Souad Mekhennet „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu”

Mówią, że wojna nie ma nic wspólnego z kobietami, tak samo jak „prawdziwe” dziennikarstwo. A przecież największymi ofiarami każdej wojny są przecież kobiety. Souad Mekhennet jest pierwszą dziennikarką zachodnich mediów, której udało się wrócić zza linii dżihadu. Dokonała niemożliwego i dowiodła, że w męskim świecie wojny i informacji jest miejsce dla kobiet.

Souad Mekhennet to niemiecka dziennikarka muzułmańskiego pochodzenia. Jako córka Marokańczyka (sunnity) oraz Turczynki (szyitki) nigdy nie miała łatwo w życiu. Żyjąc w niemieckim społeczeństwie jako potomkini emigrantów zawsze była dyskryminowana. Ja sama twierdzi, zdecydowała się zostać dziennikarką, by głosić prawdę. Już jako studentka i początkująca stażystka miała pod górkę, ponieważ nie jest „niemiecką Niemką”. Ludzie z branży ostrzegali ją, że z jej pochodzeniem i nazwiskiem nie uda jej się zagrzać miejsca na tym stanowisku i lepiej, żeby od razu zrezygnowała. Souad się nie poddała i z uporem udowodniała, że rzetelnie i obiektywnie potrafi opracować dany temat. Po zamachach z 11 września na Stany Zjednoczone postanowiła, że zacznie zgłębiać ten temat. Chciała zrozumieć, dlaczego na świecie dzieją się tak okrutne rzeczy oraz dotrzeć do źródła współczesnego dżihadu.

Souad odbyła tysiące rozmów i przeprowadziła mnóstwo wywiadów. Nie wahała się jechać w najbardziej niebezpieczne rejony świata, by zrozumieć, co się tam dzieje. W swojej książce dziennikarka dokładnie analizuje najważniejsze wydarzenia ostatnich lat. Już jako mała dziewczynka bacznie śledziła doniesienia z okupowanej Bośni, z przejęciem oglądała informacje o zamachu na World Trade Center, po wkroczeniu amerykańskich wojsk do Iraku – już jako dziennikarka – pojechała na miejsce, by z pierwszego rzędu informować o wydarzeniach. Potem dotarła do państw Afryki Północnej, kiedy ziemiami tymi zatrzęsła Arabska Wiosna, nie wahała się pojechać do bombardowanej Syrii i bacznie obserwowała narodziny samozwańczego Państwa Islamskiego. Relacjonowała także skutki zamachów we Francji, Belgii czy Niemczech. W tych ostatnich doznała osobistej straty.

„Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu” to obszerna, bezstronna i rzetelna relacja z samego środka punktów zapalnych na świecie. Była to długa, trudna i niebezpieczna droga, by ta książka w ogóle powstała. Souad dotarła do źródeł konfliktów zbrojnych na Bliskim Wschodzie – odwiedziła wszystkie tereny, w których toczył się lub nadal się toczy się konflikt zbrojny, między innymi Afganistan, Jordania, Iran, Pakistan czy Syria. Przeprowadziła setki wywiadów – także z niebezpiecznymi członkami Al-Kaidy czy ISIS, wielokrotnie ryzykując własne życie.  „Powiedzieli, żebym przyszła sama. Za linią dżihadu” nie jest ostrzeżeniem przed islamskim fanatyzmem. To swoista analiza problematyki globalnego dżihadu. Souad to niezwykle odważna kobieta, która nie bała się dotrzeć do prawdziwego piekła na ziemi, by poznać prawdę i w subiektywny sposób się nią podzielić.

 

Za książkę dziękuję:

Joanna Godecka „Przestań się zamartwiać”

Każdy z nas ma swoje troski i zmartwienia, to całkiem zrozumiałe. Jeśli jednak w naszej głowie zaczynamy kreować czarne scenariusze, przejmujemy się każdą drobnostką, z łatwością wpadamy w histerię albo obsesyjnie roztrząsamy rzeczy, które akurat nie mają żadnego już znaczenia to znak, że dzieje się coś złego. Pora poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i zacząć zarządzać swoimi emocjami. Z pomocą przychodzi najnowszy poradnik Joanny Godeckiej „Przestań się zamartwiać” ze specjalistycznymi poradami i ćwiczeniami terapeutycznymi.

Joanna Godecka to terapeutka, konsultantka i komentatorka zagadnień związanych z praktyką obecności, relacjami, poczuciem własnej wartości i samooceną kobiet. Od lat z powodzeniem prowadzi własny gabinet terapeutyczny, ale także udziela porad w mediach. Jest autorką trzech innych poradników z tej serii: „Bądź pewna siebie”, „Nie odkładaj życia na później” oraz „Szczęście w miłości”. Teraz w swojej najnowszej książce „Przestań się zamartwiać” przekonuje i radzi, w jaki sposób zmienić swój sposób myślenia, by raz na zawsze uwolnić się od zamartwiania się, czarnowidztwa i pesymizmu.

Nieprzyjemne napięcie, dyskomfort, przewlekły stres, nerwica natręctw, a czasem nawet oznaki fobii i ataki paniki. Lęk ma różne oblicza, ale jedno jest pewne – każde z nich jest szkodliwy dla naszego zdrowia i psychiki. Nieustanny pośpiech, nadmiar obowiązków, gonienie za czymś, obsesja perfekcjonizmu – wszystko to sprawia, że permanentny stres staje się nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Za dużo mamy na głowie, za dużą presję na sobie samych wywieramy, za bardzo chcemy być najlepsi we wszystkim i niezastąpieni. Praca, rodzina, dom, przyjaciele, pasje i zainteresowania – trudno połączyć te wszystkie rzeczy, żebyśmy byli spokojni, zawsze ktoś będzie poszkodowany. A to z kolei odbija się na naszym zdrowiu zarówno fizycznym, jak i psychicznym.

Złe samopoczucie, zmęczenie, rozdrażnienie, bezsenność, uleganie nałogom, depresja, rozluźnianie więzi rodzinnych i towarzyskich – to tylko niektóre przykłady przykrych konsekwencji. Nieustające zamartwianie się, lęk przed oceną i potencjalną krytyką, obsesyjne myślenie o czymś, tkwienie w przeszłości i czarna wizja dotycząca przyszłości, a także ataki paniki to podstawowe rodzaje stanów lękowych, które wielokrotnie doświadczamy w swoim życiu. Kumulacja tych wszystkich stanów emocjonalnych  jest balastem czasami trudnym do udźwignięcia. Każdy stan lękowy ma swoje podstawy, może wynikać np. z utraty stabilności majątkowej albo emocjonalnej, niesprawiedliwości, która ma ogromny wpływ na naszą samoocenę.

Joanna Godecka pisze bardzo praktyczne i życiowe poradniki. Nic w tym dziwnego, skoro zawodowo zajmuje się psychologią – możecie rzec. Prawda, ale wiele innych psychologów również tworzy tego typu książki, a one nie są już tak bardzo wartościowe. Autorka – czerpiąc doświadczenia wyniesione z własnego gabinetu – podpowiada, w jaki sposób możemy zmienić własne słabości w siłę oraz zyskać poczucie bezpieczeństwa, spokój wewnętrzny i równowagę emocjonalną. W swoim najnowszym poradniku (ale także w poprzednich) porusza tematy uniwersalne, które w dużej mierze dotyczą nas wszystkich. „Przestań się zamartwiać” to napisany w zabawny sposób, z humorem i dystansem, ale także profesjonalny poradnik, który inspiruje i motywuje do zmiany sposobu myślenia.

Tutaj linki do recenzji pozostałych książek Joanny Godeckiej:

 

Za książkę dziękuję:

Magdalena Bartczak „Chile Południowe. Tysiąc niespokojnych wysp”

Chile. Kraj położony gdzieś na południowoamerykańskim kontynencie. No właśnie, a gdzie konkretnie? Oddalony o tysiące kilometrów kraj, nie jest popularnym kierunkiem podróżniczym. Co jeszcze wiemy na temat tego kraju? Magdalena Bartczak, miłośniczka tego kraju, od 2016 roku mieszka w stolicy kraju Santiago de Chile, gdzie pracuje jako dziennikarka, przewodniczka i organizatorka wydarzeń kulturalnych. W swojej debiutanckiej książce „Chile Południowe. Tysiąc niespokojnych wysp” opowiada o  kraju przekonując o jego pięknie i fascynującej, choć niełatwej historii.

Chile to fascynujący kraj, który ciągle szuka własnej tożsamości. Autorka pisze o ludziach, którzy na co dzień zmagają się z demonami przeszłości: eksterminacją rdzennych mieszkańców południowego Chile, dyskryminowanych Mapuczy oraz pozostawioną z ogromną trauma po rządach junty. Książka Magdaleny Bartczak to przede wszystkim opowieść o ludziach i miejscach To historie tych, którzy zginęli w czasach dyktatury. O epoce rządów Pinocheta, które dla jednych były koszmarem, a dla innych najwspanialszym, co przytrafiło się krajowi. O rybackich wioskach i miasteczkach ukrytych wśród wulkanów i lasów tropikalnych. O dawnej kolonii karnej, Puntas Arenas – czyli mieście wiatru, o miejscu, gdzie Atlantyk spotyka się z Pacyfikiem. To również przejmujące historie setek chilijskich dzieci, które w latach 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku, wbrew woli rodziców, zostały odebrane im przez rząd.

„Chile Południowe. Tysiąc niespokojnych wysp” to książka reportersko-podróżnicza. Magdalena Bartczak stara się przybliżyć nam wizję tego, jak wygląda życie ludzi na rzeczywistym końcu świata, gdzie nieokiełznana przyroda wciąż szykuje nowe wyzwania dla mieszkańców. Prawda jest taka, że Chile to kraj rozciągnięty na całą długość kontynenty, a od zachodniej strony zagrożone jest katastrofami, takimi jak jak np. tsunami czy trzęsieniami ziemi. Jak żyć w kraju z ciągłym niepokojem i poczuciem zagrożenia oraz brakiem zainteresowania i pomocy ze strony rządu?

Debiutancki reportaż Magdaleny Bartczak to fascynująca podróż po kraju, który nadal pozostaje nieodkryty. Zaprasza nas na czytelniczą podróż na południe Chile, gdzie pozwala nam bliżej poznać nie tylko samą nieokiełznaną przyrodę tego kraju, ale przede wszystkim mieszkańców, ich kulturę, historię i mentalność.

Za książkę dziękuję:

Gabriella Contestabile „Włoszki. Czego mogą nas nauczyć?”

Co nam przychodzi do głowy, kiedy pomyślimy o Włochach? To przede wszystkim fascynująca historia, hipnotyzująca architektura, najlepsza kuchnia na świecie i gelato. Tak wiele pisze się książek o Francuzkach, ich stylu i sposobie bycia, ale tak rzadko wspomina się o Włoszkach. A szkoda, bo to fascynujące, pewne siebie i spełnione kobiety, od których można czerpać inspirację. Gabriella Contestabile w swojej książce „Włoszki. Czego mogą nas nauczyć?” zdradza sekrety swoich rodaczek i dzieli się z nimi czytelniczkami.

Monica Bellucci, Sophia Loren, Claudia Cardinale – to tylko kropla w morzu tego, co mogą zaoferować Włochy. Mieszkanki tego kraju to roześmiane, pewne siebie seksowne kobiety, a świat leży u ich stóp. Żyją pełnią życia, spędzają czas na zabawie, nie przejmują się opinią innych, promieniują i zachwycają na każdym kroku. Jedzą co chcą i ubierają to, na co mają akurat ochotę nie przejmując się opinią innych. Znajdują czas na plotki z koleżankami, własne przyjemności, gotowanie dla całej rodziny, pasjonującą pracę, a jednocześnie wyglądają ponętnie, seksownie i zniewalająco. Ich filozofią życia jest bycie wolną i szczęśliwą kobietą, dla której nie ma barier, a świat jest niekończącą się przygodą. Prawda, że fajnie jest być Włoszką?

Gabriella Contestabile odkrywa przed nami sekret włoskich kobiet. Opowiada o tym, jak w jaki sposób uczynić życie formą sztuki, w którym ważne są wrażliwość na piękno, radość i pasja, ale z drugiej strony także oszczędność, pragmatyzm, pielęgnowanie tradycji, docenianie rytuałów i kulturowego dziedzictwa. Jednocześnie autorka dzieli się intymnymi wspomnieniami z własnego życia, głównie dzieciństwa. Wspomina czasy, kiedy przeprowadziła się do Kanady, a potem do Stanów Zjednoczonych, wstydziła się swojego pochodzenia. Dopiero z czasem nabrała pewności siebie i z dumą opowiadała o swoim kraju i kulturze. To także spora dawka włoskich anegdot i towarzystwa włoskich emigrantów. Gabriella Contestabile opisuje swój kraj z perspektywy turystki, która z tęsknotą powraca do ojczyzny, na nowo ją odkrywa oraz cieszy się jej smakami i widokami. „Włoszki. Czego mogą nas nauczyć?” to lektura idealna nie tylko dla miłośniczek Włoch, ale także mody, jedzenia i kobiecości.

Za książkę dziękuję:

Elżbieta i Andrzej Lisowscy „Ogień i monsun. Indochiny z bliska”

Azja Południowo-Wschodnia jakoś specjalnie nigdy nie znajdowała się wysoko na mojej podróżniczej liście marzeń. Ostatnio jednak coraz częściej w mojej głowie rodzi się pomysł o podróży do Kambodży – to chyba jedyny kraj tamtego rejonu (poza Chinami), który zaczął mnie fascynować. Chociaż „prawdziwa” Azja nie jest moim wymarzonym kierunkiem podróżniczym, czasami chętnie sięgam po reportaże o tamtej części świata. Jednym z nich jest „Ogień i monsun. Indochiny z bliska” Elżbiety i Andrzeja Lisowskich.

Ona jest orientalistką, iranistką, badaczką mistycznego islamu, doktorem religioznawstwa. On studiował historię sztuki, pracuje jako dziennikarz, fotograf i producent programów TV. Razem napisali setki artykułów, stworzyli i prowadzili telewizyjnego „Światowca”, Z plecakiem i walizką”, radiowe „Południki Szczęścia” i „Południk Cafe”. To także autorzy książkowych „Południków Szczęścia” oraz wydawanych w Polsce i za granicą przewodników. To członkowie elitarnego The Explores Club, w podróży od ponad 40 lat. Przemierzyli razem kawał świata od Kostaryki zaczynając, przez Iran i Madagaskar, po Japonię i Borneo. Podążali śladami wielkich cywilizacji, religii, fiest i rytuałów. Teraz zabierają czytelnika w podróż po Indochinach.

Elżbieta i Andrzej Lisowscy mają ogromny sentyment do Azji Południowo-Wschodniej, wracają do niej zawsze, kiedy tylko mogą. W swojej najnowszej książce oprowadzają nas po bazarach, barach, restauracjach, świątyniach, zabytkach, kulturze, obyczajach, rytuałach Laosu, Tajlandii, Birmy, Kambodży i Wietnamu. „Ogień i monsun” nie jest chronologicznym zapisem wszystkich wakacji Lisowskich w Azji, ale umiejętnym kolażem wspomnień, odniesień, spotkań z drugim człowiekiem i jego historiami, które uwiecznili nie tylko na rolkach kamery czy kliszy aparatu, ale przede wszystkim wrażliwym spojrzeniem i otwartym umysłem obrazów, a także smaków. Barwne opisy azjatyckich dań sprawiają, że od razu dostaje się ślinotoku.

Tytuł ich książki nawiązuje do dwóch żywiołów: ognia i monsunu. W trakcie jednej z podróży, przeżyli życiowe tsunami.Tego samego dnia, w odstępie kilkunastu godzin, zostali obrabowani ze wszystkiego cennego w Phnom Penh, a jednocześnie ogień strawił ich mieszkanie na krakowskim Kazimierzu, w którym stracili ukochane koty i cały dorobek życia. Do tego nawiązuje właśnie ogień. Silny i nieraz niszczycielski monsun oczyszcza powietrze i czyni upał znośniejszym. Nadaje rytm życiu, które swobodnie i niespiesznie toczy się pomiędzy kolejnymi opadami. Jak sami twierdzą, właśnie w Indochinach Elżbieta dowiedziała się w przeszłości o śmierci ojca, ale jednak nie przekreśliło w ich oczach tego regionu świata, do którego niejednokrotnie wracali. To właśnie te powroty opisują w książce. Pełno tu retrospekcji, wspomnień, porównań między poszczególnymi wyjazdami.

„Ogień i monsun: Indonezja z bliska” to piękna i inspirująca opowieść o rejonie, który zmagał się z tragiczną przeszłością. Liczne wojny i konflikty wewnętrzne odcisnęły swoje piętno. Nie jest to zwyczajna książka podróżnicza. Mocny reportaż przeplata się z elementami eseju, a filozofia życia z praktycznymi podpowiedziami, w jaki sposób najlepiej dla siebie odkrywać Indochiny. A wszystko to oprawione pięknymi, kolorowymi i inspirującymi zdjęciami. Książka Lisowskich to wspaniała podróż po Azji Południowo-Wschodniej nie tylko dla miłośników tego regionu, ale również dla tych, co dopiero zaczynają poznawać te zakątki.

Za książkę dziękuję:

 

 

Beata Kowalik „No pasa nada!”

Meksyk jest pięknym krajem, z ciekawą kulturą i tradycjami, z interesującą historią, z fascynującymi zabytkami, z przepysznym jedzeniem. Jednak kraj ten ma także swoje drugie, niezbyt przyjazne oblicze. Korupcja, kartele narkotykowe, przemoc czy bieda nie zachęcają do przyjazdu do Meksyku. To przede wszystkim kraj macho, w którym kobieta niewiele ma do powiedzenia.

Dla prawdziwego macho każda kobieta to zdrajczyni albo szalona istota. A te, które mają odwagę coś powiedzieć i walczyć o własne prawa, tym bardziej trzeba temperować. Oni kochają i szanują tylko Matkę Boską z Guadalupe, ewentualnie może swoją rodzicielkę. Ich jedynym prawem jest usługiwanie mężczyznom i zaspokajanie ich wszystkich potrzeb, no i oczywiście – do rodzenia dzieci. Jak być kobietą w kraju, który nie szanuje i nie dba o własne obywatelki? Beata Kowalik postanowiła opowiedzieć historię kobiet z wielu różnych środowisk, które zmagają się z trudnymi realiami życia codziennego. Efektem jej pracy jest zbiór fascynujących, ale i zarazem przerażających reportaży „No pasa nada!”.

Autorka dotarła do różnych rejonów Meksyku, by porozmawiać z kobietami z wielu środowisk. Bardzo często musiała zmagać się z powszechną niechęcią do obcych, strachem, bezradnością albo po prostu zwykłym wstydem swoich rozmówczyń. Aktywistki, szamanki, prostytutki, uzdrowicielki albo po prostu zwykłe kobiety pragnące miłości – kobiety te od pokoleń muszą zmagać się z wszechobecną przemocą, maczyzmem i bezprawiem. W swoich reportażach Beata Kowalik opisuje druzgoczące realia, w jakich żyją Meksykanki. Dzięki ich szczerym wyznaniom i opowieściom, autorka stworzyła obraz nie tylko barwnego, ale przede wszystkim bezwzględnie okrutnego miejsca dla współczesnej kobiety.

Trudno mi sobie wyobrazić, dlaczego te kobiety godzą się na takie życie. Prawdopodobnie nie mają większego wyboru i muszą podporządkować się rodzicom czy mężom. Jednak żyjąc w takim błędnym kole, jeszcze długo nic się nie zmieni. Bieda i wszechobecna przemoc i korupcja skutecznie hamują wszelki postęp. Niektóre kobiety nie mają odwagi sprzeciwić się swojemu przeznaczeniu chociaż wiedzą, że nie jest dobrze. Inne z kolei (zdecydowana większość) udają, że nic się nie dzieje. No bo przecież asi es – tak już jest, zawsze było i będzie. Natomiast te kobiety, które miały odwagę wziąć los we własne ręce, zostały wykluczone ze swojej społeczności.

Jaka ja jestem wdzięczna, że urodziłam się w tej części świata! Okej, nie jest idealnie, a prawdę mówiąc sytuacja w Polsce robi się coraz gorsza, to mimo wszystko posiadamy swoje prawa i przywileje. Nie tak jak kobiety w Meksyku, które żyją w świecie zdominowanym przez mężczyzn. I najsmutniejsze – nie widać poprawy ich przerażającej sytuacji. Książkę czyta się jednym tchem, ze łzami w oczach i niedowierzaniem. „No pasa nada! ” to z jednej strony fascynująca podróż po świecie meksykańskich kobiet, ale z drugiej to wstrząsające i okrutne kobiece oblicze Meksyku.

Za książkę dziękuję:

Zoë Waxman „Kobiety Holocaustu”

Każda wojna sieje spustoszenie. Tysiące, albo i nawet miliony niewinnych ludzi cierpi i ginie w imię jakiejś chorej ideologii. Jednak największymi ofiarami każdej wojny są kobiety. To one ponoszą największe straty i dźwigają ogromne brzemię. Dowodem na to jest książka „Kobiety Holocaustu” Zoë Waxman.

Zoë Waxman to wykładowczyni w Instytucie Orientalistycznym Uniwersytetu w Oxfordzie, wybitna specjalista zajmująca się tematyką Holocaustu, a dogłębniej – feministycznej roli płci i sytuacji kobiet w czasach II wojny światowej. O tym właśnie jest jej najnowsza książka „Kobiety Holocaustu”. Chociaż Holocaust zakładał ogólną zagładę Żydów, to autorka udowadnia, że głównym celem nazistów była eliminacja żydowskich kobiet.

Matki małych dzieci, ciężarne, osoby starsze i niepełnosprawne, opiekunki osób uznawanych za niezdolne do ciężkiej pracy – wszystkie z nich od razu wysyłano do komór gazowych. Nawet jeśli jakimś cudem nie zostały skazane na śmierć, ich szanse na przetrwanie w obozie były zdecydowanie niższe niż mężczyzn. Bite, gwałcone, molestowane, głodzone, upokarzane, zmuszane do aborcji, a także stosowanie eksperymentów a ich ciałach – to wszystko przeżyły kobiety, które opowiedziały swoje dramatyczne historie. Żeby przetrwać robiły wiele upokarzających i uwłaczających rzeczy, o których chciałyby zapomnieć. Zoë Waxman opisuje przeżycia kobiet w trakcie różnych etapów wojny: przed wojną, w getcie, przebywające w ukryciu oraz po zakończeniu wojny.

Książka naszpikowana jest ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Zoë Waxman powraca do mrocznych czasów lat 40., gdzie pokazuje nam głębszy sens i jego zrozumienie, a także zmusza do przemyśleń na temat roli płci w historii. Dzięki zeznaniom i opowieściom tych kobiet, które przeżyły, a także znalezionych skrawkach pamiętników i historiom osób, po których zostało już tylko wspomnienie możemy dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w trakcie Zagłady. Autorka pokazuje, że tak samo jak kategoria rasy, ważna była kategoria płci.

Tematyka Holokaustu jest bardzo delikatnym i śliskim tematem, ale jednocześnie teraz następuje wielkie zainteresowanie tym mrocznym okresem w dziejach świata. Książki o tematyce II wojny światowej mnożą się jak grzyby po deszczu. Jednak „Kobiety Holocaustu” Zoë Waxman jest nieco inna. Nie jest to opowieść fabularna, nie jest to też typowy reportaż. Autorka stara się udowodnić, że eksterminacja żydowskich kobiet była jednym z głównych celów nazistowskich zbrodniarzy. Jej książka dostarcza żywe wspomnienia kobiet i pochyla się nad doświadczeniami, które do tej pory historia zręcznie omijała. Kobiety stoją tutaj w centrum uwagi. Bardzo ciekawe spojrzenie na temat nie tylko samego Holocaustu, ale także roli kobiet w trakcie II wojny światowej. Zoe Waxman stworzyła bardzo potrzebną publikację. Feministyczna historia Zagłady stanowi doskonałą równowagę do historii opowiadanych dotychczas.

Za książkę dziękuję:

Laila Shukuri „Jestem nieletnią żoną”

Niedawno byłam w Jordanii. W kraju, który jest gościnny i otwarty na turystów, piękny i nieokiełznany zarazem. W kraju, który uważa się za bardzo postępowy, względnie liberalny i „europejski”, pomimo wyznawanej tam religii jaką jest islam. Jak się okazuje, to tylko wydmuszka i pozory, którymi mieszkańcy karmią i zachęcają turystów do odwiedzenia fantastycznej Jordanii.

Laila Shukri – to pseudonim urywającej się pisarki, która jest znawczynią Bliskiego Wschodu. To Polka, która mieszka w krajach arabskich i podróżuje po całym świecie. Spod jej pióra powstało wiele bestsellerowych książek, m. in. „Jestem żoną terrorysty” czy „Byłam kochanką arabskich szejków”, które opowiadają prawdziwe historie kobiet mieszkających w tamtym rejonie świata. Teraz powraca z najnowszą, wstrząsającą opowieścią o małej Salmie pochodzącej z Jordanii, której dorośli – jej rodzice – zgotowali prawdziwe piekło. Laila Shukri wysłuchała dziewczynki, aby móc opowiedzieć ją całemu światu.

Salma to nastoletnia dziewczynka, która chodzi do szkoły i pilnie się uczy. Jej największym marzeniem jest zostanie w przyszłości lekarzem i pomagać dzieciom, dlatego tak bardzo przykłada się do nauki. Jednak bycie dziewczynką w islamskiej rodzinie nie wiąże się z niczym przyjemnym – rodzice mają dla niej inne plany na dalsze życie. Wraz z trzema siostrami musi pomagać matce w gospodarstwie oraz opiekować się rozpieszczanym i ulubionym przez ojca braciszkiem. Wkrótce jednak ma nastąpić prawdziwy koszmar. Z braku środków i trudnych warunków do życia , rodzice decydują się wydać trzynastoletnią Salmę za piętnaście lat od niej starszego Ahmada. Mogłoby się wydawać, że nie jest źle i mogła trafić na gorszego męża, ale oznacza to, że dziewczynka musi przerwać naukę i sprostać obowiązkom świeżo upieczonej żony. Właśnie wtedy zaczyna się piekło.

O tym, że kobieta w islamie jest niewiele wartą istotą napisałam pracę licencjacką. We fragmentach możecie ją przeczytać na tym blogu (KLIK). Wówczas jednak nie poruszyłam kilka ważnych kwestii, jaką między innymi jest wydawanie za mąż kilkunastoletnich dziewczynek za dużo starszych od nich mężczyzn. Właśnie o tym jest książka „Jestem nieletnią żoną”. Oficjalnie taki proceder jest zakazany w wielu arabskich krajach, ale kto by się tym przejmował, skoro ważniejsze jest kultywowanie przerażających tradycji? Zastanawia mnie to, jak tacy rodzice mogą spokojnie spać wiedząc, że za kilka monet skazali własne dziecko na takie piekło. Jak można być tak bezwzględnym i nieczułym potworem, żeby kilkunastoletnie dziewczynki zmuszać do pełnienia obowiązków, do których nawet fizycznie się nie rozwinęły? Pomimo wielu próśb Salmy i tragicznych sytuacji jej matka potrafiła pozostać niewzruszona, a nawet zagroziła, że jeśli zrobi coś głupiego i nie będzie słuchać męża, zostanie okryta hańbą. A wiadomo, że tam oznacza to wyrok śmierci.

To jedna z najbardziej przerażających i wstrząsających książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Połknęłam ją w ciągu dwóch dni, ale kilka tygodni zajęło mi napisanie tej recenzji. Musiałam „przetrawić” wiele informacji i poukładać je sobie w głowie. Fakt, że stosunkowo niedawno wróciłam z „postępowej” Jordanii dodatkowo szokuje i mrozi krew w żyłach. Kto wie, czy przypadkiem nie uśmiechnęłam się albo nie przeszłam obok takiej Salmy?

Za książkę dziękuję:

 

„Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi”

Z czym kojarzy nam się Białoruś? Chociaż to nasi wschodni sąsiedzi, tak naprawdę niewiele wiemy o tym kraju. Jednym kojarzy się z Adamem Mickiewiczem i jego „Świtezianką”, zaś innym z mityczną krainą nad Niemnem. Chyba jednak największym skojarzeniem z tym wschodnioeuropejskim krajem jest reżim Aleksandra Łukaszenki, który nieustannie rządzi krajem od kilkudziesięciu lat. „Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi” to zbiór reportaży autorstwa różnych dziennikarzy, którzy przedstawiają historię wielu ludzi, a także poruszają ważne dla nich sprawy. Co więcej, czasami poruszają się po grząskim gruncie, dotykając delikatnych tematów.

Jednak nie o polityce jest mowa w tych reportażach, chociaż przejawia się ona na każdym kroku w życiu Białorusinów. To opowieści o zwykłych ludziach, którzy uwikłani są w białoruską, można powiedzieć szarą codzienność. Każdy rozdział porusza inną sferę życia, a ich tematyka jest różnorodna. Autorzy opisują głównie życie współczesnych mieszkańców Białorusi, ale jest tam też kilka wątków historycznych. Jednym z ciekawszych są te o tym, w jaki sposób Białorusinki szukają dobrze usytuowanych mężów zza zachodnią granicą, albo ten rozdział, w którym obcokrajowcy tłumaczą, dlaczego wybrali Białoruś na swoją ojczyznę – pomimo „czarnego PR-u”.  Jednak najlepszym, a zarazem najbardziej szokującym jest pierwszy mówiący o paragrafie 328, który reguluje sprawę kar dla osób posiadających narkotyki. Dotyczy on drakońskich kar za posiadanie i zażywanie narkotyków, na które skazywani są również nieletni. Nastolatkowie w wieku szkolnym, mający nierzadko 14 czy 15 lat, są sądzeni jak dorośli, i odbywają nawet kilkunastoletnie wyroki. Przerażająca i zdumiewająca opowieść o systemie, który na równi traktuje wszystkich, bez względu na stopień winy czy jej istnienie w ogóle.

Antologia powstała w ramach projektu finansowanego ze środków Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej („Dekodowanie Białorusi. Wyjazd studyjny na Białoruś dla polskich i niemieckich dziennikarzy”). Autorzy mają dosyć ciekawe spojrzenie na Białoruś. Niewiele jest pozycji książkowych na temat tego kraju, który jednocześnie fascynuje i przeraża. „Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi” to ciekawa pozycja nie tylko dla miłośników tego kraju, ale również dla tych, którzy chcą mieć pojęcie, co dzieje się za naszą wschodnią granicą.

Za książkę dziękuję:

Meik Wiking „Sztuka tworzenia wspomnień”

Wspomnienia to coś, czego nam nikt nigdy nie zabierze. Pracujemy na nie przez całe życie, a na ich jakość składa się wiele czynników. Meik Wiking postanowił zebrać i preanalizować wiele czynników oraz przygotować doskonały przepis na to, jak stworzyć w życiu wspaniałe wspomnienia. Rezultatem jego badań jest książka „Sztuka tworzenia wspomnień”. Wiking na swoim koncie ma już bestsellerowy poradnik „Hygge. Klucz do szczęścia”. Oprócz tego, Wiking jest założycielem i dyrektorem pierwszego na świecie Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze oraz  członkiem grupy doradców Raportu Globalnej Polityki Szczęścia.

Jak to jest, że niektóre wspomnienia zapamiętujemy w każdym szczególe przez wiele lat, a inne po prostu puszczamy w niepamięć? Okazuje się, że wspomnienia to nie tylko same obrazy. Bardzo duży wpływ na nie mają pozostałe zmysły. To także aromatyczne zapachy, ulubione smaki, kojące dźwięki czy nawet kształty niektórych przedmiotów. Wszystkie z nich jednocześnie pracują na cudowne wspomnienia; to mechanizm, który napędza się wzajemnie.

Meik Wiking na podstawie badań nad szczęściem uczy, w jaki sposób powinniśmy kreować szczęśliwe chwile i lepiej je zapamiętywać. Bazując na danych eksperymentalnych, odwołując się do pamiętników i wywiadów, analizując wyniki ankiet z całego świata oraz opierając się na doświadczeniach behawioralnych Meik wyjaśnia, w jaki sposób można stworzyć idealne wspomnienia. Takie, które pozostaną z nami do końca naszych dni oraz kształtują nas tym, kim jesteśmy.

„Sztuka tworzenia wspomnień” jest wspaniale napisanym poradnikiem, a właściwie przewodnikiem po ludzkich emocjach, wrażliwości i zmysłach. Pięknie wydana książka, z mnóstwem kolorowych zdjęć, ilustracji i rysunków sprawia, że nie można się od niej oderwać. To solidna dawka twórczych i pobudzających inspiracji. „Sztukę tworzenia wspomnień” warto mieć w swoim księgozbiorze i sięgać po nią co jakiś czas, by odświeżyć sobie metody kreowania własnych wspomnień.

„Sztuka tworzenia wspomnień”