Stephane Garnier „Żyć jak kot!”

Koty to niesamowite stworzenia. Chodzą własnymi ścieżkami, potrafią same o siebie zadbać, są niezależne i mają 9 żyć. 70% swojego życia przesypiają, a pozostały czas jedzą albo bawią się – jeśli akurat mają na to ochotę. Dlaczego zatem mamy nie brać z nich przykładu?

Na podstawie obserwacji zachowania i charakteru swojego kota Ziggy’ego, Stephane Garnier postanowił napisać poradnik o dobrym życiu. Na pierwszy rzut oka widać, że kotom żyję się zdecydowanie lepiej niż nam. Kot nie musi cały czas miauczeć, wyskakiwać z każdego kąta, czy robić z siebie przedstawienia, by zwrócono na niego uwagę. Czujemy jego obecność od razu gdy tylko się pojawi. Nie musi się popisywać, sama charyzma wystarcza, by został zauważony. Jego osobowość i takt sprawiają, że musimy odwrócić głowę w jego stronę zawsze, gdy przechadza się po pokoju.

Zdrowy styl życia pozwala im żyć bez stresu, a ich jedynym celem jest dobre samopoczucie. Wzorując się na nich i próbując choć częściowo przybliżyć się do ich sposobu funkcjonowania, możemy otworzyć się na nową perspektywę, inne spojrzenie na świat, a także na nowo, głębiej i pełniej zrozumieć samych siebie. Warto więc spojrzeć na świat oczami kota, wkraść się w jego myśli, poznać jego filozofię, by nauczyć się cieszyć życiem tak jak on. Koty dają nam wspaniałe wskazówki, trzeba je tylko dostrzec. Trzeba po prostu być.

Stephane Garnier uważa, że zarówno w naszym życiu zawodowym, jak i osobistym możemy się wiele nauczyć od kotów. Możemy czerpać wiele z charakteru kotów, by osiągnąć zamierzone cele. Pomiędzy kolejnymi rozdziałami znajdziemy dokładnie co do minuty rozpisany koci plan dnia, tak, alby nie tracić czasu na niepotrzebne czynności. Ponadto każdy rozdział rozpoczyna się od przysłowia czy cytatu słynnych ludzi właśnie o kotach. Co więcej, w książce „wypowiada się” nawet sam Ziggy 🙂 Z przymrużeniem oka zachęca, aby spojrzeć z dystansem na swoją codzienność oraz odnaleźć uśmiech i zadowolenie z każdej chwili.

Za książkę dziękuję:

Ryga. W krainie kotów

Koty to moje ulubione zwierzaki. Odkąd pamiętam, w moim rodzinnym domu zawsze był co najmniej jeden kot. Przeważnie koloru czarnego. Może dziwnie to zabrzmi, ale wychowałam się z kotami 🙂 W dzieciństwie woziłam kociaki w wózku, za co szczerze mnie nienawidziły. W podstawówce miałam kocurka, który był moim budzikiem – mój cwany tato, gdy nie chciało mu się wspiąć na pierwsze piętro żeby mnie obudzić do szkoły, wpuszczał Bogdana, a ten wskakiwał mi do łóżka i lizał po twarzy. W liceum, zakuwając do matury, kociak siedział mi na kolanach dotrzymując towarzystwa i patrząc na mnie współczującym wzrokiem. Gdy przeprowadziłam się do Warszawy, zawsze trafiałam na współlokatorów, którzy albo nie lubili kotów, albo byli na nie uczuleni… Dlatego też kiedy wracam w rodzinne strony, kot jest moim nieodłącznym kompanem 🙂 Chociaż o to coraz trudniej, gdyż o moje względy i uznanie zawzięcie walczy uroczy york, przez co kociak jest trochę zły i zniesmaczony 🙂 Z racji tego, że mieszkam już na swoim, intensywnie rozważam przygarnięcie (na dobry początek) jednego kociaka 🙂

Zanim wybrałam się do Rygi, nie wiedziałam, że miasto to słynie z zamiłowania do kotów, które od lat cieszą się miłością mieszkańców miasta. W Rydze ich metalowe figury można zobaczyć m.in. na dachu słynnej kamienicy pod dwoma kotami. Na Starym Mieście pełno jest sklepów oferujących pamiątki z kocimi motywami – od magnesów na lodówkę, przez figurki, po lniane torby z podobiznami tych futrzaków. Spacerując po mieście można spotkać wiele ciekawych kotów, różnej rasy i rozmiarów 🙂

img_3714

img_3762

14492474_10210395928684956_1641939468767869515_n

14449864_10210395927604929_2575474269048161922_n

img_3591

img_3817

img_3866

img_3867

Skąd koty wzięły się w stolicy Łotwy?

Legenda głosi, iż bogaty kupiec Bloemer niezadowolony z tego, że nie przyjęto go w poczet miejskiej Wielkiej Gildii obmyślił zemstę. Zamówił rzeźby czarnych kotów z wygiętymi grzbietami i umieścił je na wieżach swojej kamienicy (dzisiaj nazywany Dom Kotów). Koty te miały podniesione ogony, skierowane tyłem w okna przewodniczącego miejskiej Gildii Ryskiej. Dlatego też władze wytoczyły proces Bloemerowi, ale skorumpowane przez niego sądy umarzały kolejne postępowania. Nie było mocnego, który zmusiłby do odwrócenia kotów w stronę budynków miasta. Zwierzęta z podniesionym ogonem i zwrócone tyłem do Wielkiej Gildii symbolizowały lekceważący stosunek do kupców. Podobno jest to najczęściej fotografowany secesyjny zabytek w Rydze.

img_3825

img_3826

img_3834

img_3835

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.