Stasia Budzisz „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”

Gruzja jest bliska mojemu sercu. Przywiozłam z niej wiele pięknych wspomnień, a na samą myśl robi mi się miło na duszy. Chętnie bym tam powróciła. Jako świadomy człowiek zdaję sobie jednak sprawę, że kultura gruzińska jest odmienna od naszej i ciężko nam jest zrozumieć pewne sytuacje czy zachowania. Oczywiście w trakcie mojego krótkiego pobytu mieszkańcy pokazali się z jak najlepszej strony, to oczywiste. Jednak Stasia Bogusz zdołała dostrzec to, co tak skrzętnie Gruzini skrywają za fasadą. Efektem jej obserwacji jest książka „Pokazucha. Na gruzińskich zasadach”.

Tytułowa pokazucha oznacza życie prowadzone na pokaz, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dla Gruzinów ważne jest, żeby pokazać się z jak najlepszej strony, nie ważne za jaką cenę. Budują szklane, nowoczesne domy, ale spod spodu widać grzyba, bo nie ocieplają ścian a zimą nie włączają kaloryfera, bo ich na to nie stać. Biorą kredyty na zakup nowego samochodu, ale nie mają za co go spłacać, bo pracy brak. Kiedy trzeba zorganizować ślub albo pogrzeb, cała rodzina jest zaangażowana finansowo, bo tak już po prostu jest. Gruzja to kraj patriarchalny, w którym mężczyźni stoją na pierwszym miejscu. Kobieta dla nich nadaje się tylko do rodzenia dzieci i usługiwaniu swoim mężczyznom. Jest wiele tradycji, które nam ciężko jest zrozumieć. Co ciekawe, wielu moich znajomych nadal ma przekonanie (jeszcze nie tak dawno sama takie miałam 🙂 ), że Gruzja to kraj dziki, niecywilizowany, brudny i biedny. Jest w tym sporo prawdy, ale czy tak bardzo różnimy się od Gruzinów?

Stasia Bogusz pisze, że Gruzja to kraj bardzo religijny (religią dominującą jest prawosławie), a słowo biskupa jest najświętsze, niezależnie czy jest ono prawdziwe czy nie. Gruzińskie społeczeństwo uważa, że kobieta to niższy gatunek człowieka i nie traktuje się jej poważnie. Przemoc domowa jest tam na porządku dziennym, a kobiety są zastraszane i boją się o tym rozmawiać. edukacja seksualna praktycznie nie istnieje, za to aborcja jest tam legalna. Osoby z niepełnosprawnościami są napiętnowane i powinny siedzieć zamknięte w domu, użalając się nad swoim marnym losem. Istnieje przekonanie, że ich dysfunkcje są karą bożą za grzechy. Mniejszości seksualne są dyskryminowane, a wręcz nawet prześladowane, pomimo zapisu w konstytucji o równości każdego człowieka. Nacjonalizm i wrogość szerzy się w zaskakującym tempie. Brzmi znajomo?

W książce Stasi Bogusz poznajemy zupełnie inne oblicze Gruzji. Nie ma tutaj mowy o ich powszechnie znanej gościnności, zapierających dech widokach czy suto zakrapianych biesiadach. Jest za to dyskryminacja, nietolerancja, obłuda i tytułowa pokazucha. Przeczytałam wiele książek o tym kraju, ale ta jest pierwszą, która przełamuje tabu na temat gruzińskiego społeczeństwa i pokazuje prawdziwe życie Gruzinów. Stasia Budzisz w swojej książce bada problemy kraju, który kojarzy nam się przede wszystkim z gościnnością, smaczną kuchnią i malowniczymi krajobrazami. Jej bohaterami są wykluczeni – osoby z niepełnosprawnościami, członkowie mniejszości LGBT, kobiety i mężczyźni – zwykli Gruzini, którzy czekają na prawdziwe zmiany. Razem z nimi autorka wchodzi za drzwi gruzińskich domów. Książka jest szokująca, ale trzeba ją przeczytać. Dla poszerzenia własnej świadomości, nie tylko bezpośrednio przed podróżą do tego kraju.

Za książkę dziękuję:

Marta Szarejko „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”

Z seksualnością kobiet od zawsze jest problem. To w naszym kraju nadal temat tabu. Większość kobiet się jej wstydzi. Jednak znacznie większy problem z kobiecą seksualnością mają mężczyźni. Bo to właśnie oni kreują krzywdzące stereotypy, a jednocześnie ograniczają nas, bo kobietom „nie wypada” wielu rzeczy: otwarcie mówić o swoich potrzebach,  odczuwać przyjemności w trakcie stosunku, a co najbardziej – lubić seks!  Nie wspominając o innych kulturach, w których seksualność kobiet jest wręcz brutalnie odbierana. Na szczęście powstała książka „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”, w której Marta Szarejko odbywa szereg rozmów na tematy tabu z kilkunastoma seksuolożkami i otwiera oczy na wiele trudnych tematów.

Kobiety, z którymi rozmawia autorka to seksuolożki z wieloletnim doświadczeniem, ogromną wiedzą i ekstremalnymi pokładami empatii, które poruszają szereg ważnych, a także bardzo intymnych tematów, o których w ogóle się nie rozmawia. No bo komu przyszło by pomyśleć o tym, jak wygląda życie seksualne osób z upośledzeniem fizycznym lub psychicznym? Czy kobiecie po pięćdziesiątce w ogóle wypada jeszcze być aktywnym seksualnie? Jak wygląda seks w ciąży i po porodzie? Czy w małżeństwie istnieje pojęcie gwałtu? Czy kobiety mogą mieć większe potrzeby seksualne od swoich mężów? O seksie chcielibyśmy wiedzieć wszystko, ale wstydzimy się, więc o nic nie pytamy.

Na prawdę nie potrafię zrozumieć, jak w XXI wieku, (powiedzmy) w cywilizowanym kraju jakim jest Polska, seksualność jest tematem tabu. O pewnych problemach się nie mówi, a jeśli ktoś zdecyduje się odwiedzić seksuologa, robi to po cichu i w tajemnicy, bo to przecież wstyd i zboczenie. Cholernie smutne jest to, że edukacja seksualna w naszym kraju jest w opłakanym stanie, a właściwie w ogóle jej nie ma. Ofiary gwałtu najczęściej obwiniają siebie za to, co się stało. Chociaż oficjalnie jest równouprawnienie, to kobiety przez cały czas są dyskryminowane. Podwójne standardy sprawiają, że kobiety sprowadzane są tylko do roli matki, to powinno być ich jedynym prawdziwym zadaniem. Wiele kobiet boryka się z bólem, przemocą czy lękami, ale boją się o tym rozmawiać. Te i wiele innych czynników sprawia, że Polki oceniają swój wygląd najgorzej ze wszystkich Europejek. Czy słusznie?

Z kobietami seksuolożkami o kobiecej seksualności rozmawia dziennikarka Marta Szarejko. Wraz ze swoimi rozmówczyniami odkrywa sekrety polskich gabinetów seksuologicznych. Zadaje pytania na które chciałybyśmy poznać odpowiedzi, ale dotychczas nie miałyśmy kogo zapytać. Odpowiedzi na wiele pytań znajdziecie w książce „Seksuolożki. Sekrety gabinetów”. To pozycja, którą powinna przeczytać każda kobieta.

Za książkę dziękuję:

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku”

Uzbekistan – kraj ciągle nieodkryty. Chociaż słyszy się o nim w kontekście Jedwabnego Szlaku, to nadal nie cieszy się zbyt wielką popularnością. Istnieje stereotyp, że to kraj dziki i nic tam nie ma. W sumie dobrze, bo nie jest jeszcze zadreptany przez ciekawskich turystów 🙂 A prawda jest taka, że kto pojedzie do Uzbekistanu, pozostawi tam cząstkę swojego serca 🙂

Do tego kraju zawitałam kilka miesięcy temu, ale po powrocie wiedziałam, że jeszcze tam wrócę. Nie chodzi tylko o to, że nie miałam czasu pojechać do wszystkich miejsc. Bardzo chętnie przespaceruję się wąskimi uliczkami Khivy, wypiję herbatę w kawiarni z widokiem na Po-i Kalon w Bucharze czy ponownie zachwycę się widokiem Registanu w Samarkandzie. Uzbekistan to fascynująca kultura, zjawiskowe widoki, wspaniali ludzie. Zrobię wszystko, żeby tam niebawem powrócić 🙂

Za co ja kocham ten kraj? Za wspomniane już wcześniej Khiwę, Samarkandę, Bucharę, kolorową ceramikę, przepiękne jedwabie, szybkie koleje, aromatyczne przyprawy, przepyszną herbatę, ale przede wszystkim za wspaniałych, życzliwych, radosnych bezinteresownych i pomocnych ludzi. To cała esencja tego kraju. Nie znam bardziej przyjaznego narodu.

„Uzbekistan. Perła jedwabnego Szlaku” wydawnictwa Bezdroża, to pierwszy kompletny przewodnik poświęcony Uzbekistanowi, napisany w języku polskim. Pięknie wydany, z mnóstwem praktycznych informacji, niezbędnymi poradami, interesującymi ciekawostkami, zdjęciami i mapkami oraz gotowymi trasami zwiedzania. To solidne vademecum wiedzy o Uzbekistanie. Cieszę się, że mogłam poznawać piękno tego kraju razem z przewodnikiem Bezdroży. Czekam na kolejne tego typu wydania po innych krajach Azji Centralnej, z którymi będę mogła odkrywać te wszystkie fascynujące miejsca 🙂

Za książkę dziękuję:

Agata Romaniuk „Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu”

Oman – kraj położony na krańcu Półwyspu Arabskiego kusi swoją egzotyką. Chociaż staje się coraz bardziej popularny, nadal pozostaje tajemniczy. Agata Romaniuk dociera do tego kraju oraz z dużą wnikliwością wrażliwościom przygląda się ludziom, którymi rządzi wiekowy, bezdzietny i samotny sułtan. Efektem jej obserwacji jest genialny reportaż „Z milości? To współczuję”.

„Z miłości? To współczuję” to fascynująca opowieść o współczesnym Omanie. O kobietach i mężczyznach, którzy ukrywają swoja namiętność pod tradycyjnymi strojami, a potajemnie korzystają z Tindera. O umowach przedślubnych, do których warto wpisać sumę, jaką żona dostanie za urodzenie każdego dziecka czy obietnicach finansowania przez męża studiów medycznych. O kraju, w którym kobiety wolą się zaszyć przed ślubem, żeby udawać dziewice. To również opowieść o miejscu, w którym kontraktowe małżeństwa nadal są chlebem powszednim, a zakochani wbrew woli rodziców mogą zwrócić się do sułtana z prośbą o błogosławienie.

Brzmi jak fikcja? Oman jest krajem muzułmańskim, ale nieco bardziej liberalnym, niż pozostałe kraje Półwyspu Arabskiego. Już sam fakt, że sułtan Kabus Ibn Sa’id jest samotny i bezdzietny może szokować, ponieważ to jedyny taki władca w krajach Zatoki Perskiej. Agata Romaniuk opisuje historie wielu kobiet i porusza wiele drażliwych tematów. To opowieści wysłuchane i poznane na przestrzeni lat. Nakreśla również tło polityczne, gospodarcze i społeczne, ale w bardzo subtelny sposób, by zrozumieć ludzi tam mieszkających. Autorka opisuje różnorodność relacji: są związki szczęśliwe – te z miłości i aranżowane, są te nieszczęśliwe i brutalne, są rozwody, kochanki, związki z obcokrajowcami oraz bycie samotną matką. Tutaj najważniejsi są ludzie, a przede wszystkim kobiety, ich życie i związki.

Reportaż Agaty Romaniuk czyta się z wypiekami na twarzy. Kiedyś fascynowałam się egzotycznym światem krajów arabskich, tak bardzo mi nieznanym i nieosiągalnym. Chociaż ostatnimi czasy mój entuzjazm nieco opadł, jednak czasami wracam do lektury książek dotyczących tej kultury. Nie ukrywam, że Oman widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń, dlatego też tak ochoczo sięgnęłam po reportaż „Z miłości? To współczuję”. Co prawda nie jest to żaden przewodnik po tym kraju, ale z pewnością jest to przewodnik po omańskich duszach, obyczajach i namiętnościach. Fascynująca lektura.

Za książkę dziękuję:

Mario Escobar „Kołysanka z Auschwitz”

Literatura okresu II wojny światowej nie należy to łatwych. Z całą pewnością literatura obozowa zapada w pamięć. Jedną z nich jest „Kołysanka z Auschwitz”, w której Mario Escobar na bazie zebranych informacji z przekazów, pamiętników, opisów i wywiadów dotyczących funkcjonowania obozu w Auschwitz, opisał autentyczną i wzruszającą historię rodowitej Niemki – matki pięciorga dzieci, owoców miłości ze związku z mężczyzną romskiego pochodzenia.

Niemcy, rok 1943. Helene Hannemann szykuje dzieci do szkoły. Jej mąż niedawno stracił pracę i nie ma żadnych perspektyw na nową. Ich życie codzienne przerywa policja wysłana przez SS. Johann razem z pięciorgiem dzieci mają zostać zesłani do Auschwitz ze względu na romskie pochodzenie. Helene jest czystej krwi Niemką i może zostać, jednak odmawia i wyrusza ze swoją rodziną prosto do piekła. Trafiają na sam środek obozowego chaosu. Doktor Mengele zmusza Helene do założenia przedszkola. Jako zawodowa pielęgniarka będzie się opiekować dziećmi z całego obozu. Kobieta nie ma żadnych złudzeń, po co Mengele chce je codziennie gromadzić w jednym miejscu. Pragnie jednak dać dzieciakom choć odrobinę normalności w tym najmroczniejszym czasie w historii ludzkości.

Każdy dzień spędzony w Auschwitz to pasmo nieszczęść, cierpienia, głodu i walki o przetrwanie. Dzięki swojemu niemieckiemu pochodzeniu, wykształceniu i znajomości języka wroga, Helene może liczyć na nieco więcej przywilejów. Zarówno obozowi strażnicy, jak i sam Mengele traktują ją nieco lepiej niż pozostałych więźniów, może liczyć na więcej przywilejów. To, że miała możliwość utworzenia przedszkola w tak nieludzkich warunkach, początkowo napawało nadzieją. Jednak po jakimś czasem Helene odkryła okrutna prawdę o prawdziwych zamiarach szatańskiego doktora…

Książkę Mario Escobara czyta się z zapartym tchem, trudno ją odłożyć na dłużej. Historia Helene i jej rodziny wciąga i na długo pozostaje w pamięci. „Kołysanka z Auschwitz” wzrusza i łapie za serce, a także skłania do refleksji. Pokazuje ogrom miłości, jaką matka daje swoim dzieciom nawet za cenę własnego życia. . Chociaż Escobar porusza trudną tematykę, historię Helene Hannemann pięknie ubrał w słowa. Jak sam pisze na końcu, autor inpsirował się losem Helene i jej rodziny, chociaż niektóre informacje i wątki nieco zmienił lub ubarwił, aby dać czytelnikowi nieco nadziei. „Kołysanka z Auschwitz” to obowiązkowa lektura dla każdego, obok której nie da się obojętnie przejść.

 

Za książkę dziękuję:

Michał Leksiński „Projekt: wyprawa”

Michał Leksiński to strateg komunikacji, mówca i podróżnik, który zwiedził ponad 40 krajów świata. Teraz debiutuje jako autor książki, która łączy formę wnikliwego poradnika z kalejdoskopem relacji z wysokogórskich eskapad. Jako rzecznik prasowy Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 2017/2018 w „Projekcie: wyprawa” dzieli się swoim doświadczeniem, oferując swoją wiedze z zakresu planowania wyprawy, pozyskiwania sponsorów, prowadzeniu kampanii informacyjnej wypraw oraz działań komunikacyjnych i informacyjnych po zakończeniu wyprawy.

Na początku z zapartym tchem czytałam jego opowieści o zdobywaniu kolejnych szczytów, ale z każdą kolejną relacją, byłam coraz bardziej wkurzona. Wspinaczka wysokogórska jest bardzo niebezpiecznym sportem. Całe szczęście, że autor zachował zdrowy rozsądek i w porę wycofywał się, zanim coś się poważnego wydarzyło. Jednak nie wszyscy tak myślą i niestety coraz częściej dochodzi do różnych tragedii, z tragiczną śmiercią włącznie. Czy za utrata życia albo zdrowia w zamian za zaspokojenie swoich chorych ambicji i wybujałego ego jest tego warta?

Szczerze przyznam, że nieco zawiodłam się na książce. Sądziłam, że znajdę w niej wiele informacji o tym, jak znaleźć pomoc pieniężną, a nie jak sfinansować podróż od A do Z, a przy tym dostać darmowy ekwipunek. Tego typu sposób na podróżowanie i pozyskiwanie na funduszy jest po prostu zwykłym żebraniem. Owszem w jego książce zawarte są tego typu informacje, ale w dziedzinie, która kompletnie mnie nie interesuje, a mianowicie alpinizm i wspinaczka wysokogórska. Lubię czasem pochodzić po górach, ale jakąś wielką zwolenniczką tego sportu nie jestem. Co więcej, totalnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie pasjonują się tym ekstremum. Dla mnie to po prostu czysta głupota i egoizm. Pozwolę sobie zacytować pewien fragment, który całkowicie podsumuje moją niechęć do tego sportu: „Wspinanie to najbardziej egoistyczna czynność ludzka. (…) Nic się przecież na świecie nie zmienia, wspinacz nie wnosi nic nowego, nie czyni obiektywnego dobra, naraża życie, aby realizować własną potrzebę spełnienia celu, jakim jest wejście na wierzchołek góry, obojętnie jakiej.” W punkt.

Pomimo całej mojej sympatii do Michała Leksińskiego, bo wydaje się całkiem sympatycznym człowiekiem, nie podzielam jego pasji, ani sposobu na podróżowanie. By mieć na koncie tego typu wyczyny, trzeba na nie samemu zapracować. Ja mam mnóstwo podróżniczych marzeń, chciałabym wyruszyć w rejs dookoła świata, ale najpierw muszę zebrać odpowiednie środki na ten cel – samodzielnie. Poza tym przyzwoitość nie pozwala mi na pukanie od drzwi do drzwi i proszenie się o cudze pieniądze na podróże.

Książka „Projekt: wyprawa” napisana jest w przystępny sposób, przyjemnie się ją czyta. Oczywiście cały projekt związany z organizacją takiej wyprawy to ogromne logistyczne wyzwanie, miesiące przygotowań, strategii i planowania. Ogrom pracy i czasu. Michał Leksiński stara się w prosty sposób wyjaśnić, w jaki sposób działa cały ten mechanizm przedsiębiorczości, komunikacji i marketingu. Fajnie, że umieścił w niej opisy wypraw razem ze zdjęciami, chociaż szkoda, że wspomina jedynie o górskich podbojach. Ciekawa jestem jego innych wypraw, np. tej do Indii czy Japonii, od której wszystko się zaczęło. Czekam na jego kolejne zapiski podróżne.

Za książkę dziękuję:

Kate Brown „Czarnobyl. Instrukcje przetrwania”

O Czarnobylu ponownie zrobiło się głośno w związku z premierą serialu wyprodukowanego przez HBO. Także Kate Brown wydała książkę o katastrofie  w Czarnobylu i jej tragicznych skutkach, która miała miejsce w 1986 roku ubiegłego stulecia.

To, co wydarzyło się za wschodnią granicą 26 kwietnia 1986 roku do dnia dzisiejszego budzi wiele wątpliwości i kontrowersji. Sama katastrofa reaktora w elektrowni jądrowej i jej tragiczne skutki były gwoździem do trumny kulejącego już mocarstwa, jakim było ZSRR. To, że dla komunistycznych władz awaria w Czarnobylu nic nie znaczyła, rozwścieczyła nie tylko podległe mu republiki, ale również Europę Zachodnią. Ignorancja, niewiedza, zaniedbania, manipulacja, kłamstwo, a przede wszystkim obojętność na życie i zdrowie ludzi zamieszkujących skażone tereny – tego nie da się niczym usprawiedliwić. Przez lata władze ZSRR wprowadzały społeczeństwo w błąd podając niewłaściwe dane i zapewniając, że niebezpieczeństwo już dawno minęło. W rzeczywistości latami mieszkańcy skażonych ziem egzystowali w Strefie Wykluczenia, chłonąć szkodliwe w skutkach promieniowanie i jedząc skażoną żywność. Tragiczne skutki potęguje fakt, że brakuje personelu medycznego do pomocy, a także rzetelnej wiedzy na temat tej tragedii.

Ze skutkami katastrofy w Czarnobylu do dzisiaj borykają się tysiące ludzi. Nie chodzi już tylko o to, że w jednej chwili musieli porzucić swoje domy i majątek, ale przede wszystkim kwestie zdrowotne i liczne choroby popromienne. Kate Brown szczegółowo odtwarza to, co wydarzyło się ponad 30 lat temu w małym, ukraińskim miasteczku. Dociera do odległych miejsc i ludzi, odkopuje ściśle skrywane dokumenty z czasów ZSRR i ujawnia prawdę. Punktem odniesienia jest instrukcja przetrwania powstała trzy miesiące po awarii, którą otrzymali mieszkańcy Strefy Wykluczenia. Oczywiście instrukcja ta pełna jest sprzeczności, niejasności i fałszywych zapewnień o rzekomym bezpieczeństwie. Dzięki zaangażowaniu Kate Brown czytelnik odkrywa nie tylko historię kijowskich tajnych akt, ale także może „posłuchać” bezpośredniej relacji świadków tej przerażającej historii.

Autorka dociera do miejsc, ludzi oraz materiałów, które powszechnie nie są znane. Muszę przyznać, że nie jest to łatwa lektura. Ogrom faktów i naukowego słownictwa nieco przytłacza. Trudno jest przebrnąć przez ten cały ogrom fachowej terminologii, liczb oraz nazw. Brakuje również zdjęć dokumentów czy odwiedzonych miejsc, dzięki temu książka byłaby bardziej wiarygodna. Nie mniej jednak książkę czyta się z wypiekami na twarzy. Każdy, kto chce zrozumieć, co wydarzyło się w Czarnobylu 26 kwietnia 1986 roku powinien wpisać te pozycję na listę książek do przeczytania.

Za książkę dziękuję:

Renata Bang „Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy”

Każdy ma swoje miejsce, do którego lubi powracać, albo marzy, żeby tam zostać na dłużej. W moim przypadku to akurat południowe tereny Europy, a konkretniej słoneczna Hiszpania 🙂 Dla mnie zarówno Norwegia, jak i cała Skandynawia, to do tej pory jedna wielka niewiadoma. Dlatego tak bardzo lubię czytać książki o krajach, w których jeszcze nie byłam, żeby zainspirować się i być może zaplanować wyprawę w nieznane mi jeszcze tereny. Właśnie skończyłam czytać opowieść o Norwegii autorstwa Renaty Bang.

Autorka wprowadza nas w swój świat od momentu pierwszej wizyty w tym kraju. Pisze o swoich trudnych początkach na obczyźnie, zmianach nawykowych i szoku kulturowym. Z nostalgią wspomina podróż do tego kraju i dokładnie pamięta pierwszy dzień, jakby to było wczoraj, a przecież minęło już ponad 20 lat. „Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy” to nie tylko piękne wspomnienia Renaty Bang czy pamiętnik z licznych podróży po tym kraju, ale to także swego rodzaju przewodnik po Norwegii.

„Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy” podzielona jest na kilka części. Pierwsza z nich opisuje wakacyjną podróż kamperem z  rodziną przez cały kraj. Autorka skupia się na odwiedzonych miejscach opisując interesujące miejsca oraz ciekawe, niekiedy śmieszne incydenty z całą rodziną w roli głównej. Druga część jest znacznie bardziej interesująca, bo opisuje życie codzienne Norwegów. Niewiele wiem o tamtejszych zwyczajach, kulturze czy świętach, dlatego też z wypiekami na twarzy przeczytałam ten rozdział. Fajnie też, że Renata podzieliła książkę na poszczególne pory roku i dodatkowo wstawiła mnóstwo kolorowych zdjęć, które jeszcze bardziej inspirują i zachęcają czytelnika do spakowania walizki, kupienia biletu i jak najszybszej wizyty w tym kraju 🙂

Renata Bang zabiera nas nie tylko do swojego świata, który zbudowała w Norwegii, ale co więcej – zaprasza nas do swojej rodziny. Wraz z mężem i dziećmi zabierają czytelnika w fascynującą podróż. „Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy” to przepiękna opowieść o kraju, który miał być jedynie chwilowym postojem w podróży zwanej życiem, a stał się prawdziwym domem  i ostoją. Książka nie tylko dla miłośników Norwegii, ale także dla takich laików jak ja, którzy przymierzają się do „podbicia” tego kraju 🙂

Za książkę dziękuję:

Autorce

Katarzyna Tubylewicz „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą”

Sztokholm to nadal nieznany mi teren. Do tej pory jakoś było mi nie po drodze, chociaż stolica Szwecji od dawna widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń. Katarzyna Tubylewicz, która od lat mieszka w Sztokholmie, w swojej najnowszej książce pokazuje czytelnikowi zupełnie inne oblicze tego miasta.

Katarzyna Tubylewicz to kulturoznawczyni, tłumaczka języka szwedzkiego oraz pisarka. Autorka między innymi zbioru reportaży „Moraliści” oraz współautorka antologii rozmów na temat promocji czytelnictwa „Szwecja czyta. Polska Czyta”. W latach 2006-2012 pełniła funkcję dyrektorki Instytutu Polskiego w Sztokholmie. Wraz ze swoim synem Danielem spędzają miesiące eksplorując nie tylko centrum miasta, ale także jego fascynujące przedmieścia. Jak sami piszą, Sztokholm to miasto pełne kontrastów, tematów tabu, ukrytych kodów społecznych i hierarchii. To fascynująca stolica, na ulicach której jest ciszej niż w pozostałych dużych miastach, to z całą pewnością nie jest ona nudna.

Ich opowieść o Sztokholmie jest inna niż wszystkie inne, które do tej pory powstały. Razem z nimi odkrywamy nie tylko nieznane miejsca, ale poznamy także ukryte fakty z historii tego miasta, miejskie snobizmy, interesujących ludzi oraz ideały (i ideologie), które miały znaczny wpływ na charakter i wygląd miasta zwanego Wenecją Północy.

Jednak „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą” to nie laurka dedykowana Sztokholmowi, opiewająca doskonałość tego miasta. Katarzyna Tubylewicz porusza również ciężkie i drażliwe tematy, jak np. problem z uchodźcami, a także wspomina zamach terrorystyczny, który miał miejsce w kwietniu 2017 roku. Poza barwnymi opisami poszczególnych miejsc, znajdziemy tam również dużo kolorowych zdjęć, a także ciekawe wywiady z innymi Polakami związanymi ze Sztokholmem.

„Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą” to osobista opowieść o mieście, które warto zobaczyć z innej perspektywy. W każdym słowie czuć wielką miłość Katarzyny Tubylewicz do tego miasta. Z fascynacją prowadzi nas przez klimatyczne uliczki, nietypowych dzielnicach, zielonych parkach oraz fascynujących muzeach. Chociaż autorka na każdym kroku  podkreśla, że nie jest to przewodnik, to w pewnym sensie nim jest. To osobisty przewodnik pisarki po ulubionych miejscach, które ją w sobie rozkochały. Teraz Katarzyna Tubylewicz rozkochuje czytelników w tym fascynującym mieście. Czuję się mocno zainspirowana 🙂

Za książkę dziękuję:

Cat Flanders „Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów”

Znasz to uczucie, kiedy wchodzisz do sklepu po jedną konkretną rzecz, a wychodzisz z pełną torbą niepotrzebnych gadżetów? Masz skłonność do kolekcjonowania i chomikowania najróżniejszych bzdetów od długopisów zaczynając, przez próbki kosmetyków i książki, a na butach kończąc? Jeśli tak, to książka Cait Flanders to poradnik idealny dla Ciebie.

Historia Cait Flanders jest zaczyna się dramatycznie, ale na szczęście ma swój happy end. Autorka w doskonały sposób pokazuje, jak beznadziejnie pragnie bliskości i uznania drugiej osoby sprawia, że tak łatwo popadamy w obłęd. A przez to rodzi się masa kompleksów, które tylko nakręcają spiralę destrukcyjnych wydarzeń. W przypadku Cait były to zakupy, alkohol, złe towarzystwo, narkotyki. Brak samoakceptacji i niska samoocena doprowadziły ją do upadku. Obsesyjnie robiąc zakupy, imprezując na umór i zażywając dopalacz sądziła, że w ten sposób wynagrodzi sobie wszelkie życiowe niepowodzenia i porażki. Przez to, jako młoda dziewczyna popadła w niezłe tarapaty. Pewnego dnia postanowiła porzucić swoje destrukcyjne zwyczaje i pozbyć się zbędnych rzeczy, spłacić dług, wyjść z nałogów, a tym samym na zawsze odmienić swoje życie. Oczywiście nie przyszło jej to łatwo, miała po drodze wiele upadków i chwili zwątpienia, ale dzielnie wytrwała w swoim postanowieniu. Teraz udziela rad swoim czytelnikom i inspiruje ich, jak mają wybrnąć z błędnego koła konsumpcjonizmu i  czerpania przyjemności z życia bez zakupów.

„Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to nie jest zwykły poradnik. To przede wszystkim autobiografia, intymny pamiętnik autorki, która dzieli się z czytelnikiem osobistymi przeżyciami. Nie jest to jednak smętna opowiastka o ciężkim życiu i walce ze słabościami, wręcz przeciwnie. Cait w zabawny sposób rozprawia się ze swoją mroczną przeszłością i ostrzega czytelnika, że jedno uzależnienie prowadzi do drugiego, a jeden błąd potrafi nieźle się zapętlić. W 2014 roku rozpoczęła eksperyment „rok bez zakupów”, który ostatecznie stał się jej sposobem na życie.

Szczerze przyznam, że na początku sądziłam, że „Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to kolejny durny poradnik o oszczędzaniu, który nic nowego  do mojego życia nie wniesie. Naczytałam się wiele książek o oszczędzaniu i odpowiednim inwestowaniu swoich pieniędzy, ale żadna z nich nie dala mi takiego kopa. Właśnie dzięki temu, że autorka dzieli się swoimi intymnymi przemyśleniami, w pewien sposób jest mi bliższa i mogę się z nią w pewien sposób utożsamić.

„Królowa oszczędzania. Mój rok bez zakupów” to niezwykle szczera, piękna i inspirująca opowieść o tym, że uwolnienie się od potrzeby kupowania pozwala nie tylko oszczędzać, ale przede wszystkim umożliwia czerpanie większej radości z życia.

Za książkę dziękuję: