Magdalena Dobrzańska-Bzowska, Krzysztof Bzowski „Słowenia. Słoneczna strona Alp”

Słowenia to kraj wielkości województwa Mazowieckiego i liczy nie wiele więcej mieszkańców niż Warszawa. Jedno jest pewne – kraj ten zadziwia różnorodnością krajobrazów, klimatów i zabytków. W Słowenii znajdziemy wszystko: od gór, przez jeziora i jaskinie, aż po same morze.

Drogi wijące się między kamiennymi wioskami zaprowadzą ciekawskiego turystę od podgórskich winnic, urokliwych miasteczek nad Adriatykiem i między niebotyczne alpejskie szczyty. Kojarzycie jezioro, na środku którego znajduje się wysepka z kościółkiem? To Jezioro Bled, chyba najbardziej charakterystyczne miejsce, stanowiące wizytówkę tego kraju. Ale Bled to tylko przedsmak tego, co Słowenia ma do zaoferowania.

Słowenia nie cieszy się zbytnia popularnością pośród turystów. Kraj ten nadal jest niedoceniany. Z jednej strony to lepiej, gdyż nie ma tylu tłumów, ale z drugiej jednak kryją się w nim prawdziwe perełki, których nie należy ukrywać. Do tego wszystkiego dochodzą ludzie, którzy są niesamowicie mili i wiecznie uśmiechnięci. Słowenia to kraj pełen miłości, w końcu nie na darmo to słowo znajduje się w samej nazwie tego kraju: Slovenia. Jak tu nie zakochać się w Słowenii?

Z przewodnikiem „Słowenia. Słoneczna strona Alp” wydawnictwa Bezdroża możemy śmiało odkrywać ten kraj i wszystkie skarby, które się z nim znajdują. W środku znajdziemy szereg praktycznych informacji, liźniemy trochę historii i dowiemy się wielu ciekawostek. Przewodnik podzielony jest na kilka części, a każda z nich koncentruje się na konkretnym regionach. Mapy tych regionów oraz poszczególnych miejscowości ułatwiają zwiedzanie. W środku znajduje się kilkanaście kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji, które oferuje nam kraj.

„Słowenia. Słoneczna strona Alp” to swoiste kompendium wiedzy o tym niewielkim kraju. W przewodniku znajdziemy wszystko, co powinniśmy wiedzieć wybierając się do Słowenii.

Za książkę dziękuję:

Monika Witkowska „Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie”

Monika Witkowska to doświadczona podróżniczka (odwiedziła ponad 180 krajów), miłośniczka gór (zdobywczyni Korony Ziemi) oraz uzależniona od morza żeglarka. Do jej żeglarskich osiągnięć należy m.in. dwukrotne opłynięcie przylądka Horn, pokonanie Przejścia Północno-Zachodniego, a także trasa przez morza: Beauforta, Czukockie i Beringa dookoła Czukotki. „Horn na trawersie”  jest zapisem niezwykłego wyczynu, jakim jest opłynięcie przylądka Horn  małym, drewnianym jachtem.

W ten rejs wyruszyła z Mariem i jego żoną, sympatycznym rumuńskim małżeństwem. Monika i Mario poznali się w górach, w dramatycznych okolicznościach, w efekcie których odmrożony mężczyzna stracił palce i część nosa. Przyjaźń Polki i Rumuna przeniosła się na morze. Na małym, drewnianym jachcie opłynęli razem przylądek Horn, uznawany za żeglarski Everest.

Nie jest to typowo żeglarska książka. Monika pisze nie tylko o swojej wyprawie i emocjach z nią związanymi. Znajdziemy w niej wiele różnych ciekawostek, faktów historycznych, fachowego słownictwa związanego z morzem czy biografii słynnych żeglarzy. Na kartach książki dowiemy się między innymi dlaczego marynarze tatuowali sobie syreny i kotwice, skąd się wzięły nazwy Ziemia Ognista i Patagonia, jakie mogą być skutki zderzenia z wielorybem, co niezwykłego było w rejsach Magellana, Drake’a i Shackletona albo jakie przywileje przysługują żeglarzom, którzy opłynęli najgroźniejszy z przylądków.

Osobiście bardzo lubię wodę (w końcu jestem zodiakalnymi rybami) i wszystko, co z nią związane: pływanie, kajaki, jachty, itp. Kiedyś intensywnie myślałam o zrobieniu patentu żeglarskiego na jacht, ale porzuciłam ten pomysł. Sama nie wiem dlaczego. Ale czytając książkę serce mi mocniej zabiło, więc jednak powinnam do tego powrócić. Bardzo podziwiam Monikę Witkowską i wszystko co robi. Odważna  z niej kobieta z ogromnym dorobkiem nie tylko podróżniczym. Sam fakt, że odwiedziła 180 krajów wprawia w konsternację. Ostatnio miałam okazję ją poznać, gdzie opowiadała o swoich podróżach po Tanzanii.

„Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie” to doskonałe kompendium wiedzy na temat morza i żeglowania. To pozycja kierowana nie tylko dla zapalonych miłośników żeglowania, ale również dla podróżników, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego. To przewodnik dla tych, którzy się tam wybierają; dla tych, którzy o tym marzą jako dowód, ze marzenia można (a nawet trzeba!) spełniać; dla pozostałych jako doskonała lektura, z dawką niecodziennych przygód. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto marzy o wielkiej przygodzie.

Za książkę dziękuję:

Beata i Paweł Pomykalscy „Jugosławia. Rozsypana układanka”

Ostatnimi czasy mam ogromną słabość do Bałkan, a może jednak obsesję. Sama już nie wiem. Zaczęłam czytać wszystko na temat tego wciąż tajemniczego regionu Europy. W końcu odważyłam się pojechać tam i osobiście sprawdzić, czy to faktycznie takie dzikie rejony naszego kontynentu.

Kraje znajdujące się na Półwyspie Bałkańskim cieszą się coraz większą popularnością, jak np. Chorwacja, jednak niektóre z nich wciąż pozostają nieodkryte i tajemnicze jak Albania albo mające złą sławę, tak jak Bośnia i Hercegowina. Bałkany to nie tylko zatłoczona Chorwacja czy Słowenia, która „nie przyznaje się” do bycia częścią Jugosławii. Mówi się, że to „dzika Europa”, ta mniej cywilizowana część Starego Kontynentu. Nie zgadzam się z tym w ogóle. Jest to niesłuszne spojrzenie na ten zakątek Europy. Fakt, panuje tam jeszcze bałagan, ale stopniowo wszystko zaczyna się układać. Wiem coś o tym doskonale, bo sama w tym roku eksplorowałam Bośnię i Hercegowinę oraz Macedonię. A w przyszłym roku będę kontynuować podróże po krajach bałkańskich.

Książka „Jugosławia. Rozsypana układanka” autorstwa Beaty i Pawła Pomykalskich podzielona jest na trzy części: „Zjawiska”, „Miejsca” oraz „Smaki i zapachy”. W „Zjawiskach” Pomykalscy starają się wytłumaczyć, czym tak naprawdę była Jugosławia. Z ich zapisków dowiadujemy się kim był marszałek Tito i dlaczego jego kraj działał bez większych zarzutów, mimo panującej wewnątrz mieszanki wybuchowej. Wyjaśniają, jak sobie radzą państwa powstałe po rozpadzie tego dziwnego tworu jakim była Jugosławia. Opowiadają o wojnie w Bośni, która miała miejsce dwadzieścia lat temu i Igrzyskach Olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Zdradzają tajemnicę fenomenu Dubrownika po tym, jak nakręcono tam kilka odcinków „Gry o tron”.

Druga część poświęcona jest miejscom, które warto zobaczyć będąc na Bałkanach, albo wręcz przeciwnie – takie, które trzeba omijać szerokim łukiem. Poza tymi oczywistymi jak Mostar, Sarajewo Ochryda czy Belgrad, w zestawieniu Pomykalskich znalazły się m.in. Blagaj, Tetowo, Lipic, Travnik oraz Trebinje. Nie są to duże miejscowości, ale zdecydowanie warto tam zajrzeć, bo można odkryć naprawdę niezwykłe skarby. W ostatniej części dowiemy się, jak smakują i czym pachną Bałkany. Autorzy zdradzą, co warto zjeść i jakie pamiątki ze sobą przywieść. Co więcej, Pomykalscy wspominają o pewnym młodym człowieku z Sarajewa, którego sama poznałam! Niesamowite czytać o kimś, kogo się miało się okazję poznać osobiście i spędzić z tą osobą trochę czasu.

„Jugosławia. Rozsypana układanka” to nie tylko Sama książka również jest tak „skonstruowana”. Autorzy skaczą po krajach i miastach, nie skupiają się tylko na jednym miejscu. Nie opisują od razu wszystkiego np. o Serbii, tylko stopniują napięcie i nie pozwolą od razu zaspokoić ciekawości. Żeby jeszcze bardziej rozkoszować się smakiem ich słów, Pomykalscy załączyli piękne, kolorowe zdjęcia tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Albo wręcz przeciwnie – wyrzucić ze swojej podróżniczej listy marzeń i nie tracić na nie czasu.

Chcesz wiedzieć, dlaczego w sierpniu warto przyjechać do serbskiej Guczy? Chcesz zobaczyć skok w dorosłość i most, który spina nie tylko dwa brzegi? A może jesteś ciekawa, w którym mieście znajduje się symboliczna granica między kulturami? Jeśli opowiedziałaś twierdząco na te pytania, koniecznie sięgnij po reportaż „Jugosławia. Rozsypana układanka”.  To znakomita skarbnica wiedzy na temat krajów byłej Jugosławii.

Za książkę dziękuję:

Monika Chojnacka „Budapeszt i Balaton. Travelbook”

Budapeszt jest jedną z moich ulubionych stolic. Byłam tam dwukrotnie i nadal chcę więcej! Nie dość, że miasto jest piękne, to na dodatek Węgrzy mają pyszne jedzenie, a kilkudniowy pobyt w tym mieście nie zrujnuje naszego budżetu.

To z pewnością jedna z najpiękniejszych stolic Europy. Baszta Rybacka, Parlament, Muzeum Terroru, Wzgórze Gellerta czy Plac Bohaterów – to tylko kilka atrakcji, które oferuje nam Budapeszt. Turyści przybywają tu dla monumentalnej architektury i ciekawych muzeów, dla uroku naddunajskich krajobrazów, dla kąpieli w gorących źródłach, będących pod wzgórzami Budy. Nawet krótki pobyt w stolicy to okazja do skosztowania potraw powszechnie cenionej węgierskiej kuchni i delektowania się tokajem. A kiedy zechcemy odetchnąć od wielkomiejskiej atmosfery, można udać się nad nieodległy Balaton, nie bez powodu nazywany „węgierskim morzem”.

Na kartach „Travelbooka” znajdziemy szereg informacji na temat historii, kultury i sztuki (np. Budapeszt w filmie czy literaturze), społeczeństwa (np. o życiu codziennym budapesztan)czy krajoznawczego ABC. Co jeszcze znajdziemy w środku?  Całą masę interesujących i przydatnych wskazówek. Również znajdziemy tam sugestie, jakie pamiątki powinniśmy przywieźć z podróży. Jednak nie będą to typowe pamiątki, jak magnes na lodówkę czy brelok. Autorka sugeruje, żebyśmy zakupili węgierskie specjały jak czerwona papryka czy wino, ale także bardziej ekskluzywne pamiątki jak… gęsie wątróbki! Przyznam, że oryginalna pamiątka z podróży, ale jakoś nie skusiłam się na nią 🙂

Nie ukrywam, że osobiście bardzo lubię  odkrywać sekrety miasta i poszukiwać ciekawych atrakcji danego miejsca z przewodnikami z serii „Travelbook” wydawnictwa Bezdroża. Są świetnie wydane, zawierają przydatne i pomocne informacje z dużą ilością kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji. Bardzo miło  mi było spacerować po Budapeszcie z tym „Travelbookiem” w ręce. Co prawda do Balatonu jeszcze nie dotarłam, ale z całą pewnością ten przewodnik spakuję do swojej walizki.

Za książkę dziękuję:

Witold Gapik „Pijany martwym Gruzinem”

„Pijany martwym Gruzinem” to zapis 10-letniej podróży autora po sześciu krajach największego kontynentu,  położonych w obrębie Kaukazu i w Azji Środkowej: Uzbekistanu, Kazachstanu, Tadżykistanu, Azerbejdżanu, Armenii i Gruzji.

Pierwsze, co skłania do myślenia to sam tytuł książki. Jednak aby dowiedzieć się, skąd taki intrygujący tytuł, musimy uzbroić się w cierpliwość i przebrnąć przez lekturę całego reportażu. Dopiero w końcowym rozdziale dowiadujemy się, co autor miał na myśli nadając tytuł „Pijany martwym Gruzinem”. Warto jednak przebrnąć przez wszystkie strony ponad trzystustronicowej publikacji i wzbogacić swoją wiedzę na temat historii, geografii, kultury, tradycji, kuchni, polityki wymienianych w książce krajów, a także codzienności mieszkańców.

„Pijany martwym Gruzinem” jest czysto męską relacją z podróży po Uzbekistanie, Kazachstanie, Tadżykistanie, Azerbejdżanie, Armenii i Gruzji. W środku znajdziemy licznych historie na temat przygód autora, spotkań i rozmów z mieszkańcami odwiedzanych zakątków czy przemyśleń na różnorodne tematy. W trakcie podróży Witolda Gapika bardzo dużo się dzieje, a wszechobecny alkohol leje się strumieniami. Momentami opisywane historie wyjęte są niczym z mrożącego krew w żyłam filmu akcji. Autor zanurzył się w klimat codziennego życia, kultury, historii i tradycji ludów mieszkających na terenach fascynujących, ale i bardzo trudnych.

Mam wrażenie, że autor pojechał tam nie tyle w interesach, ale przede wszystkim po to, żeby dobrze się bawić i upijać do nieprzytomności z miejscowymi. W każdym z odwiedzonych krajów opisuje swoje pijackie ekscesy… No cóż, kto co lubi, ale nie wiem, czy jest się czym chwalić. Drugą rzeczą, co irytowało mnie w trakcie czytania, to dużo rosyjskojęzycznych zwrotów, których autor wręcz nadużywał. Nie znam tego języka, więc nie mam pojęcia, o czym autor rozmawiał z tubylcami, bo nie zamieścił żadnego tłumaczenia swoich rozmów. Przez to nieco się denerwowałam w trakcie lektury, a tym samym momentami ciężko się ją czytało.

Kaukaz i Azja Środkowa budzi coraz większą ciekawość wśród Europejczyków. Niestety, ciągle mało jest publikacji na temat tego rejonu świata. A szkoda, bo są bardzo interesujące i chciałabym się dowiedzieć więcej na ich temat. Ale pewnie dowiem się tego dopiero, gdy sama je odwiedzę, co również mam w planach w niedalekiej przyszłości. Jeśli ktoś jest zainteresowany którymś z krajów, które odwiedził Witold Gapik, „Pijany martwym Gruzinem” jest lekturą obowiązkową, by zgłębić wiedzę na ich temat. Polecam, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość, by przez nią przebrnąć.

Za książkę dziękuję:

Aleksandra Lisewska „Wyklęte Imperium. Irańskie opowieści”

Jeszcze do niedawna pomysł wjazdu do Iranu spotykał się z wielkim zdumieniem. Kraj przez lata potępiany powoli wraca na polityczne i przede wszystkim podróżnicze salony świata. Aleksandra Lisewska opisuje skarby dawnej Persji, życie codziennie w kraju wyznaniowym i przybliża nam „zakazany owoc” Azji.

Iran nie cieszy się dobrą opinią i prestiżem na świecie – radykalny islam i broń jądrowa – to tylko kilka przykładów, które odstraszają. Mimo to, coraz więcej osób (również wielu moich znajomych) decyduje się na podróż do tego kraju. Co Iran ma w sobie takiego, że przyciąga turystów niczym magnes?

Podróż po Iranie ma wiele wymiarów i odcieni. Stojąc przy elamickim zikkuracie sprzed trzech tysięcy lat, niewątpliwie dotyka się najdawniejszej historii. Podobnie w starożytnym Persepolis – zachowały się tam pozostałości po potędze wielkiego imperium, a także ślady niemalże zapomnianego zoroastryzmu, wyznawanego niegdyś przez jego mieszkańców. Wnętrza meczetów, ich fasady, minarety i kopuły obłożone są barwną majoliką. Kobalt miesza się z turkusem i szafranem. Geometryczne wzory przeplatają się z motywami roślinnymi. Architektura islamu, z charakterystyczną dla siebie pełnią barw i kształtów, to niepowtarzalne zjawisko i uczta dla oczu.

To prawda, gdyż cała książka Aleksandry Lisewskiej jest wprost „ociekająca” przepięknymi, kolorowymi fotografiami. Jakoś nigdy nie myślałam o wycieczce do Iranu, to przyznaję, że jej zdjęcia bardzo przekonały mnie do rozmyślań nad podróżą do tego azjatyckiego państwa. Kto wie, może w przyszłym roku i ja tam zawitam?

Dla mnie Iran jest zbyt konserwatywnym państwem. Podzielam także opinię autorki, że kobiety praktycznie nie mają tam żadnych praw. Aleksandra Liszewska pisze, że na tle cudownej i kolorowej architektury, ogromny kontrast stanowią kobiety – od stóp do głów okryte czernią, czego doskonałym przykładem jest okładka książki. Poza tym fakt, że nawet turystki muszą zakrywać swoje ciało i ubierać abaje na głowę mówi sam za siebie.

Iran, pomimo swego wyznaniowego charakteru, jest krajem przyjaznym i, co najważniejsze, bezpiecznym. Irańczycy to niezwykle życzliwi ludzie. Każdego przybysza zachęcają do rozmowy i zapraszają na poczęstunek do swoich domów. Mimo że na gruncie obyczajowym dzieli nas rzeczywiście wiele, można na nich liczyć w trudnych sytuacjach i mieć pewność, że nikogo nie zostawią w potrzebie. Chociaż w żadnym wypadku nie można bagatelizować obowiązujących w kraju ograniczeń oraz publicznie łamać społecznych zasad, władza potrafi przymknąć oczy na wiele rzeczy i toleruje niektóre „grzeszki” swoich obywateli.

„Wyklęte Imperium. Irańskie opowieści” to świetna lektura, z którą warto zapoznać się przed podróżą do tego kraju. Jest to pewna skarbnica wiedzy na temat kultury, obyczajów, architektury czy kuchni Iranu. Nawet jeśli ktoś w najbliższym czasie nie planuje podróży do Iranu, to także polecam lekturę tej książki, warto pogłębiać swoją wiedzę i poszerzać horyzonty.

Za książkę dziękuję:

Magdalena Dobrzańska-Bzowska, Robert Sendek „Macedonia. W sercu Bałkanów”

Od jakiegoś czasu bardzo chciałam polecieć do Macedonii. Nie wiem, dlaczego właśnie ten mały kraj w samym środku Bałkanów, wzywał mnie do siebie. Pewnego dnia kupiłam bilet, spakowałam walizkę i wraz z przewodnikiem z serii „Bezdroża Classic” wydawnictwa Bezdroża pod pachą i wyruszyłam do samego serca Bałkanów.

Obawiałam się tej podróży. Tak jak po swojej ukochanej Hiszpanii mogę podróżować sam i mam pewność, że nic mi się nie stanie i spędzę tam świetnie czas, to odczuwałam niepokój odnośnie mojego wyjazdu do Macedonii. Nie byłam nigdy na Bałkanach i tak naprawdę nie wiedziałam czego mogę się tam spodziewać. Niby to Europa, ale inna kultura i obyczaje. Nie miałam pewności jak to wszystko odnosi się do wojny domowej sprzed ponad dwudziestu lat, jakie piętno tam po sobie pozostawiła. Nie  będę ukrywać, że po przeczytaniu przewodnika „Macedonia. W sercu Bałkanów” nieco się uspokoiłam. Jak się okazuje, Macedonia nie jest żadnym dzikim, zacofanym krajem, tylko rozwijającym się i przepięknym państwem, z niezwykle miłymi i serdecznymi ludźmi.

W środku przewodnika znajdziemy niezbędne informacje praktyczne i krajoznawcze; szczegółowe opisy regionów, miejscowości, zabytków i obiektów przyrodniczych; kalendarium wydarzeń kulturalnych; liczne ciekawostki oraz przydatny mini słowniczek. W pomarańczowych tabelkach znajduje się szereg szalenie ważnych informacji np. dlaczego Macedonia walczy z Grecja o prawo do tej nazwy, albo turystyczny savoir-vivre, czyli jak należy zachowywać się będąc w tym kraju. Co więcej, żeby jeszcze lepiej przygotować się do podróży, na kartach tego przewodnika znajdziemy spis istotnych/pomocnych filmów i książek o Macedonii. Poza historycznymi, kulturowymi i społecznymi informacjami, wyraźnie zaznaczone są adresy polskich placówek dyplomatycznych oraz niezbędne numery telefonów alarmowych.

Na kartach przewodnika umieszczone zostały niewielkie mapy niektórych miejscowości, czy regionów wartych odwiedzenia. Dla niezdecydowanych, autorzy przygotowali kilka różnorodnych objazdowych tras po kraju. Jedynie to, czego mi brakowało to kolorowych zdjęć, dzięki którym opis danego miejsca czy obiektu będzie prostszy do rozpoznania. Owszem, kilka zdjęć najważniejszych atrakcji Macedonii znajdują się na samym początku książki, ale mimo szczerych chęci, to trochę za mało.

Jeśli jednak chcecie wybrać się do Macedonii, gwarantuję, że „Macedonia. W sercu Bałkanów” serii Bezdroża Classic przygotuje was znakomicie. Cieszę się, że miałam okazje podróżować z tą skarbnicą wiedzy na temat fantastycznego kraju, jakim jest Macedonia – serce Bałkanów.

 

Za książkę dziękuję:

Anna Jaklewicz „Indonezja. Po drugiej stronie raju”

„Indonezja. Po drugiej stronie raju” jest relacją rocznego pobytu Anny Jaklewicz w tym azjatyckim kraju. Nie jest to jednak typowa relacja z rajskich wakacji. Autorka skupia się na mrocznej stronie tego azjatyckiego kraju.

Indonezja jest ogromnym krajem (konkretnie liczy 13 tysięcy wysp i wysepek), a swoją sławę zawdzięcza takim wyspom jak Jawa czy Bali. Religią dominującą jest islam, ale mieszkańcy wysp są wyznawcami także chrześcijaństwa, hinduizmu i buddyzmu. W mniejszych miejscowościach ludzie czczą lokalne bóstwa, które oficjalnie są zabronione.

„Indonezja. Po drugiej stronie raju” nie jest obrazem tropikalnego raju, idealnej scenerii egzotycznych wakacji pod palmami na końcu świata. Być może niektórzy, po przeczytaniu tej książki zmienią zadnie na temat Indonezji. Autorka porusza kilka szalenie ważnych, a nawet kontrowersyjnych tematów. W książce znajdziemy pięć rozdziałów, z których każdy stanowi unikalną historię: piąta płeć –  opowieść o androgenicznych szamanach, odsłaniająca konflikt między świętością a naturą ludzką; morscy cyganie – legendarni ludzie-ryby i rybacy uwikłani w międzynarodowy proceder nielegalnego połowu ryb przy pomocy cyjanku potasu i bomb własnej produkcji; wyspy korzenne – historia krwawych podbojów kolonialnych i konfliktów etnicznych, rozgrywająca się w cieniu drzew muszkatołowych i wonnych goździkowców; śmierć w tana toraja  – świat, w którym pogrzeby są ważniejsze niż wesela, zmarli traktowani jak żywi, a ceną za pozaziemski raj jest śmierć setek bawołów; ludzie lasu –  spotkanie z rdzennymi mieszkańcami lasów tropikalnych, których dziewiczy świat ulega szybkim zmianom pod wpływem kontaktów z cywilizacją.

Dla nas – Europejczyków, pewne indonezyjskie zwyczaje i tradycje mogą wydawać się szokujące, a nawet bestialskie, jak np. rytualny ubój bawołów. Pewnych rytuałów/obyczajów nie będziemy w stanie zrozumieć, np. pogrzeby w tana toraja. Dzięki takim książkom jak „Indonezja. Po drugiej stronie raju” mamy okazję poznać różne kultury i tradycje mieszkańców z innych rejonów świata. Dzięki temu, możemy otworzyć oczy i dostrzec coś, na co do tej pory nikt nie zwracał uwagi. Być może nie wszyscy z na s sobie to uświadomią, ale jeśli nawet jedna osoba zaprzestanie wspierania wielkich koncernów, które niszczą lokalna przyrodę, będzie to ogromny sukces.

Azja jakoś nigdy specjalnie mnie nie interesowała, nie jest to mój wymarzony kierunek podróżniczy. Kiedy czytam relacje z podróży do tamtego rejonu, serce nie bije mi mocniej, a gdy ktoś ze znajomych opowiada mi o planowanym wyjeździe do Azji-gratuluję, ale nie ekscytuję się razem z nim. Po przeczytaniu relacji Anny Jaklewicz, zmieniłam nieco zdanie. Przyznam, że Indonezja zaintrygowała mnie i to bardzo. Dzięki książce „Indonezja. Po drugiej stronie raju” mam ochotę wybrać się tam, ale nie do turystycznego raju, ale podążać śladami autorki oraz odkryć mroczną i tajemniczą stronę tego kraju. A dzięki pięknym, kolorowym zdjęciom autorstwa Anny moje serce zabiło mocniej i zapragnęło poznać ten kraj bliżej.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Jaklewicz, wcześniej miałam przyjemność przeczytać „Niebo w kolorze indygo. Chiny z dala od wielkiego miasta” i również byłam zachwycona jej relacją z pobytu w Chinach. Fakt, że autorka przez jakiś czas mieszkała pośród miejscowej ludności i żyła jak oni sprawia, że książka jest autentyczna. Książkę „Indonezja. Po drugiej stronie raju” pochłonęłam w kilka godzin, bo nie ma szans, żeby ją odstawić choć na chwilę. Serdecznie polecam!  A ja czekam na kolejne fascynujące i wciągające relacje z podróży Anny!

Za książkę dziękuję:

Agnieszka Masternak „Rzym. Travelbook”

f-rzym-travelbook-wydanie-1O Rzymie mówi się, jako o Wiecznym Mieście, do którego „prowadzą wszystkie drogi”. Ówczesna stolica Włoch przez wieki była świadkiem wielu niezwykłych wydarzeń,  jest niezwykle tajemnicze i skrywa wiele sekretów. Z drugiej jednak strony jest pełna sprzeczności: stojące niegdyś na czele świata pogańskiego, dziś stanowi centrum chrześcijaństwa.

Każdego  roku do stolicy Italii przybywają miliony turystów z całego świata. Nic dziwnego, gdyż miasto ma wiele do zaoferowania, a każdy znajdzie coś dla siebie. Miłośnicy architektury będą zachwycać się wspaniałymi barokowymi i starożytnymi budowlami, z Koloseum na czele. Spragnieni wiedzy i głodni historycznych wrażeń mają do wyboru wiele muzeów, w których dowiedzą się interesujących faktów. Z kolei miłośnicy włoskiej kuchni mogą zaspokajać kulinarne potrzeby na Zatybrzu, w nietypowej dzielnicy Trastevere, gdzie serwują najlepsze włoskie dania. Natomiast ci, którzy szukają religijnych uniesień, mają na swojej drodze wiele kościołów do odwiedzenia, łącznie z watykańską Bazyliką św. Piotra.

Od stuleci Rzym inspirował. W Wiecznym Mieście powstało setki filmów, w tym wiele kultowych, jak „Rzymskie wakacje” z Audrey Hepburn i Gregorym Peckiem w rolach głównych, „Słodkie życie” i „Rzym” w reżyserii Federica Felliniego czy „Zakochani w Rzymie” Woody’ego Allena . W przewodniku „Rzym. Travelbook” możemy znaleźć te informacje i podążać śladami filmowych bohaterów. Jeśli jednak szukamy alternatywnego sposobu na zwiedzenie miasta, wystarczy zajrzeć do przewodnika i wybrać inne opcje: śladami rzymskich obelisków, rzymskich willi, zobaczyć „mówiące” posągi czy odpocząć w cieniu drzew parków i rezerwatów.

„Rzym. Travelbook” zawiera szereg ważnych informacji, np. co należy wiedzieć przed wyjazdem, co zabrać ze sobą, jak poruszać się po mieście. Poza tym dowiemy się wielu ciekawostek o kuchni rzymskiej (oraz adresami najlepszych restauracji), społeczeństwie oraz kulturze i sztuce. Dowiemy się także wielu ciekawostek historycznych oraz zarys z dziejów miasta. Co więcej, w środku znajdziemy mini słowniczek z najprzydatniejszymi włoskimi zwrotami.

Osobiście jestem wielbicielką przewodników z serii „Travelbook”. Miałam przyjemność podróżować z nimi niejednokrotnie, po wielu europejskich miastach. „Rzym.Travelbook” jest prawdziwą skarbnicą wiedzy, a przy tym niezwykle poręczny, który zmieści się w każdej damskiej torebce. Poza istotnymi i ciekawymi informacjami znajdziemy w nim masę kolorowych zdjęć, które inspirują i umilają nasze podróżowanie. A z mapami znajdującymi się w środku, z całą pewnością nigdy się nie zgubimy J Jeśli chcecie spędzić niezapomniany czas w Wiecznym Mieście, koniecznie miejcie ze sobą przewodnik „Rzym. Travelbook”, który wskaże wam drogę do wielu inspirujących miejsc.

Za książkę dziękuję:

bezdroza

Monika Witkowska „Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika”

z-plecakiem-przez-swiat-vademecum-podroznika-b-iext40609561Marzy ci się jakaś podróż? Niezależnie, czy będzie to weekendowy wypad za miasto, wakacje na tropikalnej wyspie czy kilkumiesięczna podróż dookoła świata, trzeba się odpowiednio przygotować. Zanim gdziekolwiek wyruszysz, musisz koniecznie przeczytać „Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika” autorstwa Moniki Witkowskiej.

Monika Witkowska była już chyba wszędzie. Na swoim koncie ma ponad 180 odwiedzonych krajów. To podróżniczka z 20-letnim stażem. Podróże to jej pasja, a nawet uzależnienie. Najchętniej lubi poznawać świat na własną rękę, w pojedynkę. Poza podróżowaniem, autorka posiada także wiele innych pasji, np. góry (zdobyła Mt Everest i prawie całą Koronę Ziemi) oraz żeglarstwo morskie (ma za sobą przepłynięcie Pacyfiku i Atlantyku, opłynięcie Przylądka Horn i pokonanie Przejścia Północno-Zachodniego). Jest również pilotem i przewodnikiem wycieczek, a także fotografem, zaś jej artykuły ukazują się w wielu magazynach o tematyce podróżniczej.

W „Vademecum podróżnika” autorka opisuje swoje dotychczasowe doświadczenie związane z podróżowaniem. Radzi, gdzie szukać tanich połączeń lotniczych i noclegów, przestrzega przed lokalnymi kulinarnymi specjałami, pisze jak chronić dokumenty i pieniądze. Ale to tylko kilka porad. W jej najnowszej książce znajdziemy szereg bardzo ważnych i cennych informacji. A wszystkie z nich oparte są na nie tylko własnych doświadczeniach, ale również doświadczeniach ich podopiecznych. A to sprawia, że książka „Vademecum podróżnika” jest bardzo wiarygodna. Poza cennymi radami, w książce znajdziemy wiele przepięknych zdjęć autorstwa Moniki Witkowskiej.

Spędziłam kilkadziesiąt godzin będąc w podróży, trochę przebytych kilometrów mam na swoim koncie, więc co nieco wiem o podróży. Przecież tyle razy leciałam samolotem, że wiem, jak zachować się na lotnisku. Albo co jest trudnego w pakowaniu walizki na podróż? Jak się okazuje (ku mojej rozpaczy) jestem totalnym żółtodziobem w kwestii podróżowania. No bo niby „wszystko” wiem, a tak naprawdę nie wiem nic. Całe szczęście, że „Vademecum podróżnika” wpadło w moje ręce! Dziękuję pani Monice, że otworzyła mi oczy na istotne kwestie, jak właśnie pakowanie walizki, zachowaniu w pociągu czy szukaniu noclegu.

Przyznam szczerze, że bardzo podziwiam panią Monikę. Sposób, w jaki poznaje świat i robi to z taka pasją i to, że absolutnie nie boi się niczego. Ja nie jestem tak odważna jak podróżniczka, bo pewnie nie zdecydowałabym się na samotny nocleg w namiocie gdzieś na dzikiej plaży, albo nie wsiadłabym do samochodu z obcymi ludźmi na drugim krańcu świata. Jednak nie mówię, że nigdy tego nie zrobię, do wszystkiego człowiek musi dojrzeć. Widzę sama po sobie, że moje myślenie na temat sposobów podróżowania zmienia się bardzo szybko. Jednak musi jeszcze upłynąć trochę czasu, abym zaczęła poznawać świat w taki sposób, jak autorka.

„Vademecum podróżnika” to prawdziwa skarbnica wiedzy dla każdego szanującego się podróżnika. Znajdziemy tam informacje na temat wszystkiego, co nam potrzebne w podróży. Monika Witkowska porusza tematy związane nie tylko z przygotowaniem się do podróży (pakowanie, szukanie lotów i noclegów), ale również te, które przydają się w trakcie naszej tułaczki. Jednocześnie przestrzega nas przed różnymi niebezpieczeństwami i uczula jak powinniśmy (lub nie powinniśmy) się zachowywać w poszczególnych  rejonach świata. „Z plecakiem przez świat. Vademecum podróżnika” to obowiązkowa lektura dla każdego, kto tak jak autorka pragnie odkrywać świat na swój własny sposób.

Za książkę dziękuję:

bezdroza