„Czarnobyl” (2019)

Historia, która wydarzyła się nie tak dawno temu, a skutki tej tragedii odczuwamy do dzisiaj. Rok 1986, ZSRR. W elektrowni jądrowej w Czarnobylu dochodzi do awarii, która na zawsze wpisze się w historię. Grupa wyszkolonych specjalistów oraz setki tysięcy obywateli biorą udział w heroicznej walce z nieznanymi żywiołami, bardzo często poświęcając własne życie. W jednej chwili tysiące ludzi musi zostawić swoje domy, zwierzęta muszą zginąć, a roślinność zostać wykarczowana. Cały kontynent odczuł skutki tego wydarzenia. Wszystko wydarzyło się w imperium rosyjskim – w państwie, któremu bardziej zależy na nieskazitelnej opinii niż na bezpieczeństwie swoich obywateli. Produkcja jest pięcioodcinkowym serialem, w sam raz na jeden wieczór, ale uwaga – niektóre sceny są naprawdę drastyczne.

Serial dostępny na platformie HBO GO

„Muszkieterowie” (2014-2016)

Jeśli jesteście fanami produkcji „płaszcza i szpady”, to „Muszkieterowie” to idealna pozycja dla Was. Akcja toczy się w XVII-wieczna Francji. Muszkieterowie, elitarni żołnierze nieudolnego króla Ludwika XIII-tego walczą ze spiskującym kardynałem Richelieu, tropią dworskie spiski, walczą w imię honoru i … zdobywają kobiece serca. Bohaterowie najsłynniejszej powieści Aleksandra Dumasa powracają w zaskakującej odsłonie. Zabójczo przystojni i ceniący kobiece wdzięki bohaterowie powracają w wielkim stylu. Romantyczny Aramis, hazardzista Portos, pogrążony w mrocznej przeszłości Atos i młodzieńczy D’Artagnan. Sama nie wiem, który z Muszkieterów najbardziej przypadł mi do gustu. Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego, no i każdy z nich jest oszałamiająco przystojny 🙂

„Geniusz: Picasso” (2018)

Historia jednego z najsłynniejszych artystów XX wieku, słoneczna Hiszpania i nieziemsko przystojny Antonio Banderas (generalnie, nie w tym serialu 🙂 ) – czy może być jakieś lepsze połączenie? Kobieciarz, awanturnik i zabawiaka – takie łatki przylgnęły do najsłynniejszego hiszpańskiego malarza. Pablo Picasso  był prekursorem kubizmu, który żył i działał na przełomie XIX i XX wieku, w niespokojnych czasach obu wojen światowych. To jeden z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych artystów ubiegłego stulecia. Szacuje się, że dorobek Picassa, który dożył 91. roku życia, obejmuje około 50 tysięcy prac. Jego porywczy temperament i niezwykła wena twórcza były nierozerwalnie związane z pełnym zawirowań życiem prywatnym – burzliwymi małżeństwami, licznymi romansami, zmieniającymi się sympatiami politycznymi i przelotnymi fascynacjami. Picasso nieustannie kreował siebie na nowo, wyznaczał nowe trendy w sztuce i przesuwał granice. Fantastyczna serialowa historia prawdziwego artystycznego geniuszu.

„Wikingowie” (2013-2020)

Według mnie, to jedna z lepszych produkcji ostatnich lat. Lud pochodzący z północy sieje postrach w całej Europie. Co prawda w serialu dopiero kształtują swoją pozycję na kontynencie, nie mniej jednak z sukcesami plądrują i niszczą obce zimie. Mieszkańcy zamieszkujący południowo-zachodnie rejony Europy na samą myśl o najeźdźcach drżą ze strachu. Skandynawowie są bezwzględni i okrutni wobec nich, bez wahania odbierają im życie. Sami również nie boją się śmierci, wręcz przeciwnie – pragną jej, gdyż tylko wtedy trafią do Valhali – ich raju i będą ucztować ze swoimi bohaterskimi przodkami. Umrzeć w trakcie walki jest największą chwałą i zaszczytem, jakie mogą spotkać Wikinga. Serial jest brutalny a krew leje się strumieniami, ale właśnie tacy byli Wikingowie. Ja chyba po raz kolejny zafunduję sobie zimowe leniuchowanie z „Wikingami” 🙂

Serial dostępny na platformie Netflix

„Wiedźmin” (2019 – …)

No cóż, byłoby wielką wtopą, jeśli nie wspomniałabym o tym najnowszym hicie. Prawda jest taka, że nie jestem fanką tej sagi. Nie czytałam książek Sapkowskiego, nie grałam w grę, nie oglądałam polskiej wersji „Wiedźmina”, ani nie lubię filmów fantasy… Co mnie zatem skusiło? Słyszałam różne opinie na temat tej nowości i na własnej skórze chciałam sprawdzić o co chodzi z tym serialem. Jednak to, co najbardziej przyciągnęło mnie przed telewizor, to bez wątpienia aktor wcielający się w główną rolę – arcy przystojny Henry Cavill. To jeden z moich ukochanych aktorów, a każdy film z jego udziałem oglądam z wypiekami na twarzy 🙂 Może nie jest to jego najlepsza rola, ale zdecydowanie jest na co popatrzeć 😀 Co prawda dla laika takiego jak ja serial może być nieco chaotyczny i nie zrozumiały. Nie mniej jednak jeśli lubicie tego typu seriale i/lub macie wolny wieczór (albo nawet dwa), możecie włączyć nowego „Wiedźmina”, na pewno nie będziecie się nudzić.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Gotham” (2014-2019)

Ok, przed chwilą wspomniałam, że nie lubię filmów fantasy. Jest kilka wyjątków od tej reguły. Jednym z nich jest właśnie „Gotham”. Wszystko ze względu na moją młodzieńczą fascynację Batmanem (moim ukochanym superbohaterem – tak na marginesie) i wszystkim, co z nim związane. Jednak „Gotham” tak naprawdę nie jest o Batmanie. To historia komisarza Jamesa Gordona, który broni prawa w Gotham City, zanim pojawia się wspomniany superbohater. To tak naprawdę geneza pojawienia się Człowieka Nietoperza i wszystkich czarnych charakterów z nim związanych. Co prawda pojawiają się wszystkie te postacie, ale są one jeszcze małymi dzieciakami. Jest mrocznie, momentami zabawnie i na pewno nie ma nudy, bo każdy kolejny odcinek wciąga jeszcze bardziej.

Serial dostępny na platformie Netflix

„Dom z papieru” (2017 – …)

To aktualnie jeden z najpopularniejszych seriali. Nie ma się co dziwić, bo fabuła wciąga od pierwszego odcinka.  Grupa ośmiu przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ukryci pod maskami z wizerunkiem Salvadora Dali, z perfekcyjnie ustalonym planem pod kierownictwem niejakiego Profesora, konsekwentnie go realizują. Znajdują rozwiązanie na każdy możliwy problem, no prawie każdy. Jednak nawet doskonale doprecyzowany plan ma swoje wady i luki. Stopniowo wszystko zaczyna się sypać, a pomiędzy kryminalistami dochodzi do wielu sprzeczek. To jednak nie wszystko, bo po piętach depcze im przebiegła i niezwykle inteligentna pani inspektor, która traktuje to zadanie zbyt ambitnie. Czy uda im się skok stulecia i jednocześnie wyjść cało z zaistniałej sytuacji? Dobry scenariusz, dobra muzyka, świetni i przystojni aktorzy (ach ten Rio ❤ )- czego chcieć więcej?

Serial dostępny na platformie Netflix

„Euforia” (2019 – …)

Imprezy zakrapiane alkoholem, czasami z dodatkiem „czegoś mocniejszego”, seks bez zobowiązań, fetysze i dewiacje seksualne – tak wygląda codzienność w amerykańskim miasteczku. Na 17-letnią Rue Bennet nie robi to żadnego wrażenia, ponieważ dla niej każdy dzień wygląda tak samo: odczuwa ekstazę i radość w trakcie kolejnego narkotykowego odlotu. W serialu znajdziemy cała gamę osób ze społeczności LGBT. Są lesbijki, geje (albo kryptogeje), biseksualiści i transseksualiści. Nie ma owijania w bawełnę, wszechobecna nagość i brutalne sceny seksu czasami wręcz gorszą. Serial jest mocny, wgniatający w fotel, zdecydowanie nie dla osób wrażliwych.  Jeśli potrzebujecie mocniejszych doznań emocjonalnych, bez wątpienia sięgnijcie po „Euforię„.

Serial dostępny na platformie HBO GO

„Opowieść podręcznej”

Wyobrażacie sobie świat, w którym płeć żeńska zostaje pozbawiona wszelkich praw? Świat, w którym kobiety traktowane są jak chodzące macice, a ich jedyną powinnością jest wydanie na świat jak największej liczby dzieci? Wyobrażacie sobie, że Wasz Pan regularnie Was gwałci, a Wasza Pani lepiej zna Wasz cykl menstruacyjny lepiej niż Wy same?  Brzmi irracjonalnie? Podręczne nie są konkubinami, a chodzącymi macicami; traktowane jak zwierzęta, zadaniem których jest wydawanie na świat nowych potomków. Wszystkie wyglądają tak samo: ubrane w czerwone długie sukienki, z białymi czepkami na głowach, bez grama makijażu mają wyglądać nieatrakcyjnie, by nie wzbudzać męskiego pożądania. Książki, telewizja, gry i inne rozrywki są surowo zabronione. Jedyną ich uciechą są codzienne zakupy i spotkania z innymi podręcznymi w Czerwonym Centrum. Ubezwłasnowolnione, tracą pracę, rodzinę a nawet tożsamość. Wspomniałam, że „Euforia” jest mocna i wgniatająca w fotel. Myliłam się. „Opowieść podręcznej” jeszcze bardziej mrozi krew w żyłach. Najgorsze jest to, że wizja takiego świata jest jak najbardziej prawdopodobna.

Serial dostępny na platformie HBO GO

„Król Lew”

Po ponad dwudziestu pięciu latach najpiękniejsza disneyowska bajka powróciła na ekrany kin, w jeszcze piękniejszej odsłonie.

Simba jest młodym, prawowitym następcą tronu po swoim ojcu, królu Mufasie. Jednak nie wszyscy mieszkańcy królestwa cieszą się z jego narodzin. Do tej pory dziedzicem był brat Mufasy – Skaza, który nie zamierza tak łatwo oddać władzy młodemu lwiątku. Knując spisek i posuwając się do zdrady, doprowadza do tragedii, w wyniku której to on przejmuje władzę nad królestwem zwierząt. Simba zostaje wygnany na kilka lat, ale pozostając wierny naukom swojego ojca, bierze sobie do serca swoje królewskie przeznaczenie. Z pomocą dwójki nowopoznanych przyjaciół zamierza odzyskać swoje dziedzictwo. Wcześniej musi jednak odszukać swoją drogę ku dorosłości i uwierzyć w swoje przeznaczenie.

Nowa wersja „Króla Lwa” w reżyserii Jona Favreau jest całkowitym odwzorowaniem klasyku sprzed dwudziestu pięciu lat. Pojawiają się nie tylko te same postacie, ale także te same kadry, sceny, dialogi czy piosenki, ale za to w nowych aranżacjach. Sama produkcja jest tak realistyczna, że ma się wrażenie, iż w filmie wystąpiły prawdziwe zwierzęta. W amerykańskiej wersji swoich głosów użyczyła sama hollywoodzka śmietanka: Donald Glover (Simba), Seth Rogen (Pumba), Billy Eichner (Timon), Beyonce Knowles (Nala), Chiwetel Ejiofor (Skaza), Alfre Woodard (Sarabi), James Earl Jones (Mufasa) oraz Florence Kasumba (Szenzi). W polskiej wersji językowej postaci przemówiły głosami największych gwiazd małego i dużego ekranu: Wiktora Zborowskiego (Mufasa), Artura Żmijewskiego (Skaza), Danuty Stenki (Sarabi), Jerzego Stuhra (Rafiki), Macieja Stuhra (Timon), Michała Pieli (Pumba), Piotra Polka (Zazu), Eryka Lubosa (Ed), Adama Woronowicza (Banzai) i Marcina Januszkiewicza (Simba).

Klasyczny „Król Lew” z 1994 r. jest uznawany za arcydzieło animacji. Jest to również jeden z ulubionych przez widzów filmów w historii kina. Trudno się dziwić. Nie znam nikogo z mojego pokolenia, kto nie zachwycałby się pierwotną wersją „Króla Lwa”, a jednocześnie nie płakał na tej bajce. Każdy z nas chodził smutny po śmierci Mufasy, śpiewał „Hakuna Matata” z Timonem i Pumbą czy wzruszał się przy piosence „Miłość rośnie wokół nas”. Ja, już jako dorosła kobieta, oglądając nowego „Króla Lwa” nadal wylewałam łzy i śmieję się na tych samych scenach. Oglądając tegoroczną wersję disneyowskiego hitu, na nowo przeżywałam każdą scenę, pomimo że doskonale znałam scenariusz. Dla mnie „Król Lew” na zawsze pozostaniem disneyowskim numerem 1 i niezależnie od wieku będę się nim zachwycać. Czekam na kolejną wspaniałą wersję mojej ukochanej bajki za kolejne 25 lat.

„Król Lew”

„Aladyn”

Ostatnimi czasy nastąpił wysyp filmowych adaptacji disnejowskich bajek z dzieciństwa. Nic w tym dziwnego, ponieważ cieszą się one ogromnym zainteresowaniem. Była „Piękna i Bestia”, „Kopciuszek” czy „Królewna Śnieżka”. Teraz przyszła kolej na egzotycznego „Aladyna”.

Aladyn (Mena Massoud) to przystojny i cwany złodziejaszek z nizin społecznych, którego domem są ulice miasta Agrabah i żyje z tego, co uda mu się ukraść. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest to jego przeznaczenie i że został stworzony do wyższych celów. Po drugiej stronie miasta, w pałacowych murach mieszka księżniczka Dżasmina (Naomi Scott), która żyje swoimi marzeniami. Pragnie ona żyć poza pałacem i być dobrą władczynią dla swojego ludu. Jednak jej ojciec, sułtan, szykuje dla niej zupełnie inną przyszłość – szuka dla córki odpowiedniego męża, który w przyszłości odziedziczy i obejmie władzę. Wybór pada na Dżafara (Marwan Kenzari) – potężnego czarnoksiężnika, który czarami stara się wpłynąć na decyzję Sułtana i przejąć władzę w królestwie. Gdy w przypadkowych okolicznościach Aladyn spotyka Dżasminę zostaje zauroczony jej pięknem i temperamentem. Przez przypadek Aladyn zostaje uwikłany w spisek Dżafara, który pozornie chce pomóc mu w zdobyciu serca księżniczki. Złodziejaszek znajduje pewna lampę, w której jak się okazuje, uwięziony jest pewien Dżin (Will Smith) – barwna postać nie z tego świata. Właśnie wtedy dla wszystkich zaczyna się niezapomniana przygoda.

Bez wątpienia największym plusem filmowej wersji „Aladyna” jest egzotyczna scenografia i barwne kostiumy. Dzięki nim możemy przenieść się do świata rodem z „1001 nocy”, poczuć powiew orientu czy zatopić się w kolorowych krajobrazach arabskiej kultury. Efekty specjalne również maja ogromny wpływ na cały film, chociaż w moim odczuciu czasami są lekko przesadzone. Również kreacje aktorów wcielających się w role główne – Naomi Scott, Mena Massouda i Willa Smitha są mocnym ogniwem. Są oni mocno utalentowanymi artystami, co udowadniają swoim wokalem i tańcem. Z całą pewnością fragmenty śpiewane i tańczone są najlepszymi momentami filmu i nadają „Aladynowi” prawdziwie magicznej i bajkowej aury.

Filmowy „Aladyn” to w pewien sposób manifest feministyczny, czego dowodem jest postać księżniczki Dżasminy. Nie jest to kolejna księżniczka, która beznadziejnie czeka na swojego księcia z bajki, który uratuje ją z niedoli i będą żyli długo i szczęśliwie. Współczesna Dżasmina bierze sprawy w swoje ręce i sama pragnie rządzić ukochanym krajem, bez despotycznego męża u boku, gdzie będzie dla niego tylko zbędnym dodatkiem. Jest ona mocno wyemancypowana, co jest dosyć mocno zaskakujące, a może nawet i kontrowersyjne, bo w krajach arabskich nie ma mowy, żeby władzę sprawowała kobieta.

Jako mała dziewczynka, oglądając oryginalną bajkę, a potem serial o przygodach Aladyna, zawsze miałam wypieki na twarzy. Wtedy był to dla mnie świat z zupełnie innej planety – egzotyczna, tajemnicza i tak bardzo odległa arabska kultura oraz przepiękne stroje księżniczki Dżasminy. Dlatego też na premierę „Aladyna” czekałam z niecierpliwością i nie zawiodłam się. Chociaż momentami efekty wizualne były mocno przesadzone, to nie wpływają na całokształt filmu. Jest kolorowo, tanecznie, muzycznie i przede wszystkim egzotycznie, co chyba pociąga najbardziej. Obudziła się we mnie mała dziewczynka, która zdecydowanie chce więcej. Czekam na kolejne części o przygodach przystojnego Aladyna, niezależnej Dżasminy oraz szalonego Dżina.

„Aladyn”