Castelmola żyje w cieniu Taorminy. W moim odczuciu to bardzo niesprawiedliwe, bo Taormina jest nieco przereklamowana. Dzikie tłumy turystów przechadzają się miejskim deptakiem i podziwiają Etnę na tle zachodzącego słońca z desek Teatro Antico. Osobiście nie zaprzeczę, że widoki ze starożytnego teatru robią wrażenie, bo robią. W głównej mierze ten boom na Taorminę jest zasługą serialu „Biały Lotos”, który został nakręcony (jego drugi sezon) właśnie w tym sycylijskim miasteczku. Niektórzy uważają, że to najpiękniejsze miasto na Sycylii. Nie wypowiem się w tym temacie, bo nie widziałam (jeszcze) wszystkich miejsc na tej włoskiej wyspie. Nie chcę umniejszać Taorminie, bo bez wątpienia ma swój urok, ale osobiście spodziewałam się czegoś więcej, jakiegoś efektu ŁAŁ 🙂
Taki efekt znalazłam nieco wyżej, a dokładniej w mini miasteczku Castelmola. Dostaniemy się tam w 15 minut busikiem jadącym z dworca autobusowego. Panuje tam już nieco inny klimat, niż w poniższej Taorminie: niewielu turystom chce się tam wdrapać, albo czekać na busika, tylko od razu eksplorują Taorminę. A popełniają duży błąd, bo na górze omija ich to, co najlepsze 🙂
Ścieżka Saracenów – widoki takie, że można umrzeć z zachwytu
A tym najlepszym jest Ścieżka Saracenów. Sentiero dei Saraceni (z języka włoskiego) to średniowieczny szlak pieszy, znajdujący się na zboczach Monte Tauro, łączący miasteczko Castemola ze słynną Taorminą. Sentiero dei Saraceni jest krótki, bo liczy około 2 km długości, a przejście go zajmuje ok. 40 minut, kiedy idzie się spacerowym tempem, robiąc po drodze milion zdjęć. Ścieżka jest stroma, ale przez większość prowadzi po kamiennych schodach, a dopiero pod koniec (albo na początku – zależy od punktu widzenia), tuż przy Taorminie zmienia się w ścieżkę szutrową. Dlaczego zatem Ścieżka Saracenów jest taka wyjątkowa? Po pierwsze: widoki, które się z niej rozpościerają zapierają dech i można umrzeć z wrażenia. Serio. Przez całą wędrówkę widoczna jest panorama Taorminy, a także lazurowe wybrzeże Morza Jońskiego oraz – przede wszystkim – masyw Etny. Tego dnia miałam dużego farta, bo niebo było bezchmurne, a więc i morze, i wulkan widać było doskonale. Po drugie jest to szlak historyczny, którym przed wiekami do Castelmoli podążali Saracenowie (stąd nazwa szlaku) rządzący wówczas tymi terenami.
Na całym szlaku rosną niezliczone ilości opuncji, o różnych rozmiarach. Ma ona tutaj idealne warunki do rozwoju – brak cienia i ciągła ekspozycja na promienie słoneczne sprawia, że rośnie jak na drożdżach. W związku z tym, że brak jest zacienionych obszarów na tej trasie, decydując się na jej pokonanie należy pamiętać o nakryciu głowy, zabraniu butelki wody mineralnej, a także dobrego kremu z filtrem na twarz, bo słońce daje czadu. Ja przechadzałam się nią w połowie marca i uwierzcie mi, że słońce nieźle przygrzało. W końcowej części Ścieżki Saracenów docieramy do kościoła św. Błażeja – niewielkiej świątyni pochodzącej z I w. n.e. Ciekawostka jest, że była ona pierwszym kościołem katolickim na tych terenach. Przy kościele znajduje się niewielkich rozmiarów plac, który stanowi wspaniały punkt widokowy na okolicę.
Prawda jest taka, że do Castemoli przybyłam tylko po to, żeby przejść właśnie Ścieżką Saracenów. Samo miasteczko średnio mnie interesowało, ale skoro już tam byłam, to zrobiłam sobie mały spacerek wokół tamtejszych uliczek. Specjalnie Castelmola mnie nie urzekła, a więc udałam się na Ścieżkę Saracenów. Okazuje się, że nie jest to zbyt popularne miejsce, bo poza mną i kilkoma jaszczurkami kryjącymi się w krzakach, nie było praktycznie nikogo. Postanowiłam zejść do Taorminy, co by się za bardzo nie zmęczyć i nie spocić 😀 Chociaż zdecydowana większość ludzi mijanych (pod koniec mojej wędrówki, bliżej Taorminy) na szlaku postanowiła wdrapać się z Taorminy do Castemoli. Ja z wiekiem zrobiłam się wygodnicka i nie chcę się za bardzo nadwyrężać, skoro nie muszę. Od jakiegoś czasu postanowiłam ułatwiać sobie życie 🙂 Jeszcze jeden istotny czynnik zadecydował o tym, żeby zejść Ścieżką Saracenów: schodząc cały czas mamy przed oczyma morze i Taorminę, natomiast podchodząc pod górę morze mamy za plecami. Anyway, jeśli będziecie planować podróż do Taorminy, to koniecznie przespacerujcie się Ścieżką Saracenów, niezależnie w którą stronę zdecydujecie się pójść. Gwarantuję, że nie będziecie żałować, bo widoki są obłędne. Zresztą, sami zobaczcie 🙂
Castelmola – ruiny zamku, widok na Taorminę oraz lazurowe wybrzeże Morza Jońskiego
W Castelmoli na próżno szukać spektakularnych zabytków, albo jakichkolwiek zabytków. Castelmola to tak naprawdę plątanina małych i ciasnych uliczek, ze spektakularnym widokiem na poniższą Taorminę, lazurowe morze oraz Etnę. No dobra, jest jeden zabytkowy obiekt w tej mieścinie – Zamek Normański (Castello di Mola), a właściwie jego ruiny. Same ruiny nie robią wrażenia, ale placyk, na którym się znajdują, już tak. Pochodzenie zamku datowane jest na X wiek. Warto jednak się wdrapać do tej warowni, by móc oglądać przepiękne widoki, głownie na Etnę.
Innym ciekawym miejscem, które można uznać za atrakcję Castelmoli jest plac Belvedere Piazza Sant’Antonio. To nie tylko fantastyczny punkt widokowy na Taorminę, ale przede wszystkim centralny punkt w mieścince – tutaj najdalej podjeżdża busik transportujący z dworca. Warto zwrócić uwagę na mozaikę, która pokrywa plac – tworzą ją czarne i białe płytki. Podobno zostały stworzone z zastygłej lawy z pobliskiej Etny.
Podsumowanie i wrażenia
Jak wspomniałam wcześniej, do Castelmoli przybyłam przede wszystkim po to, by przemierzyć Szlak Saracenów. Zdecydowanie łatwiej i wygodniej jest zejść nim do Taorminy, niż wspinać się na górę. Jednak kto co lubi, ja postawiłam na wygodę i swój komfort 🙂 Szlak nie jest ani długi, ani skomplikowany. W niecałą godzinę, idąc spacerowym tempem można dojść do Taorminy. Po drodze mijamy „las” opuncji, podziwiając przy tym lazurowe wybrzeże Morza Jońskiego oraz dymiącą Mammę Etnę. Przejście szlakiem jest idealnym pomysłem na ucieczkę od dzikich tłumów, by na łonie sycylijskiej przyrody w ciszy i spokoju napawać się urokami wyspy. No jest bosko, po prostu 🙂
Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.










































Etna zawsze mnie przyciągała, uwielbiam odwiedzać czynne wulkany, mają w sobie potęgę Ziemi, kochana Etna dała mi się odwiedzić, ale już godzinę po była ewaluacja turystów. Piękny wulkan, wiele kraterów, po każdej erupcji inny mini krajobraz.
Przepiękne zdjęcia! Miejsce na zdjęciach wygląda niesamowicie, a na żywo robi pewnie jeszcze większe wrażenie.