Cat Flanders „Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów”

Znasz to uczucie, kiedy wchodzisz do sklepu po jedną konkretną rzecz, a wychodzisz z pełną torbą niepotrzebnych gadżetów? Masz skłonność do kolekcjonowania i chomikowania najróżniejszych bzdetów od długopisów zaczynając, przez próbki kosmetyków i książki, a na butach kończąc? Jeśli tak, to książka Cait Flanders to poradnik idealny dla Ciebie.

Historia Cait Flanders jest zaczyna się dramatycznie, ale na szczęście ma swój happy end. Autorka w doskonały sposób pokazuje, jak beznadziejnie pragnie bliskości i uznania drugiej osoby sprawia, że tak łatwo popadamy w obłęd. A przez to rodzi się masa kompleksów, które tylko nakręcają spiralę destrukcyjnych wydarzeń. W przypadku Cait były to zakupy, alkohol, złe towarzystwo, narkotyki. Brak samoakceptacji i niska samoocena doprowadziły ją do upadku. Obsesyjnie robiąc zakupy, imprezując na umór i zażywając dopalacz sądziła, że w ten sposób wynagrodzi sobie wszelkie życiowe niepowodzenia i porażki. Przez to, jako młoda dziewczyna popadła w niezłe tarapaty. Pewnego dnia postanowiła porzucić swoje destrukcyjne zwyczaje i pozbyć się zbędnych rzeczy, spłacić dług, wyjść z nałogów, a tym samym na zawsze odmienić swoje życie. Oczywiście nie przyszło jej to łatwo, miała po drodze wiele upadków i chwili zwątpienia, ale dzielnie wytrwała w swoim postanowieniu. Teraz udziela rad swoim czytelnikom i inspiruje ich, jak mają wybrnąć z błędnego koła konsumpcjonizmu i  czerpania przyjemności z życia bez zakupów.

„Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to nie jest zwykły poradnik. To przede wszystkim autobiografia, intymny pamiętnik autorki, która dzieli się z czytelnikiem osobistymi przeżyciami. Nie jest to jednak smętna opowiastka o ciężkim życiu i walce ze słabościami, wręcz przeciwnie. Cait w zabawny sposób rozprawia się ze swoją mroczną przeszłością i ostrzega czytelnika, że jedno uzależnienie prowadzi do drugiego, a jeden błąd potrafi nieźle się zapętlić. W 2014 roku rozpoczęła eksperyment „rok bez zakupów”, który ostatecznie stał się jej sposobem na życie.

Szczerze przyznam, że na początku sądziłam, że „Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to kolejny durny poradnik o oszczędzaniu, który nic nowego  do mojego życia nie wniesie. Naczytałam się wiele książek o oszczędzaniu i odpowiednim inwestowaniu swoich pieniędzy, ale żadna z nich nie dala mi takiego kopa. Właśnie dzięki temu, że autorka dzieli się swoimi intymnymi przemyśleniami, w pewien sposób jest mi bliższa i mogę się z nią w pewien sposób utożsamić.

„Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to niezwykle szczera, piękna i inspirująca opowieść o tym, że uwolnienie się od potrzeby kupowania pozwala nie tylko oszczędzać, ale przede wszystkim umożliwia czerpanie większej radości z życia.

Za książkę dziękuję:

Och-Teatr: „MaminSzymek”

Odkąd pamiętam, zawsze mam słabość do Szymona Majewskiego. Co tydzień z wypiekami na twarzy zasiadałam przed telewizorem i namiętnie oglądałam jego program „Szymon Majewski Show”. Już jako studentka, co jakiś czas jeździłam na nagrania tegoż programu. Miałam okazję poznać go osobiście i zamienić z nim kilka zdań. Muszę przyznać, że to jedna z niewielu osób w polskim show biznesie, która jest tak sympatyczna i serdeczna.

Szymon Majewski już kiedyś występował na deskach Och-Teatru ze swoim monologiem „One Mąż Show”, gdzie opowiadał o swojej żonie i pożyciu z nią. Teraz powraca z nowym tym razem opisuje swoje relacje z Jego ukochaną mamą.  Jest to rodzaj intymnego, ale też z ogromna dawka humoru i inteligencji pożegnania z rodzicielką. „MamiSzymek” porusza wiele ważnych spraw: relacja Matki z Synem, PRL w tle, wojsko, szkoła i punk rock.

Szymon opowiada wiele zabawnych anegdotek ze swojego życia. Zaczynając od problemów ze zdrowiem w dzieciństwie, przez okres buntu i czasów wojska, na dorosłym życiu kończąc. Widać w nim cały wachlarz emocji: czasem żałuje pewnych, czasem rozczula się nad czasami uroczej beztroski, a czasami narzeka na ingerencję rodzicielki w sprawy prywatne. Nie jest to jednak relacja maminsynka, jak sugeruje tytuł, wręcz przeciwnie. To zdrowa relacja między matką a synem, który mimo zbyt opiekuńczej rodzicielki, stara się zachować dystans i zdrowy rozsądek. Niektóre opowieści wydają się wręcz surrealistyczne, a historią swojego życia mógłby obdarzyć co najmniej kilka osób. Jednak wszystko wydarzyło się naprawdę.

W zabawny, czasami ironiczny, ale zawsze w inteligentny sposób, Szymon Majewski wprowadza widza w tajniki swojego prywatnego życia. Czasami w dosadny i bezpośredni sposób przytacza zabawne przypadki Szymona M. Co więcej, jest okazja, żeby zobaczyć osobiste fotografie z przeszłości, nie tylko sławnego komika, ale również jego ukochanej mamy. Jako wielbicielka Szymona Majewskiego nie mogłam przegapić okazji, by na żywo posłuchać kolejnych historii jego życia. Jeśli macie ochotę na sporą dawkę dobrego i inteligentnego humoru, koniecznie udajcie się do Och-Teatru na jego najnowszy, autorski monolog „MaminSzymek”.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję:

Paula Anna Gierak „Kenia. Hakuna Kurudi”

Kenia od zawsze widnieje wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń. Już jako mała dziewczynka marzyłam, że któregoś dnia będę przemierzać bezkresne pustynie, obserwować dzikie zwierzęta na safari i rozkoszować się afrykańskim słońcem. Nic się nie zmieniło, nadal mam to w planach, tyle że nieco odłożone w czasie 🙂

Paula Anna Gierak z wykształcenia jest biochemikiem. Od lat marzyła o wyprawie do Afryki. Napisała pracę magisterską na temat afrykańskich parków narodowych. Potem ciężko pracuje, odkłada każdy grosz, a w końcu kupuje bilet do Nairobi. Z ekscytacją, ale także lekką nutką niepewności, pakuje plecak i zupełnie sama przenosi się do Afryki, do innej rzeczywistości i (wydawać by się mogło) innego wymiaru czasowego.

Z zapartym tchem  obserwuje żyrafy i słonie, a w rezerwacie głaska gepardy. Targuje się z miejscowymi kierowcami taksówek, gotuje pierogi dla goszczących ja Kenijczyków, kąpie się w Oceanie Indyjskim oraz „podziwia” Jezioro Wiktorii, które w rzeczywistości jest inne niż się spodziewała – tubylcy myją tam swoje samochody. Wszechobecna bieda rzuca się w oczy, czasami trudno powstrzymać emocje. Jednak ta podróż to znacznie więcej niż samo zwiedzanie pięknego kraju. To poznawanie nowych ludzi, nowych zwyczajów, czas zabawy i refleksji, ale przede wszystkim to podróż w głąb siebie samej.

W trakcie swojej podróży po tym kraju miała wiele chwil zwątpienia. Białej kobiecie na afrykańskiej ziemi nie jest łatwo. Wielokrotnie płakała i wmawiała sobie, że kompletnie nie pasuje do tego miejsca. Zwątpienie, zmęczenie i nieustanne szarpanie się z rzeczywistością, która zupełnie inaczej sobie wyobrażała. Nie poddała się jednak i wytrwale realizowała swój plan. Jednak jej miesięczna wyprawa do Kenii całkowicie ja odmieniła, jej światopogląd i przewartościowała swoje życie. Ostatecznie zdecydowała się pozostać na kenijskiej ziemi, gdzie podjęła próbę osiedlenia się tam na stałe.

Jak widać na przykładzie autorki książki „Kenia. Hakuna Kurudi”, jedna podróż może odmienić całe życie. Z zapartym tchem przeczytałam opowieści z afrykańskiej ziemi, a przepiękne kolorowe zdjęcia przyspieszały bicie mojego serca. Kiedyś i ja tam zawitam i kto wie – może również napisze książkę o swojej wyprawie? 🙂

Za książkę dziękuję:

Karolina Bednarz „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”

Kultura japońska nigdy specjalnie nie zaliczała się do mojego kręgu zainteresowań. Nigdy też nie marzyłam, żeby polecieć do Japonii. Za to jestem wielką miłośniczką reportaży, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę Karoliny Bednarz. Tym bardziej, że jest to książką napisana przez kobietę o innych kobietach. Szczerze powiem, że jestem nią przerażona.

Japonia – kraj samurajów, gejsz i  supernowoczesnych technologii. To jeden z najbardziej rozwiniętych państw świata. Jednak tamtejsze kobiety nie mają łatwego życia. Wydawać by się mogło, że w życie w tym kraju jest lekkie, społeczność zmaga się z innymi problemami niż my, a maszyny ułatwiają każdą czynność. Nic bardziej mylnego. Na każdym kroku Japonki muszą zmagać się z dyskryminacją, podwójnymi standardami i nierównością płci.  Kobiety, które nie spełniają społecznych wymogów, nazywa się różnie: „przegranymi psami”, „kobietami kamieniami” czy „świątecznym ciastem”. Do niedawna ideałem było wychowanie „córek w pudełkach” – ukrytych przed zewnętrznym światem, przechodzących z domu rodziców do domu męża. Umierające z przemęczenia kobiety z przędzalni były „kwiatami narodu”, zaś kobiety w biurach nazywano „kwiatami biurowymi”, które przez długi okres czasu traktowane były jak dekorację, którą zmienia się wraz z nową porą roku. Od małego wpaja się dziewczynkom, bez względu na pochodzenie, że mają być grzeczne, łagodne, dyskretne, czyste, pracowite, a przede wszystkim posłuszne swojemu przyszłemu mężowi. Kobiety, które pragną mieć wpływ na rodzinne decyzje, które nie chcą dać się wtłoczyć w ramy, które potrafią odejść od męża, pokłócić się z szefem i tworzyć własne zasady w labiryncie społecznych konwenansów nazywa się „mięsożernymi”. Takich kobiet obawiają się nie tylko sami mężczyźni, ale także inne Japonki. Obawiają się ich siły i determinacji.

Japoński minister zdrowia, pracy i opieki społecznej sam głośno mówi, że kobiety od piętnastego do pięćdziesiątego roku życia nazwał „maszynami do rodzenia dzieci” i stwierdził, że powinny postarać się wyprodukować więcej dzieci na głowę. Molestowanie uznawano za „małą przemoc”, za „coś przykrego”, za „kłopot”. Dopiero w 1994 roku po raz pierwszy odważono się napisać, że molestowanie to przemoc. W szkołach nie prowadzi się edukacji seksualnej – dzieci uczone są podstaw biologii i na tym koniec.  Nico o chorobach wenerycznych, antykoncepcji czy seksualnej przemocy. Były premier stwierdził, że młodzież nawet jeśli nie będzie się o tym uczyć, to jak przyjdzie czas, będzie o tym naturalnie wiedzieć. W 2014 roku japoński rząd zabronił posiadania pornografii dziecięcej, ale dopiero w 2017 roku ratyfikował konwencję ONZ przeciwko międzynarodowej przestępczości zorganizowanej. Do tej pory Japonia znajdowała się w jednej lidze z takimi państwami jak Somalia, Iran czy Sudan Południowy. Istne El Dorado, nieprawdaż?

Japonia to tak naprawdę kraj pozorów i udawania. Każdy problem zamiatany jest pod dywan, żeby tylko się nie wydało i nie przyniosło wstydu, czy to konkretnej rodzinie, czy całemu społeczeństwu. Z pracy nie wolno wyjść wcześniej niż szef, bo to przecież nie wypada. Kobiety i młode dziewczynki w drodze do pracy czy szkoły są molestowane, ale nikt się tym za bardzo nie przejmuje. Trędowaci (mimo, że chorobę już dawno pokonali) izolowani są i zamykani w obozach, które nazywane są japońskim Auschwitz. Ofiary zatrucia rtęcią przez wielki koncern muszą milczeć i w samotności zmagać się z własnymi dolegliwościami. Jeśli zaczną ubiegać się o własne prawa czy zadośćuczynienie, zostaną społecznie wykluczone. Aha, no i pod żadnym pozorem nie wolno się przyznawać, że jest się ofiarą. Błędne koło, z którego ciężko się wyrwać.

Jak widać, nie jest to reportaż przeznaczony tylko do miłośników Kraju Kwitnącej Wiśni. Zanim sięgniecie po „Kwiaty w pudełku”, przygotujcie się na mocną i szokującą treść. Ja jestem przerażona. Japonia zawsze jawiła mi się, jako kraj dobrobytu, sprawiedliwości i równości. Może tak jest, ale tylko wtedy, kiedy urodzisz się mężczyzną. Kobiety mają ograniczone prawa, a presja społeczna sprawia, że nie mogą podążać własnym życiem, tylko ścieżka, którą wyznaczyli rodzice.  Kobiety  pozostają ofiarami dyskryminacji systemowej, seksualnej i ekonomicznej. Są twarzami Cool Japan, symbolem „tradycyjnej” Japonii, ale lepiej, żeby na co dzień pozostawały w cieniu. Są jak kwiaty wyrwane z korzeniami, zamykane w pudełkach, wystawione na pokaz tylko po to, żeby wylądować chwilę później w koszu. Zapomniane błyskotki, chwilowe miłostki. Cholernie to smutne, że w kraju „pierwszego świata” takie rzeczy są na porządku dziennym i póki co, nie widać zmian na horyzoncie.

Za książkę dziękuję:

„Maria, królowa Szkotów”

Kostiumowo-historyczna hollywoodzka produkcja. O rywalizacji Marii, królowej Szkocji, i Elżbiety, królowej Anglii, czyli o dwóch silnych kobietach u władzy, próbujących udowodnić swoją wartość w świecie zdominowanym przez mężczyzn, pełnym intryg i wojen.

Wielka Brytania, druga połowa XVI wieku. Na tronie Anglii władzę sprawuje Elżbieta (w tej roli Margot Robbie), do Szkocji zaś powraca owdowiała 18-letnia Maria Stuart (Saoirse Ronan), która chce objąć władzę w imię dziedzictwa. I tutaj pojawia się problem, ponieważ Maria jest zagorzałą katoliczką, zaś kraj pod jej nieobecność stał się protestancki. Pojawiają się kłamstwa, akty zdrady i wbijanie noża w plecy (zarówno dosłownie, jak i w przenośni). Nie można ufać nikomu, nawet własnemu bratu. Chociaż początkowo Maria wykazuje lekceważący, a nawet nieco pogardliwy stosunek do Elżbiety, w pewnym momencie zwraca się o pomoc do swojej kuzynki władającej angielskim tronem. Pomimo, że sobą otwarcie ze sobą rywalizują, to mają jednak do siebie wzajemny szacunek i nić porozumienia. Obie są u władzy, mają siłę, ale w głębi czują się opuszczone i niezrozumiałe w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Miały ze sobą dużo wspólnego, ale były jak dwa przeciwieństwa. Podczas, gdy jedna plotkuje z damami dworu o miłosnych doznaniach, druga w obawie przed spiskowcami i skrytobójcami czyhających na chwilę jej słabości, odmawia kochankowi zbliżenia. Maria jest szczera, delikatna, inteligentna i wyrozumiała. Z drugiej strony mamy zgorzkniałą i niestabilną psychicznie Elżbietę – rozdartą między obowiązkami a miłością, między pragnieniem pozostania niezależną a chęcią bycia matką. Kiedy szkocki reformator John Knox buntuje lud przeciwko katoliczce Marii, otwarcie nazywając ją dziwką, protestantka Elżbieta buduje wizerunek królowej dziewicy. Zderzenia charakterów dwóch władczyń, które w męskim świecie starają się pokazać siłę i udowodnić własną wartość.

Obie aktorki świetnie się spisały. Historia skupia się na postaci Marii Stuart, co daje ogromne pole do popisu Soairse Ronan, traci na tym rola Elżbiety, grana przez fenomenalną Margot Robbie. Pod toną charakteryzacji, która mocno oszpeca urodę australijskiej aktorki, Margot jest nie do poznania. Ogromnym plusem są także kostiumy, dopracowane w każdym calu. No i oczywiście scenografia, zwłaszcza urzekające i malownicze szkockie plenery oraz majestatyczne zamki.

Może „Maria, królowa Szkotów” nie jest jakimś wybitnym dziełem, mimo wszystko warto poświęcić dwie godziny i obejrzeć tę produkcję. Chociażby dla samych widoków i gry aktorskiej na wysokim poziomie. Zapewne miłośnicy tego gatunku z cała pewnością będą usatysfakcjonowani produkcją w reżyserii Josie Rourke.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

„Wdowa”

Demokratyczna Republika Konga – co wiemy o tym państwie? Chyba tylko tyle, że znajduje się gdzieś w Afryce. Akcja najnowszej produkcji „Wdowa” z Kate Beckinsale w roli głównej rozgrywa się właśnie w tym kraju.

Georgia Wells nie może poradzić sobie ze stratą męża, który ginie w katastrofie lotniczej gdzieś nad kongijską dżunglą. Trzy lata później wdowa otrzymuje tajemniczą wiadomość, która skłania ją do odkrycia prawdy o śmierci męża. Wyrusza do Kinszasy, stolicy Demokratycznej Republiki Konga, by tam zbadać sprawę nie do końca wyjaśnionej katastrofy samolotu. Na miejscu odkrywa, ze prawda jest zupełnie inna niż ta, oficjalnie podana przez kongijski rząd. Gdy zaczyna zgłębiać się w sprawę, bliskie osoby z jej otoczenia zaczynają ginąć, a ona sam otrzymuje liczne pogróżki. Krok po kroku odkrywa prawdę związana nie tylko z katastrofą, ale także o swoim małżeństwie.  Co tak naprawdę zdarzyło się w dniu katastrofy?

„Wdowa” to nie tylko opowieść sensacyjna, ale także krótki przekrój przez realia współczesnego Kongo. Kraj ten tak naprawdę pozostaje anonimowy, należy do jednych z najbiedniejszych państw świata, gdzie przemoc i bieda jest na porządku dziennym. Poznajemy też historię młodziutkiej Adidji, która została zwerbowana do armii, gdzie zasiliła szeregi dziecięcych żołnierzy. Mnóstwo tego typu przerażających obrazów przewija się przez 8 odcinków serialu.

Nigdy specjalnie nie byłam fanką Kate Beckinsale. Pamiętam jej rolę w „Pearl Harbor”, jednego z moich ulubionych filmów. Jako nastoletnia dziewczynka byłam nią totalnie oczarowana: grała taką delikatną, kruchą a jednocześnie odważną dziewczynę. W nowej produkcji pokazała zupełnie inne oblicze: twardej, rozgoryczonej, zdeterminowanej i przede wszystkim wściekłej kobiety. Odniosłam wrażenie, że rola była stworzona specjalnie dla niej, bo zagrała tam fenomenalnie. Chociaż czasami przeszkadzał mi jej zbyt brytyjski akcent.

Sam tytuł może zniechęcać wymagającego widza. Na szczęście nie jest to typowa ckliwa historia zrozpaczonej wdowy, tylko prawdziwy film akcji, przez cały czas trzymający w napięciu. Mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji sprawia, że nie da się nudzić ani przez minutę oglądania serialu. Oby powstało więcej tego typu produkcji.

Monika Radzikowska „Bajkał. Tam i z powrotem”

Podróż na Syberię wydaje się szalonym planem. Tym bardziej, jeśli decydujemy się na autostopową podróż na drugi kraniec świata. Monika Radzikowska wraz z grupą przyjaciół postanowili wyruszyć w pięciomiesięczną podróż nad Jezioro Bajkał.

Grupa archeologów przejechała autostopem blisko dwadzieścia tysięcy kilometrów, zostawiając za sobą obowiązki i monotonną codzienność, decyduje się na podróż życia. Przez Petersburg, Irkuck, aż po Ułan-Ude. Autostopem i Koleją Transsyberyjską, własnymi siłami i z uśmiechem życzliwych ludzi, którzy wyciągnęli w ich stronę bezinteresowną, pomocną dłoń. Nocowali na cmentarzu, pod mostem, w piwnicy, w teatrze czy jadłodajni dla bezdomnych. Na swojej drodze spotkali wielu ludzi; mieli szczęście, bo wszyscy oni byli dobrzy i pomocni. Przez cały czas autorka udowadnia, że ludzie są dobrzy i trzeba w nich odnajdywać tylko dobro.

Podróż na Syberię to marzenie niejednego człowieka. Jednak niewielu śmiałków decyduje się na tak ekstremalną podróż. Tym bardziej autostopem, gdzie nie można niczego zaplanować i nie ma się praktycznie nad niczym kontroli. Nie zawsze było łatwo, czasami musieli się rozdzielić, by dotrzeć do swojego celu. Uczestnicy tej wyprawy wykazali się ogromną odwagą i szczerze ich podziwiam, bo ja chyba mnie zdecydowałabym się na taką wyprawę. Ale kto wie, może za kilka lat i ja tam dotrę.

Szczerze przyznam, że książka Moniki Radzikowskiej trochę mnie rozczarowała. Spodziewałam się opisu niesamowitej przygody życia, tymczasem wyszła nieudana próba spisania każdego dnia ich pięciomiesięcznej podróży. Chociaż codziennie przemieszczali się w inne miejsce, to miałam wrażenie, że tak naprawdę podróż ich marzeń była zwyczajnie nudna. Zamiast skupić się na okolicznościach przyrody, kulturze i historii odwiedzanych miejsc, autorka poświęciła uwagę nic nieznaczącym opisom. Mechanicznie spisała każdy dzień swojej podróży, który wyglądał mniej więcej tak samo jak poprzedni. W moim odczuciu tak to wyglądało: „wstaliśmy, zjedliśmy, złapaliśmy stopa, przejechaliśmy ileś kilometrów, szukaliśmy miejsce na nocleg, rozbiliśmy namiot, zjedliśmy i poszliśmy spać”. I tak przez cały czas. W rezultacie wyszedł chaotyczny pamiętnik z przeciętnymi dialogami. Miałam nadzieję na opisy niezapomnianych przygód godnych Indiany Jonesa oraz zapierających krajobrazów dzikiej i nieznanej Syberii. Szkoda, bo ich podróż miała duży potencjał, a tak naprawdę niewiele dowiedziałam się o samej Syberii i Bajkale.

„Bajkał. Tam i z powrotem” nie jest reportażem czy przewodnikiem literackim. Książka została pięknie wydana, a w środku znajdziemy wiele pięknych i kolorowych fotografii. Gratuluję uczestnikom wyprawy ogromnej odwagi, by wyruszyć autostopem w tak odległy i ciągle nieodkryty rejon. Czuję jednak lekki niedosyt, bo liczyłam na wiele więcej. Monika Radzikowska niestety nie przekonała mnie, by spakować plecak i wyruszyć ich śladami. Szkoda.

Za książkę dziękuję:

Christina Dalcher „Vox”

Wyobraź sobie świat, w którym kobieta nie ma prawa głosu. Nie chodzi tylko o prawa wyborcze, ale o dzienny limit wypowiadanych słów: wolno ci wypowiedzieć tylko 100 słów każdego dnia. Tylko dlatego, że jesteś kobietą. Jean, bohaterka najnowszej powieści Christiny Dalcher, żyje w tym przerażającym świecie.

Człowiek wypowiada dziennie średnio 16 tysięcy słów. Wyobraź sobie, ze żyjesz w świecie, w którym możesz wypowiedzieć ich tylko 100. Na ręku masz zaciśniętą bransoletkę, która liczy każde słowo. Przekroczenie limitu uaktywnia silny ładunek elektryczny wymierzony w dłoń. Licznik resetuje się o północy. Słowo pisane także ograniczono do minimum. Nie masz dostępu do komputera, telefonu i książek. Nie mówisz i nie możesz pisać, nawet język migowy jest zabroniony. Nie masz prawa podejmować żadnej aktywności zawodowej, a twoje córki uczą się w szkole, jak zostać przykładną gospodynią domową. Inne umiejętności są bowiem zbędne. Co więcej, związki homoseksualne kobiet to największe zło karane zesłaniem do obozu pracy. Jak odnaleźć się w takim świecie?

Zanim Jean McClellan straciła prawo głosu była cenioną i wybitną neurolingwistką. Większość swojego życia poświęciła badaniom naukowym, zaś protesty i politykę zostawiała innym, w tym swojej przyjaciółce – homoseksualnej  i zagorzałej feministce. Teraz gorzko tego żałuje, bo musi żyć w milczeniu i ważyć każdy wyraz ze swojego dziennego limitu. W momencie, gdy przekroczy ten limit, metalowa obręcz na jej nadgarstku wytworzy bolesny ładunek elektryczny. Jeśli dalej będzie mówiła, ból z czasem stanie się nie do wytrzymania. Kobieta, która do tej pory bardzo aktywna zawodowo staje się zwykłą kurą domową. Każdego dnia narasta w niej wewnętrzny bunt, którego nie może wykrzyczeć. Nie wspominając już o sprawnej komunikacji z mężem i synami, którzy mogą rozmawiać bez obaw i z kilkuletnią córką, która nie rozumie, dlaczego nie może się odezwać na głos, bo ona również nosi licznik. Nowy rząd pod naciskiem grupy fundamentalistów wprowadzili odwołujący się do Biblii tradycyjny podział ról, który sankcjonuje całkowitą uległość kobiet. Gdy brat prezydenta ulega wypadkowi, dr Jean ma za zadanie kontynuację badań nad cennym lekiem, nad którym pracowała zanim sprowadzono ja do roli kury domowej. Na ten czas ma odzyskać swobodę wypowiedzi. Jak się okazuje, jej wynalazek ma służyć nie do wyleczenia choroby, tylko do wywołania czegoś przerażającego.

Debiutancką powieść Christiny Dalcher czyta się jednym tchem, nie da się jej odstawić. Jedyne, co mnie w niej zaskoczyło, to zakończenie. I to w negatywnym znaczeniu tego słowa. Szczerze przyznam, że w końcówce powieści, która stanowi apogeum całej akcji i akcja dzieje się w zawrotnym tempie, łatwo można się pogubić. W moim przekonaniu zakończenie fabuły, która przez cały czas trzyma w napięciu, zupełnie nie pasuje do całości.

Christina Dalcher w swojej powieści „Vox” wykreowała przerażającą wizję świata – istnego piekła dla kobiet, która wbrew pozorom nie jest tak niemożliwa. To inteligentna i prowokująca powieść. Jest to bardzo ważny głos  w świetle ogólnoświatowych dyskusji o prawach kobiet. „Vox” pokazuje, jak mógłby wyglądać świat, w którym dominuje skrajna dyskryminacja. Poza tym powieść daje dużo do myślenia.  Wydaje się, że taka wizja codzienności jest niemożliwa, a wręcz absurdalna, ale przecież historia już niejednokrotnie udowodniła, że czasem wystarczy jedynie kilka złych decyzji czy kilka złych osób, by zabić w nas wszystko to, co wrażliwe i ludzkie. Musimy mieć na uwadze co dzieje się w naszym społeczeństwie i reagować w odpowiednim momencie zanim będzie za późno.

Za książkę dziękuję:

Wojciech Górecki „Buran. Kirgiz wraca na koń”

Azja Centralna i Kaukaz to niedocenione rejony naszej planety. Ta mało dostępna i tajemnicza część świata skrywa wiele perełek architektonicznych, kulinarnych i kulturowych, turystów tam jak na lekarstwo, nawet porządny przewodnik o Kaukazie i Azji Centralnej nie został jeszcze napisany.

Na szczęście co chwilą pojawia się wiele genialnych reportaży o tym rejonie. Zaczynając od Ryszarda Kapuścińskiego a na Wojciechu Góreckim kończąc. Aktualnie jest on największym miłośnikiem i znawcą  postsowieckiej rzeczywistości spośród polskich reportażystów. W swojej najnowszej książce – autor trylogii kaukaskiej („Planeta Kaukaz”, „Toast za przodków”, „Abchazja”) – zabiera czytelnika w podróż, podążając śladami mistrza Kapuścińskiego. „Buran. Kirgiz wraca na koń” został napisany w 50-tą rocznicę wydania zbioru opowieści „Kirgiz schodzi z konia”.

Wraz z rozpadem Związku Radzieckiego, każda z republik poszła w swoją stronę i znalazła na siebie inny pomysł. Można przypuszczać, że kraje te są do siebie podobne, ale prawda jest taka, że różni je niemal wszystko: od stosunku do Rosji i systemu politycznego, po dominującą religię i poziom rozwoju gospodarczego. Za czasów Kapuścińskiego wszystkie te państwa należały do tzw. trzeciego świata. Na początku XXI wieku sytuacja bardzo się odmienia. Bogate stolice (Baku, Aszchabad i Astana) znacznie kontrastują z obszarami wiejskimi, a azjatyckie narody skryły się w historii, tradycji, rodzinie i religii. Turkmenistan odciął się od świata zewnętrznego i prowadzi politykę neutralności. Najbiedniejszy Tadżykistan całkowicie uzależnił się od Rosji. Kirgistan (zwany czarnym łabędziem regionu) jest w tej grupie jedyną demokracją, chociaż nadal szuka swojej tożsamości. Uzbekistan jako policyjne państwo jest cały czas reformowane po śmierci prezydenta Karimowa. Z kolei Kazachstan jest największy, najbogatszy i uniknął konfliktów wewnętrznych, z którymi borykają się jego sąsiedzi.

Wojciech Górecki opowiada o każdym kraju w inny sposób. Napisał on książkę o polityce, historii, kulturze i życiu codziennym mieszkańców Kaukazu i Azji Centralnej. Opisał najważniejsze sprawy, z którymi borykają się mieszkańcy tego regionu. Ogromna wiedza na temat poszczególnych krajów oraz unikalny styl autora sprawiają, że w przejrzysty sposób ukazuje jak wygląda życie w postsowieckich republikach oraz przedstawia najważniejsze problemy trapiące azjatyckie państwa. Jedynie brakowało mi zdjęć, które w pewien sposób zaspokoiłyby moją ciekawość dotyczącą niektórych wspomnianych miejsc w książce. Stanowiłyby idealne uzupełnienie barwnych i fascynujących opisów autora.

Od niedawna Kaukaz i Azja Centralna zaczęła mnie bardzo fascynować. Odwiedziłam kilka państw tych rejonów i przyznam szczerze, że jestem całkowicie zaskoczona, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kraje, takie jak Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Kazachstan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan czy Turkmenistan są bardzo niedoceniane. Panuje powszechne przekonanie, że to dzikie i nieokiełznane rejony, gdzie niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, a czort nie śpi i czyha na każdym kroku. Byłam w trzech wymienionych krajach (także solo), żyję i mam się bardzo dobrze, a  niebawem wybieram się do kolejnego kraju  Azji Centralnej. Moja fascynacja trwa w najlepsze, dlatego też czytam niemal wszystko na temat tych rejonów, co wpadnie mi w ręce. Aktualnie nikt tak jak Wojciech Górecki nie zna i nie jest w stanie napisać w tak przystępny sposób o Kaukazie Południowym i Azji Centralnej. „Buran. Kirgiz wraca na koń” można potraktować jako kompendium podstawowej wiedzy na temat tych krajów.

Za książkę dziękuję:

Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk „Daj się pokochać dziewczyno”

Każda z nas ma własne wyobrażenie o szczęściu. Niezależnie czy odnajdziemy je u boku wymarzonego mężczyzny czy postanowimy realizować swoje życiowe pasje w pojedynkę. Katarzyna Miller w rozmowie z Joanną Olekszyk odpowiada na pytania, które wiele z nas zadaje sobie każdego dnia.

Katarzyna Miller to psycholożka, psychoterapeutka i filozofka z kilkudziesięcioletnią praktyką terapeutyczną. Autorka i współautorka wielu bestsellerowych poradników, miedzy innymi „ Życie jest fajne”, „Instrukcja obsługi kobiety”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Chcę być kochana tak jak chcę”. Z kolei Joanna Olekszyk jest absolwentką polonistyki i dziennikarstwa UW oraz redaktorką naczelną miesięcznika „Sens”.

Autorki w swoich rozmowach przypominają na czym polega zdrowy egoizm oraz różnice pomiędzy egotyzmem i egocentryzmem, z którymi bardzo często jest mylony. Wspominają, jakie różnice w związkach i relacjach z partnerami miały kiedyś ich babki oraz… rozprawiają nad bohaterkami powieści Jane Austen, które wbrew pozorom mają ogromne znaczenie. Według nich zdrowy rozsądek i rady dla poszukujących miłości kobiet w książkach Austen są zaskakująco bardziej aktualne niż przed laty. Miller i Olekszyk podkreślają przede wszystkim, by całkowicie zaakceptować i pokochać najpierw siebie, by potem dać miłość innej osobie oraz przyjąć od niej ich uczucie. To jest właśnie podstawa budowania trwałej, szczerej i zdrowej relacji z drugim człowiekiem.

„Daj się pokochać dziewczyno” to mądre i zabawne rozmowy Katarzyny Miller z dziennikarką Joanną Olekszyk. W środku znajdziemy odpowiedzi na wiele nurtujących pytań, takich jak np. jak odnaleźć prawdziwe uczucie, jak wskrzesić ogień w związku czy jak pozbierać  się po zdradzie i na nowo uwierzyć w miłość. Z drugiej jednak strony Katarzyna Miller nie podaje prostych odpowiedzi oraz nie składa pustych obietnic, a wręcz skłania do myślenia i refleksji. Przekonuje, że prawdziwa miłość nie ma nic wspólnego z cierpieniem, podporządkowaniem drugiej osobie oraz nie znosi poświęceń. Jest za to prawdziwym zachwytem nad światem, nad sobą i innymi ludźmi.

Katarzyna Miller w rozmowie z Joanną Olekszyk bez owijania w bawełnę, z brutalną szczerością rozprawia nad relacjami damsko-męskimi. Jest przy tym niezwykle bezpośrednia i nie boi się przekląć, kiedy zajdzie taka potrzeba. Katarzyna Miller to kobieta, która niejedno w życiu widziała, niejedno słyszała i niejednego doświadczyła. To mądra psychoterapeutka, która podpowiada współczesnym kobietom, jak radzić sobie w związku z drugim człowiekiem oraz przede wszystkim jak pokochać samą siebie i żyć w zgodzie z własnymi zasadami.

„Daj się pokochać dziewczyno”