Katarzyna Czyż „Miej wyje**ne, będzie ci dane”

Na rynku wydawniczym pojawiło się wiele książek coachingowo – rozwojowych, ale takiej jak ta jeszcze nie było.

Katarzyna Czyż pochodzi z tzw. „dobrej” rodziny, w której rodzice dbali o nią i której niczego w życiu nie brakowało. Minusem takiej sytuacji było to, że to właśnie rodzice zaplanowali jej całe dorosłe życie: wysłali na studia prawnicze za granicę i wspierali w osiąganiu zawodowych celów. Potem naturalnie miał być ślub, dzieci oraz stała posadka w jakiejś prawniczej kancelarii. Wszystko zaplanowane od A do Z. Katarzyna Czyż zdobyła porządne wykształcenie z tytułem doktora, ukończyła studia MBA, biegle włada dwoma językami obcymi, odbyła mnóstwo ważnych staży, ciężko pracowała na swoją karierę prawniczą by w jednej chwili uświadomić sobie, że to nie jest to, o czym marzy. Któregoś dnia postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i zmienić swoje życie. Z prawnika przekwalifikowała się na coacha i psychologa. A to już nie spodobało się jej rodzicom. Dzisiaj z sukcesem organizuje i prowadzi liczne szkolenia motywacyjne, które gromadzą tysiące ludzi. Od lat praktykuje jogę i, jak twierdzi, dzięki niej zaczął się przełom w jej życiu.

Książka podzielona została na 3 główne rozdziały. W pierwszej części autorka opowiada historię swojego – wydawać by się mogło – idealnego życia. Wspomina o tym, jak zdecydowała się zmienić całe swoje dotychczasowe życie i ciężką pracą dążyć do osiągnięcia szczęścia i sukcesu zawodowego. W drugim rozdziale autorka skupia się na technikach coachingowych wraz z krótkimi ćwiczeniami, które mają zachęcić nas do działania. Znajdziemy tam wiele różnych metod relaksacyjnych, motywacyjnych, które pozwolą na wprowadzanie zmian w naszym życiu i sprawią, że będziemy mieli wyje**ne na pewne sprawy. To typowe narzędzia, o których mówi na szkoleniach i warsztatach. Trzeci rozdział przeznaczony jest dla tych, którzy niczego dla siebie nie wybrali z poprzednich etapów książki. To elementy wiedzy zaczerpnięte z tzw. literatury Wschodu, z różnych szkoleń, warsztatów i książek, które autorka przeczytała i na własnej skórze sprawdziła.

Poza oryginalnym stylem autorki, książka wydana jest w nietypowy sposób. Zamiast standardowego tekstu, strona podzielona jest na dwie kolumny tekstowe, co momentami sprawia, że ciężko się to czyta. Poza tym na kartach poradnika znajdziemy wiele rysunków motywacyjnych, czerwonych wyróżnień, tabelki, wykresy, itp. Jest to przyjemna metoda dla oka, bo nie skupiamy się tylko i wyłącznie na samym tekście.

„Miej wyje**ne, będzie ci dane” to nietypowy poradnik coachingowy. Już sam tytuł może być dla kogoś kontrowersyjny i bulwersujący. Tytuł tego poradnika nawiązuje do popularnego i starego powiedzenia, które faktycznie działa. W ten nietypowy sposób chce zachęcić do wprowadzania zmian w naszym życiu i dzięki temu odnaleźć własną drogę do szczęścia i spełnienia. Poradnik napisany jest w nieco innej formie niż pozostałe tego typu książki, ponieważ Katarzyna Czyż nie owija w bawełnę, a kiedy trzeba potrafi nawet przekląć. Jest to jakaś metoda motywacji do działania, chociaż nie wszystkim się on może spodobać. Osobiście mi nie przeszkadza, a nawet intryguje w pewien sposób. Poradnik Katarzyny Czyż jest na pewno oryginalny i nietuzinkowy, łączy w sobie między innymi mądrość psychologii i uważność jogi. Warto sięgnąć po „Miej wyje**ne, będzie ci dane”, może tego typu porady do kogoś przemówią i zachęcą do wprowadzania zmian w swoim życiu.

Katarzyna Czyż „Miej wyje**ne, będzie ci dane

Natalia Kołaczek „I cóż, że o Szwecji”

Wpadłam w jakiś amok, jeśli chodzi o książki dotyczące Szwecji, cały czas mogę się w nich zaczytywać. Szwecja wysoko widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń. Gdyby nie ten cały wirus, w tym roku miałam tam eksplorować ten kraj. Póki co pozostają mi właśnie książkowe podróże po tym państwie. „I cóż, że o Szwecji” Natalii Kołaczek jest swego rodzaju przewodnikiem po tym kraju., zwłaszcza dla laików takich jak ja, którzy wiedzę o Szwecji czerpią jedynie z książek i filmów.

O Szwecji w powszechnej opinii krąży wiele informacji i mitów. W jednych z nich drzemie sporo prawdy, inne są całkowitą fikcją. Jedno jest pewne – Szwecja jest niesamowitym krajem. Mieszkańcy tego kraju postrzegani są jako serdeczni i otwarci, ale jednak nieco chłodni i zdystansowani ludzie. Szwecja, z którą graniczymy przez Bałtyk, jest nieco inna niż nasza ojczyzna.  W ich kraju panuje zimniejszy klimat i lato trwa krócej. Stopa życiowa jest wyższa niż w wielu krajach Europy. Dzieci znają Szwecję z lektury o sympatycznych rówieśnikach z Bullerbyn. Czy jest możliwe, żebyśmy mieli coś wspólnego (poza historią) ze Szwecją?

Z lektury książki dowiemy się czym jest syndrom Bullerbyn, jak dogadać się z uchodzącym za introwertycznego i małomównego Szwedem, dlaczego w sklepowej kasie okazuje się, że płacicie inaczej niż sobie policzyliście, dlaczego Szwedzi uważają, że królewskie dzieci są traktowane niesprawiedliwie, pogotujemy z niestroniącym od przekleństw Food Emperorem, poznamy wszelkie możliwe powody do świętowania, uzyskamy odpowiedź na to przez ile lat szwedzka zabudowa będzie jeszcze tak charakterystycznie czerwona i dowiemy się jak przejawia się słynne szwedzkie równouprawnienie. Jednym zdaniem – to prawdziwe kompendium wiedzy o tym północnym kraju.

Książka „I cóż, że o Szwecji” to swoisty przewodnik po tym kraju. Znajdziemy w niej wiele ciekawostek obyczajowych, kulturowych, historycznych, przyrodniczych czy kulinarnych. Autorka starała się opowiedzieć dosłownie wszystko o tym kraju. Mam wrażenie, że momentami chce przekazać za dużo informacji na na raz i robi się chaos. Nie mniej jednak Natalia Kołaczek to prawdziwa miłośniczka Szwecji, w końcu nie na darmo przeprowadziła się do tego kraju. Natalia Kołaczek żyje Szwecją, jest nią i jest w niej. W książce czuć jej fascynację i z pasją opowiada nie tylko o dobrych, ale także i złych stronach życia w Szwecji. Książka jest niezwykle lekka w odbiorze, napisana przystępnym stylem. Natomiast przepiękne zdjęcia zachęcają, by jak najszybciej odwiedzić ten kraj. „I cóż, że o Szwecji” to książka nie tylko dla miłośników tego państwa, ale również dla laików, którzy planują swoją podróż do Szwecji.

Za książkę dziękuję:

Wiktoria Michałkiewicz „Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie”

Szwecja to dla mnie ciągle wielka niewiadoma. Chociaż nigdy tam nie byłam, namiętnie czytam niemal każdą książkę o tym kraju. Coś mnie w nim fascynuje i pociąga. Dlatego też ochoczo sięgnęłam po debiutancką książkę Wiktorii Michałkiewicz. Nie jest to jednak barwny przewodnik po szwedzkości, ani reportaż opiewający geniusz Szwedów, wręcz przeciwnie – to drugie, mroczne oblicze tego narodu.

Szwecja to specyficzny kraj. Z jednej strony to oaza równości, otwartości, tolerancji i ekologii. Szwedzi uważani są za jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie. Z drugiej zaś niepokój społeczny i wszędzie wkradająca się poprawność polityczna, która ostatecznie prowadzi do rasizmu i ksenofobii. Dlatego w ostatnim czasie tak bardzo na popularności zyskały wszelkie ruchy i idee nacjonalistyczne. Czy faktycznie XXI-wieczna Szwecja jest takim rajem, za jaki uważają go imigranci i turyści?

Wiktoria Michałkiewicz stara się dowiedzieć, jak to się stało, że narodził się szwedzki nacjonalizm i przekonanie o wyższości własnej rasy nad innymi. Oczywiście doskonale widać wątek historyczny związany z nazizmem. Chociaż w trakcie II wojny światowej Szwecja starała się zachować neutralność, to jednak zezwoliła na transport wojsk III Rzeszy na terenie kraju. Oprócz wprowadzenia w historię Szwecji ostatnich dwóch wieków, porusza temat ról społecznych i ewolucji poglądów w tym zakresie. Co więcej, autorka przeprowadziła szereg rozmów nie tylko z szeregowymi Szwedami, ale także przeprowadziła wywiady także z politykami nacjonalistycznej partii Szwedzkich Demokratów – zwraca uwagę jak ich język zmieniał się na przestrzeni lat, jak tonowali swoje wypowiedzi, ujmując eufemistycznie rasistowskie postulaty. Nie pominęła również najbardziej kontrowersyjnego zagadnienia, dotyczącego miejsca w szwedzkim społeczeństwie dla obcokrajowców i uchodźców. Rozmawiała także z imigrantami przybyłymi w latach 70. ubiegłego wieku i na początku XXI wieku.

Mam nieco mieszane uczucia co do tej książki. Nie tego się spodziewałam. Przez kilka pierwszych rozdziałów autorka opisuje dumną historię Szwedów. Jednak skupia się na takich aspektach jak wielka emigracja czy czasy II wojny światowej, by potem przeskoczyć na tematy obozów koncentracyjnych. „Wstęp”, czyli tak naprawdę ponad połowa książki, to szwedzka historia dwóch ostatnich wieków w pigułce. Momentami książka  jest niezrozumiała, bo przeplatają się w niej rożne wątki, które niekoniecznie są ze sobą spójne.

Nie mniej jednak treść reportażu „Kraj nie dla wszystkich. O szwedzkim nacjonalizmie” zaciekawia, wzbudza emocje i daje do myślenia. Reporterka rzetelnie zebrała informacje, korzystała z wielu źródeł, dotarła do przedstawicieli Szwedzkich Demokratów, naukowców i imigrantów, rozmawiała z nimi i przeprowadziła liczne wywiady. Wiktoria Michałkiewicz bardzo dobrze tłumaczy, co zadziało się w przeszłości i co determinuje szwedzką teraźniejszość.

Za książkę dziękuję:

„Mrs. America”

Stany Zjednoczone, lata 70-te XX wieku. Kraj wielkich możliwości, potęga gospodarcza świata, kraina mlekiem i miodem płynąca. Przynajmniej taką łatkę ma USA. Jednak coś w tym państwie nie działa prawidłowo, bo nie ma równości, tolerancji i akceptacji. Dotyczy to kobiet, osób etnicznego pochodzenia oraz mniejszości seksualnych, narodowych i religijnych. Nadciąga druga fala feminizmu, na czele której stoją takie postaci jak Gloria Steinem (Rose Byrne) – feministka i niezależna dziennikarka, Betty Friedan (Tracey Ullmann) – feministka i pisarka, autorka kultowej „Mistyki kobiecości”, Shirley Chisolm (Udo Aduka) – pierwsza kobieta Afroamerykanka walcząca o prezydenturę czy Bella Abzug (Margo Martindale) – prawniczka i polityk, członkini Izby Reprezentantów. Te wybitne kobiety na stałe zapisały się na kartach amerykańskiej historii.

„Mrs. America” przenosi nas do Ameryki lat 70., w której grupa zaangażowanych i mocno zmotywowanych feministek walczy o wprowadzenie poprawki do konstytucji USA. ERA, czyli Equal Rights Amendment, dotyczyła równości płci i została przygotowana już na początku XX wieku, ale dopiero w latach 70. miała szansę wejść w życie, gdyż przegłosował ją kongres Stanów Zjednoczonych. Jednak by rzeczywiście się to stało, musiało zatwierdzić ją 38 stanów. Mówi się, że osobą, która stała za jej zablokowaniem jest Phyllis Schlafly (Cate Blanchett). Wraz z innymi gospodyniami domowymi zakładają ruch, który ze wszystkich sił ma zatrzymać rozpędzone już na drodze do ratyfikacji prawo.

Serial pokazuje dwie strony medalu walki o równouprawnianie. Z jednej mamy feministki i kobiety, które domagają się swoich praw, chcą legalnie pracować i dostawać równą płacę, zalegalizować aborcję oraz związki homoseksualne. Z drugiej strony pojawiają się konserwatywne gospodynie domowe, pragnące pozostać w domu, rodzić dzieci i piec chleb swoim mężom. Są przekonane, że liberalne feministki stanowią zagrożenie dla tradycyjnej rodziny i za wszelką cenę pragną zniszczyć szczęście amerykańskich kobiet. Nieprawdopodobne że kobieta jest w stanie zgotować innej kobiecie taki los. Kobiety, które żyją za pieniądze mężów, gardzą homoseksualistami, aborcję uważają za morderstwo, homoseksualne dzieci nazywają zboczeńcami, popierają przemoc domową i szydzą z kobiet niezależnych domagają się, żeby wszystkie obywatelki Ameryki żyły jak i one. Zabawne, że kobiety, które nie chcą pracować, z całych sił walczą, a więc angażują się w ten „projekt” i poświęcają mu całą uwagę, tym samym stają się kobietami pracującymi. Ot, taki paradoks.

Obsada serialu jest imponująca. Mamy tutaj zbiór utalentowanych aktorek, jak Rose Byrne, Sarah Paulson, Udo Aduka czy Elizabeth Banks, które świetnie sportretowały swoje bohaterki. Nie wspomnę o genialnej Cate Blanchett, której postać tak naprawdę jest smutna i dramatyczna. Wzorowa matka i żona oraz perfekcyjna pani domu, która świeci przykładem dla innych kobiet, zakłada własny ruch, który ma na celu zatrzymać projekt ERA. Phyllis tak bardzo wsiąka w świat polityki, że jej działalność zaczyna przesłaniać to, o co właściwie walczy. Chociaż domaga się, by kobiety nie pracowały i siedziały w domu z dziećmi, tak naprawdę marzy o władzy, dobrej edukacji i sławie. Czyli wychodzi na to, że jest po prostu hipokrytką. Na koniec się okazuje, że odwaliła kawał ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty.

To, co działo się w Stanach Zjednoczonych ponad 50 lat temu, ciągle jest aktualne w dzisiejszych czasach. Mam wrażenie, że nadal nie ma równouprawnienia, tolerancji i społecznej akceptacji, a historia zatacza koło. Chociaż odnosi się to do innego kontekstu, to ciągle musimy coś udowadniać i domagać się uznania w oczach społeczeństwa i polityków. „Mrs. America” to świetny serial w klimacie retro z genialnymi aktorkami w obsadzie oraz fantastycznymi kostiumami i scenografią. Serial sprawnie łączy politykę z osobistymi historiami wszystkich bohaterek, świetnie oddaje klimat lat 70., jednocześnie nie popadając w nostalgię i tęsknotą za minionym okresem. Gorąco polecam!

Serial dostępny na platformie HBO GO

Laila Shukri „Jestem żoną terrorysty”

„Jestem żoną terrorysty” to opowieść o kobiecie, która została rozkochana i uwiedziona, aby urodzić terrorystę samobójcę. To również swego rodzaju świadectwo o rodzinach zaangażowanych w terroryzm, o których się nie mówi. Laila Shukri wysłuchała historii jednej z Polek, aby opowiedzieć ją światu.

Zaskakujące, że scenariusz zazwyczaj jest taki sam: kobieta poznaje nieziemsko przystojnego mężczyznę, który jest szarmancki, elegancki i hojny. Ów mężczyzna stara się przychylić nieba swojej wybrance: zaprasza na romantyczne kolacje, zabiera na egzotyczne wycieczki, kupuje luksusowe rzeczy. Zakochana na całego kobieta postanawia rzucić całe swoje dotychczasowe życie i przekonania i postanawia wziąć z nim ślub. Potem jest już coraz gorzej. Ukochany przestał być tak szarmancki i hojny, a za każdy sprzeciw i niesubordynację wymierza surową karę. Nie inaczej było w przypadku Klaudii, która po rozstaniu z długoletnim partnerem niespodziewanie zostaje wyrzucona z pracy. Decyduje się na podróż do Maroka, która miała pomóc jej odzyskać utraconą równowagę duchową i psychiczną. Poznany w egzotycznym kraju Raszid szybko zdobywa jej serce, pokazując jej najpiękniejsze zakątki własnej ojczyzny. Kiedy mężczyzna proponuje jej przyjazd do niego do Londynu, Klaudia ma nadzieję na znalezienie u jego boku szczęścia. Nie zdaje sobie sprawy, że znajdzie się w mackach najniebezpieczniejszej siatki terrorystycznej, której głównym celem jest szkolenie dzieci na terrorystów samobójców. Natomiast jej zadaniem miało być rodzenie jak najwięcej liczby chłopców, którzy mieliby dołączyć do dżihadu…

Książki Laili Shukri szokują i wprawiają w osłupienie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są to prawdziwe historie, nie żadna fikcja. „Jestem żoną terrorysty” na początku wydaje się być tanim romansem, ale potem autorka odpala prawdziwą bombę emocjonalną. Tym razem dotyka sfery terroryzmu oraz wykorzystywania kobiet i dzieci przez dżihadystów. Laila zagłębia się nie tylko w historię Klaudii, ale także powołuje się na szereg faktów dotyczących terroryzmu czy „świętej wojny”, do której pod każdym względem dążą muzułmanie. Książka zakończyła się w dziwnym momencie, po prostu się urwała. Chciałabym wiedzieć, jak potoczyły się dalsze losy Klaudii i jej dziecka.

Autorka porusza szereg trudnych, przemilczanych i niebezpiecznych tematów. Laila opisuje historie pod pseudonimem i w wielkiej tajemnicy, sama zaś jest żoną arabskiego szejka, który nie ma pojęcia o jej pracy. Chociaż wydaje się być szczęśliwa, to jak sama przyznaje nie wie, co by się z nią stało, gdyby mąż dowiedział się o jej „hobby”. Książkę „Jestem żona terrorysty” jak najbardziej polecam, by mieć pogląd na to, jakie niebezpieczeństwa czyhają we współczesnym świecie. Ostrzegam jednak, że to kawał mocnej i ciężkiej lektury.

Jeśli chcecie poczytać więcej tego typu książek na ten temat, to polecam również te pozycje:

 

Za książkę dziękuję:

Filip Skrońc „Nie róbcie mu krzywdy”

XXI wiek. Mamy dostęp do najnowocześniejszych gadżetów elektronicznych, konstruujemy maszyny, o których nawet nie śniło się naszym przodkom, jesteśmy w stanie uratować niemal każde życie, wznosimy budynki sięgające nieba czy latamy samolotami, które coraz szybciej pokonują dystans. To wszystko zawdzięczamy nauce i technice. Jednak w XXI wieku istnieją na świecie państwa, w których mimo, iż ludzie korzystają z tego dorobku cywilizacyjnego, to oprócz tego polują na drugiego człowieka. Wierzą, że za pomocą części ciała albinosa odmienią swoje dotychczasowe życie.

Takie barbarzyństwo praktykowane jest między innymi w Tanzanii. Ludzie polują na albinosów, maczetami odrąbują im ręce i nogi tylko dlatego, że wyglądają inaczej od reszty społeczności. Albinosi mają bardzo jasną skórę (brak pigmentu), białe włosy, rzęsy i brwi, zaś tęczówka oka ma kolor czerwony lub niebieskawy (rzadziej). W niektórych wierzeniach afrykańskich uważa się ich za wcielenia duchów zmarłych, istnieje też przesąd, że części ciała albinosów mają magiczną moc. Barbarzyńcy potrafią zaatakować o każdej porze dnia, chociaż najchętniej robią to pod osłoną nocy, kiedy czujność domowników jest uśpiona. Jeśli nie są w stanie nikogo upolować, to w akcie desperacji plądrują groby, w których spoczywają ciała albinosów. Co się robi z upolowanymi częściami ciała? Sprzedaje na czarnym rynku za horrendalne kwoty albo idzie do lokalnego szamana, który przerabia je na magiczne mikstury, lekarstwa i amulety. Z kolei seks z albinoską ma uleczyć wszelkie choroby weneryczne, w tym HIV.

Filip Skrońc skupia się na Tanzanii, ale łącznie 18 afrykańskich państw uprawia barbarzyński proceder, jakim jest polowanie na albinosów. Autor przez lata dokumentował kolejne przypadki ataków, dociekał przyczyn tkwiących w zarówno w historii afrykańskiego kontynentu, jak i ludzkich głowach. Pojechał do niebezpiecznych miejsc, rozmawiał zarówno z samymi oprawcami, jak i ofiarami i ich rodzinami. Odwiedził zamknięte zakłady, w których mieszkają i się uczą albinoskie dzieci do ukończenia pełnoletności. Potem muszą radzić sobie same, po państwa nie stać na ich dalsze utrzymywanie. Chociaż oficjalnie rząd zakazuje i potępia polowań na albinosów a morderców surowo karze, przed Tanzanią i innymi afrykańskimi krajami jeszcze długa droga do wyjścia na prostą.

„Nie róbcie mu krzywdy” to wstrząsający reportaż, któremu  Filip Skońc poświęcił wiele lat swojej reporterskiej pracy. Ta książka to świadectwo łamania praw człowieka w Tanzanii i krajach Afryki Wschodniej, gdzie osoby z albinizmem żyją w ciągłym zagrożeniu życia. To także opowieść o dyskryminacji oraz o tym, jak jedni wywyższają się nad drugich. Również o tym, że inność jest powodem do napiętnowania. Reportaż Filipa Skońca to kawał mocnej, ale bardzo potrzebnej lektury, uświadamiającej nam, że nie możemy pozostać obojętni na cierpienie ludzie oraz przyzwalać na jakiekolwiek formy dyskryminacji.

Za książkę dziękuję:

Arin Murphy-Hiscock „Księga urody czarownicy”

Żyjemy w nieustannym biegu, w coraz większym stresie i niepokojem,brakuje nam czasu, by prawidłowo o siebie zadbać. Społeczna presja młodego wyglądu i nienagannej sylwetki dodatkowo wzbudza nasz niepokój. Wmawia nam się, że uleganie konsumpcjonizmowi wypełni jakąś lukę w naszym życiu i sercu, a jeśli jest inaczej – coś jest z nami nie tak. Reklamy w mediach nieustannie nas atakują i zachęcają do zakupu kolejnej zbędnej rzeczy czy w ramach relaksu kuszą wizytami w spa i skorzystaniu z ekskluzywnych zabiegów. Dbanie o siebie powinno być na pierwszym miejscu, ale niekoniecznie poprzez nadmierny konsumpcjonizm. Wystarczy sięgnąć po to, co oferuje nam Matka Natura, czerpać z jej siły i dodać odrobinę magii do codziennego życia.

„Księga urody czarownicy” inspiruje do tego, żeby zacząć pielęgnować ciało i duszę za pomocą tego, co oferuje nam natura. Dowiemy się między innymi jak korzystać z dobroczynnej energii natury, ziół, kamieni i żywiołów; pielęgnować w sobie spokój, cierpliwość i miłość do świata oraz samej sobie; wspierać swoją więź z naturą i w pełni korzystać z jej darów; jak zadbać o ciało dzięki prostym przepisom i kojącym kąpielą. Poza tym, dowiemy się o właściwościach niektórych ziół, a także znajdziemy receptury na domowe masło do ciała, sposoby na spokojny sen oraz przepisy zdrowe i pyszne dania. Autorka zachęca swoje czytelniczki, by zadbały o siebie w czarujący (dosłownie) sposób.

Tytuł książki bardzo intryguje, jednak należy traktować go z przymrużeniem oka. To praktyczny poradnik o tym, jak dbać o higienę zdrowia psychicznego, emocjonalnego i kondycji zdrowotnej. Książka podzielona jest na pięć rozdziałów, które dotyczą najważniejszych sfer życia: wsparcie kondycji psychicznej i emocjonalnej, umysł, ciało, dom, duch. W każdym z nich znajduje się cała masa porad oraz „zaklęć” na to, jak np. zniwelować stres, skutecznie planować i organizować swoje życie, jak dbać o życie duchowe czy odnaleźć równowagę i harmonię. Niektóre z tych „zaklęć” mogą wydawać się nieco wyolbrzymione i infantylne, ale co szkodzi spróbować? Może jednak dzięki tajemnej wiedzy czarownic, nasze życie będzie lepsze? Ja z wielką chęcią wypróbuję wiele z tych czarodziejskich zaklęć. W końcu sama poniekąd jestem czarownicą – pochodzę z rejonu, w którym każdego roku na szczycie góry odbywa się sabat 😉

Za książkę dziękuję:

W. Wawrzkowicz-Nasternak, M. Stacewicz-Paixão „Lizbona. Miasto, które przytula”

Każdy z nas ma takie miejsce, do którego uwielbia powracać, albo jakieś nieznane moce do niego przyciągają. Dla Weroniki  i Marty Stacewicz-Paixão takim miejscem jest Lizbona. Efektem ich zachwytów jest książka „Lizbona. Miasto, które przytula”, w której dzielą się z czytelnikami swoimi osobistymi wrażeniami dotyczącymi tego miasta.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak jest dziennikarką radiową i telewizyjną. Lizbona sprawiła, że stała się człowiekiem bumerangiem – raz rzucona w przestrzeń Lizbony, nieustannie do niej wraca. Natomiast Marta Stacewicz-Paixão pochodzi z rodziny wielokulturowej. Do Portugalii miała wyjechać na rok, by wzbogacić swój język, a została na kilkanaście lat. Jest filologiem, designerem i trenerem komunikacji. W swojej wspólnej książce opowiadają o ukochanym mieście, jakim jest Lizbona. Nie jest to jednak zwykła opowieść – to spacer po kulturalnej, artystycznej i kulinarnej stronie stolicy Portugalii.

Lizbona uruchamia wszystkie zmysły. Oferuje znacznie więcej niż tylko wiatr znad oceanu, dzwonki tramwajów czy codzienne pogaduchy mew. Żeby ją zrozumieć, warto poznać tamtejszych ludzi, wsłuchać się w szelest ich rozmów. To miasto pozwala na smakowanie życia całym sobą. W opisywaniu tego miasta pozwala autorkom nie tylko fascynacja, ale przede wszystkim znajomość tego miejsca. Weronika przybywa do Lizbony każdego roku na kilka tygodni, dzięki temu bardzo dobrze zna miasto, dodatkowo jej dziennikarskie umiejętności i doświadczenie pozwoliły stworzyć tak barwną opowieść. Z kolei Marta przybyła by studiować język, zaś jej pobyt w Portugalii przedłużył się o kilkanaście lat. Każda z nich wniosła do książki coś innego. Marta opowiada o zwyczajach, kulturze czy języku, które dogłębnie zdążyła poznać. Natomiast Weronika przeprowadza wywiady z mieszkańcami stolicy Portugalii, zarówno z samymi mieszkańcami, jak i polskimi imigrantami, którzy na stałe osiedli się w Lizbonie.

Nie jest to zwyczajny przewodnik po mieście, wręcz przeciwnie. Nie znajdziemy w nim żadnych informacji na temat najważniejszych zabytków czy utartych tras, które każdy turysta powinien przemierzyć. Zamiast tego pokazuje, co można tam przeżyć, poczuć, posmakować i usłyszeć. Kolorowe zdjęcia znajdujące się w środku dodatkowo zachęcają do takiej formy eksplorowania miasta. Autorki zachęcają do tego, żeby nie biegać po mieście do wszystkich miejsc „must see”, tylko spokojnie przemierzać uliczkami Lizbony i oddawać się urokom, jakie oferuje to miasto. To poznawanie Lizbony na zupełnie innej płaszczyźnie. Fakt, nie jest to obiektywny opis miasta, bo autorki są w nim totalnie zauroczone i opiewa samymi pozytywami. Ja do Lizbony mam mieszane uczucia. Z jednej strony miasto jest urzekające i bardzo przyjemne, z drugiej zaś nie mam zbyt miłych wspomnień z nim związanych. Jednak po lekturze tej książki chciałabym tam wrócić i wchłonąć to wszystko,, o czym piszą autorki, spojrzeć na miasto z innej perspektywy. Kto wie, może i ja zmienię zdanie i zakocham się w nim tak bardzo jak one?

Macie ochotę na inną nieoczywistą podróż? Zapraszam do Sztokholmu: Katarzyna Tubylewicz „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą”

A może chcecie więcej poczytać o Lizbonie? Marcin Kydryński „Muzyka moich ulic. Lizbona”

 

Za książkę dziękuję:

Moje ulubione hiszpańskie komedie

Wiecie, że kocham wszystko, co hiszpańskie. Okrutnie tęsknię za Hiszpanią i serce mi pęka na samą myśl, że pewnie nie prędko polecę do tego kraju… 😦 Miałam być w Walencji w styczniu, z mojej winy nie wyszło – teraz tego gorzko żałuję… Żeby sobie wynagrodzić brak bezpośredniego obcowania z hiszpańską kulturą, ostatnimi czasy namiętnie oglądam filmy i seriale hiszpańskiej produkcji. Głównie po to, żeby osłuchać się z językiem (który aktualnie jest u mnie na wymarciu), ale także by nacieszyć oko widokiem przystojnych aktorów, a niekiedy nawet i hiszpańskimi krajobrazami 🙂 Poza tym, co tu dużo mówić – po prostu lubię hiszpańską kinematografię.

W wcześniejszym poście pisałam o swoich ulubionych hiszpańskich serialach. Tym razem chciałam polecić kilka hiszpańskich komedii na ten dziwny i ponury okres, żeby się nieco odstresować i zapomnieć na chwilę o trudnej sytuacji na świecie. Zwłaszcza, że pogoda na zewnątrz nas nie rozpieszcza. Oto kilka moich komediowych propozycji.

„Nie zważając na nic”

Sara, Claudia, Sofia i Lucia to cztery dorosłe siostry, które rozjechały się w rożne strony świata. Gdy umiera ich matka, przybywają do Madrytu na jej pogrzeb. Jak się okazuje, nawet po swojej śmierci kobieta nie ułatwia życia swoim córkom. By dostać spadek, muszą rozwikłać szereg zagadek, które zafundowała im troskliwa mama. Wyruszając w kilkudniową podróż, kobiety odkrywają szokującą prawdę nie tylko na temat swojej rodziny, ale także o swoim pochodzeniu.

Tytuł oryginalny: „A pesar de todo”

Film dostępny na platformie Netflix

„Hiszpański temperament”

Amaia  pochodzi z Kraju Basków, a swoim temperamentem mogłaby obdarzyć połowę Hiszpanii. Właśnie rzucił ją narzeczony, a do miasta  przyjeżdża ojciec, by poznać przed ślubem ukochanego córki. Rodzina dla Baska to rzecz święta, dlatego dziewczyna decyduje się na mały przekręt. Poznany w Sewilli Rafa, rodowity Andaluzyjczyk – największy wróg Basków, wydaje się najgorszym pomysłem na ratunek. Jednak oboje decydują się brnąć w tę farsę, by tylko prawda nie wyszła na jaw.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos vascos”

Film dostępny na platformie Netflix i VOD

 

„Jak zostać Katalonką?”

To kontynuacja wspomnianego wyżej filmu. Amaia po zerwaniu z Rafa, zakochuje się w katalońskim artyście o imieniu Pau i planuje wziąć z nim ślub. Jej ojciec kategorycznie sprzeciwia się temu związkowi i postanawia odwieźć córkę od pomysłu poślubienia nowego chłopaka. W tym celu wybiera się do Sewilli i namawia byłego partnera swojej córki do powrotu i ponownego rozkochania jej w sobie. Co się dzieje, kiedy Baskijka spotyka się z Katalończykiem, a między nimi staje Andaluzyjczyk? Możecie wierzyć, że takie spotkanie to prawdziwa tykająca bomba.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos catalanes”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mała Szwajcaria”

Kolejna produkcja, która bawi się stereotypami na temat Basków. Dla kontrastu dorzuca do nich Hiszpanów i Szwajcarów. Akcja toczy się  w miasteczku Tellería, położonym w centrum Kraju Basków, które tak naprawdę terytorialnie wpisane jest do Kastylii. Po 700 latach jego mieszkańcy pragną uporządkować kwestię przynależności. Chcą być pełnoprawnymi Baskami, ale rząd pozostaje głuchy na ich wołanie. Zdumiewające znalezisko w tajemniczej krypcie pod sanktuarium motywuje ich do podjęcia decyzji o przyłączeniu do innego kraju. I to nie byle jakiego, bo jednego z najbogatszych na świecie – Szwajcarii.

Tytuł oryginalny: „La pequeña Suiza”

Film dostępny na platformie Netflix

„Ta noc jest moja”

W trakcie upalnych sierpniowych dni kręcony jest sylwestrowy program rozrywkowy. Główną gwiazdą show jest Alphonso, ale na scenie ma pojawić się także Adanne – aktualny muzyczny idol wszystkich hiszpańskich nastolatek. Na planie i wśród gości można znaleźć jeszcze wiele intrygujących (ale nie brakuje też tych irytujących) osobistości, które biorą udział w spiskach, szantażach i różnych wypadkach rozgrywających się w trakcie nagrywania show. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i okraszone jest sporą dawką humoru.

Tytuł oryginalny: „Mi gran noche”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Babski weekend”

Grupa pięciu przyjaciół to współcześni dwudziestu kilkulatkowie, dla których świat pełen możliwości stoi otworem. Jak się okazuje – ich życie jest dalekie od ideału. Kiedy byli nastolatkami, marzyli o dobrze płatnej pracy, własnym mieszkaniu czy idealnym związku. Niestety kryzys finansowy pokrzyżował im wszelkie plany. Każde z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale nie tracą jednak nadziei i dobrego samopoczucia. Kiedy wiec Gisela postanawia wyjść za mąż, przyjaciele organizują dla niej wieczór panieński na Wyspach Kanaryjskich. Zapowiada się szalona i (nie)pamiętna noc.

Tytuł oryginalny: „Cómo sobrevivir a una despedida”

„Przelotni kochankowie”

Z powodu technicznej usterki, bezpieczeństwo pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu na trasie Madryt-Meksyk zostaje zagrożone. Doświadczeni piloci robią wszystko, by znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Personel pokładowy bez reszty poświęca swe ciała i dusze, by w każdy możliwy sposób uprzyjemnić podróż pasażerom. Okazuje się, że życie w chmurach jest tak samo skomplikowane jak na ziemi, a przyczyny są zawsze te same: seks i śmierć. Na pokładzie samolotu poznajemy cały wachlarz osobowości: nowożeńców wyruszających w podróż poślubną, królową plotkarskich magazynów, bezwzględnego biznesmena uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości czy Don Juana próbującego rzucić jedną ze swoich licznych kochanek. Każde z nich leci do Meksyku w określonym celu. Czy uda im się go osiągnąć?

Tytuł oryginalny: „Los Amantes pasajeros”

Film dostępny na platformie VOD

„Powołanie”

Dwie siedemnastoletnie przyjaciółki María i Susana uwielbiają zabawę w rytmach reaggetonu i electro latino, jednak od lat spędzają wakacje na łonie natury w katolickim obozie. W związku z tym, że rozpiera je młodzieńcza energia nocami, z duszą na ramieniu, wymykają się z kempingu w tajemnicy przed siostrą Bernardą i siostrą Milagros. W pobliskich dyskotekach bawią się w rytmach, które uwielbiają. Pewnej nocy María doznaje objawienia.

Tytuł oryginalny: „La llamada”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bar”

To nie do końca typowa komedia, to właściwie czarny humor przeplatany z thrillerem. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona w jednym z madryckich barów. Zebrani w knajpie orientują się, że w jednej chwili ulice i plac obok zupełnie opustoszały i być może na dachu jednego z budynków ukrywa się snajper strzelający do przechodniów. Kierując się instynktem przetrwania, zaczynają nie tylko obmyślać plan, jak wydostać się z zastawionej na nich pułapki, ale i usiłują dociec przyczyn tych makabrycznych wydarzeń. Obrzucając się wzajemnie oskarżeniami i popadając w coraz większą paranoję, klienci baru nie zdają sobie sprawy, że znaleźli się w samym centrum konfliktu na szeroką skalę.

Tytuł oryginalny: „El Bar”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Królowa Hiszpanii”

Popularna hollywoodzka gwiazda wraca po latach do Europy, by zagrać w wielkiej hiszpańskiej produkcji. Znane nazwiska, najlepsi fachowcy, bajeczne plany zdjęciowe i setki statystów – na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie i profesjonalnie. Wszystko do momentu, gdy na planie zaczynają dziać się dziwne zjawiska: statyści wymykają się spod kontroli, fachowcy romansują, reżyser przysypia na planie, a inny ważny członek ekipy filmowej zostaje aresztowany. Reszta filmowców – zbieranina barwnych i przezabawnych osobowości – stara się uratować plan tej superprodukcji i obmyślają genialny plan jak to zrobić.

Tytuł oryginalny: „La reina de España

Film dostępny na platformie VOD

„Hiszpańskie dziewczyny”

Ana, Paula i Veronica mieszkają w Madrycie i marzą o wielkiej karierze w świecie mody. Skuszone łatwymi pieniędzmi stawiają pierwsze kroki na wybiegach, zafascynowane otaczającym je luksusem. Szybko jednak odkrywają mroczną stronę sławy i życia w blasku fleszy – wpadają w wir niebezpiecznych pokus i nałogów. Za sprawą dotkliwych doświadczeń kobiety utwierdzają się w przekonaniu, że przyjaźń i rodzina są znacznie cenniejsze od kariery w świecie mody. Nauczą się czerpać radość z drobnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegały.

Tytuł oryginalny: „Chicas paranoicas”

Film dostępny na platformie VOD

„Klub niewiernych mężczyzn”

Czworo przyjaciół z dzieciństwa – wszyscy po ślubie, z kilkuletnim stażem małżeńskim – spotykają się na zjeździe absolwentów w liceum. Żartując i popijając drinki wszyscy zgodnie twierdzą, że bardzo kochają swoje żony, ale już ich nie pożądają. Utworzyć nielogiczny i niebezpieczny projekt: tajny klub dla mężczyzn, którzy chcą zdradzać żony, ale tylko po to, by  mogli odzyskać żądzę. Brzmi niedorzecznie?

Tytuł oryginalny: „El club de los buenos infieles”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mokra robota”

Leyre jest rozwiedzioną, zamożną kobietą, mieszkającą w luksusowej willi w Bilbao. Kłótnia z byłym mężem, który grozi, że przestanie utrzymywać ją i ich syna, wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Chcąc ocalić rodzinę, kobieta nieświadomie doprowadza do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Tytuł oryginalny: „Ola de crímenes”

„Jukatan”

Na statku wycieczkowym płynącym z Hiszpanii do Meksyku rywalizujący ze sobą oszuści próbują w zmyślny sposób okraść podstarzałego zwycięzcę loterii. Dwoją się i troją, wymyślając coraz to bardziej absurdalne historyjki i kreując sytuacje, by przejąć majątek starszego pana. Piękne krajobrazy i świetna muzyka gwarantowane. Co więcej, w filmie pojawia się także polski akcent.

Tytuł oryginalny: „Yucatán”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bombowi sąsiedzi”

Kolejna komedia kreująca baskijski stereotyp. Ostatnia aktywna komórka ETA, działającą w 2010 roku. Banda liczy czterech członków, ale tylko dwoje z nich ma  prawdziwe baskijskie korzenie. Natomiast tylko jeden ma jakiekolwiek doświadczenia związane z terroryzmem. Teoretycznie mają przeprowadzić akcję, która przypomni wszystkim, że ETA wciąż istnieje i ma się dobrze. Zbliżający się finał mistrzostw piłki nożnej wydaje się świetną ku temu okazją. Niestety, zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać.

Tytuł oryginalny: „Fe de etarras”

Film dostępny na platformie Netflix

Eve Ensler „Monologi waginy”

Wagina – źródło życia, rozkoszy i wstydu. Jeszcze do niedawna posiadanie waginy było powodem do wstydu. Jeszcze jakiś czas temu nie wolno było jej nazywać po imieniu, a w zamian wołano na nią: pusia, broszka, szparka, pizda, myszka, pipcia, dziura czy brzoskwinka. Tak, to wszystko działo się na początku XXI wieku. Dzisiaj jest nieco lepiej, ale  kobiety na całym świecie nadal muszą walczyć o swoją seksualność, intymność i prawo do decydowania o swojej waginie.

„Każdego roku w Stanach zgwałconych zostaje pięćset tysięcy kobiet. Sto milionów kobiet na całym świecie obrzezano. Lista zdaje się nie mieć końca. Wypowiadam na głos słowo „wagina”, bo chcę, żeby te okropieństwa się skończyły. A wiem, że nie skończą się, dopóki w pełni nie przyjmiemy do wiadomości, że nadal się zdarzają. A jedynym sposobem, żeby to osiągnąć, jest pozwolić kobietom mówić – bez strachu, bez obawy przed karą czy zemstą” – pisze Eve Ensler. „Dziś, dwadzieścia lat później, bardzo chciałabym móc powiedzieć, że radykalny, antyrasistowski feminizm zwyciężył. Ale patriarchat, podobnie jak biała supremacja, to nawracająca epidemia. Wegetuje sobie, uśpiony w organizmie politycznym, jakim jest nasze społeczeństwo, do momentu, aż nie pojawią się aktywizujące go toksyczne warunki” – kontynuuje pisarka.

Eve Ensler jest znaną na całym świecie autorką bestsellerów i dramatopisarką, zdobywczynią nagrody Tony Award. Wśród jej tekstów teatralnych znajdują się między innymi kultowych „Monologów waginy”, który został zaadaptowany na deski teatrów na całym świecie. Ensler jest także twórczynią V-Day, globalnego ruchu na rzecz zakończenia przemocy wobec kobiet i dziewcząt. W ramach V-Day zebrano ponad sto milionów dolarów, które przekazano lokalnym grupom i aktywistkom na całym świecie. Jest także pomysłodawczynią One Billion Rising, największej w historii ludzkości globalnej kampanii na rzecz zakończenia przemocy wobec kobiet, odbywającej się w ponad dwustu krajach. Ensler jest także współzałożycielką Miasta Radości w Demokratycznej Republice Konga, rewolucyjnego centrum ofiar przemocy domowej ze względu na płeć, kształcącego przyszłe liderki.

„Monologi waginy”, najpierw jako monodram, odniosły ogromny sukces na Broadwayu i zostały określone przez „New York Times” „prawdopodobnie najważniejszym zaangażowanym politycznie tekstem teatralnym ostatniej dekady”. Książka została przyjęta równie entuzjastycznie i przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków. Po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 2003 roku. Po dwudziestu latach od premiery, powstało specjalne wydanie na dwudziestolecie książki, poszerzone o sześc nowych historii. To zapis niezliczonych rozmów autorki z kobietami – szczerymi do bólu i łamiącymi wszelkie tabu. Bohaterki otwarcie opowiadają o radości, którą niesie kontakt z ciałem, dumie z kobiecości, ale i wątpliwościach, obawach i osobistych dramatach. Każdego roku w Stanach zgwałconych zostaje pięćset tysięcy kobiet. Sto milionów kobiet na całym świecie obrzezano. Przedstawicielki ofiar zabierają głos w tej ważnej książce.

Wbrew pozorom „Monologi waginy” nie są o seksie i przyjemności z niego płynącej, wręcz przeciwnie. To nie jest po prosu monolog, to nie jest po prostu sztuka, tylko potężny katalizator przemian dążących do pełnej świadomości oraz sprawiedliwości wobec kobiet. To donośny i ważny głos przeciwko przemocy wobec kobiet, gwałtom, okaleczeniom i napaściom seksualnym. „Monologi waginy” to książka-fenomen, książka-zjawisko, książka-manifest. To kultowy zbiór bezpruderyjnych i szczerych tekstów o seksualności i traumatycznych przejściach kobiet poszerzony o nowe historie. To głos w obronie kobiet, przeciwko przemocy we wszelkich postaciach; takie przesłanie potrzebne jest w Polsce akurat teraz, kiedy ich prawa są zagrożone i trzeba o tym głośno mówić. „Monologi waginy” to zarazem piękne i przerażające opowieści o kobiecości, które poruszają. Żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po tę książkę. „Monologi waginy” powinna stać się obowiązkową lekturą każdej kobiety.

Jeśli interesuje Was tematyka szeroko rozumianej kobiecości, to zachęcam też do lektury tych książek:

Za książkę dziękuję: