Dean Village. Tajemnicza wioska ukryta w centrum Edynburga

Lubicie nieoczywiste atrakcje danego miejsca czy wolicie zwiedzać utartym szlakiem? Ja lubię jedno i drugie. Przybywając do Edynburga wiedziałam, co chcę zobaczyć, a Dean Village było w moim planie. Dean Village zalicza się do nieoczywistych atrakcji Edynburga, o którym nie każdy wie. W konsekwencji miejsce to omijane jest przez turystów, co jest dużym plusem, bo nie ma tam tłumów ciekawskich weekendowiczów. Dean Village to urocza i malownicza dzielnica mieszkaniowa Edynburga położona w dolinie rzeki Water of Leith. Jest idealnym miejscem na krótki spacer pośród bardzo atrakcyjnych widoków. To swoista oaza spokoju, zieleni oraz z kamiennymi domami rozciągającymi się tuż nad rzeką.

O samym Edynburgu napiszę innym razem 🙂

Dean Village – co nieco o historii tego miejsca

Kiedyś była to osobna wieś, położona w niewielkiej odległości od centrum miasta, która przez ponad 800 lat stanowiła centrum lokalnego młynarstwa. W czasach średniowiecznych na przepływającej tędy rzece Water of Leith funkcjonowało aż 11 młynów, które czerpały z jej silnych nurtów. Dean Village przestało być oddzielną miejscowością dopiero na początku XIX wieku, po tym jak w 1833 roku otwarto nowy most nad wąwozem Dean, łącząc wioskę z edynburską dzielnicą West End. Z czasem, ze względu na rozwój znacznie większych i nowocześniejszych młynów nad rzeką Leith, handel Dean Village znacznie się zmniejszył. Wieś przez wiele lat kojarzona była jedynie z brudem i biedą, a około 1960 roku osiągnęła krytyczny punkt. W kolejnej dekadzie rozpoczęto rewitalizację tych terenów. Dopiero od połowy lat siedemdziesiątych XX wieku, dzielnica ta została uznana za oazę spokoju – z jednej strony znajduje się na uboczu, a z drugiej bardzo blisko centrum miasta. Rozpoczęto przebudowę i renowację, przekształcając chaty robotnicze, magazyny i budynki młyńskie na domy mieszkalne. 

Obecnie obszar ten stał się najbardziej pożądanym  i drogim obszarem mieszkalnym w Edynburgu – mieszkanie z 2 sypialniami kosztuje około 300 000 funtów. Dzisiaj można przemierzać pozostałości po dawnej wsi, między innymi XVII-wieczną wiejską zabudowę, malowniczo kontrastującą z Nowym Miastem, które znajduje się nieopodal.

Dean Bridge – ważny węzeł komunikacyjny

Dean Village miało strategiczne położenie komunikacyjne – biegała tędy główna droga z Edynburga na północny-zachód. Jednak nieco później, bo najprawdopodobniej w XVI wieku, wybudowano wąski kamienny mostek, którym można przejść do dziś. Wtedy za przekroczenie mostka pobierano opłatę, a wąska i kręta uliczka biegła na dno dolinki, a następnie stromo prowadziła po przeciwnej stronie rzeki.

Dopiero w latach 80-tych XVIII wieku postanowiono wybudować Dean Bridge, a przeprawa przez ten most była znacznie łatwiejsza, bezpieczniejsza i mniej stroma. Istnieje plotka, że most został ukończony przed czasem, ale zarządca budowy odmówił oddania go do użytku przed wyznaczonym terminem. W międzyczasie pozwolił korzystać z niego zwiedzającym, ale pobierał przy tym opłatę w wysokości pensa od osoby za możliwość przejścia po tej niezwykłej budowli i podziwiania rozciągających się z niego widoków. Most został oficjalnie otwarty na początku 1832, ale konie i powozy mogły poruszać się po nim dopiero od 1834.

Dean Bridge to imponująca konstrukcja, która liczy 136 metrów długości, wsparta jest na 4 przęsłach o wysokości sięgającej 32 metry. Most znacznie ułatwił przeprawę na drugą stronę rzeki. Wiadukt jest używany do dnia dzisiejszego i biegnie nim główna droga z centrum do północno – zachodniej części Edynburga. Dzięki niemu Edynburg mógł się rozwijać – powstały kolejne dzielnice Nowego Miasta. Ze względu na swoją wysokość, Dean Bridge zyskał niechlubną sławę mostu samobójców. Aby uniemożliwić tego typu działań, podniesiono balustradę mostu, co może stanowić problem dla niskich osób, które chcą podziwiać z niego panoramę miasta.

Well Court – niecodzienny prezent od pewnego magnata

Spacerując po Dean Village uwagę przykuwa jeden budynek, który znacznie wyróżnia się na tle innych – Well Court. Został on ufundowany w 1880 roku przez Johna Findlay’a, właściciela gazety „The Scotsman„. Wykupił on kawałek ziemi w Dean Village, wyburzył stare i rozpadające się domy, zaś na ich miejscu postawił Well Court. Ten czworokątny budynek mieszkalny skonstruowany z czerwonego piaskowca (rzadko spotykanego w Edynburgu budulca) został zaprojektowany przez Sydney’a Mitchell’a.

Kamienica z wewnętrznym dziedzińcem i wieżą zegarową stanowiła mieszkania komunalne dla miejscowych robotników. Lokale dobrze wyposażone, ale mieszkańcy musieli przestrzegać ścisłych reguł. W wieży zegarowej mieściła się świetlica, gdzie odbywały się msze, wykłady i inne imprezy dla wszystkich lokatorów. W 2007 budynek został odrestaurowany. Obecnie można tam wynająć mieszkanie z 1 sypialnią lub apartament na czas pobytu w mieście.

Nieoczywista atrakcja Edynburga

Spacerując po Dean Village można poczuć, że znaleźliśmy się w zupełnie innym miejscu Szkocji. Odnosi się wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał. Chociaż to centrum dużego miasta, to jest tam cicho, pusto i spokojnie. Nawet nie miał mi kto zrobić zdjęcia 😀 Co ciekawe, w Dean Village nie znajdują się żadne sklepy, toalety ani restauracje, ale w okolice tłocznej i pełnej sklepów Princess Street można stąd dotrzeć piechotą w zaledwie 10 minut.

Jak się dostać do Dean Village?

Najlepiej przybyć tam piechotą. Samochodem trudno się tam poruszać, bo wąskie i kręte uliczki uniemożliwiają wjazd do każdego miejsca. Poza tym nie ma tam publicznych miejsc parkingowych, a te nieliczne zarezerwowane są dla mieszkańców. Sam spacer po tym miejscu będzie obfitował w wiele ciekawych miejsc, pięknych widoków i interesujących budynków.

Najprościej dostać się tam od zachodniej strony Princes Street. Wystarczy kierować się na północ Queensferry Street i iść w dół aż do miejsca, wktórym  zaczyna się Dean Bridge. Można przekroczyć most albo od razu zejść w dolinę rzeki skręcając w lewo w Bells Brae. Idąc w dół tą stromą uliczką dojdziemy się w samym centrum osady. Czas dojścia z West End to około 10 minut.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Katarzyna Byrtek „Walia. Travelbook”

Wielka Brytania nigdy szczególnie nie była obiektem moich podróżniczych zainteresowań. Chociaż doskonale wiem, że ten kraj ma wiele do zaoferowania, zarówno pod względem atrakcji, zabytków i historii, to jakoś go do tej pory omijałam. Do czasu, kiedy nie pojawiłam się w Szkocji, która skradła moje serce. Teraz, kiedy pandemia się nieco uspokoi, pragnę wyruszyć do innego rejonu, a mianowicie do Walii.

Krajobrazy w Walii mogą zapierać dech w piersiach kilka razy dziennie: ciągnące się po widnokrąg łąki, łagodne zbocza gór porośnięte cienką warstwą mchu, jeziora osnute mgłą lub nisko wiszącymi chmurami, wysokie klify i malownicze plaże. Nie bez powodu ta część Wielkiej Brytanii kilkakrotnie znalazła się w renomowanych rankingach jako jedna z najpiękniejszych destynacji na świecie. Uroku dodaje jej kapryśna i nostalgiczna pogoda.

A dlaczego warto jechać do Walii? Na terenie Walii można naliczyć około 600 zamków, a cztery z nich znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Chociaż Walia położona jest na obrzeżach Europy, posiada bogatą historię. Można tu znaleźć ślady człowieka datowane na 6 tys. lat p. n. e., a także dowody obecności starożytnych Rzymian. Poza tym w niektórych częściach Walii łatwiej spotkać owcę niż człowieka – nawet najpopularniejsze miejsca nie są przeładowane turystami i zachowują swój lokalny charakter. Walijskie wybrzeże to tysiące kilometrów malowniczych klifów, piaszczystych, żółtych i dziewiczych plaż oraz niesamowitych widoków. Jeśli jednak znudzą nam się widoki wybrzeża, w każdej części Walii odwiedzić można kopalnie z czasu rewolucji przemysłowej – jednego z najważniejszych okresów w historii tego kraju.

Nie ukrywam, że osobiście bardzo lubię odkrywać sekrety miasta i poszukiwać ciekawych atrakcji danego miejsca z przewodnikami z serii „Travelbook” wydawnictwa Bezdroża. Są świetnie wydane, zawierają przydatne i pomocne informacje z dużą ilością kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji oraz mieszczą się w plecaku czy torebce. Dzięki niemu będę mogła zaplanować swoją idealną podróż po Walii. Ach, już nie mogę się doczekać, kiedy tam zawitam. A „Travelbook” będzie moim nieodłącznym towarzyszem podróży 🙂

Za książkę dziękuję: