„Sędzia”

Palestyna to jeden z najbardziej zapalnych punktów na świecie. Konflikt z Izraelem trwa od kilkudziesięciu lat i póki  końca nie widać. Ludzie tam żyją w permanentnym strachu o własne życie, a mimo to muszą też normalnie funkcjonować. Erika Cohn jest laureatką nagrody Emmy, reżyserką i producentką, którą magazyn „Variety” uznał w 2017 roku za jedną 10 najważniejszych twórczyń filmowych. Wyrusza do Palestyny, by nakręcić dokument o Kholoud – silnej i odważnej kobiecie, która zmaga się nie tylko piętnem wojny, ale przede wszystkim z niesprawiedliwością społeczną i krzywdą innych kobiet w świecie islamu.

Kholoud Al-Faqih to kobieta o niezwykłym charakterze i sile, która jako pierwsza kobieta na Bliskim Wschodzie, która piastuje urząd sędzi. To również jedyna kobieta w muzułmańskim kręgu kulturowym orzekająca w sądzie szariackim, która zajmuje się w pracy głównie przemocą domową, rozwodami, alimentami i kwestiami opieki nad dziećmi. Nie ma łatwego zadania, ponieważ jest to chleb powszedni większości palestyńskich rodzin. Rozprawy bywają bardzo trudne, ponieważ w Palestynie tradycyjnie ostatnie słowo należy zwykle do mężczyzny. Kobieca perspektywa, jaką przyjmuje Kholoud, to często jedyna szansa na sprawiedliwy wyrok.

Niestety jej funkcja sędzi w patriarchalnym świecie jest ekstremalnie trudna. Wśród zwierzchników Kholoud nie brakuje konserwatystów, którzy kwestionują zasadność piastowania tak eksponowanego stanowiska przez kobietę. Uważają, że kobieta nie nadaje się na tę funkcję, ponieważ nie posiada odpowiedniej wiedzy i z reguły jest istotą mniej inteligentną od mężczyzny. Oczywiście w przypadku Kholoud i wielu innych kobiet ubiegających się o tę posadę tak nie jest – to znakomicie wykształcone osoby z predyspozycjami do pracy na tym stanowisku. Kiedy w Ministerstwie Sprawiedliwości do głosu dochodzą radykałowie, tytułowa sędzia znajduje się w naprawdę trudnej sytuacji.

Erika Cohn zabiera widza w nietypową, ale i fascynującą podróż, w którą normalnie się nie wyrusza. Reżyserka pokazuje obraz zniszczonego miasta, biedy i prozę dnia codziennego naznaczonego wojną. Nawet budynek Sądu Najwyższego to rozpadająca się rudera, zaś sala rozpraw to przyciasny i duszny pokoik na piętrze. Sama Kholoud zaprasza ekipę filmową nie tylko do pracy, ale także do swojego prywatnego życia. Obserwujemy ją jak z mężem i dziećmi gotuje obiad, spacerują czy odwiedzają swoich rodziców. W tym patriarchalnym świecie stara się wychować własne córki na silne kobiety, zapewniając im odpowiednią edukację i wsparcie. Kholoud udziela także darmowych porad prawnych kobietom w swojej dzielnicy. Walczy także z niesprawiedliwym systemem, dyskryminujący kobiety, chcące piastować funkcję sędzi. Na szczęście jej walka przynosi skutki, ponieważ ostatnimi czasy kilka kobiet zostało zaprzysiężonych na stanowiska sędzi.

„Sędzia” to przejmujący dokument o trudnej sytuacji kobiet w świecie islamu. Kholoud ma wiele szczęścia w swoim życiu. Rodzice z całych sił ją wspierają,  zapewnili jej porządną edukację i są z niej bardzo dumni. Znalazła dobrego męża, który jest nie tylko partnerem, ale także powiernikiem i przyjacielem, co w tamtejszej kulturze wcale nie jest takie oczywiste. Jako pierwsza kobieta na Bliskim Wschodzie zaszła wysoko, miała wstawiennictwo i wsparcie Ministra Sprawiedliwości, a teraz innym kobietom, które nie mają tyle szczęścia co ona.  Takie filmu uświadamiają, ile nam się w życiu poszczęściło, że nie musimy zmagać się z dyskryminacją tylko dlatego, że urodziłyśmy się kobietami.

Więcej info tutaj: https://www.thejudgefilm.com/

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

 

„Woman”

Bycie kobietą to przywilej i zaszczyt. Kobieta może wszystko, nie ma silniejszej istoty na ziemi. Szkoda tylko, że mężczyźni tego nie widzą i traktują je jak najgorsze zło tego świata, które trzeba nieustannie ograniczać, kontrolować, uciszać i manipulować. Anastasia Mikova i Yann Arthus-Bertrand w swoim filmie dokumentalnym „Woman” postanowili pokazać, czym jest kobiecość rozumiana we współczesnym świecie.

fot. herdocs.pl

Reżyserzy dotarli do wielu zakątków naszego globu i spotkali się z kobietami z różnych kultur pytając, czym dla nich jest kobiecość. 2000 kobiet z 50 różnych krajów świata zdecydowało się podzielić przed kamerą swoimi historiami i opowiada o własnych doświadczeniach – od tych najbardziej intymnych aż po kulturowe. Poruszają szeroką gamę problemów, między innymi na temat seksualności, małżeństwa, macierzyństwa, aborcji, przemocy domowej, gwałtu, wolności, zniewolenia, niezależności finansowej, wizerunku ciała, zdrady, dyskryminacji, starości, miłości, złości i mądrości. Kobiety te siedzą na czarnym tle, co jeszcze bardziej potęguje poziom adrenaliny. Co prawda są to jedynie krótkie wypowiedzi każdej z nich, ale nie zmienia to faktu, że ich historie są emocjonalnym ładunkiem wybuchowym.

fot. herdocs.pl

Meksyk, Chiny, Rosja, Włochy, Argentyna, Kambodża, Senegal, Australia, Syria, Indie, Arabia Saudyjska, Białoruś – to właśnie stąd pochodzą niektóre bohaterki „Woman”. Pochodzą z rożnych kontynentów, z różnych kręgów kulturowych, są w różnym wieku, mówią w różnych językach i mają za sobą różne życiowe doświadczenia. Wydaje się, że dzieli je niemal wszystko, ale coś je jednak łączy. Bezapelacyjnie wszystkie z nich są piękne. Nie chodzi o wygląd, ale o to, co mają do przekazania światu. Odwaga, jaka z nich emanuje motywuje oraz daje siłę i wsparcie innym kobietą, że może być lepiej. Niektóre z nich nadal nie pogodziły się z tym, co je spotkało i ze łzami w oczach oraz ściśniętym gardłem mówią o tragedii. Inne z kolei są roześmiane, a ich blask i pewność siebie bije po oczach. Jeszcze inne zgodziły się zaprosić widza do swoich domów, dzieląc się codziennymi, intymnymi momentami spędzanymi z rodziną.

fot. herdocs.pl

fot. herdocs.pl

fot. herdocs.pl

Pomimo przeciwności losu, a czasami tragedii, jakie przeszły, wszystkie wyglądają promiennie, ponieważ w końcu mają szansę wyrazić siebie. Już sam fakt, że te 2000 kobiet miało odwagę stanąć przed kamerą i opowiedzieć o swoich nierzadko tragicznych historiach czyni z nich superbohaterki. Mnie niejednokrotnie łezka w oku się zakręciła. „Woman” to przepiękny, niezwykle wzruszający i przejmujący dokument, który każda z nas powinna obejrzeć.

Film „Woman” wyświetlany był podczas HER Docs Film Festival w ramach przedpremiery organizowanej wspólnie z festiwalem Millennium Docs Against Gravity, na którym będzie miał swoją premierę (8-17 maja 2020 w Warszawie).

Więcej info: https://www.herdocs.pl/woman

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

„Gorący temat”

Ruch „#MeToo” zapoczątkował wielkie zmiany nie tylko w samym Hollywood, ale również w wielu innych dziedzinach. Kiedyś taki film jak „Gorący temat” nie miałby szans na realizację, za to teraz produkcje o prześladowaniu kobiet w pracy mnożą się jak grzyby po deszczu. Tym razem to historia Rogera Ailesa, szefa potężnej stacji FOX News, który nadużywał swojej pozycji by nie tylko molestować kobiety, ale również upokorzyć je i uprzedmiotowić.

„Gorący temat” to historia, która wydarzyła się naprawdę, całkiem nie tak dawno temu, bo w 2016 roku, chociaż nie wszystkie postacie są autentyczne. Historia skupia się wokół wątków trzech kobiet: Kayli Pospisil (Margot Robbie), Megyn Kelly (Charlize Theron) oraz Gretchen Carlson (Nicole Kidman). Wszystkie trzy pracują w FOX News, chociaż są na różnym etapie kariery. Poza tym, że pracują w jednej redakcji łączy je również to, że wszystkie zaznały molestowania (zarówno fizycznego, jak i słownego) ze strony wszechpotężnego Ailesa. Gdy Grethen Carlson została przez niego zwolniona, postanowiła ujawnić, że przez wiele lat molestował on kobiety pracujące w jego stacji. Początkowo sprawa z góry wydaje się przegrana, ponieważ wszechmocny Roger Alias (John Lithgow) wszędzie ma kontakty i swoich ludzi, a brak dowodów tylko komplikuje sprawę. Dopiero z czasem jego ofiary decydują się wyznać prawdę.

Szczerze przyznam, że historia upadku potężnego Rogera Ailesa jest szalenie ciekawa. Jednak po seansie „Gorącego tematu” czuję pewien niedosyt. Odnoszę wrażenie, że ma ona wiele dziur. Nie znałam wcześniej losów szefa stacji FOX News, prawdopodobnie słyszałam doniesienia zza oceanu, ale nie śledziłam ich jakoś szczególnie. Oczywiście trudno jest zamknąć całą fabułę w dwugodzinnym filmie, ale wydaje mi się, że przez większość czasu historia skupia się na wielu mało istotnych wątkach, jak np. konflikt Megyn Kelly z Donaldem Trumpem. W filmie wystąpiły trzy znakomite aktorki: Margot Robbie, Nicole Kidman i Charlize Theron. Co prawda dwie ostatnie trudno rozpoznać, co oznacza, że charakteryzacja w filmie była na wysokim poziomie. Znakomicie wypadła Margot Robbie jako początkująca dziennikarka, Kayla Pospisil (chociaż jest to postać fikcyjna, ale łącząca w sobie kilka prawdziwych osób). Właściwie to na niej na niej skupia się film, ale ona też przechodzi największą zmianę. Nic zarzucić nie można też Charlize Theron, ale za to Nicole Kidman wypada przy nich blado. Fakt, że gra Gretchen Carlson, która jako pierwsza oskarżyła Ailesa, jest jej zwyczajnie za mało i za często znika z ekranu, poza tym jej postać jest drętwa i mało emocjonująca.

Zastanawia mnie, dlaczego niektóre kobiety na to pozwalają. Z własnej woli godzą się na uprzedmiotowienie i sprowadzenie do roli seksualnego wabika  (krótkie spódniczki i głębokie dekolty na wizji). Za jaką cenę? Tego, że będą słynną panią z telewizji? Można to osiągnąć innym sposobem. Nie chcę krytykować kobiet i stawiać ich w roli prowokatorów, absolutnie daleko mi do tego! Przecież sama jestem kobietą i ruch „#MeToo” dotyczy również mnie. Wiele razy miałam tego typu okoliczności, co prawda nie na gruncie zawodowym, ale jako kobieta niestety doświadczyłam wielu nieprzyjemnych sytuacji i uprzedmiotowienia. Jednak jeśli ktoś składałby mi tego typu propozycje co pan Ailes swoim prezenterkom, albo używał obraźliwych i upokarzających komentarzy pod moim adresem, od razu złożyłabym wypowiedzenie. Nie jestem pewna, czy robienie kariery na gruncie nieustannego upokarzania i sprowadzania do roli pary jędrnych cycków na długich nogach jest tego warte. Nie mniej jednak „Gorący temat” trzeba obejrzeć, żeby mieć świadomość, co dzieje się po drugiej stronie ekranu telewizora.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

Seriale idealne na zimowe wieczory

Nadeszła zima, a co za tym idzie – długie i ponure wieczory. Jeśli nie macie ochoty na spacery po mieście i (tak jak ja) wolicie zostać w domu leżąc pod kocem i oglądając seriale, to świetnie się składa, bo mam dla Was kilka ciekawych propozycji 🙂 Nie będę wymieniać takich antyków (jednocześnie moich ulubionych) jak „Seks w wielkim mieście„, „Gotowych na wszystko” czy „Plotkary„, bo to już przeżytek. Polecę Wam zarówno kilka seriali sprzed lat, ale także te najnowsze telewizyjne produkcje.

„Dziewczyny nad wyraz” (2017 – …)

To moje niedawne odkrycie. Serial opowiada historię trzech dziewczyn: Kat, Jane i Sutton, które pracują w redakcji nowoczesnego pisma dla kobiet. Każda z nich zajmuje inne stanowisko i ma różne priorytety w życiu, ale mimo to wzajemnie się wspierają. Wszystkie trzy są piękne, ambitne i mają coś mądrego do powiedzenia. Poza (mogłoby się wydawać) banalną historią jakich wiele, serial porusza szereg trudnych tematów, o których rzadko głośno się mówi.

„The Crown” (2016-…)

To historia Królowej Elżbiety II i jej rządów. Akcja rozpoczyna się jeszcze przed objęciem przez nią rządów, kiedy to jej ojciec zasiada na tronie. Potem z odcinka na odcinek odkrywamy prywatną historię nowej królowej, która została rzucona na głęboką wodę i stara się przetrwać w brutalnym świecie męskiej polityki. Mam mieszane uczucia co do tego serialu. Chociaż uważam, że jest nudny i drętwy, to jakoś przebrnęłam przez dwa sezony. Aktualnie można oglądać kolejny sezon, w którym akcja dzieje się kilkanaście lat później, z innymi aktorami, ale póki co nie mam na niego ochoty.

„Russian Doll” (2019)

Zaplątanie z zagmatwaniem – to pierwsze słowa jakie cisną mi się na usta na myśl o „Russian Doll”. Nadia wpada w jakąś dziurę czasoprzestrzenną, każdego dnia umiera w różnych, momentami głupich a czasem niezwykle zabawnych okolicznościach. Od tej pory 36-latka będzie odradzać się na nowo i umierać ponownie, a każda kolejna śmierć sprowadzi ją z powrotem do tego samego miejsca – łazienki w domu jej przyjaciółki, w której za każdym razem będzie przygrywać dokładnie ta sama piosenka i to samo spojrzenie w lustrze. Pomiędzy jedną śmiercią a drugą, Nadia stara się rozwikłać zagadkę dziwnej sytuacji, w której się znalazła. Serial jest zdecydowanie inny, poniekąd zmusza do myślenia, a na pewno sprawi, że brzuch będzie bolał ze śmiechu.

„Orange is the new black” (2013-2019)

Piper w przeszłości popełniła przestępstwo, ale nie została złapana na gorącym uczynku. Dobrowolnie oddała się w ręce wymiaru sprawiedliwości, ponieważ gryzło ją sumienie. Została skazana na kilkanaście miesięcy odsiadki. Jednak więzienie to nie luksusowy hotel z darmowym jedzeniem, a prawdziwą szkołą przetrwania. Życie szybko weryfikuje wyobrażenie Piper. Każdego dnia musi walczyć o swoją pozycję i nie dać się stłamsić innym osadzonym, które skutecznie jej to utrudniają. O tyle główna bohaterka i cała jej opowieść jest wręcz irytująca, o ile pozostałe postacie nadrabiają i nie pozwalają widzowi uciec. Poboczne wątki są zdecydowanie bardziej ciekawsze od tego o niemrawej Piper i jej równie niemrawej historii.

„Uwięzione” (2015-2019)

Jeśli lubicie więzienne klimaty, a wyżej wymieniony serial Was zachęcił, to możecie śmiało sięgnąć po hiszpańskojęzyczną wersję o więźniarkach. Fabuła z grubsza jest taka sama, nie ma w nim nic odkrywczego z tym wyjątkiem, że hiszpański odpowiednik jest zdecydowanie bardziej brutalny i wyuzdany.

„Doktor Hart” (2011-2015)

Zoey Hart to świeżo upieczona kardiochirurg z Nowego Jorku dostaje szansę na pracę marzeń, ale wcześniej musi odbyć roczny staż z pacjentami. W tym celu przenosi się do małej mieściny w stanie Alabama, w którym jej zmarły ojciec od lat prowadził praktykę lekarską. Zoey nie ma łatwego życia, ponieważ musi walczyć o akceptację mieszkańców nie lubiących obcych, szpilki musi zamienić na kalosze, zaś inny miejscowy doktor skutecznie podkrada jej pacjentów. Do tego Lemon  – chodzący ideał – nienawidzi jej z całego serca i pragnie zniknięcia rywalki. Świetny i lekki serial, o zabawnych perypetiach młodej lekarki w małej amerykańskiej prowincji.

„Pokojówki z Beverly Hills” (2013-2016)

Cztery kobiety pochodzenia latynoskiego zatrudniają się jako pokojówki w ogromnych willach obrzydliwie bogatych i wpływowych ludzi w Beverly Hills. Każda z nich trafia do innej rodziny, w której panują inne warunki pracy. Poza tym, że traktowane są jako ludzie drugiej kategorii, kobiety te starają się przetrwać w brutalnym świecie milionerów i zapewnić swoim rodzinom godziwe warunki życia, a przy okazji spełnić swoje marzenia. Co więcej, chcąc nie chcąc wpadają w sidła wielu intryg, a niekiedy nawet pakują się w poważne tarapaty. Wbrew pozorom jest to czarna komedia, przy której można się nieźle pośmiać.

„Dwie spłukane dziewczyny” (2011-2017)

Jeśli wspominałam, że przy poprzednim serialu jest się z czego pośmiać, to przy tym ubaw jest po pachy. Kat i Caroline to zupełne przeciwieństwa, dwa różne światy. Caroline urodziła się w bogatej, dobrze usytuowanej rodzinie, zaś czarnowłosa Kat pochodzi z nizin społecznych. Kiedy ojciec Caroline trafia do więzienia za malwersacje finansowe, jego córka ląduje na ulicy z niczym. Stara się przetrwać w nowej, brutalnej rzeczywistości, a Kat wprowadza ją w tajniki świata niższej klasy pracującej. Ich perypetie i to gwarantowany ból mięśni brzucha wywołany salwami gromkiego śmiechu.

„Czarnobyl” (2019)

Historia, która wydarzyła się nie tak dawno temu, a skutki tej tragedii odczuwamy do dzisiaj. Rok 1986, ZSRR. W elektrowni jądrowej w Czarnobylu dochodzi do awarii, która na zawsze wpisze się w historię. Grupa wyszkolonych specjalistów oraz setki tysięcy obywateli biorą udział w heroicznej walce z nieznanymi żywiołami, bardzo często poświęcając własne życie. W jednej chwili tysiące ludzi musi zostawić swoje domy, zwierzęta muszą zginąć, a roślinność zostać wykarczowana. Cały kontynent odczuł skutki tego wydarzenia. Wszystko wydarzyło się w imperium rosyjskim – w państwie, któremu bardziej zależy na nieskazitelnej opinii niż na bezpieczeństwie swoich obywateli. Produkcja jest pięcioodcinkowym serialem, w sam raz na jeden wieczór, ale uwaga – niektóre sceny są naprawdę drastyczne.

„Muszkieterowie” (2014-2016)

Jeśli jesteście fanami produkcji „płaszcza i szpady”, to „Muszkieterowie” to idealna pozycja dla Was. Akcja toczy się w XVII-wieczna Francji. Muszkieterowie, elitarni żołnierze nieudolnego króla Ludwika XIII-tego walczą ze spiskującym kardynałem Richelieu, tropią dworskie spiski, walczą w imię honoru i … zdobywają kobiece serca. Bohaterowie najsłynniejszej powieści Aleksandra Dumasa powracają w zaskakującej odsłonie. Zabójczo przystojni i ceniący kobiece wdzięki bohaterowie powracają w wielkim stylu. Romantyczny Aramis, hazardzista Portos, pogrążony w mrocznej przeszłości Atos i młodzieńczy D’Artagnan. Sama nie wiem, który z Muszkieterów najbardziej przypadł mi do gustu. Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego, no i każdy z nich jest oszałamiająco przystojny 🙂

„Geniusz: Picasso” (2018)

Historia jednego z najsłynniejszych artystów XX wieku, słoneczna Hiszpania i nieziemsko przystojny Antonio Banderas (generalnie, nie w tym serialu 🙂 ) – czy może być jakieś lepsze połączenie? Kobieciarz, awanturnik i zabawiaka – takie łatki przylgnęły do najsłynniejszego hiszpańskiego malarza. Pablo Picasso  był prekursorem kubizmu, który żył i działał na przełomie XIX i XX wieku, w niespokojnych czasach obu wojen światowych. To jeden z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych artystów ubiegłego stulecia. Szacuje się, że dorobek Picassa, który dożył 91. roku życia, obejmuje około 50 tysięcy prac. Jego porywczy temperament i niezwykła wena twórcza były nierozerwalnie związane z pełnym zawirowań życiem prywatnym – burzliwymi małżeństwami, licznymi romansami, zmieniającymi się sympatiami politycznymi i przelotnymi fascynacjami. Picasso nieustannie kreował siebie na nowo, wyznaczał nowe trendy w sztuce i przesuwał granice. Fantastyczna serialowa historia prawdziwego artystycznego geniuszu.

„Wikingowie” (2013-2020)

Według mnie, to jedna z lepszych produkcji ostatnich lat. Lud pochodzący z północy sieje postrach w całej Europie. Co prawda w serialu dopiero kształtują swoją pozycję na kontynencie, nie mniej jednak z sukcesami plądrują i niszczą obce zimie. Mieszkańcy zamieszkujący południowo-zachodnie rejony Europy na samą myśl o najeźdźcach drżą ze strachu. Skandynawowie są bezwzględni i okrutni wobec nich, bez wahania odbierają im życie. Sami również nie boją się śmierci, wręcz przeciwnie – pragną jej, gdyż tylko wtedy trafią do Valhali – ich raju i będą ucztować ze swoimi bohaterskimi przodkami. Umrzeć w trakcie walki jest największą chwałą i zaszczytem, jakie mogą spotkać Wikinga. Serial jest brutalny a krew leje się strumieniami, ale właśnie tacy byli Wikingowie. Ja chyba po raz kolejny zafunduję sobie zimowe leniuchowanie z „Wikingami” 🙂

„Wiedźmin” (2019 – …)

No cóż, byłoby wielką wtopą, jeśli nie wspomniałabym o tym najnowszym hicie. Prawda jest taka, że nie jestem fanką tej sagi. Nie czytałam książek Sapkowskiego, nie grałam w grę, nie oglądałam polskiej wersji „Wiedźmina”, ani nie lubię filmów fantasy… Co mnie zatem skusiło? Słyszałam różne opinie na temat tej nowości i na własnej skórze chciałam sprawdzić o co chodzi z tym serialem. Jednak to, co najbardziej przyciągnęło mnie przed telewizor, to bez wątpienia aktor wcielający się w główną rolę – arcy przystojny Henry Cavill. To jeden z moich ukochanych aktorów, a każdy film z jego udziałem oglądam z wypiekami na twarzy 🙂 Może nie jest to jego najlepsza rola, ale zdecydowanie jest na co popatrzeć 😀 Co prawda dla laika takiego jak ja serial może być nieco chaotyczny i nie zrozumiały. Nie mniej jednak jeśli lubicie tego typu seriale i/lub macie wolny wieczór (albo nawet dwa), możecie włączyć nowego „Wiedźmina”, na pewno nie będziecie się nudzić.

„Gotham” (2014-2019)

Ok, przed chwilą wspomniałam, że nie lubię filmów fantasy. Jest kilka wyjątków od tej reguły. Jednym z nich jest właśnie „Gotham”. Wszystko ze względu na moją młodzieńczą fascynację Batmanem (moim ukochanym superbohaterem – tak na marginesie) i wszystkim, co z nim związane. Jednak „Gotham” tak naprawdę nie jest o Batmanie. To historia komisarza Jamesa Gordona, który broni prawa w Gotham City, zanim pojawia się wspomniany superbohater. To tak naprawdę geneza pojawienia się Człowieka Nietoperza i wszystkich czarnych charakterów z nim związanych. Co prawda pojawiają się wszystkie te postacie, ale są one jeszcze małymi dzieciakami. Jest mrocznie, momentami zabawnie i na pewno nie ma nudy, bo każdy kolejny odcinek wciąga jeszcze bardziej.

„Dom z papieru” (2017 – …)

To aktualnie jeden z najpopularniejszych seriali. Nie ma się co dziwić, bo fabuła wciąga od pierwszego odcinka.  Grupa ośmiu przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ukryci pod maskami z wizerunkiem Salvadora Dali, z perfekcyjnie ustalonym planem pod kierownictwem niejakiego Profesora, konsekwentnie go realizują. Znajdują rozwiązanie na każdy możliwy problem, no prawie każdy. Jednak nawet doskonale doprecyzowany plan ma swoje wady i luki. Stopniowo wszystko zaczyna się sypać, a pomiędzy kryminalistami dochodzi do wielu sprzeczek. To jednak nie wszystko, bo po piętach depcze im przebiegła i niezwykle inteligentna pani inspektor, która traktuje to zadanie zbyt ambitnie. Czy uda im się skok stulecia i jednocześnie wyjść cało z zaistniałej sytuacji? Dobry scenariusz, dobra muzyka, świetni i przystojni aktorzy (ach ten Rio ❤ )- czego chcieć więcej?

„Euforia” (2019 – …)

Imprezy zakrapiane alkoholem, czasami z dodatkiem „czegoś mocniejszego”, seks bez zobowiązań, fetysze i dewiacje seksualne – tak wygląda codzienność w amerykańskim miasteczku. Na 17-letnią Rue Bennet nie robi to żadnego wrażenia, ponieważ dla niej każdy dzień wygląda tak samo: odczuwa ekstazę i radość w trakcie kolejnego narkotykowego odlotu. W serialu znajdziemy cała gamę osób ze społeczności LGBT. Są lesbijki, geje (albo kryptogeje), biseksualiści i transseksualiści. Nie ma owijania w bawełnę, wszechobecna nagość i brutalne sceny seksu czasami wręcz gorszą. Serial jest mocny, wgniatający w fotel, zdecydowanie nie dla osób wrażliwych.  Jeśli potrzebujecie mocniejszych doznań emocjonalnych, bez wątpienia sięgnijcie po „Euforię„.

„Opowieść podręcznej”

Wyobrażacie sobie świat, w którym płeć żeńska zostaje pozbawiona wszelkich praw? Świat, w którym kobiety traktowane są jak chodzące macice, a ich jedyną powinnością jest wydanie na świat jak największej liczby dzieci? Wyobrażacie sobie, że Wasz Pan regularnie Was gwałci, a Wasza Pani lepiej zna Wasz cykl menstruacyjny lepiej niż Wy same?  Brzmi irracjonalnie? Podręczne nie są konkubinami, a chodzącymi macicami; traktowane jak zwierzęta, zadaniem których jest wydawanie na świat nowych potomków. Wszystkie wyglądają tak samo: ubrane w czerwone długie sukienki, z białymi czepkami na głowach, bez grama makijażu mają wyglądać nieatrakcyjnie, by nie wzbudzać męskiego pożądania. Książki, telewizja, gry i inne rozrywki są surowo zabronione. Jedyną ich uciechą są codzienne zakupy i spotkania z innymi podręcznymi w Czerwonym Centrum. Ubezwłasnowolnione, tracą pracę, rodzinę a nawet tożsamość. Wspomniałam, że „Euforia” jest mocna i wgniatająca w fotel. Myliłam się. „Opowieść podręcznej” jeszcze bardziej mrozi krew w żyłach. Najgorsze jest to, że wizja takiego świata jest jak najbardziej prawdopodobna.

„Król Lew”

Po ponad dwudziestu pięciu latach najpiękniejsza disneyowska bajka powróciła na ekrany kin, w jeszcze piękniejszej odsłonie.

Simba jest młodym, prawowitym następcą tronu po swoim ojcu, królu Mufasie. Jednak nie wszyscy mieszkańcy królestwa cieszą się z jego narodzin. Do tej pory dziedzicem był brat Mufasy – Skaza, który nie zamierza tak łatwo oddać władzy młodemu lwiątku. Knując spisek i posuwając się do zdrady, doprowadza do tragedii, w wyniku której to on przejmuje władzę nad królestwem zwierząt. Simba zostaje wygnany na kilka lat, ale pozostając wierny naukom swojego ojca, bierze sobie do serca swoje królewskie przeznaczenie. Z pomocą dwójki nowopoznanych przyjaciół zamierza odzyskać swoje dziedzictwo. Wcześniej musi jednak odszukać swoją drogę ku dorosłości i uwierzyć w swoje przeznaczenie.

Nowa wersja „Króla Lwa” w reżyserii Jona Favreau jest całkowitym odwzorowaniem klasyku sprzed dwudziestu pięciu lat. Pojawiają się nie tylko te same postacie, ale także te same kadry, sceny, dialogi czy piosenki, ale za to w nowych aranżacjach. Sama produkcja jest tak realistyczna, że ma się wrażenie, iż w filmie wystąpiły prawdziwe zwierzęta. W amerykańskiej wersji swoich głosów użyczyła sama hollywoodzka śmietanka: Donald Glover (Simba), Seth Rogen (Pumba), Billy Eichner (Timon), Beyonce Knowles (Nala), Chiwetel Ejiofor (Skaza), Alfre Woodard (Sarabi), James Earl Jones (Mufasa) oraz Florence Kasumba (Szenzi). W polskiej wersji językowej postaci przemówiły głosami największych gwiazd małego i dużego ekranu: Wiktora Zborowskiego (Mufasa), Artura Żmijewskiego (Skaza), Danuty Stenki (Sarabi), Jerzego Stuhra (Rafiki), Macieja Stuhra (Timon), Michała Pieli (Pumba), Piotra Polka (Zazu), Eryka Lubosa (Ed), Adama Woronowicza (Banzai) i Marcina Januszkiewicza (Simba).

Klasyczny „Król Lew” z 1994 r. jest uznawany za arcydzieło animacji. Jest to również jeden z ulubionych przez widzów filmów w historii kina. Trudno się dziwić. Nie znam nikogo z mojego pokolenia, kto nie zachwycałby się pierwotną wersją „Króla Lwa”, a jednocześnie nie płakał na tej bajce. Każdy z nas chodził smutny po śmierci Mufasy, śpiewał „Hakuna Matata” z Timonem i Pumbą czy wzruszał się przy piosence „Miłość rośnie wokół nas”. Ja, już jako dorosła kobieta, oglądając nowego „Króla Lwa” nadal wylewałam łzy i śmieję się na tych samych scenach. Oglądając tegoroczną wersję disneyowskiego hitu, na nowo przeżywałam każdą scenę, pomimo że doskonale znałam scenariusz. Dla mnie „Król Lew” na zawsze pozostaniem disneyowskim numerem 1 i niezależnie od wieku będę się nim zachwycać. Czekam na kolejną wspaniałą wersję mojej ukochanej bajki za kolejne 25 lat.

„Król Lew”

„Aladyn”

Ostatnimi czasy nastąpił wysyp filmowych adaptacji disnejowskich bajek z dzieciństwa. Nic w tym dziwnego, ponieważ cieszą się one ogromnym zainteresowaniem. Była „Piękna i Bestia”, „Kopciuszek” czy „Królewna Śnieżka”. Teraz przyszła kolej na egzotycznego „Aladyna”.

Aladyn (Mena Massoud) to przystojny i cwany złodziejaszek z nizin społecznych, którego domem są ulice miasta Agrabah i żyje z tego, co uda mu się ukraść. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest to jego przeznaczenie i że został stworzony do wyższych celów. Po drugiej stronie miasta, w pałacowych murach mieszka księżniczka Dżasmina (Naomi Scott), która żyje swoimi marzeniami. Pragnie ona żyć poza pałacem i być dobrą władczynią dla swojego ludu. Jednak jej ojciec, sułtan, szykuje dla niej zupełnie inną przyszłość – szuka dla córki odpowiedniego męża, który w przyszłości odziedziczy i obejmie władzę. Wybór pada na Dżafara (Marwan Kenzari) – potężnego czarnoksiężnika, który czarami stara się wpłynąć na decyzję Sułtana i przejąć władzę w królestwie. Gdy w przypadkowych okolicznościach Aladyn spotyka Dżasminę zostaje zauroczony jej pięknem i temperamentem. Przez przypadek Aladyn zostaje uwikłany w spisek Dżafara, który pozornie chce pomóc mu w zdobyciu serca księżniczki. Złodziejaszek znajduje pewna lampę, w której jak się okazuje, uwięziony jest pewien Dżin (Will Smith) – barwna postać nie z tego świata. Właśnie wtedy dla wszystkich zaczyna się niezapomniana przygoda.

Bez wątpienia największym plusem filmowej wersji „Aladyna” jest egzotyczna scenografia i barwne kostiumy. Dzięki nim możemy przenieść się do świata rodem z „1001 nocy”, poczuć powiew orientu czy zatopić się w kolorowych krajobrazach arabskiej kultury. Efekty specjalne również maja ogromny wpływ na cały film, chociaż w moim odczuciu czasami są lekko przesadzone. Również kreacje aktorów wcielających się w role główne – Naomi Scott, Mena Massouda i Willa Smitha są mocnym ogniwem. Są oni mocno utalentowanymi artystami, co udowadniają swoim wokalem i tańcem. Z całą pewnością fragmenty śpiewane i tańczone są najlepszymi momentami filmu i nadają „Aladynowi” prawdziwie magicznej i bajkowej aury.

Filmowy „Aladyn” to w pewien sposób manifest feministyczny, czego dowodem jest postać księżniczki Dżasminy. Nie jest to kolejna księżniczka, która beznadziejnie czeka na swojego księcia z bajki, który uratuje ją z niedoli i będą żyli długo i szczęśliwie. Współczesna Dżasmina bierze sprawy w swoje ręce i sama pragnie rządzić ukochanym krajem, bez despotycznego męża u boku, gdzie będzie dla niego tylko zbędnym dodatkiem. Jest ona mocno wyemancypowana, co jest dosyć mocno zaskakujące, a może nawet i kontrowersyjne, bo w krajach arabskich nie ma mowy, żeby władzę sprawowała kobieta.

Jako mała dziewczynka, oglądając oryginalną bajkę, a potem serial o przygodach Aladyna, zawsze miałam wypieki na twarzy. Wtedy był to dla mnie świat z zupełnie innej planety – egzotyczna, tajemnicza i tak bardzo odległa arabska kultura oraz przepiękne stroje księżniczki Dżasminy. Dlatego też na premierę „Aladyna” czekałam z niecierpliwością i nie zawiodłam się. Chociaż momentami efekty wizualne były mocno przesadzone, to nie wpływają na całokształt filmu. Jest kolorowo, tanecznie, muzycznie i przede wszystkim egzotycznie, co chyba pociąga najbardziej. Obudziła się we mnie mała dziewczynka, która zdecydowanie chce więcej. Czekam na kolejne części o przygodach przystojnego Aladyna, niezależnej Dżasminy oraz szalonego Dżina.

„Aladyn”

„Euforia”

Bycie nastolatkiem nigdy jest łatwe. Burza hormonów wariująca w naszym ciele czasami jest wręcz nie do zniesienia. Każdy musi przetrwać ten okres, ale czasem jest bardzo ciężko. Dlatego też niektórzy uciekają w alkohol, seks czy narkotyki. W nowym serialu „Euforia” produkcji HBO współczesna amerykańska młodzież „umila” sobie  czas właśnie w taki sposób.

Imprezy zakrapiane alkoholem, czasami z dodatkiem „czegoś mocniejszego”, seks bez zobowiązań,fetysze i dewiacje seksualne – tak wygląda codzienność w amerykańskim miasteczku. Na 17-letnią Rue Bennet (Zendaya) nie robi to żadnego wrażenia, ponieważ dla niej każdy dzień wygląda tak samo: odczuwa ekstazę i radość w trakcie kolejnego narkotykowego odlotu. Gdy Gia, młodsza siostra znajduje uzależnioną od narkotyków Rue w momencie przedawkowania prochów, trafia na odwyk. Jednak po wyjściu nastolatka nie ma zamiaru zmiany stylu życia – próbuje coraz to nowych wynalazków, które pozwalają oderwać się jej od gównianej rzeczywistości. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy Rue poznaje Jules (Hunter Schafer) – transseksualną i nieco tajemniczą dziewczynę, która dopiero co przybyła do miasteczka. Obie dziewczyna zaczyna łączyć przyjaźń, która niebawem przeradza się w coś więcej. Dzięki niej Rue zaczyna powoli wychodzić na prostą, ale z drugiej strony – uzależnia się od Jules. Czy uda jej się w końcu odstawić wszystkie używki?

W każdym odcinku poznajemy historię konkretnego bohatera. Znajdziemy wyjaśnienie, co jest przyczyną tego, że jest taki a nie inny. Masa kompleksów, dziwnych dewiacji czy upodobań seksualnych nie bierze się znikąd. U Rue iskrą zapalną była najpierw choroba, a potem śmierć ojca. Jej znajomi z klasy również mają swoje problemy: wysportowany Nate Jacobs, którego wybuchy gniewu maskują niepewność i lęk; Maddy Perez – wyuzdana i wulgarna dziewczyna, z którą Nate cały czas się schodzi  i rozchodzi;  Chris McKay – gwiazda futbolu, która ma problemy z zaaklimatyzowaniem się w szkole; Cassie Howard, którą prześladuje jej erotyczna przeszłość; Lexi Howard – młodsza siostra Cassie i twardo stąpająca po ziemi wieloletnia przyjaciółka Rue oraz Kat Hernandez – nieco zakompleksiona nastolatka (z powodu swojej figury), która odkrywa swoją seksualność. Każdy z nich jest w jakimś stopniu porąbany. A wszystko to spowodowane jest traumatycznym dzieciństwem.

W serialu znajdziemy cała gamę osób ze społeczności LGBT. Są lesbijki, geje (albo kryptogeje), biseksualiści i transseksualiści – wszyscy ci, którzy aktualnie są dyskryminowani (przynajmniej w Polsce). Trochę to przerażające patrząc, jak funkcjonuje dzisiejsza młodzież (a przynajmniej w amerykańskich produkcjach). Prawda jest taka, że większość problemów bierze się z dzieciństwa, które potem maja wpływ na nasze późniejsze życie. Ale jak można wyrosnąć na zdrowego psychicznie człowieka, skoro rodzice maja skłonności patologiczne? Muszę przyznać, że „Euforia” jest mocnym serialem. Nie ma owijania w bawełnę, wszechobecna nagość i brutalne sceny seksu czasami wręcz gorszą. Zdecydowanie nie jest to serial dla osób wrażliwych.

„Kafarnaum”

Produkcja Nadine Lebali to kandydat do Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny. „Kefanarum” to prawdziwy rollercoaster emocji, który łamie serce na pół i na długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

12-letniego Zaina poznajemy na sali sądowej. Jak się okazuje, dopuściła się on brutalnego czynu, za który grozi mu kilkunastoletnia odsiadka w więzieniu. Jednak nie to szokuje najbardziej. Wraz z nim są jego rodzice, którzy zostają przez niego osądzeni za to, że wydali go na świat… Wydaje się pokręcone? Nie, gdy dokładnie przyjrzymy się historii małego Zaina.

Chłopak wychowuje się w bejruckich slumsach, w świecie pełnym przemocy, ubóstwa i patologii. Dodatkowo brak miłości ze strony rodziców oraz biedy, która była przyczyną tego, że według prawa po prostu nie istnieje – nie posiada żadnych dokumentów zaświadczających o tym. Ojciec i matka wegetują z gromadą braci i sióstr Zejna w zaniedbanej ruderze, dodatkowo płodząc kolejne dzieci. Te z kolei wychowują się same, głównie na ulicy. Punktem kulminacyjnym jest sytuacja, w której rodzice Zaina decydują się wydać za mąż jego ukochaną siostrę za dużo starszego właściciela sklepu. Postanawia uciec z domu i rozpoczyna samotną tułaczkę po mieście. Na swojej drodze spotyka etiopską imigrantkę Rahil, która w tajemnicy przed światem wychowuje małego synka, Jonasa. Mamy więc do czynienia z kontrastem – Rahil, pomimo trudności i przeciwności losu, darzy swoje dziecko największą i najprawdziwszą matczyną miłością, czyli uczuciem, którego nigdy nie doświadczył Zain.

Pomimo dramatycznych warunków, w jakich przyszło żyć Zainowi, chłopiec nie jest pozbawiony wyższych uczuć. Nad życie kocha i troszczy się o swoją siostrę, a gdy na swojej drodze poznaje Rahil i jej synka, bezinteresownie opiekuje się małym Jonasem, dbając o niego i nie pozwalając, by stała mu się jakakolwiek krzywda.

Odtwórca głównej roli nosi takie samo imię jak grany przez niego bohater – Zain Al Rafeea. Autentyczność przedstawionej historii wynika z tego, że jest ona częściowo oparta na prawdziwych wydarzeniach z życia Zaina Al Fareea. W 2012 roku rodzina chłopca przeniosła się do Libanu. Marzenie o lepszym życiu w Szwecji czy chęć rozpoczęcia nauki w szkole to wątki wręcz autobiograficzne, które sprawiają, że przez większość filmu gra on właściwie samego siebie. Z kolei jego filmowa siostra – Cedra Izam – została wybrana do tej roli przez Leban prosto z ulic Bejrutu.

To historia małego Zaina, który stara się przetrwać w brutalnym świecie bejruckich slumsów. To świat pełen ubóstwa, patologii i przemocy, w którym nie ma miejsca na dziecięcą radość. Każdy dzień to walka o przetrwanie. Historia Zaina rozrywa serce na pół. Nadine Lebaki ukazała świat oczami małego chłopca, by poruszyć problem ubóstwa i patologii, w którym dorastają dzieci trzeciego świata. „Kafarnaum” to historia, obok której nie można przejść obojętnie, wyciska z widza emocje i całkowicie angażuje. Można powiedzieć, że to taki rollercoaster emocjonalny, który ma ogromną siłę rażenia. Z całą pewnością Zain i jego opowieść na długo z nami pozostanie.

„Kafarnaum”

Moje ulubione hiszpańskie seriale

Moje umiejętności językowe z hiszpańskiego nadal nie są na satysfakcjonującym mnie poziomie, ale niebawem mam zamiar to zmienić 🙂 😀 Nie mniej jednak nie przeszkadza mi oglądanie seriali w tym języku. Dlatego też, gdy nadarza się okazja do „osłuchania się” z hiszpańskim, nie waham się oni chwili. Poza tym, bardzo lubię filmy i seriale w hiszpańskim wydaniu, nie wspominając już o zabójczo przystojnych aktorach 🙂 Mam kilka swoich ulubionych hiszpańskich seriali, a pozostałe czekają w kolejce do obejrzenia 🙂 Oto pierwsza część zestawienia seriali, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić:

„Krawcowa z Madrytu” („El Tiempo Entre Costuras”)

Szczerze przyznam, że „chwilę” mi zajęło, żeby obejrzeć ten serial. Słyszałam o nim dużo dobrego, a sama książka podobno też robi wrażenie, ale jakoś nie mogłam się za niego zabrać. Chociaż początkowo wydaje się, że to czyste romansidło, po dwóch odcinkach następuje totalny zwrot akcji. Hiszpania XX wieku, na chwilę przed wybuchem wojny domowej. Pod wpływem młodzieńczego zrywu serca, piękna Sira popełnia dramatyczny błąd, którego konsekwencje będzie ponosić przez wiele lat. Od najmłodszych lat matka uczyła ją sztuki krawieckiej, więc Sira postanawia otworzyć swój własny zakład. Odnosi niebywały sukces i zdobywa szereg wpływowych klientek. Jedna z nich proponuje jej nietypową pracę, którą Sira – mimo wielu wątpliwości – decyduje się przyjąć.

Ogromną zaletą tego serialu są kreacje ❤ Kocham modę z lat 20-tych i 30-tych. Mogłabym założyć każdą rzecz, w którą ubrana była serialowa Sira 🙂 Warto obejrzeć „Krawcową z Madrytu” nie tylko ze względu na te wspaniałe kreacje czy olśniewającą urodę głównej bohaterki, ale także dla przepięknych krajobrazów Maroko, Madrytu i Lizbony, bo właśnie tam rozgrywa się akcja. Aż się chce pakować walizki i jechać tam 🙂

Występują: Adriana Ugarte, Francesc Garrido, Carlos Santos, Alba Flores, Hannah New, Mari Carmen Sánchez, Peter Vives

 

„Telefonistki” („Las Chicas del Cable”)

Kolejny serial obsadzony w latach 20-tych ubiegłego wieku. Otwarcie w centrum Madrytu siedziby państwowej spółki telefonicznej przyciąga uwagę setek dziewcząt, które pragną pracować jako telefonistki. W centrali mają możliwość zrealizowania własnych postępowych aspiracji. W tamtych czasach kobiety nie miały wielu praw, odmawiano im także pracy, dlatego każda chciała dostać posadę w nowej firmie. Cztery pochodzące z bardzo różnych środowisk kobiety rozpoczynają pracę w centrali. Każda z nich pochodzi z innego świata i ma inne priorytety, motywy oraz zawiłą historię. Jednak praca w centrali zjednuje je, by wkrótce przerodziła się w prawdziwą przyjaźń.

Serial „Telefonistki” ukazuje rodzący się bunt kobiet przeciwko panującym zasadom, które zakładały, że miejsce kobiety jest w domu. Mimo społecznego ucisku w kobietach w tamtym okresie obudził się na dobre feministyczny odzew, a produkcja świetnie to ukazuje. Bunt oznaczało nie tylko chodzenie do barów czy noszenie krótkich fryzur, to także walka o możliwość samodzielnego zarabiania pieniędzy, głosowania, a także do miłości. No i oczywiście te stroje ❤ O samym serialu więcej napisałam w tym poście.

Występują: Blanca Suárez, Nadia de Santiago, Maggie Civantos, Ana Polvorosa, Ana Fernández, Martiño Rivas, Yon González, Sergio Mur

 

„Szkoła dla elity” („Élite”)

Pamiętacie kultową „Plotkarę? Hiszpański odpowiednik wzorowany jest na tym amerykańskim serialu, tyle że w mocno ostrzejszej, można rzec – perwersyjnej wersji. Do prywatnej szkoły dla obrzydliwie bogatych nastolatków w Madrycie dołącza trzech uczniów z „niższej klasy” społecznej. Imprezy zakrapiane alkoholem i narkotykami, wystawne przyjęcia, markowe ubrania, szybkie samochody – to chleb powszedni hiszpańskiej elity. Nowi uczniowie zazdroszczą im wystawnego życia i starają się dopasować do nowej sytuacji i im zaimponować. Dochodzi do wielu zgrzytów, a w konsekwencji wielu zagmatwanych intryg. Wkrótce wydarza się tragedia, w którą każdy jest zamieszany, każdy jest podejrzany. Każde z nich miało motyw do dokonania zbrodni, jednak tylko jedna osoba jest winna.

Tak jak wspomniałam wcześniej, „Plotkara” w porównaniu ze „Szkołą dla elit” to pikuś. Hiszpański serial pełen jest i mocno rozbieranych, żeby nie powiedzieć – erotycznych scen miłosnych. Hiszpańscy aktorzy nie wstydzą się nagości na ekranie, a sceny intymne ich nie zawstydzają. Widać znaczne podobieństwo do amerykańskiego kultowego serialu sprzed lat, można nawet przypasować konkretne charaktery do poszczególnych bohaterów. Moim zdaniem „Szkoła dla elity” jest bardziej interesująca, nie ma tam (póki co) żadnych melodramatów.

Występują: Álvaro Rico, María Pedraza, Jaime Lorente, Itzan Escamilla, Ester Expósito, Miguel Bernardeau, Mina El Hammani, Danna Paola, Omar Ayuso, Miguel Herrán

 

„W czasach wojny” („Tiempos de guerra”)

Hiszpania, 1921 rok. Kraj pustoszony jest przez wojnę domową. Pielęgniarki z madryckich wyższych sfer decydują się na wyjazd do hiszpańskiej eksklawy w Maroko, gdzie toczą się zaciekłe walki. Otwierają w Melilli szpital dla żołnierzy walczących w wojnie o Rif. Zaczynają od zera, nie mając nawet konkretnego miejsca i potrzebnych narzędzi, ale za to mają poparcie i wsparcie samej królowej. Pielęgniarki cechuje ogromna empatia i chęć niesienia bezinteresownej pomocy. Każdego dnia ryzykują własnym życiem, by ocalić swoich rodaków. Ratując życie, znajdują też przyjaźń i miłość.

Jak wspomniałam wcześniej, uwielbiam filmy/seriale, których akcja rozgrywa się w latach 20-tych, dlatego też skusiłam się na obejrzenie „W czasach wojny„. Nie jest to serial wysokich lotów, ale przyjemnie się go ogląda, chociaż momentami czuć klimat latynoskiej telenoweli.

Występują: Amaia Salamanca, Álex García, Verónica Sánchez, Anna Moliner, Álex Gadea, Cristóbal Suárez, Alicia Rubio, Daniel Lundh

 

„Dom z papieru” („La Casa de Papel”)

To aktualnie jeden z najpopularniejszych seriali. Nie ma się co dziwić, bo fabuła wciąga od pierwszego odcinka. Co prawda dopiero zaczęłam oglądać, ale wsiąkłam totalnie. O co chodzi? Grupa ośmiu przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ukryci pod maskami z wizerunkiem Salvadora Dali, z perfekcyjnie ustalonym planem pod kierownictwem niejakiego Profesora, konsekwentnie go realizują. Znajdują rozwiązanie na każdy możliwy problem, no prawie każdy. Jednak nawet doskonale doprecyzowany plan ma swoje wady i luki. Stopniowo wszystko zaczyna się sypać, a pomiędzy kryminalistami dochodzi do wielu sprzeczek. To jednak nie wszystko, bo po piętach depcze im przebiegła i niezwykle inteligentna pani inspektor, która traktuje to zadanie zbyt ambitnie. Czy uda im się skok stulecia i jednocześnie wyjść cało z zaistniałej sytuacji?

Nie będę wychwalać pod niebiosa tego serialu, bo to powszechnie wiadome, że jest on świetny : ) Fabuła wciąga od pierwszego odcinka i zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Trudno oderwać się od ekranu komputera czy telewizora.

Występują: Úrsula Corberó, Álvaro Morte, Paco Tous, Alba Flores, Miguel Herrán, Pedro Alonso, Enrique Arce, María Pedraza, Itziar Ituño, Jaime Lorente

 

„Statek” („El Barco”)

Nie będę ukrywać, że serial „El Barco” zaczęłam oglądać ze względu na ogromną „miłość”, jaką wówczas czułam do głównego bohatera, w którego wcielał się Mario Casas. Co prawda jakimś wybitnym aktorem nie jest, ale z całą pewnością jest na co popatrzeć 😀 Wracając do serialu. Globalny kataklizm, spowodowany wypadkiem podczas włączania akceleratora cząsteczek w szwajcarskiej Genewie, sprawia, że załoga, uczniowie i kilku nauczycieli na pokładzie Gwiazdy Polarnej przeżyją największą przygodę ich życia. Przygoda, a może walka o przetrwanie w nowym świecie? W świecie, w którym całą ludzkość stanowią pasażerowie statku, a zamiast lądu na horyzoncie widać tylko niekończący się ocean.

Trzeba przyznać, że fabuła serialu jest oryginalna. No bo komu przyszłoby do głowy kręcić trzy sezonowy serial o skutkach katastrofy akceleratora cząsteczek? 🙂 Oczywiście wszystko może się zdarzyć i taki scenariusz nie jest wykluczony. „Statek” porusza kilka tematów, o których sami byśmy nawet nie pomyśleli. Ciekawa wizja post apokaliptycznego świata.

Występują: Blanca Suárez, Mario Casas, Irene Montalà, Neus Sanz, Juanjo Artero, Marina Salas, David Seijo, Javier Hernández

Może Wy mi polecicie jakieś inne ciekawe hiszpańskie seriale? 🙂

„Dziewczyny nad wyraz”

Trudno zliczyć ile powstało już seriali o młodych, pięknych przyjaciółkach, robiących zawrotną karierę. Jednak „Dziewczyny nad wyraz” (ang. „The Bold Type”) mają w sobie coś świeżego, coś co przyciąga przed ekran komputera. To połączenie „Seksu w wielkim mieście”, „Girls” i „Plotkary”, ale wbrew pozorom – nie jest to kolejna nudna i przewidywalna amerykańska produkcja. Chociaż „Dziewczyny nad wyraz” są piękne, ambitne i noszą ciuchy od najlepszych projektantów, to tak naprawdę produkcja porusza ważne tematy.

Serial skupia się na trzech dwudziestokilkuletnich przyjaciółkach pracujących w kobiecym magazynie „Scarlett”, stojących u progu wielkiej kariery. Jane Sloan (Katie Stevens) to ambitna początkująca dziennikarka, która nie boi się wyzwań. W pogoni za dobrą i prawdziwą historią jest w stanie wiele poświęcić. Kat Edison (Aisha Dee) to specjalistka od mediów społecznościowych. To pochodząca z bogatego domu dziewczyna, która stara się odkryć swoją seksualność romansując z Adiną – muzułmańską artystką o feministycznych zapędach. Z kolei Sutton Brady (Meghan Fahy) to wielozadaniowa asystentka, która kocha modę ponad wszystko i wiąże z nią swoją przyszłość. Pikanterii dodaje fakt, że potajemnie romansuje z Richardem (Sam Page), piekielnie przystojnym członkiem zarządu wydawnictwa Stadfort, co jest surowo zabronione w strukturach firmy… Ciekawą postacią jest redaktor naczelna magazynu „Scarlett”, Jacqline Carlye (Melora Hardin), która początkowo wydaje się być następczynią diabolicznej Mirandy Priestly z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, ale tak naprawdę jest szefem idealnym. Od swoich pracowników wymaga dużo, ale jeszcze więcej daje od siebie. Nieustannie inspiruje i motywuje, w subtelny, ale stanowczy sposób popycha do rozwoju nie tylko zawodowego, ale również osobistego. Co ciekawe, jej postać jest luźną inspiracją historii słynnej redaktor naczelnej magazynu „Cosmopolitan” Joanny Coles.

Początkowo może się wydawać, że serial nie wnosi nic nowego, bo podobne produkcje już były. „Dziewczyny nad wyraz” ma w sobie silny przekaz. Pokazuje, że girlpower, sisterhood i kobieca solidarność są możliwe. Jane, Sutton i Kat to kobiety może nie tyle wyzwolone, ale pewne siebie, otwarcie mówiące o swoich poglądach i potrzebach. Chociaż są piękne i noszą markowe ciuchy, a do pracy przychodzą popijając kawę na wynos, tak naprawdę dziewczyny nie są idealne. Każda z nich ma swoje problemy, z którymi muszą się uporać. Spędzają wspólnie czas w garderobie, bawiąc się w przebieranki, ale również rozmawiając w niej o obawie przed chorobą, bolesnej przeszłości związanej z rodzicem, a nawet jego śmiercią.

„Dziewczyny nad wyraz” porusza wiele aktualnie ważnych i trudnych tematów, jak rak piersi i profilaktyka tej choroby, odmienna orientacja seksualna idąca w parze z odmiennością kulturową, molestowanie seksualne czy siła internetu i mediów społecznościowych. Serial pokazuje, że fajnie jest być kobietą, która ma coś ważnego do powiedzenia, która nie potrzebuje faceta, by czuć się lepsza, piękniejsza i mądrzejsza. Potrzebuje partnera zarówno do rozmów, ale też do seksu. Partnera, który będzie ją wspierał, świętował jej sukcesy i chwalił się swoimi. Serial porusza wszystkie kwestie niezwykle aktualne i istotne, zwłaszcza dla dzisiejszych dwudziestoparoletnich kobiet.