Wiosną 2020 roku świat zamarł. Wszyscy doskonale pamiętamy, co wtedy się wydarzyło. COVID-19 sparaliżował i sterroryzował cały świat. Miliony ludzi zachorowało, setki tysięcy umarło, inni stracili pracę i dorobek własnego życia. Koronawirus mocno odbił się na naszym zdrowiu zarówno fizycznym, jak i mentalnym. Do tej pory odczuwamy negatywne skutki pandemii. Lockdowny, dystans społeczny, noszenie maseczek – to tylko kilka przykładów pandemicznej codzienności. Podczas, gdy w naszym kraju koronawirusowe obostrzenia przekraczały kolejne granice absurdu, w odległych Chinach, a konkretniej w Wuhanie, działy się niepojęte rzeczy. Murong Xuecun postanawia sprawdzić, jak wygląda strefa zero. Wszystko dokładnie opisał w swojej książce „Śmiertelnie ciche miasto. Historie z Wuhan”.
Na początku grudnia 2019 roku władze Chin wydają komunikat, że nieznany dotąd wirus, który szybko rozprzestrzenia się w okolicach Wuhanu, nie przenosi się z człowieka na człowieka, a chorobę można kontrolować. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – w szpitalach brakuje miejsc, ludzie umierają na korytarzach i na ulicach pogrążonego w rozpaczy miasta. Lekarze tracą zaufanie do rządu i są zastraszani – udzielanie prawdziwych informacji grozi utratą pracy, a nawet życia. Bezduszne i dysfunkcyjne państwo zataja informacje, przedkładając obchody Chińskiego Nowego Roku nad bezpieczeństwo obywateli. Wkrótce Wuhan, chińska metropolia przypominająca gigantyczne mrowisko, nagle pustoszeje i pogrąża się w martwej ciszy. Władze Chin wszystko tuszowały, aby pod żadnym pozorem nie stracić twarzy. Wszelkie sukcesy czy pozorną kontrolę nad sytuacją ogłaszali sukces partii, co zdecydowanie mija się z prawdą. Mawiali obywatelom i całemu światu, że chińskie władze działają stanowczo i odnoszą sukcesy w każdym działaniu.
„Śmiertelnie ciche miasto” to reportaż o pierwszych tygodniach pandemii w Wuhanie opowiedziany z perspektywy zwykłych ludzi. Autor daje głos mieszkańcom Wuhanu, którzy jako pierwsi musieli się zmierzyć z niebezpiecznym wirusem przez długi czas nie wiedząc o co w tym wszystkim chodzi. Lekarza z pierwszej linii frontu. Sprzątaczki w głównym szpitalu miejskim, bezpośrednio obserwującej narastanie grozy. Aktywistki próbującej ujawniać skalę zaniedbań rządu. Wolontariuszy przybywających do Wuhanu wbrew nasilającej się inwigilacji. Wreszcie obywateli, którzy całe życie podporządkowali władzy, a w obliczu pandemii zrozumieli, że zastawiono na nich pułapkę. Murong Xuecun nie tylko relacjonuje historie swoich rozmówców. Ich historie smucą i wprawiają w zdumienie, aż trudno siebie wyobrazić takie akcje w „naszym świecie”. Autor ujawnia także kulisy chińskiej propagandy oraz mechanizmy zastraszania obywateli za głoszenie i domaganie się prawdy. Ci, którzy cokolwiek wiedzieli czy chcieli informować innych byli uciszani, zamykani a najczęściej znikali. Także on sam otrzymywał niepokojące telefony, tajna policja obserwująca każdy jego ruch, groźby, posłuchy i liczne przeszukania w jego domu. Jak sam twierdzi – o mały włos nie popadł w paranoję. Na szczęście udało mu się ukończyć i wydać ten reportaż. Świat zasługuje, aby poznać prawdę, c0 wydarzyło się na początku 2020 roku w odległym dla nas Wuhanie.
„Śmiertelnie ciche miasto” to znakomity reportaż. Czyta się go jak wciągający kryminał pomieszany z thrillerem, ale niestety wszystkie wydarzenia działy się naprawdę. To opis bezsilności chorych i ich bliskich – o wysiłkach, jakie podejmowali, by dostać się do szpitala, czyta się ze zgrozą i niedowierzaniem. To też hołd dla tych, którzy próbowali głośno mówić prawdę o sytuacji i oskarżali władze. Wielu znikało, wielu skutecznie uciszono, inni uciekli z Chin i traktowani są jak zdrajcy. Także sam autor żyje aktualnie na emigracji, bo we własnym kraju groziły mu represje. Natomiast ze względów bezpieczeństwa, wszystkie imiona i nazwiska zostały przez niego zmienione. Kawał świetnego reportażu, który wstrząśnie czytelnikiem.

