Marta Szarejko „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”

Z seksualnością kobiet od zawsze jest problem. To w naszym kraju nadal temat tabu. Większość kobiet się jej wstydzi. Jednak znacznie większy problem z kobiecą seksualnością mają mężczyźni. Bo to właśnie oni kreują krzywdzące stereotypy, a jednocześnie ograniczają nas, bo kobietom „nie wypada” wielu rzeczy: otwarcie mówić o swoich potrzebach,  odczuwać przyjemności w trakcie stosunku, a co najbardziej – lubić seks!  Nie wspominając o innych kulturach, w których seksualność kobiet jest wręcz brutalnie odbierana. Na szczęście powstała książka „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”, w której Marta Szarejko odbywa szereg rozmów na tematy tabu z kilkunastoma seksuolożkami i otwiera oczy na wiele trudnych tematów.

Kobiety, z którymi rozmawia autorka to seksuolożki z wieloletnim doświadczeniem, ogromną wiedzą i ekstremalnymi pokładami empatii, które poruszają szereg ważnych, a także bardzo intymnych tematów, o których w ogóle się nie rozmawia. No bo komu przyszło by pomyśleć o tym, jak wygląda życie seksualne osób z upośledzeniem fizycznym lub psychicznym? Czy kobiecie po pięćdziesiątce w ogóle wypada jeszcze być aktywnym seksualnie? Jak wygląda seks w ciąży i po porodzie? Czy w małżeństwie istnieje pojęcie gwałtu? Czy kobiety mogą mieć większe potrzeby seksualne od swoich mężów? O seksie chcielibyśmy wiedzieć wszystko, ale wstydzimy się, więc o nic nie pytamy.

Na prawdę nie potrafię zrozumieć, jak w XXI wieku, (powiedzmy) w cywilizowanym kraju jakim jest Polska, seksualność jest tematem tabu. O pewnych problemach się nie mówi, a jeśli ktoś zdecyduje się odwiedzić seksuologa, robi to po cichu i w tajemnicy, bo to przecież wstyd i zboczenie. Cholernie smutne jest to, że edukacja seksualna w naszym kraju jest w opłakanym stanie, a właściwie w ogóle jej nie ma. Ofiary gwałtu najczęściej obwiniają siebie za to, co się stało. Chociaż oficjalnie jest równouprawnienie, to kobiety przez cały czas są dyskryminowane. Podwójne standardy sprawiają, że kobiety sprowadzane są tylko do roli matki, to powinno być ich jedynym prawdziwym zadaniem. Wiele kobiet boryka się z bólem, przemocą czy lękami, ale boją się o tym rozmawiać. Te i wiele innych czynników sprawia, że Polki oceniają swój wygląd najgorzej ze wszystkich Europejek. Czy słusznie?

Z kobietami seksuolożkami o kobiecej seksualności rozmawia dziennikarka Marta Szarejko. Wraz ze swoimi rozmówczyniami odkrywa sekrety polskich gabinetów seksuologicznych. Zadaje pytania na które chciałybyśmy poznać odpowiedzi, ale dotychczas nie miałyśmy kogo zapytać. Odpowiedzi na wiele pytań znajdziecie w książce „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”. To pozycja, którą powinna przeczytać każda kobieta.

Za książkę dziękuję:

Maria Hawranek , Szymon Opryszek „Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej”

285567_tanczymy-juz-tylko-w-zaduszki_450Książka „Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej” jest debiutem książkowym zarówno dla Szymona Opryszka, jak i dla Marii Hawranek. Autorzy reportaży są znanymi i cenionymi publicystami.

Szymon Opryszek publikuje swoje teksty w “Tygodniku Powszechnym” i Dużym Formacie”, przez kilka lat mieszkał w Afryce i na Kaukazie, a teraz zwiedza Amerykę Łacińską. Z kolei Maria Hawranek współpracuje z “Wysokimi Obcasami” i “Dużym Formatem”. Wspólnie otrzymali nominację do Stypendium Newsweeka im. Teresy Torańskiej oraz nagrody Blog Roku w kategorii Podróże za projekt “Intoamericas”. Książka jest zbiorem ich doświadczeń, subiektywnej wizji Ameryki Łacińskiej oraz tego co w niej zobaczyli, przeżyli. Teraz dzielą się tym wszystkim szerszej grupie odbiorców.

Razem z Szymonem Opryszka i Marią Hrwanek odwiedzamy wiele ciekawych miejsc i poznajemy niezapomnianych ludzi – bo to właśnie oni są tutaj bohaterami, zaś ich miasta i kraje stanowią jedynie tło. Autorzy reportaży zostają w cieniu, całkowicie skupiają się na swoich rozmówcach. W Kolumbii istnieje region (Antioquia), w którym połowa mieszkańców zapada na chorobę Alzheimera; w Boliwii odwiedzamy menonitów, żyjących bez prądu i innych współczesnych nowinek technologicznych; w Ekwadorze poznajemy Baltazara Ushka, ostatniego hielero – lodziarza wydobywającego lód prosto z wulkanu Chimborazo; w Peru odkrywamy tajemnice nielegalnych kopalni złota, w których wyzysk jest na porządku dziennym, zaś prostytucja i przemoc jest czymś normalnym; w Brazylii spotkamy członków sekty Santo Daime, łączącą w sobie kult bóstw kilku religii, ze szczególnym zamiłowaniem do ayahuaski – rośliny psychoaktywnej.

Maria Hawranek i Szymon Opryszek przemierzają dla nas Amerykę Łacińską, której tak naprawdę nie znamy. Zaglądają do miejsc – niebezpiecznych i trudnodostępnych, których nie znajdziemy w żadnych przewodnikach. A wszystko po to, by pokazać prawdziwe oblicze Ameryki, a nie barwny i wesoły kontynent, jaki widzą turyści i biura podróży. Autorzy chcą nam przybliżyć życie i codzienność mieszkańców tamtych krajów. Pokazać ich kulturę, zwyczaje i to wszystko, co starają się ukryć przed światem zewnętrznym.

Przeczytałam niejeden reportaż o Ameryce Południowej i Łacińskiej i muszę przyznać, że książka „Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej” pozytywnie mnie zaskoczyła. Napisana jest w zupełnie innym stylu; tu sami bohaterowie opowiadają swoje historie, a autorzy nie zniekształcają obrazu rzeczywistości. Również sam język jest prawdziwy: ostry i wulgarny. Z każda kolejną stroną dowiadywałam się wielu nowych, wcześniej mi nieznanych faktów z życia tamtejszej ludności. Trzeba przyznać, że „Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej” to kawał dobrego, rzetelnego polskiego reportażu. Polecam z czystą przyjemnością.

Za książkę dziękuję:

Znak literanova logo

Anna Herbich „Dziewczyny z Syberii”

dziewczyny„Nie oceniaj książki po okładce” – brzmi stare powiedzenie. Zazwyczaj tego nie robię, ale w tym przypadku było inaczej. Gdy najnowsza książka Anny Herbich „Dziewczyny z Syberii” trafiła w moje ręce, od razu okładka wpadła mi w oko, a wręcz zahipnotyzowała mnie. Od pierwszej chwili wiedziałam, że będzie to niezapomniana podróż do przeszłości. I nie myliłam się.

Historie wszystkich kobiet opisane w książce „Dziewczyny z Syberii” są prawdziwe. 10 niezwykłych kobiet, 10 wstrząsających wspomnień. Wszystkie z nich dożyły do dnia dzisiejszego, aktualnie dobiegają 100-nych urodzin, zaś jedna z nich w tym roku je celebrowała. Każda historia jest inna (chociaż mają ze sobą wiele wspólnego), niezwykła i równie okrutna. Łączy ich jedno – oderwanie od rodzinnego domu i zesłanie na Syberię. Może się wydawać, że po tylu latach cierpienia, terroru fizycznego i psychicznego, głodu, nędzy i upokorzenia, bohaterki nie dożyją sędziwych lat po odzyskaniu wolności. Jak się okazuje, kobiety wcale nie są słabymi i bezbronnymi istotami. Na zesłaniu najczęściej umierały dzieci, starcy oraz mężczyźni. Przetrwało najwięcej kobiet, które stały się silne oraz odporne na wszelki ból i cierpienie. Przeżyły, by móc podzielić się z nami swoimi traumatycznymi przeżyciami. Dodatkowo prywatne zdjęcia bohaterek pojawiające się w książce doskonale obrazują i podkreślają dramat, który zniszczył im życie. Na fotografiach widać uśmiechnięte twarze pośród rodziny, bliskich, ukochanych osób. Nikt się wtedy nie spodziewał, że w jednej chwili szczęśliwe chwile prysną jak bańska mydlana i pozostaną tylko te zdjęcia i wspomnienia przepełnione goryczą i bólem.

Autorka przelała na papier wspomnienia dziesięciu kobiet, które doświadczyły piekła sowieckich łagrów. Wszystkie z nich pochodziły z dobrych, kochających rodzin. Wszystkie miały szanse na wspaniałe życie, z ogromną szansą i szerokimi możliwościami. Wszystko do czasu wybuchu wojny, która zrujnowała im życie. Wszystkie historie miały taki sam początek: noc, walenie do drzwi, minuty na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, a na koniec podróż trwająca tygodniami, w bydlęcych wagonach i niehumanitarnych warunkach. Wszystkie zostały uznane za „wrogów ludu” i były zagrożeniem dla Związku Radzieckiego. Zostały wywiezione na Sybir, do miejsca, w którym noc trwa połowę roku, zaś temperatury sięgają 70 stopni poniżej zera. W takich warunkach walczyły o przetrwanie i wykonywały katorżniczą pracę. Doświadczyły okrutnego głodu, karmione lichą zupą lub zepsutym chlebem z żyjącym robactwem w środku… Były świadkami śmierci swoich bliskich, którzy umierali na ich oczach, niekiedy nawet w ramionach. Czy może być coś okrutniejszego niż to, co przeżyły bohaterki?

Może się wydawać, że „Dziewczyny z Syberii” to historie, które nie mają szczęśliwego zakończenia i nie mają prawa ich mieć. Owszem, wszystkie opowiadania są smutne, przepełnione goryczą i współczucia. Jednak bohaterki przetrwały to piekło i żyją do dzisiaj. Wiele z nich do tej pory nie potrafi wybaczyć swoim oprawcom za całe zło jakie im zgotowali. To przez nich straciły najbliższe osoby, a ich śmierć rozdarła serca na strzępy. Niektóre z nich nigdy nie powróciły do Polski, ponieważ nie mogły patrzeć, jak ich ukochany kraj zmienia się w sowiecką nędzę, którą tak dobrze znają.

„Dziewczyny z Syberii” to książka bezpośrednia, prawdziwa i niewyobrażalna. Z jednej strony jest bolesna i trudna, z drugiej zaś podnosząca na duchu i dająca nadzieję na lepszą przyszłość. Młodsze pokolenia (w tym również moje) mają coraz mniejszą świadomość tego, co wydarzyło się w trakcie II Wojny Światowej, jak nasz naród został brutalnie potraktowany. Wojna nie jest tylko aktywnością militarną, to przede wszystkim osobiste tragedie poszczególnych jednostek, które toczą codzienną walkę o przetrwanie. Wszystkie bohaterki łączą doświadczenia związane z zesłaniem, a także niesamowity hart ducha, determinacja i siła charakter. Ich wspomnienia przepełnione są emocjami, a jednocześnie emanują spokojem. Wszystkie mnie wzruszyły, ale kilka z nich poruszyły mnie do łez. Cieszę się, że „Dziewczyny z Syberii” trafiły w moje ręce i miałam przyjemność chłonąć te historie całym ciałem i duchem.

Za książkę dziękuję:

logo_znak_horyzont08_2_