Eugenia Herzyk „Dorosłe Dziewczynki z Rodzin Dysfunkcyjnych”

Idealne dzieciństwo nie istnieje. Każdy z nas wkracza w dorosłość z pewnymi skazami i deficytami. Tyle tylko, że jedni mniej, a inni bardziej zostali skrzywdzeni przez swoją rodzinę. Eugenia Herzyk w stara się wyjaśnić mechanizmy i skutki zachowań czy sposób myślenia, który jest charakterystyczny dla kobiet pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych.

Rodziny się nie wybiera. Na to, że wychowaliśmy się w rodzinie mniej lub bardziej dysfunkcyjnej, nie mieliśmy żadnego wpływu. Jednak przeżycia z dzieciństwa będą na nas oddziaływać przez resztę naszych dni. Przez to spirala błędnego koła się zaplata. Wychowani przez toksycznych rodziców, sami po pewnym czasie stajemy się toksyczni dla swoich dzieci. W międzyczasie sami kreujemy pokręcone i toksyczne relacje, nie potrafimy radzić sobie z emocjami albo po prostu uciekamy w różne uzależnienia. Eugenia Herzyk w swojej książce „Dorosłe Dziewczynki z Rodzin Dysfunkcyjnych” stara się wyjaśnić mechanizmy, które zaszły w naszej głowie w trakcie smutnego, a często też wręcz traumatycznego dzieciństwa.

Ruch DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików jest powszechnie znany i takim osobom udzielana jest pomoc i wsparcie. Jednak osobom z syndromem DDD (Dorosłe Dziecko z rodziny Dysfunkcyjnej) nie za bardzo udzielana jest pomoc, a przecież one również doświadczyły traumy w dzieciństwie. Przemoc fizyczna lub psychiczna, nadużycia seksualne, brak wystarczającej opieki lub nadopiekuńczość, niestawianie dziecku żadnych granic albo poddawanie go surowej dyscyplinie, choroba lub śmierć w rodzinie, rozwód rodziców – to tylko niektóre z czynników wpływających na rozwój syndromu DDD.

Autorka przedstawia dwa skrajne przykłady kobiet z syndromem DDD: kobiety uległej i kobiety dominującej. Oba typy charakteryzują się rozbieżnymi cechami osobowości, maja zupełnie inne cele w życiu i inne wartości. Oba typy nie potrafią odnaleźć się w dorosłym życiu i zapanować nad swoimi emocjami i traumami. Chociaż oba typy osobowości są zupełnie różne, to w pewnych sytuacjach się przenikają. Można przypisać cechy jednej kobiety do drugiej.

„Dorosłe Dziewczynki z Rodzin Dysfunkcyjnych” nie jest jednak poradnikiem, w jaki sposób mamy sobie radzić z naszymi emocjami i lękami. Te problemy należy przepracować z psychoterapeutą w trakcie psychoterapii. Książka Eugenii Herzyk jedynie nakreśla nam problem i pozwala uświadomić sobie, jaki wpływ na nasze aktualne życie ma dzieciństwo. Autorka chce zachęcić kobiety do wzięcia odpowiedzialności za własne życie, żeby zainwestowały w rozwój osobisty, żeby stopniowo pozbywać się bagażu, który nosimy od najmłodszych lat. To raczej zbiór drogowskazów i tłumacz zachowań. Uważam, że każda z nas powinna sięgnąć po książkę Eugenii Herzyk, nawet jeśli uważa, że miała szczęśliwe i udane dzieciństwo. Jestem pewna, że znajdzie u siebie pewne ułomności.

„Dorosłe Dziewczynki z Rodzin Dysfunkcyjnych”

„Euforia”

Bycie nastolatkiem nigdy jest łatwe. Burza hormonów wariująca w naszym ciele czasami jest wręcz nie do zniesienia. Każdy musi przetrwać ten okres, ale czasem jest bardzo ciężko. Dlatego też niektórzy uciekają w alkohol, seks czy narkotyki. W nowym serialu „Euforia” produkcji HBO współczesna amerykańska młodzież „umila” sobie  czas właśnie w taki sposób.

Imprezy zakrapiane alkoholem, czasami z dodatkiem „czegoś mocniejszego”, seks bez zobowiązań,fetysze i dewiacje seksualne – tak wygląda codzienność w amerykańskim miasteczku. Na 17-letnią Rue Bennet (Zendaya) nie robi to żadnego wrażenia, ponieważ dla niej każdy dzień wygląda tak samo: odczuwa ekstazę i radość w trakcie kolejnego narkotykowego odlotu. Gdy Gia, młodsza siostra znajduje uzależnioną od narkotyków Rue w momencie przedawkowania prochów, trafia na odwyk. Jednak po wyjściu nastolatka nie ma zamiaru zmiany stylu życia – próbuje coraz to nowych wynalazków, które pozwalają oderwać się jej od gównianej rzeczywistości. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy Rue poznaje Jules (Hunter Schafer) – transseksualną i nieco tajemniczą dziewczynę, która dopiero co przybyła do miasteczka. Obie dziewczyna zaczyna łączyć przyjaźń, która niebawem przeradza się w coś więcej. Dzięki niej Rue zaczyna powoli wychodzić na prostą, ale z drugiej strony – uzależnia się od Jules. Czy uda jej się w końcu odstawić wszystkie używki?

W każdym odcinku poznajemy historię konkretnego bohatera. Znajdziemy wyjaśnienie, co jest przyczyną tego, że jest taki a nie inny. Masa kompleksów, dziwnych dewiacji czy upodobań seksualnych nie bierze się znikąd. U Rue iskrą zapalną była najpierw choroba, a potem śmierć ojca. Jej znajomi z klasy również mają swoje problemy: wysportowany Nate Jacobs, którego wybuchy gniewu maskują niepewność i lęk; Maddy Perez – wyuzdana i wulgarna dziewczyna, z którą Nate cały czas się schodzi  i rozchodzi;  Chris McKay – gwiazda futbolu, która ma problemy z zaaklimatyzowaniem się w szkole; Cassie Howard, którą prześladuje jej erotyczna przeszłość; Lexi Howard – młodsza siostra Cassie i twardo stąpająca po ziemi wieloletnia przyjaciółka Rue oraz Kat Hernandez – nieco zakompleksiona nastolatka (z powodu swojej figury), która odkrywa swoją seksualność. Każdy z nich jest w jakimś stopniu porąbany. A wszystko to spowodowane jest traumatycznym dzieciństwem.

W serialu znajdziemy cała gamę osób ze społeczności LGBT. Są lesbijki, geje (albo kryptogeje), biseksualiści i transseksualiści – wszyscy ci, którzy aktualnie są dyskryminowani (przynajmniej w Polsce). Trochę to przerażające patrząc, jak funkcjonuje dzisiejsza młodzież (a przynajmniej w amerykańskich produkcjach). Prawda jest taka, że większość problemów bierze się z dzieciństwa, które potem maja wpływ na nasze późniejsze życie. Ale jak można wyrosnąć na zdrowego psychicznie człowieka, skoro rodzice maja skłonności patologiczne? Muszę przyznać, że „Euforia” jest mocnym serialem. Nie ma owijania w bawełnę, wszechobecna nagość i brutalne sceny seksu czasami wręcz gorszą. Zdecydowanie nie jest to serial dla osób wrażliwych.

„Kafarnaum”

Produkcja Nadine Lebali to kandydat do Oscara w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny. „Kefanarum” to prawdziwy rollercoaster emocji, który łamie serce na pół i na długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

12-letniego Zaina poznajemy na sali sądowej. Jak się okazuje, dopuściła się on brutalnego czynu, za który grozi mu kilkunastoletnia odsiadka w więzieniu. Jednak nie to szokuje najbardziej. Wraz z nim są jego rodzice, którzy zostają przez niego osądzeni za to, że wydali go na świat… Wydaje się pokręcone? Nie, gdy dokładnie przyjrzymy się historii małego Zaina.

Chłopak wychowuje się w bejruckich slumsach, w świecie pełnym przemocy, ubóstwa i patologii. Dodatkowo brak miłości ze strony rodziców oraz biedy, która była przyczyną tego, że według prawa po prostu nie istnieje – nie posiada żadnych dokumentów zaświadczających o tym. Ojciec i matka wegetują z gromadą braci i sióstr Zejna w zaniedbanej ruderze, dodatkowo płodząc kolejne dzieci. Te z kolei wychowują się same, głównie na ulicy. Punktem kulminacyjnym jest sytuacja, w której rodzice Zaina decydują się wydać za mąż jego ukochaną siostrę za dużo starszego właściciela sklepu. Postanawia uciec z domu i rozpoczyna samotną tułaczkę po mieście. Na swojej drodze spotyka etiopską imigrantkę Rahil, która w tajemnicy przed światem wychowuje małego synka, Jonasa. Mamy więc do czynienia z kontrastem – Rahil, pomimo trudności i przeciwności losu, darzy swoje dziecko największą i najprawdziwszą matczyną miłością, czyli uczuciem, którego nigdy nie doświadczył Zain.

Pomimo dramatycznych warunków, w jakich przyszło żyć Zainowi, chłopiec nie jest pozbawiony wyższych uczuć. Nad życie kocha i troszczy się o swoją siostrę, a gdy na swojej drodze poznaje Rahil i jej synka, bezinteresownie opiekuje się małym Jonasem, dbając o niego i nie pozwalając, by stała mu się jakakolwiek krzywda.

Odtwórca głównej roli nosi takie samo imię jak grany przez niego bohater – Zain Al Rafeea. Autentyczność przedstawionej historii wynika z tego, że jest ona częściowo oparta na prawdziwych wydarzeniach z życia Zaina Al Fareea. W 2012 roku rodzina chłopca przeniosła się do Libanu. Marzenie o lepszym życiu w Szwecji czy chęć rozpoczęcia nauki w szkole to wątki wręcz autobiograficzne, które sprawiają, że przez większość filmu gra on właściwie samego siebie. Z kolei jego filmowa siostra – Cedra Izam – została wybrana do tej roli przez Leban prosto z ulic Bejrutu.

To historia małego Zaina, który stara się przetrwać w brutalnym świecie bejruckich slumsów. To świat pełen ubóstwa, patologii i przemocy, w którym nie ma miejsca na dziecięcą radość. Każdy dzień to walka o przetrwanie. Historia Zaina rozrywa serce na pół. Nadine Lebaki ukazała świat oczami małego chłopca, by poruszyć problem ubóstwa i patologii, w którym dorastają dzieci trzeciego świata. „Kafarnaum” to historia, obok której nie można przejść obojętnie, wyciska z widza emocje i całkowicie angażuje. Można powiedzieć, że to taki rollercoaster emocjonalny, który ma ogromną siłę rażenia. Z całą pewnością Zain i jego opowieść na długo z nami pozostanie.

„Kafarnaum”

Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”

Gruzja jest bliska mojemu sercu. Przywiozłam z niej wiele pięknych wspomnień, a na samą myśl robi mi się miło na duszy. Chętnie bym tam powróciła. Jako świadomy człowiek zdaję sobie jednak sprawę, że kultura gruzińska jest odmienna od naszej i ciężko nam jest zrozumieć pewne sytuacje czy zachowania. Oczywiście w trakcie mojego krótkiego pobytu mieszkańcy pokazali się z jak najlepszej strony, to oczywiste. Jednak Stasia Bogusz zdołała dostrzec to, co tak skrzętnie Gruzini skrywają za fasadą. Efektem jej obserwacji jest książka „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”.

Tytułowa pokazucha oznacza życie prowadzone na pokaz, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dla Gruzinów ważne jest, żeby pokazać się z jak najlepszej strony, nie ważne za jaką cenę. Budują szklane, nowoczesne domy, ale spod spodu widać grzyba, bo nie ocieplają ścian a zimą nie włączają kaloryfera, bo ich na to nie stać. Biorą kredyty na zakup nowego samochodu, ale nie mają za co go spłacać, bo pracy brak. Kiedy trzeba zorganizować ślub albo pogrzeb, cała rodzina jest zaangażowana finansowo, bo tak już po prostu jest. Gruzja to kraj patriarchalny, w którym mężczyźni stoją na pierwszym miejscu. Kobieta dla nich nadaje się tylko do rodzenia dzieci i usługiwaniu swoim mężczyznom. Jest wiele tradycji, które nam ciężko jest zrozumieć. Co ciekawe, wielu moich znajomych nadal ma przekonanie (jeszcze nie tak dawno sama takie miałam 🙂 ), że Gruzja to kraj dziki, niecywilizowany, brudny i biedny. Jest w tym sporo prawdy, ale czy tak bardzo różnimy się od Gruzinów?

Stasia Bogusz pisze, że Gruzja to kraj bardzo religijny (religią dominującą jest prawosławie), a słowo biskupa jest najświętsze, niezależnie czy jest ono prawdziwe czy nie. Gruzińskie społeczeństwo uważa, że kobieta to niższy gatunek człowieka i nie traktuje się jej poważnie. Przemoc domowa jest tam na porządku dziennym, a kobiety są zastraszane i boją się o tym rozmawiać. edukacja seksualna praktycznie nie istnieje, za to aborcja jest tam legalna. Osoby z niepełnosprawnościami są napiętnowane i powinny siedzieć zamknięte w domu, użalając się nad swoim marnym losem. Istnieje przekonanie, że ich dysfunkcje są karą bożą za grzechy. Mniejszości seksualne są dyskryminowane, a wręcz nawet prześladowane, pomimo zapisu w konstytucji o równości każdego człowieka. Nacjonalizm i wrogość szerzy się w zaskakującym tempie. Brzmi znajomo?

W książce Stasi Bogusz poznajemy zupełnie inne oblicze Gruzji. Nie ma tutaj mowy o ich powszechnie znanej gościnności, zapierających dech widokach czy suto zakrapianych biesiadach. Jest za to dyskryminacja, nietolerancja, obłuda i tytułowa pokazucha. Przeczytałam wiele książek o tym kraju, ale ta jest pierwszą, która przełamuje tabu na temat gruzińskiego społeczeństwa i pokazuje prawdziwe życie Gruzinów. Stasia Budzisz w swojej książce bada problemy kraju, który kojarzy nam się przede wszystkim z gościnnością, smaczną kuchnią i malowniczymi krajobrazami. Jej bohaterami są wykluczeni – osoby z niepełnosprawnościami, członkowie mniejszości LGBT, kobiety i mężczyźni – zwykli Gruzini, którzy czekają na prawdziwe zmiany. Razem z nimi autorka wchodzi za drzwi gruzińskich domów. Książka jest szokująca, ale trzeba ją przeczytać. Dla poszerzenia własnej świadomości, nie tylko bezpośrednio przed podróżą do tego kraju.

Za książkę dziękuję:

Moje ulubione hiszpańskie seriale

Moje umiejętności językowe z hiszpańskiego nadal nie są na satysfakcjonującym mnie poziomie, ale niebawem mam zamiar to zmienić 🙂 😀 Nie mniej jednak nie przeszkadza mi oglądanie seriali w tym języku. Dlatego też, gdy nadarza się okazja do „osłuchania się” z hiszpańskim, nie waham się oni chwili. Poza tym, bardzo lubię filmy i seriale w hiszpańskim wydaniu, nie wspominając już o zabójczo przystojnych aktorach 🙂 Mam kilka swoich ulubionych hiszpańskich seriali, a pozostałe czekają w kolejce do obejrzenia 🙂 Oto pierwsza część zestawienia seriali, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić:

„Krawcowa z Madrytu” („El Tiempo Entre Costuras”)

Szczerze przyznam, że „chwilę” mi zajęło, żeby obejrzeć ten serial. Słyszałam o nim dużo dobrego, a sama książka podobno też robi wrażenie, ale jakoś nie mogłam się za niego zabrać. Chociaż początkowo wydaje się, że to czyste romansidło, po dwóch odcinkach następuje totalny zwrot akcji. Hiszpania XX wieku, na chwilę przed wybuchem wojny domowej. Pod wpływem młodzieńczego zrywu serca, piękna Sira popełnia dramatyczny błąd, którego konsekwencje będzie ponosić przez wiele lat. Od najmłodszych lat matka uczyła ją sztuki krawieckiej, więc Sira postanawia otworzyć swój własny zakład. Odnosi niebywały sukces i zdobywa szereg wpływowych klientek. Jedna z nich proponuje jej nietypową pracę, którą Sira – mimo wielu wątpliwości – decyduje się przyjąć.

Ogromną zaletą tego serialu są kreacje ❤ Kocham modę z lat 20-tych i 30-tych. Mogłabym założyć każdą rzecz, w którą ubrana była serialowa Sira 🙂 Warto obejrzeć „Krawcową z Madrytu” nie tylko ze względu na te wspaniałe kreacje czy olśniewającą urodę głównej bohaterki, ale także dla przepięknych krajobrazów Maroko, Madrytu i Lizbony, bo właśnie tam rozgrywa się akcja. Aż się chce pakować walizki i jechać tam 🙂

Występują: Adriana Ugarte, Francesc Garrido, Carlos Santos, Alba Flores, Hannah New, Mari Carmen Sánchez, Peter Vives

 

„Telefonistki” („Las Chicas del Cable”)

Kolejny serial obsadzony w latach 20-tych ubiegłego wieku. Otwarcie w centrum Madrytu siedziby państwowej spółki telefonicznej przyciąga uwagę setek dziewcząt, które pragną pracować jako telefonistki. W centrali mają możliwość zrealizowania własnych postępowych aspiracji. W tamtych czasach kobiety nie miały wielu praw, odmawiano im także pracy, dlatego każda chciała dostać posadę w nowej firmie. Cztery pochodzące z bardzo różnych środowisk kobiety rozpoczynają pracę w centrali. Każda z nich pochodzi z innego świata i ma inne priorytety, motywy oraz zawiłą historię. Jednak praca w centrali zjednuje je, by wkrótce przerodziła się w prawdziwą przyjaźń.

Serial „Telefonistki” ukazuje rodzący się bunt kobiet przeciwko panującym zasadom, które zakładały, że miejsce kobiety jest w domu. Mimo społecznego ucisku w kobietach w tamtym okresie obudził się na dobre feministyczny odzew, a produkcja świetnie to ukazuje. Bunt oznaczało nie tylko chodzenie do barów czy noszenie krótkich fryzur, to także walka o możliwość samodzielnego zarabiania pieniędzy, głosowania, a także do miłości. No i oczywiście te stroje ❤ O samym serialu więcej napisałam w tym poście.

Występują: Blanca Suárez, Nadia de Santiago, Maggie Civantos, Ana Polvorosa, Ana Fernández, Martiño Rivas, Yon González, Sergio Mur

 

„Szkoła dla elity” („Élite”)

Pamiętacie kultową „Plotkarę? Hiszpański odpowiednik wzorowany jest na tym amerykańskim serialu, tyle że w mocno ostrzejszej, można rzec – perwersyjnej wersji. Do prywatnej szkoły dla obrzydliwie bogatych nastolatków w Madrycie dołącza trzech uczniów z „niższej klasy” społecznej. Imprezy zakrapiane alkoholem i narkotykami, wystawne przyjęcia, markowe ubrania, szybkie samochody – to chleb powszedni hiszpańskiej elity. Nowi uczniowie zazdroszczą im wystawnego życia i starają się dopasować do nowej sytuacji i im zaimponować. Dochodzi do wielu zgrzytów, a w konsekwencji wielu zagmatwanych intryg. Wkrótce wydarza się tragedia, w którą każdy jest zamieszany, każdy jest podejrzany. Każde z nich miało motyw do dokonania zbrodni, jednak tylko jedna osoba jest winna.

Tak jak wspomniałam wcześniej, „Plotkara” w porównaniu ze „Szkołą dla elit” to pikuś. Hiszpański serial pełen jest i mocno rozbieranych, żeby nie powiedzieć – erotycznych scen miłosnych. Hiszpańscy aktorzy nie wstydzą się nagości na ekranie, a sceny intymne ich nie zawstydzają. Widać znaczne podobieństwo do amerykańskiego kultowego serialu sprzed lat, można nawet przypasować konkretne charaktery do poszczególnych bohaterów. Moim zdaniem „Szkoła dla elity” jest bardziej interesująca, nie ma tam (póki co) żadnych melodramatów.

Występują: Álvaro Rico, María Pedraza, Jaime Lorente, Itzan Escamilla, Ester Expósito, Miguel Bernardeau, Mina El Hammani, Danna Paola, Omar Ayuso, Miguel Herrán

 

„W czasach wojny” („Tiempos de guerra”)

Hiszpania, 1921 rok. Kraj pustoszony jest przez wojnę domową. Pielęgniarki z madryckich wyższych sfer decydują się na wyjazd do hiszpańskiej eksklawy w Maroko, gdzie toczą się zaciekłe walki. Otwierają w Melilli szpital dla żołnierzy walczących w wojnie o Rif. Zaczynają od zera, nie mając nawet konkretnego miejsca i potrzebnych narzędzi, ale za to mają poparcie i wsparcie samej królowej. Pielęgniarki cechuje ogromna empatia i chęć niesienia bezinteresownej pomocy. Każdego dnia ryzykują własnym życiem, by ocalić swoich rodaków. Ratując życie, znajdują też przyjaźń i miłość.

Jak wspomniałam wcześniej, uwielbiam filmy/seriale, których akcja rozgrywa się w latach 20-tych, dlatego też skusiłam się na obejrzenie „W czasach wojny„. Nie jest to serial wysokich lotów, ale przyjemnie się go ogląda, chociaż momentami czuć klimat latynoskiej telenoweli.

Występują: Amaia Salamanca, Álex García, Verónica Sánchez, Anna Moliner, Álex Gadea, Cristóbal Suárez, Alicia Rubio, Daniel Lundh

 

„Dom z papieru” („La Casa de Papel”)

To aktualnie jeden z najpopularniejszych seriali. Nie ma się co dziwić, bo fabuła wciąga od pierwszego odcinka. Co prawda dopiero zaczęłam oglądać, ale wsiąkłam totalnie. O co chodzi? Grupa ośmiu przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ukryci pod maskami z wizerunkiem Salvadora Dali, z perfekcyjnie ustalonym planem pod kierownictwem niejakiego Profesora, konsekwentnie go realizują. Znajdują rozwiązanie na każdy możliwy problem, no prawie każdy. Jednak nawet doskonale doprecyzowany plan ma swoje wady i luki. Stopniowo wszystko zaczyna się sypać, a pomiędzy kryminalistami dochodzi do wielu sprzeczek. To jednak nie wszystko, bo po piętach depcze im przebiegła i niezwykle inteligentna pani inspektor, która traktuje to zadanie zbyt ambitnie. Czy uda im się skok stulecia i jednocześnie wyjść cało z zaistniałej sytuacji?

Nie będę wychwalać pod niebiosa tego serialu, bo to powszechnie wiadome, że jest on świetny : ) Fabuła wciąga od pierwszego odcinka i zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Trudno oderwać się od ekranu komputera czy telewizora.

Występują: Úrsula Corberó, Álvaro Morte, Paco Tous, Alba Flores, Miguel Herrán, Pedro Alonso, Enrique Arce, María Pedraza, Itziar Ituño, Jaime Lorente

 

„Statek” („El Barco”)

Nie będę ukrywać, że serial „El Barco” zaczęłam oglądać ze względu na ogromną „miłość”, jaką wówczas czułam do głównego bohatera, w którego wcielał się Mario Casas. Co prawda jakimś wybitnym aktorem nie jest, ale z całą pewnością jest na co popatrzeć 😀 Wracając do serialu. Globalny kataklizm, spowodowany wypadkiem podczas włączania akceleratora cząsteczek w szwajcarskiej Genewie, sprawia, że załoga, uczniowie i kilku nauczycieli na pokładzie Gwiazdy Polarnej przeżyją największą przygodę ich życia. Przygoda, a może walka o przetrwanie w nowym świecie? W świecie, w którym całą ludzkość stanowią pasażerowie statku, a zamiast lądu na horyzoncie widać tylko niekończący się ocean.

Trzeba przyznać, że fabuła serialu jest oryginalna. No bo komu przyszłoby do głowy kręcić trzy sezonowy serial o skutkach katastrofy akceleratora cząsteczek? 🙂 Oczywiście wszystko może się zdarzyć i taki scenariusz nie jest wykluczony. „Statek” porusza kilka tematów, o których sami byśmy nawet nie pomyśleli. Ciekawa wizja post apokaliptycznego świata.

Występują: Blanca Suárez, Mario Casas, Irene Montalà, Neus Sanz, Juanjo Artero, Marina Salas, David Seijo, Javier Hernández

Może Wy mi polecicie jakieś inne ciekawe hiszpańskie seriale? 🙂

Marta Szarejko „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”

Z seksualnością kobiet od zawsze jest problem. To w naszym kraju nadal temat tabu. Większość kobiet się jej wstydzi. Jednak znacznie większy problem z kobiecą seksualnością mają mężczyźni. Bo to właśnie oni kreują krzywdzące stereotypy, a jednocześnie ograniczają nas, bo kobietom „nie wypada” wielu rzeczy: otwarcie mówić o swoich potrzebach,  odczuwać przyjemności w trakcie stosunku, a co najbardziej – lubić seks!  Nie wspominając o innych kulturach, w których seksualność kobiet jest wręcz brutalnie odbierana. Na szczęście powstała książka „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”, w której Marta Szarejko odbywa szereg rozmów na tematy tabu z kilkunastoma seksuolożkami i otwiera oczy na wiele trudnych tematów.

Kobiety, z którymi rozmawia autorka to seksuolożki z wieloletnim doświadczeniem, ogromną wiedzą i ekstremalnymi pokładami empatii, które poruszają szereg ważnych, a także bardzo intymnych tematów, o których w ogóle się nie rozmawia. No bo komu przyszło by pomyśleć o tym, jak wygląda życie seksualne osób z upośledzeniem fizycznym lub psychicznym? Czy kobiecie po pięćdziesiątce w ogóle wypada jeszcze być aktywnym seksualnie? Jak wygląda seks w ciąży i po porodzie? Czy w małżeństwie istnieje pojęcie gwałtu? Czy kobiety mogą mieć większe potrzeby seksualne od swoich mężów? O seksie chcielibyśmy wiedzieć wszystko, ale wstydzimy się, więc o nic nie pytamy.

Na prawdę nie potrafię zrozumieć, jak w XXI wieku, (powiedzmy) w cywilizowanym kraju jakim jest Polska, seksualność jest tematem tabu. O pewnych problemach się nie mówi, a jeśli ktoś zdecyduje się odwiedzić seksuologa, robi to po cichu i w tajemnicy, bo to przecież wstyd i zboczenie. Cholernie smutne jest to, że edukacja seksualna w naszym kraju jest w opłakanym stanie, a właściwie w ogóle jej nie ma. Ofiary gwałtu najczęściej obwiniają siebie za to, co się stało. Chociaż oficjalnie jest równouprawnienie, to kobiety przez cały czas są dyskryminowane. Podwójne standardy sprawiają, że kobiety sprowadzane są tylko do roli matki, to powinno być ich jedynym prawdziwym zadaniem. Wiele kobiet boryka się z bólem, przemocą czy lękami, ale boją się o tym rozmawiać. Te i wiele innych czynników sprawia, że Polki oceniają swój wygląd najgorzej ze wszystkich Europejek. Czy słusznie?

Z kobietami seksuolożkami o kobiecej seksualności rozmawia dziennikarka Marta Szarejko. Wraz ze swoimi rozmówczyniami odkrywa sekrety polskich gabinetów seksuologicznych. Zadaje pytania na które chciałybyśmy poznać odpowiedzi, ale dotychczas nie miałyśmy kogo zapytać. Odpowiedzi na wiele pytań znajdziecie w książce „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”. To pozycja, którą powinna przeczytać każda kobieta.

Za książkę dziękuję:

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku”

Uzbekistan – kraj ciągle nieodkryty. Chociaż słyszy się o nim w kontekście Jedwabnego Szlaku, to nadal nie cieszy się zbyt wielką popularnością. Istnieje stereotyp, że to kraj dziki i nic tam nie ma. W sumie dobrze, bo nie jest jeszcze zadreptany przez ciekawskich turystów 🙂 A prawda jest taka, że kto pojedzie do Uzbekistanu, pozostawi tam cząstkę swojego serca 🙂

Do tego kraju zawitałam kilka miesięcy temu, ale po powrocie wiedziałam, że jeszcze tam wrócę. Nie chodzi tylko o to, że nie miałam czasu pojechać do wszystkich miejsc. Bardzo chętnie przespaceruję się wąskimi uliczkami Khivy, wypiję herbatę w kawiarni z widokiem na Po-i Kalon w Bucharze czy ponownie zachwycę się widokiem Registanu w Samarkandzie. Uzbekistan to fascynująca kultura, zjawiskowe widoki, wspaniali ludzie. Zrobię wszystko, żeby tam niebawem powrócić 🙂

Za co ja kocham ten kraj? Za wspomniane już wcześniej Khiwę, Samarkandę, Bucharę, kolorową ceramikę, przepiękne jedwabie, szybkie koleje, aromatyczne przyprawy, przepyszną herbatę, ale przede wszystkim za wspaniałych, życzliwych, radosnych bezinteresownych i pomocnych ludzi. To cała esencja tego kraju. Nie znam bardziej przyjaznego narodu.

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku” wydawnictwa Bezdroża, to pierwszy kompletny przewodnik poświęcony Uzbekistanowi, napisany w języku polskim. Pięknie wydany, z mnóstwem praktycznych informacji, niezbędnymi poradami, interesującymi ciekawostkami, zdjęciami i mapkami oraz gotowymi trasami zwiedzania. To solidne vademecum wiedzy o Uzbekistanie. Cieszę się, że mogłam poznawać piękno tego kraju razem z przewodnikiem Bezdroży. Czekam na kolejne tego typu wydania po innych krajach Azji Centralnej, z którymi będę mogła odkrywać te wszystkie fascynujące miejsca 🙂

Za książkę dziękuję:

Agata Romaniuk „Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu”

Oman – kraj położony na krańcu Półwyspu Arabskiego kusi swoją egzotyką. Chociaż staje się coraz bardziej popularny, nadal pozostaje tajemniczy. Agata Romaniuk dociera do tego kraju oraz z dużą wnikliwością wrażliwościom przygląda się ludziom, którymi rządzi wiekowy, bezdzietny i samotny sułtan. Efektem jej obserwacji jest genialny reportaż „Z milości? To współczuję”.

„Z miłości? To współczuję” to fascynująca opowieść o współczesnym Omanie. O kobietach i mężczyznach, którzy ukrywają swoja namiętność pod tradycyjnymi strojami, a potajemnie korzystają z Tindera. O umowach przedślubnych, do których warto wpisać sumę, jaką żona dostanie za urodzenie każdego dziecka czy obietnicach finansowania przez męża studiów medycznych. O kraju, w którym kobiety wolą się zaszyć przed ślubem, żeby udawać dziewice. To również opowieść o miejscu, w którym kontraktowe małżeństwa nadal są chlebem powszednim, a zakochani wbrew woli rodziców mogą zwrócić się do sułtana z prośbą o błogosławienie.

Brzmi jak fikcja? Oman jest krajem muzułmańskim, ale nieco bardziej liberalnym, niż pozostałe kraje Półwyspu Arabskiego. Już sam fakt, że sułtan Kabus Ibn Sa’id jest samotny i bezdzietny może szokować, ponieważ to jedyny taki władca w krajach Zatoki Perskiej. Agata Romaniuk opisuje historie wielu kobiet i porusza wiele drażliwych tematów. To opowieści wysłuchane i poznane na przestrzeni lat. Nakreśla również tło polityczne, gospodarcze i społeczne, ale w bardzo subtelny sposób, by zrozumieć ludzi tam mieszkających. Autorka opisuje różnorodność relacji: są związki szczęśliwe – te z miłości i aranżowane, są te nieszczęśliwe i brutalne, są rozwody, kochanki, związki z obcokrajowcami oraz bycie samotną matką. Tutaj najważniejsi są ludzie, a przede wszystkim kobiety, ich życie i związki.

Reportaż Agaty Romaniuk czyta się z wypiekami na twarzy. Kiedyś fascynowałam się egzotycznym światem krajów arabskich, tak bardzo mi nieznanym i nieosiągalnym. Chociaż ostatnimi czasy mój entuzjazm nieco opadł, jednak czasami wracam do lektury książek dotyczących tej kultury. Nie ukrywam, że Oman widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń, dlatego też tak ochoczo sięgnęłam po reportaż „Z miłości? To współczuję”. Co prawda nie jest to żaden przewodnik po tym kraju, ale z pewnością jest to przewodnik po omańskich duszach, obyczajach i namiętnościach. Fascynująca lektura.

Za książkę dziękuję:

„Dziewczyny nad wyraz”

Trudno zliczyć ile powstało już seriali o młodych, pięknych przyjaciółkach, robiących zawrotną karierę. Jednak „Dziewczyny nad wyraz” (ang. „The Bold Type”) mają w sobie coś świeżego, coś co przyciąga przed ekran komputera. To połączenie „Seksu w wielkim mieście”, „Girls” i „Plotkary”, ale wbrew pozorom – nie jest to kolejna nudna i przewidywalna amerykańska produkcja. Chociaż „Dziewczyny nad wyraz” są piękne, ambitne i noszą ciuchy od najlepszych projektantów, to tak naprawdę produkcja porusza ważne tematy.

Serial skupia się na trzech dwudziestokilkuletnich przyjaciółkach pracujących w kobiecym magazynie „Scarlett”, stojących u progu wielkiej kariery. Jane Sloan (Katie Stevens) to ambitna początkująca dziennikarka, która nie boi się wyzwań. W pogoni za dobrą i prawdziwą historią jest w stanie wiele poświęcić. Kat Edison (Aisha Dee) to specjalistka od mediów społecznościowych. To pochodząca z bogatego domu dziewczyna, która stara się odkryć swoją seksualność romansując z Adiną – muzułmańską artystką o feministycznych zapędach. Z kolei Sutton Brady (Meghan Fahy) to wielozadaniowa asystentka, która kocha modę ponad wszystko i wiąże z nią swoją przyszłość. Pikanterii dodaje fakt, że potajemnie romansuje z Richardem (Sam Page), piekielnie przystojnym członkiem zarządu wydawnictwa Stadfort, co jest surowo zabronione w strukturach firmy… Ciekawą postacią jest redaktor naczelna magazynu „Scarlett”, Jacqline Carlye (Melora Hardin), która początkowo wydaje się być następczynią diabolicznej Mirandy Priestly z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, ale tak naprawdę jest szefem idealnym. Od swoich pracowników wymaga dużo, ale jeszcze więcej daje od siebie. Nieustannie inspiruje i motywuje, w subtelny, ale stanowczy sposób popycha do rozwoju nie tylko zawodowego, ale również osobistego. Co ciekawe, jej postać jest luźną inspiracją historii słynnej redaktor naczelnej magazynu „Cosmopolitan” Joanny Coles.

Początkowo może się wydawać, że serial nie wnosi nic nowego, bo podobne produkcje już były. „Dziewczyny nad wyraz” ma w sobie silny przekaz. Pokazuje, że girlpower, sisterhood i kobieca solidarność są możliwe. Jane, Sutton i Kat to kobiety może nie tyle wyzwolone, ale pewne siebie, otwarcie mówiące o swoich poglądach i potrzebach. Chociaż są piękne i noszą markowe ciuchy, a do pracy przychodzą popijając kawę na wynos, tak naprawdę dziewczyny nie są idealne. Każda z nich ma swoje problemy, z którymi muszą się uporać. Spędzają wspólnie czas w garderobie, bawiąc się w przebieranki, ale również rozmawiając w niej o obawie przed chorobą, bolesnej przeszłości związanej z rodzicem, a nawet jego śmiercią.

„Dziewczyny nad wyraz” porusza wiele aktualnie ważnych i trudnych tematów, jak rak piersi i profilaktyka tej choroby, odmienna orientacja seksualna idąca w parze z odmiennością kulturową, molestowanie seksualne czy siła internetu i mediów społecznościowych. Serial pokazuje, że fajnie jest być kobietą, która ma coś ważnego do powiedzenia, która nie potrzebuje faceta, by czuć się lepsza, piękniejsza i mądrzejsza. Potrzebuje partnera zarówno do rozmów, ale też do seksu. Partnera, który będzie ją wspierał, świętował jej sukcesy i chwalił się swoimi. Serial porusza wszystkie kwestie niezwykle aktualne i istotne, zwłaszcza dla dzisiejszych dwudziestoparoletnich kobiet.

Mario Escobar „Kołysanka z Auschwitz”

Literatura okresu II wojny światowej nie należy to łatwych. Z całą pewnością literatura obozowa zapada w pamięć. Jedną z nich jest „Kołysanka z Auschwitz”, w której Mario Escobar na bazie zebranych informacji z przekazów, pamiętników, opisów i wywiadów dotyczących funkcjonowania obozu w Auschwitz, opisał autentyczną i wzruszającą historię rodowitej Niemki – matki pięciorga dzieci, owoców miłości ze związku z mężczyzną romskiego pochodzenia.

Niemcy, rok 1943. Helene Hannemann szykuje dzieci do szkoły. Jej mąż niedawno stracił pracę i nie ma żadnych perspektyw na nową. Ich życie codzienne przerywa policja wysłana przez SS. Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz ze względu na romskie pochodzenie. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, jednak odmawia i wyrusza ze swoją rodziną prosto do piekła. Trafiają na sam środek obozowego chaosu. Doktor Mengele zmusza Helene do założenia przedszkola. Jako zawodowa pielęgniarka będzie się opiekować dziećmi z całego obozu. Kobieta nie ma żadnych złudzeń, po co Mengele chce je codziennie gromadzić w jednym miejscu. Pragnie jednak dać dzieciakom choć odrobinę normalności w tym najmroczniejszym czasie w historii ludzkości.

Każdy dzień spędzony w Auschwitz to pasmo nieszczęść, cierpienia, głodu i walki o przetrwanie. Dzięki swojemu niemieckiemu pochodzeniu, wykształceniu i znajomości języka wroga, Helene może liczyć na nieco więcej przywilejów. Zarówno obozowi strażnicy, jak i sam Mengele traktują ją nieco lepiej niż pozostałych więźniów, może liczyć na więcej przywilejów. To, że miała możliwość utworzenia przedszkola w tak nieludzkich warunkach, początkowo napawało nadzieją. Jednak po jakimś czasem Helene odkryła okrutna prawdę o prawdziwych zamiarach szatańskiego doktora…

Książkę Mario Escobara czyta się z zapartym tchem, trudno ją odłożyć na dłużej. Historia Helene i jej rodziny wciąga i na długo pozostaje w pamięci. „Kołysanka z Auschwitz” wzrusza i łapie za serce, a także skłania do refleksji. Pokazuje ogrom miłości, jaką matka daje swoim dzieciom nawet za cenę własnego życia. . Chociaż Escobar porusza trudną tematykę, historię Helene Hannemann pięknie ubrał w słowa. Jak sam pisze na końcu, autor inpsirował się losem Helene i jej rodziny, chociaż niektóre informacje i wątki nieco zmienił lub ubarwił, aby dać czytelnikowi nieco nadziei. „Kołysanka z Auschwitz” to obowiązkowa lektura dla każdego, obok której nie da się obojętnie przejść.

 

Za książkę dziękuję: