Anna Daszkiewcz „Sycylia. Travel&Style”

Każdy, kto był na Sycylii bardzo zachwala tę wyspę. Co prawda znajdowała się na mojej podróżniczej liście marzeń, ale nigdy nie była priorytetem. Takie marzenie, które kiedyś zrealizuję. Teraz to się zmieniło, bo w moje ręce wpadł przewodnik z serii „Travel & Style” Wydawnictwa Bezdroża. To prawdziwa skarbnica wiedzy na temat tej śródziemnomorskiej wyspy.

Sycylia nazywana jest perłą Morza Śródziemnego. Słynny niemiecki poeta Goethe określił ją mianem „raju” i „królowej wysp”. Patrząc na przepiękne i kolorowe zdjęcia zamieszczone w przewodniku, widać tam rajskie plaże, cudowne zatoki, malownicze klify i góry łączące się z morzem. Wyspa wydaje się fantastycznym miejscem do odpoczynku w harmonii z przyrodą. Ponieważ przez wieki pozostawała pod panowaniem wielu rożnych nacji i władców nie tylko europejskich dynastii, znajdują się tam wspaniałe ślady wielu kultur i fascynujące zabytki: greckie świątynie i teatry, rzymskie wille, arabskie meczety, normańskie zamki i barokowe kościoły. Wyspa kusi także oryginalną regionalną kuchnią.

Przewodnik podzielony jest na kilka części, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteśmy amatorami lokalnych smaków, dobrze jest się przyjrzeć informacjom oznaczonym ikoną travel&food. Jeśli pasjonuje nas życie i historia mieszkańców danego regionu, warto skupić się na informacjach oznaczonych travel&culture. Propozycje aktywnego spędzania czasu znajdziemy pod ikoną travel&active. Jeśli kochamy przyrodę, w poszukiwaniu spokoju pośród natury pomoże nam zakładka travel&nature. Jeśli marzy nam się bardziej spokojny odpoczynek, atrakcji szukajmy pod znakiem travel&relax. Natomiast jeśli chcemy zapewnić ciekawe atrakcje naszym małym pociechom, warto poczytać strony opatrzone frazą travel&family.

Seria „Travel&Style” właśnie stała się moją ulubioną serią Wydawnictwa Bezdroża. Mnóstwo przepięknych zdjęć, kolorowych map, praktycznych informacji i cała masa ciekawostek sprawia, że nie można się od niego oderwać. Chociaż Sycylię zostawiłam sobie na „kiedyś”, to po przeanalizowaniu tego przewodnika mam ochotę kupić bilet, spakować walizkę i czym prędzej pognać na tę włoską wyspę. Jeśli nie w tym roku, na pewno będzie ona moim priorytetem w kolejnym.

Za książkę dziękuję:

„Sudety. Najpiękniejsze wycieczki w Polsce, Czechach i Niemczech”

Sudety mają do zaoferowania mnóstwo atrakcji – od wysokich szczytów Karkonoszy na czele ze Śnieżką, przez pełne fantazyjnych formacji skalne miasta Gór Stołowych i Gór Łużyckich, po grzmiące wodospady i urokliwe jeziora polodowcowe. Na uwagę zasługuje także niezwykłe bogactwo świata podziemnego – na śmiałków czekają zarówno tajemnicze jaskinie, jak i sztolnie dawnych kopalni, lochy oraz bunkry. Malowniczo położone miasta i miasteczka skrywają zamki, pałace i zespoły klasztorne. Jedno jest pewne – w Sudetach nie da się nudzić.

W przewodniku opisano 30 wycieczek pośród sudeckich szczytów i dolin zarówno na terytorium Polski, jak i Czech oraz Niemiec. Wszystkie trasy można pokonać w jeden dzień. Przy każdej propozycji znajduje się mapa pokazująca przebieg trasy, profil wysokościowy oraz informacja, czy jest ona odpowiednia dla dzieci. Każda trasa zawiera szczegółowe informacje na temat jej przebiegu, paśmie górskim, profilu wysokościowym czy skróconym opisie trasy. Wszystko jest pięknie wyszczególnione i przejrzyście rozpisane. Oprócz tego wraz z opisem danej trasy znajdziemy mnóstwo mapek z zaznaczonymi kolorami tras oraz z przepiękne zdjęcia najważniejszych punktów i obiektów znajdujących się na danej trasie.

Jednak to nie tylko przewodnik po górach. Poza pieszymi wycieczkami, z tym przewodnikiem możemy się udać nad jeziorka, zwiedzić zamki albo zdobyć masywne twierdzy. Jeśli jesteśmy spragnieni innych wrażeń, to możemy zejść pod ziemię odkrywając tajemnice bunkrów, dawnych kopalni czy pałacowych lochów. Jeśli jednak jesteśmy zbyt przemęczeni trekkingiem, możemy udać się do pobliskiej miejscowości uzdrowiskowej, by się zrelaksować. Zdobędziemy także wiedzę na temat historii tych wszystkich obiektów. A wszystko to opatrzone jest pięknymi, kolorowymi zdjęciami.

Czytając przewodnik „Sudety. Najpiękniejsze wycieczki po Polsce, Czechach i Niemczech” aż chce się wyruszyć na podbój tych tras. Sama osobiście zaplanowałam już kilka górskich wycieczek w tamte rejony.  Nie mogę się już doczekać, a przewodnik ten z całą pewnością wezmę ze sobą do plecaka.

Za książkę dziękuję:

Dominika Zaręba „Katalonia. Travel&Style”

Odkąd pierwszy raz 6 lat temu pojawiłam się w Barcelonie, zakochałam się w tym mieście bez pamięci. Po latach, chociaż zwiedziłam wiele innych pięknych miejsc, stolica Katalonii nadal pozostaje moim numerem 1. Nic w tym dziwnego, ponieważ sama Barcelona, jak i cała Katalonia, to wyjątkowe i szczególne miejsce na mapie Hiszpanii.

Region szczyci się wielowiekową niezależnością, żywymi lokalnymi tradycjami oraz bogatą historią, której świadectwem są liczne są liczne zabytki od czasów prehistorycznych po współczesność. Na turystów czekają usiane licznymi zatokami wybrzeża Costa Brava i Costa Dorada z tętniącymi życiem ośrodkami wakacyjnymi, urocze miasteczka interioru oraz szlaki w Pirenejach. Miłośnicy sztuki na pewno wybiorą się w podróż śladami wielkich katalońskich twórców: Antoniego Gaudiego, Salvadora Dalego czy Joana Miro. Jednym słowem: Katalonia jest fascynująca, a każdy turysta znajdzie coś dla siebie.

Przewodnik podzielony jest na kilka części, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteśmy amatorami lokalnych smaków, dobrze jest się przyjrzeć informacjom oznaczonym ikoną travel&food. Jeśli pasjonuje nas życie i historia mieszkańców danego regionu, warto skupić się na informacjach oznaczonych travel&culture. Propozycje aktywnego spędzania czasu znajdziemy pod ikoną travel&active. Jeśli kochamy przyrodę, w poszukiwaniu spokoju pośród natury pomoże nam zakładka travel&nature. Jeśli marzy nam się bardziej spokojny odpoczynek, atrakcji szukajmy pod znakiem travel&relax. Natomiast jeśli chcemy zapewnić ciekawe atrakcje naszym małym pociechom, warto poczytać strony opatrzone frazą travel&family.

Seria „Travel&Style” właśnie stała się moją ulubioną serią Wydawnictwa Bezdroża. Mnóstwo przepięknych zdjęć, kolorowych map, praktycznych informacji i cała masa ciekawostek sprawia, że nie można się od niego oderwać. Ten przepięknie wydany przewodnik sprawia, że aż chce się pakować walizkę i wyruszyć z nim na podbój Katalonii. A mam co odkrywać, bo w tym rejonie Hiszpanii byłam jedynie w cudownej Barcelonie, a tyle piękna jeszcze na mnie tam czeka. Z całą pewnością przewodnik Dominiki Zaręby będzie niezastąpionym towarzyszem mojej podróży po Katalonii.

Za książkę dziękuję:

Elżbieta i Andrzej Lisowscy „Ogień i monsun. Indochiny z bliska”

Azja Południowo-Wschodnia jakoś specjalnie nigdy nie znajdowała się wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń. Ostatnio jednak coraz częściej w mojej głowie rodzi się pomysł o podróży do Kambodży – to chyba jedyny kraj tamtego rejonu (poza Chinami), który zaczął mnie fascynować. Chociaż „prawdziwa” Azja nie jest moim wymarzonym kierunkiem podróżniczym, czasami chętnie sięgam po reportaże o tamtej części świata. Jednym z nich jest „Ogień i monsun. Indochiny z bliska” Elżbiety i Andrzeja Lisowskich.

Ona jest orientalistką, iranistką, badaczką mistycznego islamu, doktorem religioznawstwa. On studiował historię sztuki, pracuje jako dziennikarz, fotograf i producent programów TV. Razem napisali setki artykułów, stworzyli i prowadzili telewizyjnego „Światowca”, Z plecakiem i walizką”, radiowe „Południki Szczęścia” i „Południk Cafe”. To także autorzy książkowych „Południków Szczęścia” oraz wydawanych w Polsce i za granicą przewodników. To członkowie elitarnego The Explores Club, w podróży od ponad 40 lat. Przemierzyli razem kawał świata od Kostaryki zaczynając, przez Iran i Madagaskar, po Japonię i Borneo. Podążali śladami wielkich cywilizacji, religii, fiest i rytuałów. Teraz zabierają czytelnika w podróż po Indochinach.

Elżbieta i Andrzej Lisowscy mają ogromny sentyment do Azji Południowo-Wschodniej, wracają do niej zawsze, kiedy tylko mogą. W swojej najnowszej książce oprowadzają nas po bazarach, barach, restauracjach, świątyniach, zabytkach, kulturze, obyczajach, rytuałach Laosu, Tajlandii, Birmy, Kambodży i Wietnamu. „Ogień i monsun” nie jest chronologicznym zapisem wszystkich wakacji Lisowskich w Azji, ale umiejętnym kolażem wspomnień, odniesień, spotkań z drugim człowiekiem i jego historiami, które uwiecznili nie tylko na rolkach kamery czy kliszy aparatu, ale przede wszystkim wrażliwym spojrzeniem i otwartym umysłem obrazów, a także smaków. Barwne opisy azjatyckich dań sprawiają, że od razu dostaje się ślinotoku.

Tytuł ich książki nawiązuje do dwóch żywiołów: ognia i monsunu. W trakcie jednej z podróży, przeżyli życiowe tsunami.Tego samego dnia, w odstępie kilkunastu godzin, zostali obrabowani ze wszystkiego cennego w Phnom Penh, a jednocześnie ogień strawił ich mieszkanie na krakowskim Kazimierzu, w którym stracili ukochane koty i cały dorobek życia. Do tego nawiązuje właśnie ogień. Silny i nieraz niszczycielski monsun oczyszcza powietrze i czyni upał znośniejszym. Nadaje rytm życiu, które swobodnie i niespiesznie toczy się pomiędzy kolejnymi opadami. Jak sami twierdzą, właśnie w Indochinach Elżbieta dowiedziała się w przeszłości o śmierci ojca, ale jednak nie przekreśliło w ich oczach tego regionu świata, do którego niejednokrotnie wracali. To właśnie te powroty opisują w książce. Pełno tu retrospekcji, wspomnień, porównań między poszczególnymi wyjazdami.

„Ogień i monsun: Indonezja z bliska” to piękna i inspirująca opowieść o rejonie, który zmagał się z tragiczną przeszłością. Liczne wojny i konflikty wewnętrzne odcisnęły swoje piętno. Nie jest to zwyczajna książka podróżnicza. Mocny reportaż przeplata się z elementami eseju, a filozofia życia z praktycznymi podpowiedziami, w jaki sposób najlepiej dla siebie odkrywać Indochiny. A wszystko to oprawione pięknymi, kolorowymi i inspirującymi zdjęciami. Książka Lisowskich to wspaniała podróż po Azji Południowo-Wschodniej nie tylko dla miłośników tego regionu, ale również dla tych, co dopiero zaczynają poznawać te zakątki.

Za książkę dziękuję:

 

 

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku”

Uzbekistan – kraj ciągle nieodkryty. Chociaż słyszy się o nim w kontekście Jedwabnego Szlaku, to nadal nie cieszy się zbyt wielką popularnością. Istnieje stereotyp, że to kraj dziki i nic tam nie ma. W sumie dobrze, bo nie jest jeszcze zadreptany przez ciekawskich turystów 🙂 A prawda jest taka, że kto pojedzie do Uzbekistanu, pozostawi tam cząstkę swojego serca 🙂

Do tego kraju zawitałam kilka miesięcy temu, ale po powrocie wiedziałam, że jeszcze tam wrócę. Nie chodzi tylko o to, że nie miałam czasu pojechać do wszystkich miejsc. Bardzo chętnie przespaceruję się wąskimi uliczkami Khivy, wypiję herbatę w kawiarni z widokiem na Po-i Kalon w Bucharze czy ponownie zachwycę się widokiem Registanu w Samarkandzie. Uzbekistan to fascynująca kultura, zjawiskowe widoki, wspaniali ludzie. Zrobię wszystko, żeby tam niebawem powrócić 🙂

Za co ja kocham ten kraj? Za wspomniane już wcześniej Khiwę, Samarkandę, Bucharę, kolorową ceramikę, przepiękne jedwabie, szybkie koleje, aromatyczne przyprawy, przepyszną herbatę, ale przede wszystkim za wspaniałych, życzliwych, radosnych bezinteresownych i pomocnych ludzi. To cała esencja tego kraju. Nie znam bardziej przyjaznego narodu.

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku” wydawnictwa Bezdroża, to pierwszy kompletny przewodnik poświęcony Uzbekistanowi, napisany w języku polskim. Pięknie wydany, z mnóstwem praktycznych informacji, niezbędnymi poradami, interesującymi ciekawostkami, zdjęciami i mapkami oraz gotowymi trasami zwiedzania. To solidne vademecum wiedzy o Uzbekistanie. Cieszę się, że mogłam poznawać piękno tego kraju razem z przewodnikiem Bezdroży. Czekam na kolejne tego typu wydania po innych krajach Azji Centralnej, z którymi będę mogła odkrywać te wszystkie fascynujące miejsca 🙂

Za książkę dziękuję:

Michał Leksiński „Projekt: wyprawa”

Michał Leksiński to strateg komunikacji, mówca i podróżnik, który zwiedził ponad 40 krajów świata. Teraz debiutuje jako autor książki, która łączy formę wnikliwego poradnika z kalejdoskopem relacji z wysokogórskich eskapad. Jako rzecznik prasowy Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 2017/2018 w „Projekcie: wyprawa” dzieli się swoim doświadczeniem, oferując swoją wiedze z zakresu planowania wyprawy, pozyskiwania sponsorów, prowadzeniu kampanii informacyjnej wypraw oraz działań komunikacyjnych i informacyjnych po zakończeniu wyprawy.

Na początku z zapartym tchem czytałam jego opowieści o zdobywaniu kolejnych szczytów, ale z każdą kolejną relacją, byłam coraz bardziej wkurzona. Wspinaczka wysokogórska jest bardzo niebezpiecznym sportem. Całe szczęście, że autor zachował zdrowy rozsądek i w porę wycofywał się, zanim coś się poważnego wydarzyło. Jednak nie wszyscy tak myślą i niestety coraz częściej dochodzi do różnych tragedii, z tragiczną śmiercią włącznie. Czy za utrata życia albo zdrowia w zamian za zaspokojenie swoich chorych ambicji i wybujałego ego jest tego warta?

Szczerze przyznam, że nieco zawiodłam się na książce. Sądziłam, że znajdę w niej wiele informacji o tym, jak znaleźć pomoc pieniężną, a nie jak sfinansować podróż od A do Z, a przy tym dostać darmowy ekwipunek. Tego typu sposób na podróżowanie i pozyskiwanie na funduszy jest po prostu zwykłym żebraniem. Owszem w jego książce zawarte są tego typu informacje, ale w dziedzinie, która kompletnie mnie nie interesuje, a mianowicie alpinizm i wspinaczka wysokogórska. Lubię czasem pochodzić po górach, ale jakąś wielką zwolenniczką tego sportu nie jestem. Co więcej, totalnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie pasjonują się tym ekstremum. Dla mnie to po prostu czysta głupota i egoizm. Pozwolę sobie zacytować pewien fragment, który całkowicie podsumuje moją niechęć do tego sportu: „Wspinanie to najbardziej egoistyczna czynność ludzka. (…) Nic się przecież na świecie nie zmienia, wspinacz nie wnosi nic nowego, nie czyni obiektywnego dobra, naraża życie, aby realizować własną potrzebę spełnienia celu, jakim jest wejście na wierzchołek góry, obojętnie jakiej.” W punkt.

Pomimo całej mojej sympatii do Michała Leksińskiego, bo wydaje się całkiem sympatycznym człowiekiem, nie podzielam jego pasji, ani sposobu na podróżowanie. By mieć na koncie tego typu wyczyny, trzeba na nie samemu zapracować. Ja mam mnóstwo podróżniczych marzeń, chciałabym wyruszyć w rejs dookoła świata, ale najpierw muszę zebrać odpowiednie środki na ten cel – samodzielnie. Poza tym przyzwoitość nie pozwala mi na pukanie od drzwi do drzwi i proszenie się o cudze pieniądze na podróże.

Książka „Projekt: wyprawa” napisana jest w przystępny sposób, przyjemnie się ją czyta. Oczywiście cały projekt związany z organizacją takiej wyprawy to ogromne logistyczne wyzwanie, miesiące przygotowań, strategii i planowania. Ogrom pracy i czasu. Michał Leksiński stara się w prosty sposób wyjaśnić, w jaki sposób działa cały ten mechanizm przedsiębiorczości, komunikacji i marketingu. Fajnie, że umieścił w niej opisy wypraw razem ze zdjęciami, chociaż szkoda, że wspomina jedynie o górskich podbojach. Ciekawa jestem jego innych wypraw, np. tej do Indii czy Japonii, od której wszystko się zaczęło. Czekam na jego kolejne zapiski podróżne.

Za książkę dziękuję:

Magdalena Dobrzańska-Bzowska, Krzysztof Bzowski „Słowenia. Słoneczna strona Alp”

Słowenia to kraj wielkości województwa Mazowieckiego i liczy nie wiele więcej mieszkańców niż Warszawa. Jedno jest pewne – kraj ten zadziwia różnorodnością krajobrazów, klimatów i zabytków. W Słowenii znajdziemy wszystko: od gór, przez jeziora i jaskinie, aż po same morze.

Drogi wijące się między kamiennymi wioskami zaprowadzą ciekawskiego turystę od podgórskich winnic, urokliwych miasteczek nad Adriatykiem i między niebotyczne alpejskie szczyty. Kojarzycie jezioro, na środku którego znajduje się wysepka z kościółkiem? To Jezioro Bled, chyba najbardziej charakterystyczne miejsce, stanowiące wizytówkę tego kraju. Ale Bled to tylko przedsmak tego, co Słowenia ma do zaoferowania.

Słowenia nie cieszy się zbytnia popularnością pośród turystów. Kraj ten nadal jest niedoceniany. Z jednej strony to lepiej, gdyż nie ma tylu tłumów, ale z drugiej jednak kryją się w nim prawdziwe perełki, których nie należy ukrywać. Do tego wszystkiego dochodzą ludzie, którzy są niesamowicie mili i wiecznie uśmiechnięci. Słowenia to kraj pełen miłości, w końcu nie na darmo to słowo znajduje się w samej nazwie tego kraju: Slovenia. Jak tu nie zakochać się w Słowenii?

Z przewodnikiem „Słowenia. Słoneczna strona Alp” wydawnictwa Bezdroża możemy śmiało odkrywać ten kraj i wszystkie skarby, które się z nim znajdują. W środku znajdziemy szereg praktycznych informacji, liźniemy trochę historii i dowiemy się wielu ciekawostek. Przewodnik podzielony jest na kilka części, a każda z nich koncentruje się na konkretnym regionach. Mapy tych regionów oraz poszczególnych miejscowości ułatwiają zwiedzanie. W środku znajduje się kilkanaście kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji, które oferuje nam kraj.

„Słowenia. Słoneczna strona Alp” to swoiste kompendium wiedzy o tym niewielkim kraju. W przewodniku znajdziemy wszystko, co powinniśmy wiedzieć wybierając się do Słowenii.

Za książkę dziękuję:

Monika Witkowska „Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie”

Monika Witkowska to doświadczona podróżniczka (odwiedziła ponad 180 krajów), miłośniczka gór (zdobywczyni Korony Ziemi) oraz uzależniona od morza żeglarka. Do jej żeglarskich osiągnięć należy m.in. dwukrotne opłynięcie przylądka Horn, pokonanie Przejścia Północno-Zachodniego, a także trasa przez morza: Beauforta, Czukockie i Beringa dookoła Czukotki. „Horn na trawersie”  jest zapisem niezwykłego wyczynu, jakim jest opłynięcie przylądka Horn  małym, drewnianym jachtem.

W ten rejs wyruszyła z Mariem i jego żoną, sympatycznym rumuńskim małżeństwem. Monika i Mario poznali się w górach, w dramatycznych okolicznościach, w efekcie których odmrożony mężczyzna stracił palce i część nosa. Przyjaźń Polki i Rumuna przeniosła się na morze. Na małym, drewnianym jachcie opłynęli razem przylądek Horn, uznawany za żeglarski Everest.

Nie jest to typowo żeglarska książka. Monika pisze nie tylko o swojej wyprawie i emocjach z nią związanymi. Znajdziemy w niej wiele różnych ciekawostek, faktów historycznych, fachowego słownictwa związanego z morzem czy biografii słynnych żeglarzy. Na kartach książki dowiemy się między innymi dlaczego marynarze tatuowali sobie syreny i kotwice, skąd się wzięły nazwy Ziemia Ognista i Patagonia, jakie mogą być skutki zderzenia z wielorybem, co niezwykłego było w rejsach Magellana, Drake’a i Shackletona albo jakie przywileje przysługują żeglarzom, którzy opłynęli najgroźniejszy z przylądków.

Osobiście bardzo lubię wodę (w końcu jestem zodiakalnymi rybami) i wszystko, co z nią związane: pływanie, kajaki, jachty, itp. Kiedyś intensywnie myślałam o zrobieniu patentu żeglarskiego na jacht, ale porzuciłam ten pomysł. Sama nie wiem dlaczego. Ale czytając książkę serce mi mocniej zabiło, więc jednak powinnam do tego powrócić. Bardzo podziwiam Monikę Witkowską i wszystko co robi. Odważna  z niej kobieta z ogromnym dorobkiem nie tylko podróżniczym. Sam fakt, że odwiedziła 180 krajów wprawia w konsternację. Ostatnio miałam okazję ją poznać, gdzie opowiadała o swoich podróżach po Tanzanii.

„Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie” to doskonałe kompendium wiedzy na temat morza i żeglowania. To pozycja kierowana nie tylko dla zapalonych miłośników żeglowania, ale również dla podróżników, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego. To przewodnik dla tych, którzy się tam wybierają; dla tych, którzy o tym marzą jako dowód, ze marzenia można (a nawet trzeba!) spełniać; dla pozostałych jako doskonała lektura, z dawką niecodziennych przygód. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto marzy o wielkiej przygodzie.

Za książkę dziękuję:

Beata i Paweł Pomykalscy „Jugosławia. Rozsypana układanka”

Ostatnimi czasy mam ogromną słabość do Bałkan, a może jednak obsesję. Sama już nie wiem. Zaczęłam czytać wszystko na temat tego wciąż tajemniczego regionu Europy. W końcu odważyłam się pojechać tam i osobiście sprawdzić, czy to faktycznie takie dzikie rejony naszego kontynentu.

Kraje znajdujące się na Półwyspie Bałkańskim cieszą się coraz większą popularnością, jak np. Chorwacja, jednak niektóre z nich wciąż pozostają nieodkryte i tajemnicze jak Albania albo mające złą sławę, tak jak Bośnia i Hercegowina. Bałkany to nie tylko zatłoczona Chorwacja czy Słowenia, która „nie przyznaje się” do bycia częścią Jugosławii. Mówi się, że to „dzika Europa”, ta mniej cywilizowana część Starego Kontynentu. Nie zgadzam się z tym w ogóle. Jest to niesłuszne spojrzenie na ten zakątek Europy. Fakt, panuje tam jeszcze bałagan, ale stopniowo wszystko zaczyna się układać. Wiem coś o tym doskonale, bo sama w tym roku eksplorowałam Bośnię i Hercegowinę oraz Macedonię. A w przyszłym roku będę kontynuować podróże po krajach bałkańskich.

Książka „Jugosławia. Rozsypana układanka” autorstwa Beaty i Pawła Pomykalskich podzielona jest na trzy części: „Zjawiska”, „Miejsca” oraz „Smaki i zapachy”. W „Zjawiskach” Pomykalscy starają się wytłumaczyć, czym tak naprawdę była Jugosławia. Z ich zapisków dowiadujemy się kim był marszałek Tito i dlaczego jego kraj działał bez większych zarzutów, mimo panującej wewnątrz mieszanki wybuchowej. Wyjaśniają, jak sobie radzą państwa powstałe po rozpadzie tego dziwnego tworu jakim była Jugosławia. Opowiadają o wojnie w Bośni, która miała miejsce dwadzieścia lat temu i Igrzyskach Olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Zdradzają tajemnicę fenomenu Dubrownika po tym, jak nakręcono tam kilka odcinków „Gry o tron”.

Druga część poświęcona jest miejscom, które warto zobaczyć będąc na Bałkanach, albo wręcz przeciwnie – takie, które trzeba omijać szerokim łukiem. Poza tymi oczywistymi jak Mostar, Sarajewo Ochryda czy Belgrad, w zestawieniu Pomykalskich znalazły się m.in. Blagaj, Tetowo, Lipic, Travnik oraz Trebinje. Nie są to duże miejscowości, ale zdecydowanie warto tam zajrzeć, bo można odkryć naprawdę niezwykłe skarby. W ostatniej części dowiemy się, jak smakują i czym pachną Bałkany. Autorzy zdradzą, co warto zjeść i jakie pamiątki ze sobą przywieść. Co więcej, Pomykalscy wspominają o pewnym młodym człowieku z Sarajewa, którego sama poznałam! Niesamowite czytać o kimś, kogo się miało się okazję poznać osobiście i spędzić z tą osobą trochę czasu.

„Jugosławia. Rozsypana układanka” to nie tylko Sama książka również jest tak „skonstruowana”. Autorzy skaczą po krajach i miastach, nie skupiają się tylko na jednym miejscu. Nie opisują od razu wszystkiego np. o Serbii, tylko stopniują napięcie i nie pozwolą od razu zaspokoić ciekawości. Żeby jeszcze bardziej rozkoszować się smakiem ich słów, Pomykalscy załączyli piękne, kolorowe zdjęcia tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Albo wręcz przeciwnie – wyrzucić ze swojej podróżniczej listy marzeń i nie tracić na nie czasu.

Chcesz wiedzieć, dlaczego w sierpniu warto przyjechać do serbskiej Guczy? Chcesz zobaczyć skok w dorosłość i most, który spina nie tylko dwa brzegi? A może jesteś ciekawa, w którym mieście znajduje się symboliczna granica między kulturami? Jeśli opowiedziałaś twierdząco na te pytania, koniecznie sięgnij po reportaż „Jugosławia. Rozsypana układanka”.  To znakomita skarbnica wiedzy na temat krajów byłej Jugosławii.

Za książkę dziękuję:

Monika Chojnacka „Budapeszt i Balaton. Travelbook”

Budapeszt jest jedną z moich ulubionych stolic. Byłam tam dwukrotnie i nadal chcę więcej! Nie dość, że miasto jest piękne, to na dodatek Węgrzy mają pyszne jedzenie, a kilkudniowy pobyt w tym mieście nie zrujnuje naszego budżetu.

To z pewnością jedna z najpiękniejszych stolic Europy. Baszta Rybacka, Parlament, Muzeum Terroru, Wzgórze Gellerta czy Plac Bohaterów – to tylko kilka atrakcji, które oferuje nam Budapeszt. Turyści przybywają tu dla monumentalnej architektury i ciekawych muzeów, dla uroku naddunajskich krajobrazów, dla kąpieli w gorących źródłach, będących pod wzgórzami Budy. Nawet krótki pobyt w stolicy to okazja do skosztowania potraw powszechnie cenionej węgierskiej kuchni i delektowania się tokajem. A kiedy zechcemy odetchnąć od wielkomiejskiej atmosfery, można udać się nad nieodległy Balaton, nie bez powodu nazywany „węgierskim morzem”.

Na kartach „Travelbooka” znajdziemy szereg informacji na temat historii, kultury i sztuki (np. Budapeszt w filmie czy literaturze), społeczeństwa (np. o życiu codziennym budapesztan)czy krajoznawczego ABC. Co jeszcze znajdziemy w środku?  Całą masę interesujących i przydatnych wskazówek. Również znajdziemy tam sugestie, jakie pamiątki powinniśmy przywieźć z podróży. Jednak nie będą to typowe pamiątki, jak magnes na lodówkę czy brelok. Autorka sugeruje, żebyśmy zakupili węgierskie specjały jak czerwona papryka czy wino, ale także bardziej ekskluzywne pamiątki jak… gęsie wątróbki! Przyznam, że oryginalna pamiątka z podróży, ale jakoś nie skusiłam się na nią 🙂

Nie ukrywam, że osobiście bardzo lubię  odkrywać sekrety miasta i poszukiwać ciekawych atrakcji danego miejsca z przewodnikami z serii „Travelbook” wydawnictwa Bezdroża. Są świetnie wydane, zawierają przydatne i pomocne informacje z dużą ilością kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji. Bardzo miło  mi było spacerować po Budapeszcie z tym „Travelbookiem” w ręce. Co prawda do Balatonu jeszcze nie dotarłam, ale z całą pewnością ten przewodnik spakuję do swojej walizki.

Za książkę dziękuję: