Marcin Margielewski „Zaginione arabskie księżniczki”

Zjednoczone Emiraty Arabski, Arabia Saudyjska czy inne kraje Półwyspu Arabskiego wydają się być idealnym rajem wakacyjnym. Ta część świata otwiera się i robi się coraz bardziej popularna pośród spragnionych wrażeń turystów. Jednak okazuje się, że to wcale nie taki raj na ziemi, a przynajmniej nie dla tamtejszych kobiet, niezależnie od tego, czy to arabska księżniczka, czy „zwykła śmiertelniczka”. Bliski Wschód to nie jest dobre miejsce dla kobiet.

Marcin Margielewski przez 10 lat podróżował, mieszkając między innymi w Wielkiej Brytanii, Kuwejcie, Dubaju i Arabii Saudyjskiej. Jest autorem dwóch bestsellerowych książek „Jak podrywają szejkowie” oraz „Była arabską stewardesą”. Teraz wydał kolejną, w której ujawnia prawdę o arabskich księżniczkach, o których świat miał zapomnieć, że kiedykolwiek istniały.

Marcin Margielewski poznał człowieka, który przez większość swojego życia pracował na dworach saudyjskich władców. O tym, co widział, wszystko zostało zapisane na kartach tej książki. To historia księżniczek, które decyzjom swoich ojców, braci i mężów, czyli najbogatszych mężczyzn świata, zostały skazane na to, by świat o nich zapomniał. w XXI wieku, w rzekomo cywilizowanym i zeuropeizowanym kraju bez śladu znikają kobiety, co gorsze – księżniczki, o które nikt nie pyta których nikt nie szuka. Zupełnie jakby rozpłynęły się w powietrzu, zniknęły z powierzchni ziemi, nigdy nie istniały.

Kobiety w kulturze islamskiej nie mają nic do powiedzenia. Przychodzą na świat jako te niechciane istoty, które mają jedynie usługiwać mężczyznom oraz rodzić im gromadkę dzieci. Nie ważne, czy urodziły się w biednej rodzinie w saudyjskiej wsi czy na dworze królewskim – czeka je ten sam los. Z tym wyjątkiem, że arabskie księżniczki mieszkają w luksusowych pałacach ociekających złotem. Nie zmienia to faktu, że to jedynie otoczka, zachowanie pozorów, bo tak naprawdę żyją w złotej klatce, a o ich honor bają ojcowie, mężowie i bracia. Zwykły człowiek nie ma do nich dostępu. otoczone przez ochronę i opiekunów, pozornie wiodą baśniowe życie. Arabskie księżniczki spełniają (prawie) wszystkie swoje zachcianki, za niewyobrażalnie duże pieniądze. I tutaj znajduje się haczyk – muszą być bezwzględnie oddane i podporządkowane mężczyznom. Gorzej dla nich, jeśli któregoś dnia postanowią się sprzeciwić…

Marcin Margielewski opisuje historie kilku arabskich księżniczek, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły z powierzchni ziemi. Co gorsza – nikt ich nie poszukiwał i nawet nie zainteresował się ich zniknięciem. „Zaginione arabskie księżniczki” to wstrząsająca powieść, oparta na prawdziwych wydarzeniach. Talal, rozmówca pisarza z wielkim bólem serca i ściskiem w gardle opowiada o masakrycznych wydarzeniach, które rozgrywały się za pałacowymi murami. Chociaż wiedział, że może przez to zginąć, postanowił zaryzykować, by świat się dowiedział, co tak naprawdę dzieje się z kobietami w Arabii Saudyjskiej oraz innych krajach Bliskiego Wschodu. Książkę czyta się z zapartym tchem, ale dla ludzi o mocnych nerwach.

Jeśli interesuje Was tego typu tematyka, polecam również te książki:

Za książkę dziękuję:

Marcin Margielewski „Była arabską stewardesą”

Historia rodem z filmu, a konkretniej horroru. Na początku zapowiadała się opowieść niczym z bajki o Kopciuszku i nic nie zwiastowało takiego końca. Z opowieści zawartych w książce Marcina Margielewskiego można napisać kilka odrębnych scenariuszy i nakręcić kilka dramatycznych filmów.

„Była arabską stewardesą ” to opowieść o Polce, która dostała (mogłoby się wydawać) wymarzoną pracę na pokładzie arabskich linii lotniczych. Anna (imię zostało zmienione), po skomplikowanym procesie rekrutacyjnym, przeprowadzce na drugą półkulę i żmudnym treningu przygotowawczym, w końcu rozpoczęła swoją podniebną przygodę. Jej życie wydawało się być fascynujące, a gdy w trakcie jednego z rejsów poznała przystojnego, szarmanckiego i obrzydliwie bogatego Araba, można powiedzieć, że wygrała na loterii.  Drogie prezenty, kolacje w ekskluzywnych restauracjach, namiętny seks, jeszcze bardziej egzotyczne podróże… Po prostu żyć nie umierać. Jej życie było niczym jak w bajce i nic nie zwiastowało nadchodzącej tragedii. Seria tajemniczych samobójstw, sekrety z przeszłości czy szereg niewyjaśnionych zdarzeń. Początkowo Anna nie dostrzegała dziwnych zwrotów akcji, nie widziała związku z pewnymi dziwnymi wydarzeniami i nie słuchała rad swoich przyjaciół. Gdy w końcu otworzyła oczy i zaczęło do niej docierać to, co się dzieje, nie było tak łatwo wyrwać się ze szponów swojego arabskiego księcia…

Swego czasu bycie stewardesą oznaczało pewien prestiż. Podniebna praca oznaczała nieustanne, bardzo często egzotyczne podróże, mieszkanie w ekskluzywnych hotelach czy obcowanie z różnymi kulturami. Dzisiaj to się zmienia, bo tak naprawdę personel pokładowy traktuje się po prostu jak zwykły serwis kelnerski i sprzątający. Tym bardziej, jeśli pracuje się dla przewoźnika o zupełnie odmiennej kulturze i obyczajach. Historia Anny i jej przyjaciół opisana w książce wydarzyła się naprawdę. Chociaż nikt nie chce o tym mówić, ona zdecydowała się ujawnić prawdę o tej „idealnej i prestiżowej” pracy. Oczywiście nie podaje dla której linii lotniczej pracowała oraz zmieniła imiona wszystkich bohaterów, by nie można było połączyć faktów. Jak sama mówi, praca w arabskich liniach lotniczych miała być spełnieniem jej marzeń, a okazała się największym horrorem w jej życiu.

W książce Marcina Margielewskiego dowiemy się wielu na temat obyczajów i kulturze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i ich absurdalnym (dla nas) prawie. Tam do więzienia można iść za zwykłe przytulenie lub inną czułość okazaną w miejscu publicznym, ale już za pobicie nic nikomu nie grozi. Kobiety praktycznie nie mają żadnych praw, całkowicie są zależne od swojego męża/ojca/syna, więc tak naprawdę są więźniami we własnym domu. Przyznam szczerze, że czytając książkę byłam wściekła na Annę. No bo jak można być aż tak zaślepionym, żeby nie widzieć i nie słyszeć tego, co się wokół niej dzieje? Nawet jeśli każdy stara się uświadomić pewne sprawy, to i tak Anna potrafiła wmówić sobie, że coś sobie po prostu uroiła. Z drugiej jednak strony było mi jej strasznie przykro, że była taka naiwna, słaba a momentami po prostu głupia. Dobrze, że w porę się ocknęła i potrafiła wyplątać z tego koszmaru. Trudno nawet sobie wyobrazić, że mogą przydarzyć się takie rzeczy, a Anna i jej przyjaciele przeżyli to na prawdę.

„Była arabską stewardesą” Marcina Margielewskiego jest szokująca. Wszystkie historie, o których opowiada Anna wydarzyły się naprawdę, chociaż wydają się być fikcyjne. O niektórych nawet można było usłyszeć w mediach. Kiedy uświadomimy sobie, że to prawdziwe historie, przeraża jeszcze bardziej. Książkę połyka się w całości, bo jest szalenie intrygująca i trzyma w napięciu. Nie ma możliwości odstawić jej na potem. Nie da się obojętnie przejść obok historii Anny i jej towarzyszy, bo na długo pozostają w głowie. Książka jest również swego rodzaju przestrogą dla kobiet, żeby uważały na  przygody i romanse z mężczyznami pochodzącymi z innego obszaru kulturowego i nie dały się nim zmanipulować. „Była arabską stewardesą” to znakomita lektura nie tylko dla fanów tego rodzaju książek, ale także dla każdej z nas. Ku przestrodze.

Za książkę dziękuję: