Beata Pawlikowska „Praktyczny kurs języka hiszpańskiego”

Znajomość języków obcych w dzisiejszych czasach to podstawa. Większość z nas w jakimś stopniu posługuje się językiem angielskim. Jednak czasami znajomość jednego języka obcego to za mało. Pracodawcy często wymagają obeznania z więcej niż jednym językiem nowożytnym.

W zależności od miejsca, w którym mieszkamy, wybieramy taki język, który będzie dla nas najbardziej użyteczny. Na zachodzie Polski najczęściej jest to język niemiecki, zaś na wschodzie kładzie się nacisk na język rosyjski. Jak wygląda sytuacja z językiem hiszpańskim? To drugi najczęściej używany język na świecie. Posługuje się nim na co dzień 650 milionów ludzi na siedmiu kontynentach, nie tylko w Hiszpanii, ale również w tak egzotycznych i ciekawych krajach jak Kolumbia, Meksyk, Peru czy Filipiny. Dla podróżników, którzy wybierają się w tamte rejony świata, podstawy języka hiszpańskiego to konieczność. Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej i Południowej bardzo często nie znają języków obcych. Nawet jeśli nie, to świadomość, że po hiszpańsku mówi 1/3 ludności świata da do myślenia, że warto dołączyć do tego grona i przyswoić chociaż podstawowe zwroty. Dlatego też „Praktyczny kurs języka hiszpańskiego” autorstwa Beaty Pawlikowskiej może być bardzo przydatny w trakcie przyswajania tego języka.

Beata Pawlikowska to znana podróżniczka, której nikomu nie trzeba przedstawiać. To także dziennikarka i autorka wielu książek podróżniczych, językowych oraz poradników. Nawet jeśli ktoś nigdy nie miał styczności z językiem hiszpańskim, nie musi się obawiać. Beata Pawlikowska lansuje nową metodę nauki języków obcych, bez konieczności wkuwania nudnej gramatyki. Metoda polega na tym, żeby w instynktowny sposób nauczyć się praktycznego posługiwania się językiem obcym. Mówisz na głos, powtarzasz poprawnie skonstruowane zdania, a jednocześnie podświadomie zapamiętujesz reguły, jakie rządzą budowaniem tych zdań. Jak sama autorka pisze, lepiej poświęcić 15 minut każdego dnia na naukę, niż raz w tygodniu przez dwie godziny bez przerwy.

Książka jest pięknie wydana. Jest bardzo przejrzysta, co zachęca do nauki tego języka. Kurs podzielony jest na rozdziały, które ułatwiają komunikację w życiu codziennym. Dopiero na samym końcu autorka zamieściła niezbędnik gramatyczny z takimi informacjami jak rodzajniki czy odmiana czasowników. Do książki dołączona jest także płyta CD, dzięki której będziemy mogli osłuchać się (i przy okazji oswoić) z językiem hiszpańskim. Oczywiście w środku znajdziemy szereg inspirujących rysunków autorki. Sama okładka zaś przykuwa uwagę, a pani Beata prezentuje się na niej niezwykle pięknie.

Osobiście jestem wielką miłośniczka języka hiszpańskiego. Dla mnie jest to najpiękniejszy język świata, inni zaś mówią, że jest to język miłości 🙂 Mimo, że szlifuję go od kilku lat, to niestety przede mną jeszcze wiele do opanowania. Dlatego niezwykle cieszę się, że „Praktyczny kurs języka hiszpańskiego” Beaty Pawlikowskiej trafił w moje ręce. Mam kolejny powód, żeby przyłożyć się do praktykowania tego języka. Z całą pewnością kurs mojej ulubionej podróżniczki sprawi, że mój hiszpański stanie się  perfekcyjny.

Za książkę dziękuję:

Dominika Kulczyk „Efekt domina”

Dominika Kulczyk jest założycielką Kulczyk Foundation i Przewodniczącą Rady Nadzorczej Kulczyk Investments. Ukończyła sinologię oraz politologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Studiowała też w Chinach, Anglii i Stanach Zjednoczonych. Autorka popularnego programu telewizyjnego „Efekt Domina”, w ramach którego jej ekipa wyrusza w odległe rejony świata i pomaga tym najbardziej potrzebującym: m.in. buduje mosty i stawia szkoły. Książka Dominiki o takim samym tytule jest opowieścią o kilku niezwykłych bohaterach jej programu.

Książka „Efekt domina” jest zbiorem kilku opowieści o dzieciach, które miała okazję poznać w trakcie jej podróży: Santę, Pakthanga, Bilboya, Małgosię, Belaynse, Visinela, Malimbę i Piotrusia. Każde z nich urodziło się w innym kraju i pozornie nic ich ze sobą nie łączy. Niestety historie przez nią opisane nie są szczęśliwe. Każde z nich wychowuje się w trudnych warunkach: biedzie, głodzie, ciężkiej pracy, a niekiedy nawet doświadcza przemocy. Te dzieciaki mają zwyczajne, proste marzenia: żyć, mieć co jeść, mieć możliwość chodzenia do szkoły, żeby się uczyć. Wiele z nich zamiast zdobywać wiedzę, musi ciężko pracować, żeby mieć coś do jedzenia czy gdzie spać, a szkoła to przywilej.  Każde z tych dzieci potrzebuje lub potrzebowało pomocy, wyciągnięcia ręki i wskazania drogi, dzięki której może być lepiej.

Muszę przyznać, że nie jest to typowa książka. Mam wrażenie, że Dominika w głównej mierze dedykowała swoją publikację najmłodszym czytelnikom. Prawdopodobnie chciała pokazać, że nie każde dziecko ma dach nad głową i co jeść, a nauka w szkole stanowi przywilej a nie obowiązek. Dzięki temu, pragnie otworzyć oczy na to sytuację dzieci mieszkających w biednych krajach i nie pozwala pozostać obojętną na ich dramatyczną sytuację. Autorka pokazała również, jak w prosty sposób można pomagać innym, znajdującym się nawet na końcu świata.

Jak wspomniałam wcześniej, książka „Efekt domina” nie jest typową opowieścią o życiu i przetrwaniu, z suchymi i przykrymi faktami. Poza opowiedzianymi historiami, w środku znajdziemy szereg kolorowych fotografii ukazujących życie najmłodszych bohaterów. Poza tym, Dominika Kulczyk umieściła wiele ciekawych informacji dotyczących krajów, o których pisała.

Mimo tego, że Dominika opisuje smutne historie, to jednak maja one szczęśliwe zakończenie. „Efekt domina” jest książką o dobroci ludzi, pomaganiu, ale przede wszystkim o nadziei, której nigdy nie wolno tracić. Niezależnie od tego, gdzie się urodziliśmy i jaki jest stan naszego konta. Jeśli się czegoś mocno pragnie, to można wszystko osiągnąć – mimo wielu przeciwności losu.

Za książkę dziękuję:

Beata Pawlikowska „Blondynka w Japonii”

blondynka-w-japonii-b-iext44553777Nikomu nie trzeba przedstawiać Beaty Pawlikowskiej. Podróżniczka, dziennikarka, pisarka w jednej osobie. Niejednokrotnie wspominałam, że Pani Beata jest dla mnie autorytetem w wielu dziedzinach, zaś jej książki zawsze czytam z wypiekami na twarzy. Nie inaczej było w przypadku najnowszej relacji z podróży po Japonii.

Tym razem Beata Pawlikowska wybrała się w podróż do odległej Japonii, do kraju o dziwacznych (dla nas Europejczyków) zwyczajach i kulturze. Co o nim wiemy? Na pewno to, że nazywany jest krajem kwitnącej wiśni, gejsz, szogunów, szybkich pociągów, orientalnych tradycji i zdrowego jedzenia. Jak się okazuje, większość tego to mity, które obala podróżniczka.

Japonia w oczach autorki jest się krajem niezwykle smutnym, a każdy mieszkaniec jest jedynie nieistotnym pionkiem do gry. Życie typowego mieszkańca Japonii sprowadza się tylko do pracy i zarabianiu pieniędzy. Zwykły pracownik nie ma prawa wyjść wcześniej niż własny szef, co w tamtejszej kulturze traktowane jest to jako zniewaga. W konsekwencji taki człowiek potrafi nieustannie pracować po 12-14 godzin dziennie, przez co w ogóle nie widuje się ze swoją rodziną. A nie daj boże, jeśli taki pracownik popełni jakiś błąd, nawet najdrobniejszy, który nie ma żadnego znaczenia! Wtedy kierownik z całą pewnością wypomni ten błąd, chociaż zapewni, iż nic nie znaczy. Jednak taki pracownik weźmie sobie tę zniewagę do serca i potraktuje bardzo poważnie. W konsekwencji tego popadnie w depresję. Pawlikowska pisze, że w Japonii nie ma psychiatrów i psychologów, bo tam nikt teoretycznie nie choruje na depresję. Wszelkie dolegliwości psychiczne rozwiązuje się poprzez… popełnienie samobójstw. Niestety każdego roku Japonia odnotowuje wysoki odsetek ludzi popełniających samobójstwo…

Turyści nie mają łatwo w Japonii. Nikt nie mówi po angielsku, a nawet jeśli ktoś coś rozumie, to potrafi porozumieć się na bardzo niskim poziomie. Już sam  widok gajdzina, czyli białoskórego turysty, sprawia, że Japończycy stają się nerwowi i udają, że zaczepiający ich obcokrajowiec nie istnieje. Tak po prostu. Wszystkie nazwy i napisy widnieją w tamtejszym języku. Z kolei znalezienie wolnego pokoju w jakimkolwiek hotelu, a zwłaszcza w szczycie sezonu graniczy z cudem. Poza tym Japonia to niezwykle drogi kraj, w którym jedno jabłko kosztuje… 15 zł! Za to wszelka komunikacja miejska i międzymiastowa działa jak w szwajcarskim zegarku – wszystkie pociągi i autobusy pojawiają się i odjeżdżają zgodnie z rozkładem jazdy, co do sekundy. No i oczywiście najbardziej fascynujące są tamtejsze… toalety! Tamtejsze pisuary posiadają całą masę „bajerów”, o których tylko my – Europejczycy – możemy tylko szeroko otwierać oczy ze zdumienia.

„Blondynkę w Japonii” pochłonęłam jednym tchem, ale czuję lekki niedosyt. Wcześniejsze książki pani Beaty bardziej mnie fascynowały. Może dlatego, że zawierały w sobie więcej interesujących informacji dotyczących kultury czy historii danego kraju. Tym razem Beata Pawlikowska za bardzo skupiła się na temacie związanym z poszukiwaniem zdrowego jedzenia. Rozumiem, że autorka jest przeciwniczką wszelkich konserwantów, mięsa czy sztucznych składników, ale nie musi o tym przypominać czytelnikowi przez cały czas. Odniosłam wrażenie, że pogoń za czymś zdrowym i wartościowym stała się jej obsesją. Wniosek jest taki – Japonia to nie jest kraj dla wegan i osób dbających o zdrowe odżywianie.

„Blondynka w Japonii” to dziennik z podróży do tego kraju wypełniony osobistymi wrażeniami autorki na temat codziennego życia w tej części świata. Tak jak napisałam wcześniej, czegoś mi brak w tej relacji. Nie mniej jednak z całą pewnością sięgnę po następne publikacje podróżniczki. Zdecydowanym plusem książki są liczne, barwne i fascynujące fotografie, oczywiście autorstwa Beaty Pawlikowskiej. Mam wrażenie, że podróżniczka nie prędko wróci do Japonii, o ile jeszcze kiedykolwiek zdecyduje się tam pojechać.

Za książkę dziękuję:

edipresse-ksiazki_logotyp