Kultura · Literatura

Bartek Kieżun „Hiszpania do zjedzenia”

Moja miłość do Hiszpanii jest czysta, szczera i bezwarunkowa. To chyba jedyny kraj, do którego mogę nieustannie jeździć i za każdym razem zachwycić się w nim czymś nowym – nawet odwiedzając te same miejsca. Z wypiekami na twarzy i przyspieszonym biciem serca czytam niemal każdą publikację związaną z Hiszpanią i czekam na kolejne. Dlatego tak bardzo cieszyłam się, że najnowsza książka Bartka Kieżuna „Hiszpania do zjedzenia” trafiła w moje ręce. Jednak była to przedwczesna radość, bo w trakcie lektury trochę mój entuzjazm opadł.

Z Bartkiem Kieżunem i jego twórczością miałam już dwukrotnie styczność przy jego poprzednich książkach „Italia do zjedzenia” oraz „Stambuł do zjedzenia”. O ile we Włoszech byłam kilka razy, a w Stambule raz, to niewiele mogę się wypowiedzieć  o tamtejszych smakołykach, chociaż włoską kuchnię uwielbiam i nie wyobrażam sobie życia bez pizzy i makaronów. Jeśli jednak chodzi o hiszpańską gastronomię, to mam co nieco do powiedzenia. Paella, churros, salmorejo, jamon de serrano, patatas bravas – już sam widok zdjęcia tych potraw sprawia, że moje kubki smakowe drżą z podniecenia 🙂

W podróży uwielbiam poznawać nie tylko nowe miejsca, ale także lokalnych ludzi oraz – przede wszystkim – nowe smaki. Nie wyobrażam sobie, że jadąc do nowego miejsca nie skosztuję miejscowych kulinarnych rarytasów. To podstawa. Tak się składa, że poznałam kawałek Hiszpanii i jej kulinarne cuda, ale z książki Bartka Kieżuna odkryłam, że jeszcze wiele hiszpańskich  smaków i zapachów przede mną.

Wiele z tych miejsc, które w swojej najnowszej książce „Hiszpania do zjedzenia” opisał Bartek, widziałam na własne oczy. Wiem, jakie doznania estetyczne może zaoferować każde z tych miejsc. Jedne zachwycają i zapierają dech, inne szokują, a jeszcze inne sprawiają, że zwalniamy tempo i kontemplujemy nad życiem. Bartek zamieścił w książce fotografie miast, które niestety w ogóle nie oddają ich magii i nie zachęcają do wizyty, a właściwie przynoszą odwrotny skutek. Każde miasto oferuje piękne, charakterystyczne i rozpoznawalne miejscówki, a w książce ich zabrakło. Przykładowo Cuenca słynie z domów wiszących na wysokich skałach, a Bartek umieścił zdjęcie uliczki, która niczym nie wyróżnia się od innych uliczek w Hiszpanii. Mogłabym podać wiele takich przykładów, ale nie o to tutaj chodzi. Zamiast nich są jakieś takie smutne i szare zdjęcia, w ogóle nie oddają klimatu „słonecznej Hiszpanii”, chociaż zdaję sobie sprawę, że czasem pada tam deszcz i jest pochmurno. Albo pokazuje jedynie figurki świętych albo byle jakie graffiti na ścianach. Sama okładka również mnie nie przekonuje – złoty napis ginie pośród złotej grafiki. Szkoda, bo mogła to być naprawdę piękna podróżniczo-kulinarna historia Hiszpanii. Co do zdjęć samych dań nie mam zastrzeżeń – patrząc na nie wielokrotnie pociekła mi ślinka i zaburczało w brzuchu.

„Hiszpania do zjedzenia” to połączenie książki kulinarnej z subiektywnym przewodnikiem po nieoczywistych zakątkach kraju. Książka łączy to, co uwielbiam robić: podróżować i jeść 🙂 Nie jest to ani typowy przewodnik, ani książka kulinarna. To taka hybryda okraszona wieloma ciekawymi faktami historycznymi i lokalnymi opowieściami i legendami. Fajnie było chociaż na chwilę przenieść się do mojej ukochanej Hiszpanii i pospacerować z Bartkiem po bardziej lub mniej znanej znanych zaułkach, odkrywając nowe smaki.

Za książkę dziękuję:

Bartek Kieżun „Italia do zjedzenia”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s