Beata i Paweł Pomykalscy „Jugosławia. Rozsypana układanka”

Ostatnimi czasy mam ogromną słabość do Bałkan, a może jednak obsesję. Sama już nie wiem. Zaczęłam czytać wszystko na temat tego wciąż tajemniczego regionu Europy. W końcu odważyłam się pojechać tam i osobiście sprawdzić, czy to faktycznie takie dzikie rejony naszego kontynentu.

Kraje znajdujące się na Półwyspie Bałkańskim cieszą się coraz większą popularnością, jak np. Chorwacja, jednak niektóre z nich wciąż pozostają nieodkryte i tajemnicze jak Albania albo mające złą sławę, tak jak Bośnia i Hercegowina. Bałkany to nie tylko zatłoczona Chorwacja czy Słowenia, która „nie przyznaje się” do bycia częścią Jugosławii. Mówi się, że to „dzika Europa”, ta mniej cywilizowana część Starego Kontynentu. Nie zgadzam się z tym w ogóle. Jest to niesłuszne spojrzenie na ten zakątek Europy. Fakt, panuje tam jeszcze bałagan, ale stopniowo wszystko zaczyna się układać. Wiem coś o tym doskonale, bo sama w tym roku eksplorowałam Bośnię i Hercegowinę oraz Macedonię. A w przyszłym roku będę kontynuować podróże po krajach bałkańskich.

Książka „Jugosławia. Rozsypana układanka” autorstwa Beaty i Pawła Pomykalskich podzielona jest na trzy części: „Zjawiska”, „Miejsca” oraz „Smaki i zapachy”. W „Zjawiskach” Pomykalscy starają się wytłumaczyć, czym tak naprawdę była Jugosławia. Z ich zapisków dowiadujemy się kim był marszałek Tito i dlaczego jego kraj działał bez większych zarzutów, mimo panującej wewnątrz mieszanki wybuchowej. Wyjaśniają, jak sobie radzą państwa powstałe po rozpadzie tego dziwnego tworu jakim była Jugosławia. Opowiadają o wojnie w Bośni, która miała miejsce dwadzieścia lat temu i Igrzyskach Olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Zdradzają tajemnicę fenomenu Dubrownika po tym, jak nakręcono tam kilka odcinków „Gry o tron”.

Druga część poświęcona jest miejscom, które warto zobaczyć będąc na Bałkanach, albo wręcz przeciwnie – takie, które trzeba omijać szerokim łukiem. Poza tymi oczywistymi jak Mostar, Sarajewo Ochryda czy Belgrad, w zestawieniu Pomykalskich znalazły się m.in. Blagaj, Tetowo, Lipic, Travnik oraz Trebinje. Nie są to duże miejscowości, ale zdecydowanie warto tam zajrzeć, bo można odkryć naprawdę niezwykłe skarby. W ostatniej części dowiemy się, jak smakują i czym pachną Bałkany. Autorzy zdradzą, co warto zjeść i jakie pamiątki ze sobą przywieść. Co więcej, Pomykalscy wspominają o pewnym młodym człowieku z Sarajewa, którego sama poznałam! Niesamowite czytać o kimś, kogo się miało się okazję poznać osobiście i spędzić z tą osobą trochę czasu.

„Jugosławia. Rozsypana układanka” to nie tylko Sama książka również jest tak „skonstruowana”. Autorzy skaczą po krajach i miastach, nie skupiają się tylko na jednym miejscu. Nie opisują od razu wszystkiego np. o Serbii, tylko stopniują napięcie i nie pozwolą od razu zaspokoić ciekawości. Żeby jeszcze bardziej rozkoszować się smakiem ich słów, Pomykalscy załączyli piękne, kolorowe zdjęcia tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć. Albo wręcz przeciwnie – wyrzucić ze swojej podróżniczej listy marzeń i nie tracić na nie czasu.

Chcesz wiedzieć, dlaczego w sierpniu warto przyjechać do serbskiej Guczy? Chcesz zobaczyć skok w dorosłość i most, który spina nie tylko dwa brzegi? A może jesteś ciekawa, w którym mieście znajduje się symboliczna granica między kulturami? Jeśli opowiedziałaś twierdząco na te pytania, koniecznie sięgnij po reportaż „Jugosławia. Rozsypana układanka”.  To znakomita skarbnica wiedzy na temat krajów byłej Jugosławii.

Za książkę dziękuję:

Skopje. Stolica inna niż wszystkie

Do Skopje ciągnęło mnie od jakiegoś czasu. Nie wiem, dlaczego właśnie akurat do tego miasta, ale wydawało mi się takie inne, byłam ciekawa tego, co o nim pisali – a słyszałam różne opinie. Postanowiłam osobiście to sprawdzić. Nigdy nie byłam na Bałkanach (poza Chorwacją z dużą grupą osób kilka lat temu) i ta część Europy wydawała mi się taka nieokiełznana, inna, fascynująca a wiadomo – wszystko co nieznane jest dla nas kuszące 🙂 Jeszcze 2 lata temu jak ktoś zaproponował mi wyjazd na Bałkany, kręciłam głową z niesmakiem. Przed wyjazdem, napisałam zapytanie do moich znajomych, którzy byli tam kilkanaście dni przede mną, żeby zrobić rozeznanie czego mam się spodziewać. Jednak nie było to rozsądne z mojej strony, gdyż przez to o mało co nie zrezygnowałam z urlopu 😀  Usłyszałam, że tam niebezpiecznie, żebym nie chodziła sama, że nie mówią po angielsku, że protestują cały czas, że zamieszki… No to pięknie, pomyślałam. To spędzę swój urlop w hotelowym pokoju, bo ja – chojrak nie potrafię się bronić w razie ataku ze strony nieprzyjaciela, nie znam języka rosyjskiego, tym bardziej macedońskiego (nie potrafię nawet czytać cyrylicy!) to jak ja sobie tam poradzę?? Zapowiadał się interesujący wyjazd 😀 Moja mama dowiedziawszy się, że znowu lecę gdzieś sama, wpadła w histerię. No bo jak to znowu sama? I jeszcze tam?!?! Przecież tam wojna jest (bo Macedonia ponad 20 lat temu należała do Jugosławii, a – według niej – tam nadal wszędzie się strzelają), że mnie porwą i zabiją (wtedy głośna była sprawa zamordowanej Polki, która sama poleciała do egipskiego kurortu). Groziła, prosiła, krzyczała, błagała – no nic nie pomogło, pozostałam niewzruszona. Ba! Zapowiedziała nawet, że zadzwoni do mojego kierownika i zabroni mu dawać mi urlop! 😀 Zdenerwowana i lekko spanikowana (a codzienne telefony mojej mamy nie pomagały mi się zrelaksować) wykupiłam ubezpieczenie turystyczne (co jest nowością, bo rzadko kiedy to robię), zarejestrowałam się na stronie MSZ-u (żeby było wiadomo gdzie szukać moich zwłok) i następnego dnia wyruszyłam w kierunku Skopje. Hej przygodo! 🙂

Po wylądowaniu w Skopje wpadłam w lekką panikę. Coś dziwnego stało się z moim operatorem, gdyż nie mogłam połączyć się z siecią i nie mogłam zadzwonić do mamy oznajmić jej, że (na razie) jestem cała i zdrowa. Nigdy nie miałam takiego problemu, zawsze automatycznie mnie przełączało, a tym razem musiałam zrobić to ręcznie. W każdym razie chwile grozy zostały szybko zażegnane 🙂 Już na lotnisku powitał mnie (jeden z wielu) wielki pomnik Wielkiego Wojownika – Aleksandra Macedońskiego 🙂 Jeśli chodzi o postać Aleksandra, to jest on źródłem konfliktu między Macedończykami a Grekami, którzy roszczą sobie prawo do traktowania Aleksandra jako własnego bohatera narodowego. Dlatego fontanna z monumentalną rzeźbą znajdująca się na centralnej części Placu Macedońskiego, oficjalnie nazywa się „wojownik na koniu”, ale wiadomo kogo ona przedstawia. Postanowiono nazwać ją w neutralny sposób, aby nie wzbudzać protestów właśnie ze strony Greków.

Skopje jest bardzo nietypową stolicą. W 2010 r. przedstawiono plany dotyczące monumentalnego projektu, który zakładał transformację miasta na nietypową wręcz skalę. Projekt „Skopje 2014” zakładał renowację starych oraz wzniesienie nowych budynków użyteczności publicznej oraz pomników ku czci najważniejszych postaci historycznych tego kraju. Architektura większości budynków to wizje iście futurystyczne lub w monumentalny sposób nawiązujące do architektury klasycznej, z kolei lokalizacja pomników nie ogranicza się do centralnych punktów miasta. Są one dosłownie wszędzie, można odnieść wrażenie, że zostały wrzucone w strukturę miasta bez żadnego ładu i składu. Zamiast początkowo planowanych 40 nowych obiektów wzniesiono… 132, a na same pomniki wydano ponad 35 milionów euro, zaś całkowity budżet (do lata 2015 r.) całego przedsięwzięcia Przekroczył 560 mln euro! A szkoda, bo takie pieniądze mogłyby być zdecydowanie lepiej zagospodarowane, gdyż w pewien sposób kraj ten nadal podnosi się z gruzów swej jugosłowiańskiej przeszłości. Poza tym Macedonia świadomie prowokuje swojego południowego sąsiada. Eksponowanie postaci Aleksandra Wielkiego czy tak oczywiste stosowanie klasycznego stylu architektury, nawiązuje do osiągnięć starożytnej Grecji, co nie jest dobrze odbierane przez rząd w Atenach, a Macedończycy są oskarżani przez Greków o przywłaszczanie sobie historii ich kraju.

Funkcję centrum miasta pełni przestronnie i ładnie zagospodarowany plac Macedoński. Centralną jego część zajmuje fontanna z monumentalną rzeźbą z brązu przedstawiająca wojownika na koniu (taka jest oficjalna nazwa), która przedstawia postać Aleksandra Macedońskiego.

Wokół placu Macedońskiego ora po obu stronach Kamiennego Mostu, można odnaleźć szereg innych budzących ciekawość pomników. Znajdują się tutaj m. in. siedzący na tronie car Samuil, działacz i prezydent ASNOM Metodija Andronow-Czento czy także zasiadający na tronie cesarz Justynian. Dla mnie poszukiwanie tych pomników było tak samo fascynujące, jak znajdowanie wrocławskich krasnali 🙂

Na wschód od placu Macedońskiego wznosi się budowla, która ma stanowić jeden z symboli Skopje – Porta Macedonia, czyli sporych rozmiarów łuk triumfalny. Ma on symbolizować 20 lat macedońskiej niepodległości. Na jego fasadzie umieszczono liczne płaskorzeźby przedstawiające sceny z historii Macedonii, m. in. z udziałem Aleksandra Macedońskiego, co oczywiście nie spodobało się rządowi w Atenach.

Nad rzeką Wardar przerzucony jest Kamienny Most, będący jednocześnie jednym z charakterystycznych punktów Skopje, a także element jego herbu. Prawdopodobnie został wybudowany za czasów panowania tureckiego sułtana Mehmeda Zdobywcy w drugiej połowie XV wieku. Po obu jego stronach znajdują się wyrzeźbione postacie Goce Dełczewa i Dame Gruewa, a także statuty świętych Cyryla i Metodego oraz Klemensa i Nauma. Most łączy nową część miasta ze Starą Czarsziją i jest jedną z kilku budowli, które nie zostały zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi w 1964 r.

Po drugiej stronie Kamiennego Mostu mija się wielką, nową fontannę z monumentalnymi czterema posągami przedstawiającymi macierzyństwo. Dalej stoi kolejna ogromna rzeźba wojownika – Filipa II, ojca Aleksandra Macedońskiego.

Za tymi atrakcjami pojawia się Stara Czarszija, czyli serce Skopje, jego najciekawsza i najpiękniejsza część. Według zapisków wielu podróżników, tutejsza czarszija należała w XVI i XVII w. do najwspanialszych i największych na całych Bałkanach. Później była wielokrotnie niszczona m. in. przez wielkie pożary. To właśnie tu mieści się najwięcej interesujących zabytków oraz ciekawych i wartych obejrzenia miejsc. Jest tu także sporo restauracji i kawiarenek, gdzie można spróbować pysznych lokalnych specjałów (mój faworyt to sopska salata), wypić piwo bądź filiżankę mocnej kawy.

Ale Skopje to nie tylko „nowoczesna starówka” i Stara Czarszija. Jest również wiele innych ciekawych miejsc, którymi Skopje może się pochwalić. Jedną z nich jest cerkiew św. Klimenta Ochrydzkiego, która należy do najciekawszych architektonicznie budynków współczesnego miasta. Śmiało poprowadzone półokrągłe linie, imponująca i oryginalnie skomponowana kopuła, ładna dzwonnica, a całość nowoczesna, choć jednocześnie wpisująca się w rodzimą tradycję architektoniczną.

Czy kiedyś jeszcze wrócę do Skopje? Z całą pewnością TAK! Nie chodzi o samo miasto, chociaż w pewien sposób mnie urzekło. Przede wszystkim przyjadę tam dla ludzi, którzy są bardzo mili, sympatyczni, uśmiechnięci, życzliwi i bardzo mi pomogli. I tak, mówią po angielsku, nawet starsza pani w supermarkecie na stoisku mięsnym potrafi mówić w tym języku 🙂 A gdy dowiedziawszy się skąd jestem, spokojnie zaczęli rozmawiać ze mną po polsku (!!!). Poza tym atmosfera i pyszne jedzenie również przyciągają mnie do tego miejsca. No i poczekam, aż postawią więcej pomników 😉

 

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.