Moje ulubione hiszpańskie seriale cz. 2

Nadeszła prawdziwa jesień. Nie lubię tej pory roku. Ciężko mi się z tym pogodzić, bo mentalnie jestem jeszcze w lecie. Szarość, słota, zmierzch zapadający o godzinie 16:00 oraz perspektywa zbliżającego się kolejnego lockdownu mogą skutecznie zdemotywować. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w tym roku ani razu nie byłam  w mojej ukochanej Hiszpanii 😦 Dlatego też na osłodę zaczęłam oglądać hiszpańskie seriale, żeby chociaż w taki sposób przybliżyć się do hiszpańskiego klimatu. Chciałam się z Wami podzielić moimi nowszymi odkryciami i tymi starszymi ulubionymi.Zapewne w międzyczasie będzie się u mnie pojawiać więcej takich zestawień.

W poprzednich postach pisałam o innych hiszpańskich serialach oraz hiszpańskich komediach, które skutecznie poprawią humor. Dzisiaj chciałam zaproponować kilka kolejnych hiszpańskich seriali, które urozmaicą nam ponure, jesienno-zimowe popołudnia i wieczory.

„Toy Boy”

Młody i przystojny Hugo Beltrán  pracuje jako tancerz erotyczny w klubie Inferno. Dotychczasowe życie striptizera ulega zmianie, kiedy pewnego dnia budzi się on obok spalonego ciała mężczyzny. Policja identyfikuje zwłoki jako męża jego kochanki, Macareny Mediny. Po niesprawiedliwym procesie Hugo zostaje uznany za winnego zabójstwa i trafia do więzienia. Po siedmiu latach mężczyznę odwiedza młoda prawniczka Triana Marín, która oferuje mu pomoc. Mężczyzna początkowo nie ufa nowej znajomej, ale wspólnie postanawiają znaleźć prawdziwego mordercę.

Ufff, na sama myśl o Hugo i jego kolegach robi mi się gorąco 🙂 Jednak serial jest znacznie bardziej złożony, bo to serial kryminalny z rozwiniętymi wątkami, a nie erotyczny. Dużo się dzieje – są zabójstwa, tajemnica, seks, przyjaźń, narkotyki, przemoc, miłość i nienawiść. No i największym plusem są mega przystojni i umięśnieni Hiszpanie, od których nie można oderwać wzroku 😀

Tytuł oryginalny: „Toy Boy”

Serial dostępny na platformie Netflix

 

„Valeria”

Valeria jest pisarką, która przechodzi kryzys twórczy oraz małżeński. Na szczęście są przy niej Carmen, Lola i Nerea – najlepsze przyjaciółki, które wspierają ją w jej przejściach i chętnie dzielą się własnymi przygodami. Każda z nich jest inna i ma inne priorytety w życiu, ale zawsze się wspólnie wspierają się we wszystkich swoich wariactwach. Oto czwórka kobiet, których życie to szalony wir pełen miłości, przyjaźni, zazdrości, zdrad, wątpliwości, zawodów sercowych, tajemnic, pracy, radości i planów na przyszłość.

Taki „Seks w wielkim mieście” w Madrycie. Nie jest to może produkcja wysokich lotów, ale przyjemnie się ją ogląda. Nie trzeba specjalnie główkować, o co w nim chodzi, taka komedia na poprawę humoru i zapomnieniu o tym, co dzieje się za oknem.

Tytuł oryginalny: „Valeria”

Serial dostępny na platformie Netflix

 

„Uwięzione”

Macarena Ferreiro jest młodą, naiwną kobietą, która zakochuje się w swoim szefie i przez niego popełnia kilka przestępstw. Zostaje oskarżona o przestępstwa podatkowe, i trafia do więzienia Cruz del Sur z możliwością wpłacenia bardzo wysokiej kaucji. Macarena musi zmierzyć się z szokiem emocjonalnym, jaki oznacza dla niej pobyt w więzieniu, a także z brutalnymi regułami oraz skomplikowanymi relacjami między więźniarkami. Wśród nich jest Zulema, która wyróżnia się jako najbardziej niebezpieczny i bezwzględny więzień. Walka o przetrwanie oznacza współistnienie więźniów, charakteryzujące się sojuszami, zdradami i zemstami zarówno między więźniami, jak i funkcjonariuszami.

Serial jest mocny i brutalny, na pewno nie dla wrażliwców. Fabuła i akcja wciąga od pierwszego odcinka, a gra aktorska jest rewelacyjna, chociaż główna postać może czasami nieco irytować.

Tytuł oryginalny: „Vis a vis”

Serial dostępny na platformie Netflix

 

„Foodie love”

Bohaterów serialu „Foodie Love” łączy ze sobą aplikacja mobilna, która kojarzy w pary miłośników jedzenia. Za jej sprawą dwoje trzydziestokilkulatków, mimo towarzyszących im wątpliwości wynikających z doświadczeń w ich poprzednich związkach, postanawia poznać się lepiej. W ciągu kilku randek będą musieli sprawdzić, czy zachwyt, jaki wzbudza w obojgu japoński owoc yuzu lub wspólna niechęć do kulinarnej pretensjonalności są wystarczające, aby stać się filarem długoterminowej relacji.

Jak to mówią: przez żołądek do serca. Coś w tym jest. Na początku serial może wydawać się nudnawy, ale wraz z poznawaniem bohaterów, coraz bardziej wciągamy się w fabułę. Foodie love to taki Tinder dla miłośników jedzenia. Swoją drogą szkoda, że w realnym świecie nie istnieje taka aplikacja, dzięki której można połączyć przyjemne z pożytecznym 🙂

Tytuł oryginalny: „Foodie love”

Serial dostępny na platformie HBO

 

„Velvet”

Akcja serialu osadzona jest w Madrycie latach 60-tych XX wieku. Cała historia skupia się wokół wątku Any i Alberta, którzy są w sobie zakochani po uszy. Niestety, Ana jest zwykłą, biedną i nic nieznaczącą krawcową, a Alberto synem właściciela sklepu Velvet, który produkuje ekskluzywną odzież. Czasy kryzysu i śmierć właściciela majątku sprawiają, że Alberto musi podjąć trudną decyzję, która zaważy nie tylko na losach rodzinnej firmy, ale także na jego życiu osobistym.

Główny wątek Any i Alberta może kojarzyć się z niskich lotów telenowelą, a po części tak jest. Ich miłość i nie miłość może przyprawiać o mdłości. Dlaczego zatem polecam ten serial? Postacie poboczne sprawiają, że dzięki nim serial jest interesujący i intrygujący. No a poza tym przepiękne stroje żywcem wyjęte z lat 60-tych ubiegłego wieku zachwycają.

Tytuł oryginalny: „Velvet”

Serial dostępny na platformie Netflix

 

„Ministerstwo czasu”

Ministerstwo Czasu to sekretna instytucja rządowa, założona w czasach Izabeli Katolickiej. Praca tej instytucji polega na wykrywaniu i udaremnianiu każdej próby ingerencji intruza z przeszłości w teraźniejszość – i na odwrót -, próbującego wykorzystać historię do prywatnych celów. Dbanie o niezmienność historii Hiszpanii, by chronić teraźniejszość jest głównym celem Ministerstwa Czasu. Powierzone misje staną się częścią ważnych dla historii Hiszpanii wydarzeń, od czasów Królów Katolickich po współczesność, przez wojnę o niepodległość, Niezwyciężoną Armadę, sprowadzenie Guerniki do Hiszpanii, wizytę Himmlera w Klasztorze w Montserrat. Zetkną się także z ważnymi postaciami historycznymi tj. Lope de Vega, Salvador Dalí, Luis Buñuel, Izabela II Hiszpańska czy Pablo Picasso.

Chcielibyście cofnąć się w czasie i zobaczyć budowę rzymskiego akweduktu w Saragossie? Albo może chcielibyście spotkać się z Diego Velázquezem? Jeśli tak, to „Ministerstwo Czasu” jest idealnym rozwiązaniem. Serial jest pełen przygód, intrygujący, tajemniczy, a przy okazji jest świetną powtórką z historii Hiszpanii. Wciąga od pierwszego odcinka.

Tytuł oryginalny: „El Ministerio del Tiempo”

 

„H”

Helena to prostytutka, która niefortunnie staje się świadkiem zdarzeń, których nie powinna widzieć. Ewidentnie znalazła się w złym miejscu, o złym czasie. W związku z tym zaczyna karierę jako szeregowa pracownica Malpiki – bossa gangu działającego w Barcelonie w latach 60. XX wieku. Helena, nie licząc się z ryzykiem, szybko doskonali swoje umiejętności i wspina się na sam szczyt hierarchii mafijnej, by niebawem zostać szefową organizacji i przejąć kontrolę na handlem heroiną nie tylko w Hiszpanii.

Nie będę ukrywać, że jednym z powodów, dla których skusiłam się na ten serial była akcja osadzona w latach 60-tych ubiegłego wieku. Co prawda tym razem nie w Madrycie, a w Barcelonie. No i oczywiście piękna Adriana Ugarte ❤ Co ciekawe, ta telewizyjna produkcja została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Tytuł oryginalny: „Hache”

Serial dostępny na platformie Netflix

Dominika Zaręba „Katalonia. Travel&Style”

Odkąd pierwszy raz 6 lat temu pojawiłam się w Barcelonie, zakochałam się w tym mieście bez pamięci. Po latach, chociaż zwiedziłam wiele innych pięknych miejsc, stolica Katalonii nadal pozostaje moim numerem 1. Nic w tym dziwnego, ponieważ sama Barcelona, jak i cała Katalonia, to wyjątkowe i szczególne miejsce na mapie Hiszpanii.

Region szczyci się wielowiekową niezależnością, żywymi lokalnymi tradycjami oraz bogatą historią, której świadectwem są liczne są liczne zabytki od czasów prehistorycznych po współczesność. Na turystów czekają usiane licznymi zatokami wybrzeża Costa Brava i Costa Dorada z tętniącymi życiem ośrodkami wakacyjnymi, urocze miasteczka interioru oraz szlaki w Pirenejach. Miłośnicy sztuki na pewno wybiorą się w podróż śladami wielkich katalońskich twórców: Antoniego Gaudiego, Salvadora Dalego czy Joana Miro. Jednym słowem: Katalonia jest fascynująca, a każdy turysta znajdzie coś dla siebie.

Przewodnik podzielony jest na kilka części, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteśmy amatorami lokalnych smaków, dobrze jest się przyjrzeć informacjom oznaczonym ikoną travel&food. Jeśli pasjonuje nas życie i historia mieszkańców danego regionu, warto skupić się na informacjach oznaczonych travel&culture. Propozycje aktywnego spędzania czasu znajdziemy pod ikoną travel&active. Jeśli kochamy przyrodę, w poszukiwaniu spokoju pośród natury pomoże nam zakładka travel&nature. Jeśli marzy nam się bardziej spokojny odpoczynek, atrakcji szukajmy pod znakiem travel&relax. Natomiast jeśli chcemy zapewnić ciekawe atrakcje naszym małym pociechom, warto poczytać strony opatrzone frazą travel&family.

Seria „Travel&Style” właśnie stała się moją ulubioną serią Wydawnictwa Bezdroża. Mnóstwo przepięknych zdjęć, kolorowych map, praktycznych informacji i cała masa ciekawostek sprawia, że nie można się od niego oderwać. Ten przepięknie wydany przewodnik sprawia, że aż chce się pakować walizkę i wyruszyć z nim na podbój Katalonii. A mam co odkrywać, bo w tym rejonie Hiszpanii byłam jedynie w cudownej Barcelonie, a tyle piękna jeszcze na mnie tam czeka. Z całą pewnością przewodnik Dominiki Zaręby będzie niezastąpionym towarzyszem mojej podróży po Katalonii.

Za książkę dziękuję:

Mikołaj Buczak „Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii”

Nigdy nie ukrywałam, że Hiszpania to moja obsesja, moja fascynacja, moja druga ojczyzna. Kiedyś spełnię swoje marzenie i przeprowadzę się do magicznej Barcelony, upalnej Sewilli albo królewskiego Madrytu. Jeśli nie na stałe, to chociaż na chwilę. Póki co pozostają mi częste, aczkolwiek krótkie wizyty albo wirtualne podróże po tym słonecznym kraju. W moje ręce wpadła niedawno książka Mikołaja Buczaka „Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii”, która wywołała u mnie szybsze bicie serca. Coraz bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że Hiszpania to kraj idealny dla mnie.

„Sobremesa. Spotkajmy się w Hiszpanii” nie jest żadnym przewodnikiem. Nie jest także typowym reportażem, od których uginają się księgarniane półki. Mikołaj Buczak skupił się na nieco innych aspektach tego kraju. Jak sam przyznaje, chciał napisać książkę, która nieco będzie się różnić od tych, które dostępne są na rynku wydawniczym, ale niektóre zagadnienia i tematy pokrywają się z dostępnymi już pozycjami. Jednak autor skupia się w głównej mierze na teraźniejszym życiu Hiszpanów, które oczywiście powiązane jest z przeszłością, nie tak z resztą odległą. Porusza tematy dotyczące masowej turystyki i to, jak Hiszpanie mają dosyć turystów atakujących ich kraj każdego roku. Mikołaj Buczak pisze również o tym, dlaczego Hiszpanie tak słabo mówią po angielsku i dogłębnie wyjaśnia genezę i przyczyny takiego stanu rzeczy. Z tej książki dowiemy się także o hiszpańskim współczesnym feminizmie oraz tym, dlaczego Hiszpania to dobry kraj do życia. Pojawiają się również nieco mnie przyjemne tematy, jak wielki kryzys ekonomiczny, z którym nadal Hiszpanie nie potrafią sobie poradzić czy fala emigrantów zalewająca każdego roku ten kraj.

Jednak to, co najbardziej fascynuje w „Sobremesie” to rozdział o różnorodności Hiszpanii i jej mieszkańców. Tak naprawdę Hiszpania nie jest spójnym krajem o jednolitym języku, kulturze i obyczajach. Jeszcze nie tak dawno temu  Katalończycy wykazywali zapędy niepodległościowe, a Baskowie im w tym wtórowali.  Z drugiej strony ta różnorodność językowo-kulturowa sprawia, że kraj ten jest tak bardzo fascynujący.  W rozdziale „Już tacy jesteśmy” Mikołaj Buczak opisuje różnice pomiędzy Andaluzyjczykami, Baskami, Katalończykami, Galisyjczykami i mieszkańcami Madrytu. Dokładnie pisze o stereotypach, przywarach i zaletach poszczególnych mieszkańców danego regionu. W dowcipny sposób autor przedstawia różne oblicza mieszkańców Hiszpanii, wyjaśnia dlaczego tak często śmieją się z siebie samych oraz jak radzą sobie z historycznymi podziałami.

Książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy. Chociaż 95% informacji zawartych w tym reportażu były mi znane, nie mniej jednak „Sobremesę” z przyjemnością przeczytałam. Zastanawiam się, dlaczego ja nie napiszę tego typu książki. Przecież często goszczę w Hiszpanii – mojej drugiej ojczyźnie i posiadam pewną wiedzę na temat tamtejszej kultury, geografii czy obyczajów. No cóż, muszę przemyśleć sprawę – może i ja kiedyś napiszę swoją książkę? 🙂 Póki co serdecznie polecam książkę Mikołaja Buczaka, która za sprawą fascynującego tekstu i przepięknych, kolorowych fotografii przeniesie nas do słonecznej Hiszpanii. Ja mam ochotę kupić bilet,  spakować walizkę i wyruszyć po raz któryś do mojego ukochanego kraju, by odkryć kolejne regiony, po raz kolejny zatracić się w tej specyficznej atmosferze oraz zajadać się przepysznym hiszpańskim jedzeniem.

Za książkę dziękuję:

Moje ulubione hiszpańskie komedie

Wiecie, że kocham wszystko, co hiszpańskie. Okrutnie tęsknię za Hiszpanią i serce mi pęka na samą myśl, że pewnie nie prędko polecę do tego kraju… 😦 Miałam być w Walencji w styczniu, z mojej winy nie wyszło – teraz tego gorzko żałuję… Żeby sobie wynagrodzić brak bezpośredniego obcowania z hiszpańską kulturą, ostatnimi czasy namiętnie oglądam filmy i seriale hiszpańskiej produkcji. Głównie po to, żeby osłuchać się z językiem (który aktualnie jest u mnie na wymarciu), ale także by nacieszyć oko widokiem przystojnych aktorów, a niekiedy nawet i hiszpańskimi krajobrazami 🙂 Poza tym, co tu dużo mówić – po prostu lubię hiszpańską kinematografię.

W wcześniejszym poście pisałam o swoich ulubionych hiszpańskich serialach. Tym razem chciałam polecić kilka hiszpańskich komedii na ten dziwny i ponury okres, żeby się nieco odstresować i zapomnieć na chwilę o trudnej sytuacji na świecie. Zwłaszcza, że pogoda na zewnątrz nas nie rozpieszcza. Oto kilka moich komediowych propozycji.

„Nie zważając na nic”

Sara, Claudia, Sofia i Lucia to cztery dorosłe siostry, które rozjechały się w rożne strony świata. Gdy umiera ich matka, przybywają do Madrytu na jej pogrzeb. Jak się okazuje, nawet po swojej śmierci kobieta nie ułatwia życia swoim córkom. By dostać spadek, muszą rozwikłać szereg zagadek, które zafundowała im troskliwa mama. Wyruszając w kilkudniową podróż, kobiety odkrywają szokującą prawdę nie tylko na temat swojej rodziny, ale także o swoim pochodzeniu.

Tytuł oryginalny: „A pesar de todo”

Film dostępny na platformie Netflix

„Hiszpański temperament”

Amaia  pochodzi z Kraju Basków, a swoim temperamentem mogłaby obdarzyć połowę Hiszpanii. Właśnie rzucił ją narzeczony, a do miasta  przyjeżdża ojciec, by poznać przed ślubem ukochanego córki. Rodzina dla Baska to rzecz święta, dlatego dziewczyna decyduje się na mały przekręt. Poznany w Sewilli Rafa, rodowity Andaluzyjczyk – największy wróg Basków, wydaje się najgorszym pomysłem na ratunek. Jednak oboje decydują się brnąć w tę farsę, by tylko prawda nie wyszła na jaw.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos vascos”

Film dostępny na platformie Netflix i VOD

 

„Jak zostać Katalonką?”

To kontynuacja wspomnianego wyżej filmu. Amaia po zerwaniu z Rafa, zakochuje się w katalońskim artyście o imieniu Pau i planuje wziąć z nim ślub. Jej ojciec kategorycznie sprzeciwia się temu związkowi i postanawia odwieźć córkę od pomysłu poślubienia nowego chłopaka. W tym celu wybiera się do Sewilli i namawia byłego partnera swojej córki do powrotu i ponownego rozkochania jej w sobie. Co się dzieje, kiedy Baskijka spotyka się z Katalończykiem, a między nimi staje Andaluzyjczyk? Możecie wierzyć, że takie spotkanie to prawdziwa tykająca bomba.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos catalanes”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mała Szwajcaria”

Kolejna produkcja, która bawi się stereotypami na temat Basków. Dla kontrastu dorzuca do nich Hiszpanów i Szwajcarów. Akcja toczy się  w miasteczku Tellería, położonym w centrum Kraju Basków, które tak naprawdę terytorialnie wpisane jest do Kastylii. Po 700 latach jego mieszkańcy pragną uporządkować kwestię przynależności. Chcą być pełnoprawnymi Baskami, ale rząd pozostaje głuchy na ich wołanie. Zdumiewające znalezisko w tajemniczej krypcie pod sanktuarium motywuje ich do podjęcia decyzji o przyłączeniu do innego kraju. I to nie byle jakiego, bo jednego z najbogatszych na świecie – Szwajcarii.

Tytuł oryginalny: „La pequeña Suiza”

Film dostępny na platformie Netflix

„Ta noc jest moja”

W trakcie upalnych sierpniowych dni kręcony jest sylwestrowy program rozrywkowy. Główną gwiazdą show jest Alphonso, ale na scenie ma pojawić się także Adanne – aktualny muzyczny idol wszystkich hiszpańskich nastolatek. Na planie i wśród gości można znaleźć jeszcze wiele intrygujących (ale nie brakuje też tych irytujących) osobistości, które biorą udział w spiskach, szantażach i różnych wypadkach rozgrywających się w trakcie nagrywania show. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i okraszone jest sporą dawką humoru.

Tytuł oryginalny: „Mi gran noche”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Babski weekend”

Grupa pięciu przyjaciół to współcześni dwudziestu kilkulatkowie, dla których świat pełen możliwości stoi otworem. Jak się okazuje – ich życie jest dalekie od ideału. Kiedy byli nastolatkami, marzyli o dobrze płatnej pracy, własnym mieszkaniu czy idealnym związku. Niestety kryzys finansowy pokrzyżował im wszelkie plany. Każde z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale nie tracą jednak nadziei i dobrego samopoczucia. Kiedy wiec Gisela postanawia wyjść za mąż, przyjaciele organizują dla niej wieczór panieński na Wyspach Kanaryjskich. Zapowiada się szalona i (nie)pamiętna noc.

Tytuł oryginalny: „Cómo sobrevivir a una despedida”

„Przelotni kochankowie”

Z powodu technicznej usterki, bezpieczeństwo pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu na trasie Madryt-Meksyk zostaje zagrożone. Doświadczeni piloci robią wszystko, by znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Personel pokładowy bez reszty poświęca swe ciała i dusze, by w każdy możliwy sposób uprzyjemnić podróż pasażerom. Okazuje się, że życie w chmurach jest tak samo skomplikowane jak na ziemi, a przyczyny są zawsze te same: seks i śmierć. Na pokładzie samolotu poznajemy cały wachlarz osobowości: nowożeńców wyruszających w podróż poślubną, królową plotkarskich magazynów, bezwzględnego biznesmena uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości czy Don Juana próbującego rzucić jedną ze swoich licznych kochanek. Każde z nich leci do Meksyku w określonym celu. Czy uda im się go osiągnąć?

Tytuł oryginalny: „Los Amantes pasajeros”

Film dostępny na platformie VOD

„Powołanie”

Dwie siedemnastoletnie przyjaciółki María i Susana uwielbiają zabawę w rytmach reaggetonu i electro latino, jednak od lat spędzają wakacje na łonie natury w katolickim obozie. W związku z tym, że rozpiera je młodzieńcza energia nocami, z duszą na ramieniu, wymykają się z kempingu w tajemnicy przed siostrą Bernardą i siostrą Milagros. W pobliskich dyskotekach bawią się w rytmach, które uwielbiają. Pewnej nocy María doznaje objawienia.

Tytuł oryginalny: „La llamada”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bar”

To nie do końca typowa komedia, to właściwie czarny humor przeplatany z thrillerem. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona w jednym z madryckich barów. Zebrani w knajpie orientują się, że w jednej chwili ulice i plac obok zupełnie opustoszały i być może na dachu jednego z budynków ukrywa się snajper strzelający do przechodniów. Kierując się instynktem przetrwania, zaczynają nie tylko obmyślać plan, jak wydostać się z zastawionej na nich pułapki, ale i usiłują dociec przyczyn tych makabrycznych wydarzeń. Obrzucając się wzajemnie oskarżeniami i popadając w coraz większą paranoję, klienci baru nie zdają sobie sprawy, że znaleźli się w samym centrum konfliktu na szeroką skalę.

Tytuł oryginalny: „El Bar”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Królowa Hiszpanii”

Popularna hollywoodzka gwiazda wraca po latach do Europy, by zagrać w wielkiej hiszpańskiej produkcji. Znane nazwiska, najlepsi fachowcy, bajeczne plany zdjęciowe i setki statystów – na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie i profesjonalnie. Wszystko do momentu, gdy na planie zaczynają dziać się dziwne zjawiska: statyści wymykają się spod kontroli, fachowcy romansują, reżyser przysypia na planie, a inny ważny członek ekipy filmowej zostaje aresztowany. Reszta filmowców – zbieranina barwnych i przezabawnych osobowości – stara się uratować plan tej superprodukcji i obmyślają genialny plan jak to zrobić.

Tytuł oryginalny: „La reina de España

Film dostępny na platformie VOD

„Hiszpańskie dziewczyny”

Ana, Paula i Veronica mieszkają w Madrycie i marzą o wielkiej karierze w świecie mody. Skuszone łatwymi pieniędzmi stawiają pierwsze kroki na wybiegach, zafascynowane otaczającym je luksusem. Szybko jednak odkrywają mroczną stronę sławy i życia w blasku fleszy – wpadają w wir niebezpiecznych pokus i nałogów. Za sprawą dotkliwych doświadczeń kobiety utwierdzają się w przekonaniu, że przyjaźń i rodzina są znacznie cenniejsze od kariery w świecie mody. Nauczą się czerpać radość z drobnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegały.

Tytuł oryginalny: „Chicas paranoicas”

Film dostępny na platformie VOD

„Klub niewiernych mężczyzn”

Czworo przyjaciół z dzieciństwa – wszyscy po ślubie, z kilkuletnim stażem małżeńskim – spotykają się na zjeździe absolwentów w liceum. Żartując i popijając drinki wszyscy zgodnie twierdzą, że bardzo kochają swoje żony, ale już ich nie pożądają. Utworzyć nielogiczny i niebezpieczny projekt: tajny klub dla mężczyzn, którzy chcą zdradzać żony, ale tylko po to, by  mogli odzyskać żądzę. Brzmi niedorzecznie?

Tytuł oryginalny: „El club de los buenos infieles”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mokra robota”

Leyre jest rozwiedzioną, zamożną kobietą, mieszkającą w luksusowej willi w Bilbao. Kłótnia z byłym mężem, który grozi, że przestanie utrzymywać ją i ich syna, wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Chcąc ocalić rodzinę, kobieta nieświadomie doprowadza do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Tytuł oryginalny: „Ola de crímenes”

„Jukatan”

Na statku wycieczkowym płynącym z Hiszpanii do Meksyku rywalizujący ze sobą oszuści próbują w zmyślny sposób okraść podstarzałego zwycięzcę loterii. Dwoją się i troją, wymyślając coraz to bardziej absurdalne historyjki i kreując sytuacje, by przejąć majątek starszego pana. Piękne krajobrazy i świetna muzyka gwarantowane. Co więcej, w filmie pojawia się także polski akcent.

Tytuł oryginalny: „Yucatán”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bombowi sąsiedzi”

Kolejna komedia kreująca baskijski stereotyp. Ostatnia aktywna komórka ETA, działającą w 2010 roku. Banda liczy czterech członków, ale tylko dwoje z nich ma  prawdziwe baskijskie korzenie. Natomiast tylko jeden ma jakiekolwiek doświadczenia związane z terroryzmem. Teoretycznie mają przeprowadzić akcję, która przypomni wszystkim, że ETA wciąż istnieje i ma się dobrze. Zbliżający się finał mistrzostw piłki nożnej wydaje się świetną ku temu okazją. Niestety, zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać.

Tytuł oryginalny: „Fe de etarras”

Film dostępny na platformie Netflix

Moje ulubione hiszpańskie seriale

Moje umiejętności językowe z hiszpańskiego nadal nie są na satysfakcjonującym mnie poziomie, ale niebawem mam zamiar to zmienić 🙂 😀 Nie mniej jednak nie przeszkadza mi oglądanie seriali w tym języku. Dlatego też, gdy nadarza się okazja do „osłuchania się” z hiszpańskim, nie waham się oni chwili. Poza tym, bardzo lubię filmy i seriale w hiszpańskim wydaniu, nie wspominając już o zabójczo przystojnych aktorach 🙂 Mam kilka swoich ulubionych hiszpańskich seriali, a pozostałe czekają w kolejce do obejrzenia 🙂 Oto pierwsza część zestawienia seriali, które z czystym sumieniem mogę Wam polecić:

„Krawcowa z Madrytu” („El Tiempo Entre Costuras”)

Szczerze przyznam, że „chwilę” mi zajęło, żeby obejrzeć ten serial. Słyszałam o nim dużo dobrego, a sama książka podobno też robi wrażenie, ale jakoś nie mogłam się za niego zabrać. Chociaż początkowo wydaje się, że to czyste romansidło, po dwóch odcinkach następuje totalny zwrot akcji. Hiszpania XX wieku, na chwilę przed wybuchem wojny domowej. Pod wpływem młodzieńczego zrywu serca, piękna Sira popełnia dramatyczny błąd, którego konsekwencje będzie ponosić przez wiele lat. Od najmłodszych lat matka uczyła ją sztuki krawieckiej, więc Sira postanawia otworzyć swój własny zakład. Odnosi niebywały sukces i zdobywa szereg wpływowych klientek. Jedna z nich proponuje jej nietypową pracę, którą Sira – mimo wielu wątpliwości – decyduje się przyjąć.

Ogromną zaletą tego serialu są kreacje ❤ Kocham modę z lat 20-tych i 30-tych. Mogłabym założyć każdą rzecz, w którą ubrana była serialowa Sira 🙂 Warto obejrzeć „Krawcową z Madrytu” nie tylko ze względu na te wspaniałe kreacje czy olśniewającą urodę głównej bohaterki, ale także dla przepięknych krajobrazów Maroko, Madrytu i Lizbony, bo właśnie tam rozgrywa się akcja. Aż się chce pakować walizki i jechać tam 🙂

Występują: Adriana Ugarte, Francesc Garrido, Carlos Santos, Alba Flores, Hannah New, Mari Carmen Sánchez, Peter Vives

 

„Telefonistki” („Las Chicas del Cable”)

Kolejny serial obsadzony w latach 20-tych ubiegłego wieku. Otwarcie w centrum Madrytu siedziby państwowej spółki telefonicznej przyciąga uwagę setek dziewcząt, które pragną pracować jako telefonistki. W centrali mają możliwość zrealizowania własnych postępowych aspiracji. W tamtych czasach kobiety nie miały wielu praw, odmawiano im także pracy, dlatego każda chciała dostać posadę w nowej firmie. Cztery pochodzące z bardzo różnych środowisk kobiety rozpoczynają pracę w centrali. Każda z nich pochodzi z innego świata i ma inne priorytety, motywy oraz zawiłą historię. Jednak praca w centrali zjednuje je, by wkrótce przerodziła się w prawdziwą przyjaźń.

Serial „Telefonistki” ukazuje rodzący się bunt kobiet przeciwko panującym zasadom, które zakładały, że miejsce kobiety jest w domu. Mimo społecznego ucisku w kobietach w tamtym okresie obudził się na dobre feministyczny odzew, a produkcja świetnie to ukazuje. Bunt oznaczało nie tylko chodzenie do barów czy noszenie krótkich fryzur, to także walka o możliwość samodzielnego zarabiania pieniędzy, głosowania, a także do miłości. No i oczywiście te stroje ❤ O samym serialu więcej napisałam w tym poście.

Występują: Blanca Suárez, Nadia de Santiago, Maggie Civantos, Ana Polvorosa, Ana Fernández, Martiño Rivas, Yon González, Sergio Mur

 

„Szkoła dla elity” („Élite”)

Pamiętacie kultową „Plotkarę? Hiszpański odpowiednik wzorowany jest na tym amerykańskim serialu, tyle że w mocno ostrzejszej, można rzec – perwersyjnej wersji. Do prywatnej szkoły dla obrzydliwie bogatych nastolatków w Madrycie dołącza trzech uczniów z „niższej klasy” społecznej. Imprezy zakrapiane alkoholem i narkotykami, wystawne przyjęcia, markowe ubrania, szybkie samochody – to chleb powszedni hiszpańskiej elity. Nowi uczniowie zazdroszczą im wystawnego życia i starają się dopasować do nowej sytuacji i im zaimponować. Dochodzi do wielu zgrzytów, a w konsekwencji wielu zagmatwanych intryg. Wkrótce wydarza się tragedia, w którą każdy jest zamieszany, każdy jest podejrzany. Każde z nich miało motyw do dokonania zbrodni, jednak tylko jedna osoba jest winna.

Tak jak wspomniałam wcześniej, „Plotkara” w porównaniu ze „Szkołą dla elit” to pikuś. Hiszpański serial pełen jest i mocno rozbieranych, żeby nie powiedzieć – erotycznych scen miłosnych. Hiszpańscy aktorzy nie wstydzą się nagości na ekranie, a sceny intymne ich nie zawstydzają. Widać znaczne podobieństwo do amerykańskiego kultowego serialu sprzed lat, można nawet przypasować konkretne charaktery do poszczególnych bohaterów. Moim zdaniem „Szkoła dla elity” jest bardziej interesująca, nie ma tam (póki co) żadnych melodramatów.

Występują: Álvaro Rico, María Pedraza, Jaime Lorente, Itzan Escamilla, Ester Expósito, Miguel Bernardeau, Mina El Hammani, Danna Paola, Omar Ayuso, Miguel Herrán

 

„W czasach wojny” („Tiempos de guerra”)

Hiszpania, 1921 rok. Kraj pustoszony jest przez wojnę domową. Pielęgniarki z madryckich wyższych sfer decydują się na wyjazd do hiszpańskiej eksklawy w Maroko, gdzie toczą się zaciekłe walki. Otwierają w Melilli szpital dla żołnierzy walczących w wojnie o Rif. Zaczynają od zera, nie mając nawet konkretnego miejsca i potrzebnych narzędzi, ale za to mają poparcie i wsparcie samej królowej. Pielęgniarki cechuje ogromna empatia i chęć niesienia bezinteresownej pomocy. Każdego dnia ryzykują własnym życiem, by ocalić swoich rodaków. Ratując życie, znajdują też przyjaźń i miłość.

Jak wspomniałam wcześniej, uwielbiam filmy/seriale, których akcja rozgrywa się w latach 20-tych, dlatego też skusiłam się na obejrzenie „W czasach wojny„. Nie jest to serial wysokich lotów, ale przyjemnie się go ogląda, chociaż momentami czuć klimat latynoskiej telenoweli.

Występują: Amaia Salamanca, Álex García, Verónica Sánchez, Anna Moliner, Álex Gadea, Cristóbal Suárez, Alicia Rubio, Daniel Lundh

 

„Dom z papieru” („La Casa de Papel”)

To aktualnie jeden z najpopularniejszych seriali. Nie ma się co dziwić, bo fabuła wciąga od pierwszego odcinka. Co prawda dopiero zaczęłam oglądać, ale wsiąkłam totalnie. O co chodzi? Grupa ośmiu przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ukryci pod maskami z wizerunkiem Salvadora Dali, z perfekcyjnie ustalonym planem pod kierownictwem niejakiego Profesora, konsekwentnie go realizują. Znajdują rozwiązanie na każdy możliwy problem, no prawie każdy. Jednak nawet doskonale doprecyzowany plan ma swoje wady i luki. Stopniowo wszystko zaczyna się sypać, a pomiędzy kryminalistami dochodzi do wielu sprzeczek. To jednak nie wszystko, bo po piętach depcze im przebiegła i niezwykle inteligentna pani inspektor, która traktuje to zadanie zbyt ambitnie. Czy uda im się skok stulecia i jednocześnie wyjść cało z zaistniałej sytuacji?

Nie będę wychwalać pod niebiosa tego serialu, bo to powszechnie wiadome, że jest on świetny : ) Fabuła wciąga od pierwszego odcinka i zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Trudno oderwać się od ekranu komputera czy telewizora.

Występują: Úrsula Corberó, Álvaro Morte, Paco Tous, Alba Flores, Miguel Herrán, Pedro Alonso, Enrique Arce, María Pedraza, Itziar Ituño, Jaime Lorente

 

„Statek” („El Barco”)

Nie będę ukrywać, że serial „El Barco” zaczęłam oglądać ze względu na ogromną „miłość”, jaką wówczas czułam do głównego bohatera, w którego wcielał się Mario Casas. Co prawda jakimś wybitnym aktorem nie jest, ale z całą pewnością jest na co popatrzeć 😀 Wracając do serialu. Globalny kataklizm, spowodowany wypadkiem podczas włączania akceleratora cząsteczek w szwajcarskiej Genewie, sprawia, że załoga, uczniowie i kilku nauczycieli na pokładzie Gwiazdy Polarnej przeżyją największą przygodę ich życia. Przygoda, a może walka o przetrwanie w nowym świecie? W świecie, w którym całą ludzkość stanowią pasażerowie statku, a zamiast lądu na horyzoncie widać tylko niekończący się ocean.

Trzeba przyznać, że fabuła serialu jest oryginalna. No bo komu przyszłoby do głowy kręcić trzy sezonowy serial o skutkach katastrofy akceleratora cząsteczek? 🙂 Oczywiście wszystko może się zdarzyć i taki scenariusz nie jest wykluczony. „Statek” porusza kilka tematów, o których sami byśmy nawet nie pomyśleli. Ciekawa wizja post apokaliptycznego świata.

Występują: Blanca Suárez, Mario Casas, Irene Montalà, Neus Sanz, Juanjo Artero, Marina Salas, David Seijo, Javier Hernández

Może Wy mi polecicie jakieś inne ciekawe hiszpańskie seriale? 🙂

Park Güell. Najpiękniejsze miejsce w Barcelonie

Mój pierwszy raz w Barcelonie miał miejsce prawie 5 (!) lat temu. Tak, czas nieubłaganie pędzi, a ja pamiętam ten dzień jak dzisiaj. Od tego czasu odwiedziłam mnóstwo fascynujących miejsc, którymi się zachwyciłam – również tymi w innych częściach Hiszpanii. Mimo wszystko Barcelona nadal pozostaje moim number 1, moim miastem marzeń. Miastem, w którym kiedyś chciałabym się osiedlić. Mam do tego miejsca ogromny sentyment i wiele wspaniałych wspomnień, na myśl których robi mi się ciepło na sercu. W listopadzie ubiegłego roku powróciłam tam na chwilę i nic się nie zmieniło – magia, która mną zawładnęła w 2014 roku nadal trwa.

Chociaż już raz byłam w Parku Güell wiedziałam, że muszę do niego wrócić. Miejsce to ma jakieś specjalne moce, które przyciągają. Chcąc uniknąć kolejek przed wejściem i nie tracić cennego czasu, którego tak naprawdę nie miałam za wiele, bilet kupiłam online znacznie wcześniej. Na stronie internetowej można sobie wybrać dzień i dogodną dla nas godzinę. W listopadzie za bilet zapłaciłam 7 euro, ale teraz widzę, że wejście kosztuje około 10 euro. Może się wydawać, że to spora kwota jak na zwiedzanie parku, ale warto wydać te pieniądze, bo to nie byle jaki park.

Duma Gaudiego

Antonio Gaudi był promotorem i wizjonerem, znacznie wyprzedzającym epokę, w której  żył. Swoje ukochane miasto – Barcelonę – przemienił w miejsce, w którym ludzie zachwycają się kolorowymi budynkami i magicznymi miejscami. Jednym z nich jest Park Güell, bez wątpienia  najbardziej charakterystyczne dzieło tego katalońskiego architekta. Prawdę mówiąc – moje ulubione miejsce w całej Barcelonie. Żeby się do niego dostać, trzeba się trochę wspiąć i napocić, ponieważ położony jest na wzgórzu.

Nazwa tego magicznego parku pochodzi od nazwiska Eusebiego Güella, bogatego przedsiębiorcy, partnera biznesowego i dobrego przyjaciela Gaudiego. Początkowo Park Güell miał być osiedlem mieszkaniowym przeznaczonym dla zamożnych mieszkańców, położonym na wzgórzu z widokiem na oddalone morze i panoramę miasta. Inspiracją miały być angielskie „miasta ogrody”, a projekt zakładał powstanie aż 60. domów. Budowa osiedla rozpoczęła się w 1900 roku, ale w związku ze skomplikowanym projektem, realizację porzucono w 1914 roku. Ostatecznie powstało 5 budynków, a w jednym z nich zamieszkał sam Antonio Gaudi – obecnie znajduje się tam muzeum poświęcone temu artyście. W 1922 r. teren został zakupiony przez władze miejskie i zmieniony na park. Od 1984 roku Park Güell widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Natura kontra architektura

Założeniem Gaudiego było stworzenie miejsca, w którym architektura i natura zespoli się w jedną całość. Każdy, kto przebywał na terenie Parku Güell doskonale rozumie, co architekt miał na myśli. Na szczególną uwagę zasługuje tam wiele miejsc i elementów. Jednym z nich jest słynny taras widokowy z panoramą Barcelony oraz najdłuższą i najbardziej kolorową ławką świata. Wijąca się niczym wąż ławka mierzy 110 metrów i jednocześnie może pomieścić aż 200 osób! Została ona zaprojektowana w taki sposób, by każdy, kto na niej siedzi miał swoją prywatną przestrzeń. Kolory i kształty małych kawałeczków ceramiki  w głównej mierze rozmieszczone są w sposób przypadkowy, ale jest w tym pewna logika. Przyglądając się dokładniej, można dostrzec znaki zodiaku, gwiazdy, ryby, kwiaty i motywy religijne. Dominujące są trzy kolory: niebieski, zielony i żółty, które dla Gaudiego oznaczały wiarę, nadzieję i miłość. Taka metoda układania stłuczonych kawałków ceramiki w jednolitą całość nazywa się trencadis.

Żeby zrobić fotkę na tle charakterystycznej mozaiki, trzeba się trochę naczekać na swoją kolej. Mnóstwo zahipnotyzowanych turystów pragnie mieć pamiątkowe zdjęcie z „piernikowymi” domkami i panoramą tego wspaniałego miasta. Nie ma się co dziwić, ja za pierwszym razem wpadłam taki amok, że krążyłam wokół parku robiąc zdjęcia niemalże każdej mozaice 😊 Mój ówczesny towarzysz wykazał się dużymi pokładami cierpliwości, za co jestem mu niezwykle wdzięczna 😊

Pod tarasem widokowym znajduje się sala kolumnowa, wyglądem przypominająca greckie i rzymskie budowle. W zamyśle Gaudiego miejsce to miało służyć mieszkańcom osiedla jako ryneczek. Jednak jej nazwa – Sala Stu Kolumn wprowadza w błąd, ponieważ wszystkich filarów jest łącznie 86, a nie 100. Kolumny nawiązują do architektury klasycznej w porządku doryckim, chociaż co ciekawe – abakus nie jest prostokątny, ale ośmioboczny.

Na taras widokowy prowadzą pnące się do góry długie schody przedzielone czterema rzędami wysepek: trzy liczące 11 stopni i jeden z 12. stopniami. Pośrodku, w centralnym punkcie jednego z nich znajduje się wysepka z charakterystyczną rzeźbą przypominającą salamandrę. Jaszczurka jest nie tylko swoistym symbolem, ale także uważa się ją za strażniczkę parku. Niektórzy doszukują się w niej  odpowiednika mitologicznego Pytona ze świątyni w Delfach. Inna teoria mówi, że zwierzę to nawiązuje do krokodyla z herbu francuskiego miasta Nîmes, w którym wychował się Euzebi Güell. Salamandra pokryta została kolorową mozaiką, która stanowi jeden z symboli nie tylko samego Parku Guell, ale również całej Barcelony.

Innymi, niemniej charakterystycznymi elementami  Parku Güell są „piernikowe” chatki, które wyglądają niczym żywo wyjęte z jakiejś bajki. Zostały one wzniesione w latach 1901-1902. Niegdyś stanowiły one najważniejszą część całego obiektu, czyli główną bramę wejściową z bocznymi pawilonami. Aktualnie znajdują się w nich dom portiera (ten z dachem w kształcie grzyba) oraz ten zwieńczony czteroramiennym krzyżem to księgarnia i sklep z pamiątkami. Co ciekawe, krzyż ten wskazuje cztery główne strony świata. Zniszczono go w 1936 roku w trakcie wojny domowej, ale po jej zakończeniu został odbudowany.

Magia za murami Parku Güell

Park Güell to pod kątem ukształtowania terenu najtrudniejszy z projektów Antonio Gaudiego. Kataloński architekt zawsze mocno inspirował się naturą. Parku Güell jest perfekcyjnym dowodem, że można dopasować architekturę do otaczającego nas środowiska. Doskonale czuć magię tego miejsca, siedząc na mozaikowej ławeczce i rozkoszując się cudownym widokiem na Barcelonę. Ja osobiście uwielbiam ten stan siedząc na ławeczce, rozkoszując się momentem i bezmyślnie gapiąc się na panoramę mojego ukochanego miasta. Na chwile zapomnieć o problemach i po prostu ciesząc się tą chwilą, chłonąc energię tego miejsca.

Dojazd: Metrem, stacja Lesseps, linia zielona (L3). Ze stacji czeka nas ok 15- 20 min spacer. Trasa oznaczona jest licznymi kierunkowskazami, więc łatwo tam dotrzeć.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Czego warto nauczyć się od Hiszpanów?

O tym, że mam „lekką” obsesję na punkcie Hiszpanii wiedzą już chyba wszyscy 🙂 Z resztą niejednokrotnie  o tym pisałam. Kiedy tylko mogę, bez wahania kupuję bilet, pakuję walizkę i lecę na dłuższy weekend do ulubionego miasta, albo odkrywać nowe terytoria na hiszpańskiej ziemi. Co więcej, jeśli co najmniej raz w roku tam nie polecę, to jestem chora 🙂 Usnułam nawet teorię, że w poprzednim życiu zdecydowanie byłam Hiszpanką 🙂

Hiszpania jest dla mnie wyjątkowym krajem, mam do niego wielki sentyment. Co więcej, dla mnie jest jak druga ojczyzna 🙂 Jeśli kiedykolwiek miałabym się przeprowadzić za granicę, to właśnie tam. Inspiruje mnie w Hiszpanii niemal wszystko: architektura miast, wspaniała natura, wyśmienite tapas, ale przede wszystkim ludzie. I to o nich chcę dzisiaj co nieco napisać. Miałam okazje poznać wielu Hiszpanów, zarówno w samej Hiszpanii, jak i Warszawie. Oczywiście nie będę pisać eseju o ich wspaniałości, bo nikt nie jest idealny. Trochę rozprawię o tym,  jakie nawyki warto od nich przejąć, by żyło się lepiej i przyjemniej.

Radość z jedzenia i przebywania z przyjaciółmi

Hiszpanie nie jedzą tylko po to, żeby się najeść. Dla nich jedzenie to pewien rytuał, a nawet świętość. Kolacja to dla nich najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Wieczorami umawiają się z tuzinem znajomych na mieście, by celebrować tę najprzyjemniejszą porę dnia. Jednak wyjście na tapas to nie tylko samo jedzenie. To raczej wydarzenie społeczno-towarzyskie, styl bycia, pretekst do spotkań ze swoimi przyjaciółmi. I nie jest to przesiadywanie w jednej knajpie, wręcz przeciwnie. Po każdej spożytej przekąsce i napoju, udają się do następnego baru spróbować tamtejszych smakołyków.

Istnieje nawet określenie w języku hiszpańskim „ir de tapas”, co dosłownie oznacza „wyjście na tapas”. Czynność ta polega na spożywaniu przekąsek na stojąco i popijaniu ich winem lub piwem. Idea jedzenia i picia na stojąco ma proste wyjaśnienie: tak można łatwiej konwersować z większą ilością osób w mniej formalny sposób.

Sjesta

Kiedyś uważałam, że Hiszpanie wymyślili sjestę, bo są… leniwi. Tak, tak – kiedyś miałam wąskie, ograniczone horyzonty i myślałam bardzo stereotypowo. Po latach zrozumiałam, że nie mogli oni wymyślić niczego lepszego! No, może poza tapasami 🙂 Czym zatem jest ta sjesta? To niezwykle ważna część codziennego życia każdego Hiszpana,a także obcokrajowca mieszkającego w Hiszpanii. Między godziną 14:00 a 17:00 bary, agencje, urzędy, mniejsze sklepiki czy biura są zamknięte. Jest to czas przeznaczony na posiłek, który traktuje się jak świętość. Nie ma takiej możliwości żeby coś załatwić w tym czasie czy też chwilę przed sjestą, dlatego też ważne sprawy najlepiej załatwiać z rana. Sjesta to przede wszystkim pora lunchu i najważniejszego posiłku w ciągu dnia, więc dla Hiszpanów niezwykle ważny czas dnia. W tym czasie spożywa się posiłek w restauracji w tapas barze lub w domu. Ale oczywiście czas sjesty to także czas na kilkunastuminutową, poobiednią drzemkę.

Hiszpanie tłumaczą, że sjesta zrodziła się w związku z klimatem panującym w ich kraju. Najgorętsze temperatury osiągane w ciągu dnia nie są produkcyjne i wydajne dla nikogo. Sjesta rodzi się zupełnie naturalnie, iż kiedy przychodzi największy upał trzeba przestać pracować, zjeść coś chłodnego i po prostu odpocząć. W Hiszpanii dzień pracy wydłuża się i trwa wiele godzin po zachodzie słońca, kiedy nie ma już upału i znośniej jest wyjść na ulicę.

Ile ja bym dała, żeby u nas panował zwyczaj sjesty! Nie musiałoby to być kilka godzin, ale maksymalnie godzinna przerwy w pracy na szybką drzemkę i regenerację. Albo chwilowy odpoczynek czy spacer w ciągu dnia, zwłaszcza latem, by móc cieszyć się słońcem i pogodą. Albo zimą ulepić bałwana 🙂

Otwartość

W jaki sposób Polacy witają się z nowo poznaną osobą? Przedstawiają się i podają prawą dłoń. W jaki sposób Hiszpanie witają się z nowo poznaną osobą? Pierwsze padają słowa „Hola! Cómo estás?”, a za chwilę serdeczne „buziaczki” po obu stronach policzka. Co niektórzy nawet robią typowego „niedźwiedzia”, ściskając mocno, niczym dawno niewidzianego, najlepszego przyjaciela. Poza tym, wchodząc z Hiszpanami w dłuższą konwersację, możemy spodziewać się przelotnych dotyków w ramię czy inną górną część ciała. I nie, nie są to tanie sposoby na kiepski podryw, oni po prostu już tacy są. Czują, że nawiązują lepszą relację z drugim człowiekiem nie tylko przez samą rozmowę, ale także przez subtelny, serdeczny i spontaniczny dotyk.

Początkowo była to dla mnie bariera nie do pokonania. Wręcz uciekałam i z wielkim oburzeniem lamentowałam, że naruszają oni moją strefę intymną. Zachowywałam się jak typowa Polka, oschle podając na przywitanie jedynie prawą dłoń. Na dłuższą metę ich mania bliskości i kontakt cielesny może być męczące. Co prawda już nie jestem takim towarzyskim dzikusem, jak choćby jeszcze pięć lat temu, ale przyznaję, że czasami nadal mi to przeszkadza. Dzisiaj jednak nie wyobrażam sobie, żebym witała się z kimś w inny sposób jak „buziaczki” w policzek, to dla mnie jak chleb powszedni 🙂

Podejście do życia

Hiszpanie uważani są za wyluzowany naród, który czerpie z życia pełnymi garściami. Warto poznać te hiszpańskie słowa: „tranquila” (spokojnie) oraz „mañana” (jutro), bo to ulubione słowa każdego Hiszpana 🙂 Trzeba coś załatwić? Spokojnie, załatwimy to jutro. Trzeba coś kupić? Spokojnie, kupimy to jutro. Trzeba iść do lekarza? Spokojnie, możemy iść jutro 🙂 Okej, na dłuższą metę zdecydowanie może to być uciążliwe, gdy trzeba załatwić jakąś ważną sprawę w urzędzie czy banku. Chodzi jednak o to, że nie trzeba się tak spinać i brać wszystkiego na serio, gonić ślepo za wszystkim. Można chwilę odczekać, nabrać powietrza, pomyśleć dokładnie, a potem zacząć działać. To czyni ich wyluzowanych, ze zdrowym podejściem do życia.

Wspomnienia zamknięte w książce

Uwielbiam zdjęcia. Zarówno robić je, jak i do nich pozować. Chociaż nie jestem żadną profesjonalistką, to staram się robić ładne i estetyczne fotki. Nie posiadam też aparatu z wymiennym obiektywem i milionem opcji, za to mój sprzęt sprawuje się całkiem nieźle 🙂 W mieszkaniu mam całą „galerię” z własnymi zdjęciami. Może to brzmi trochę egoistycznie, ale lubię spoglądać na uchwycone wspaniałe momenty, piękne miejsca czy inspirujące mnie obrazy. Zawsze marzyłam o takiej „galerii”, więc w końcu się jej doczekałam 🙂 Chociaż jak dla mnie jest już za mała, ale miejsca w mieszkaniu już brak na kolejne ramki ze zdjęciami 🙂

Ze swoich podróży zawsze przywożę setki zdjęć. Chociaż niektóre z nich umieszczam na portalach społecznościowych, to cała resztę trzymam zapomnianą w czeluściach mojego komputera. Czasami do nich powracam, żeby przypomnieć sobie te wszystkie piękne miejsca, ale szczerze to rzadko kiedy mam na to czas. Kiedyś od razu po powrocie z danego miejsca wywoływałam najciekawsze fotografie i umieszczałam je w albumie.  Teraz już tego nie robię i szczerze przyznam nie wiem dlaczego. Długo zwlekałam, ale w końcu skonstruowałam swoją pierwszą foto książkę! 🙂 To nie tylko sentymentalny powrót, może to być również świetny prezent dla bliskich osób. Dzięki takiej fotoksiążce nie muszę przeszukiwać swojego komputera, by przenieść się do , tylko sięgam po taką skarbnicę wspomnień, w której umieściłam najciekawsze i najpiękniejsze zdjęcia.

Zdecydowałam się na foto książkę tematyczną o Hiszpanii.  W sumie to nie wiem, ile razy byłam już w tym kraju (wydaje mi się, że 8 albo 9), ale niezależnie od tego ZAWSZE mogę do niego powracać. Tak na marginesie, właśnie jestem świeżo po powrocie z Hiszpanii, dlatego wzięło mnie na sentymenty 🙂 W fotoksiążce skupiłam się na Andaluzji, południowym regionie tego państwa, do  którego mam wielki sentyment i na samo wspomnienie serce zaczyna mi mocniej bić. Przepiękne wąskie uliczki udekorowane kwiatami, słoneczne plaże czy zapierająca dech niesamowita architektura – wszystko to musiałam uwiecznić w tej fotoksiążce. Z łezka w oku przeglądam kolejne karty, a serce rwie się do kolejnej podróży w tamten hiszpański region.

Pojawiły się również momenty z Barcelony – to właśnie podczas pierwszej wizyty w tym mieście (a co za tym idzie – również kraju) zakochałam się w Hiszpanii. Chociaż stolica Katalonii to zupełnie inna (dosłownie) bajka, nie mogłam jej pominąć. Sagrada Familia, Park Guell, Casa Batllo, Casa Mila – chociaż raz w życiu wszystkie dzieła Gaudiego trzeba zobaczyć na własne oczy. Mam to szczęście, bo widziałam je dwukrotnie i nie zamierzam na tym poprzestać 🙂 Poza tym Barcelona to również sentymentalne wspomnienie mojej pierwszej hiszpańskiej miłości 😉

Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla najbliższych albo po prostu chcecie mieć fajną pamiątkę z podróży czy jakiegoś ważnego dla Was wydarzenia, zróbcie sobie taką fotoksiążkę. Ja swoją zamówiłam na stronie Printu. Dostępnych jest tam wiele ciekawych gotowych szablonów, a jeśli Wam jednak żaden nie odpowiada, możecie sami stworzyć książkę od podstaw 🙂 Więcej o fotoksiążce dowiecie się tutaj: https://printu.pl/fotoksiazka/.

Ja jestem bardzo zachwycona swoją i niebawem mam zamiar skonstruować kolejne. Jaki kierunek? To się jeszcze okaże 😉