Piran. Słona miłość

Słoweńskie wybrzeże liczące zaledwie 46 km, pełne jest romantycznych miasteczek. Najbardziej malownicze z nich jest średniowieczny Piran, który wyrósł dzięki tradycji uzyskiwania soli morskiej w salinach. Piran to miasto otoczone murem, jednak zawsze miało ono otwarty, wielkomiejski charakter. Pełne życia bazary w stylu śródziemnomorskim zlokalizowane nad morzem i w wąskich uliczkach wiodących na wzgórze kościelne odbijają echem rytm fal. Z miejsca narodzin wirtuoza skrzypiec i kompozytora Giuseppe Tariniego wiele ścieżek prowadzi do przyrodniczych i kulturalnych atrakcji wybrzeża i pobliskich wzgórz Istrii.

Wiecie, że uwielbiam małe miasteczka z magicznymi, wąskimi uliczkami. W hiszpańskiej Kordobie spacerowałam jak w jakimś transie, a nogi same mnie prowadziły 🙂 W Dubrowniku było podobnie, chociaż tam musiałam omijać i przeciskać się przez dzikie tłumy, które również – tak jak ja – niczym zombie funkcjonowały pod wpływem uroku miasta 🙂 Dlatego proszę się nie dziwić, że i Piran mną zawładnął 🙂

Miasto, wspaniale położone na wydłużonym, skalistym cyplu, jest perłą słoweńskiego wybrzeża. Jako jedno z najbardziej popularnych miejsc letniego wypoczynku bywa bardzo zatłoczone. Wystarczy jednak wejść w labirynt krętych i wąskich uliczek Starego Miasta, by znaleźć wyludnione zaułki, których jedynymi gośćmi są leniwe koty. Tamtejsze sierściuchy były jednymi  z najpiękniejszych kociaków, jakie widziałam. Wiecie, że jestem miłośniczką kotów, więc byłam tam przeszczęśliwa. Pośród nich znalazłam tego wyśnionego i wymarzonego, o posiadaniu którego marzę: biały, puchaty z niebieskimi oczami.

Głównym placem Starego Miasta jest Tartinjev trg, który w przeszłości pełnił funkcję portu. Na samym jego środku stoi brązowa statua Giuseppe Tartiniego, która – obok kościoła św. Jerzego – jest jednym z najbardziej charakterystycznych symboli miasta. Wiele domów znajdujących się przy placu to interesujące zabytki nierozerwalnie związanych z dziejami miasta.

By zobaczyć widoki, które widnieją na każdej pocztówce z Piranu, należy udać się na mury obronne. Trzeba kawałek wejść pod górkę, ale widoki rekompensują ten wysiłek 🙂 Zabawne było to, że w jednym czasie, na jednej z baszt znajdowało się ok. 20 ludzi, a wszyscy z nich byli Polakami 🙂 Żartowaliśmy, że podbiliśmy Piran.

To, co mnie urzekło w Piranie, to nie tylko wąskie uliczki, ale także witryny okienne i fasady budynków. Są tak klimatyczne, że zdjęcia robiłam tylko im 🙂 Różnokolorowe, pełne rośli i różnych mebli –  miałam wrażenie, że mieszkańcy uczestniczą w jakimś konkursie na najpiękniej ustrojone wejście do domu 🙂  Z resztą – sami zobaczcie 🙂

Jeśli zmęczycie się spacerem po krętych, ciasnych uliczkach, po których niekiedy trzeba iść pod górę, zróbcie sobie relaksujący spacer po betonowej promenadzie. Jest tam mnóstwo ławeczek, na których można usiąść i porozmyślać nad życiem, gapiąc się na morze i jedząc lody bananowo-czekoladowe. Wiem to z autopsji – spędziłam tak tam kilkadziesiąt minut, co jest do mnie niepodobne, bo zazwyczaj nieustannie ganiam po mieście w poszukiwaniu różnych atrakcji 🙂

Ach ten Piran. Z jednej strony miasteczko bardzo mnie urzekło, ale z drugiej chciałam jak najszybciej stamtąd uciekać. Dlaczego chciałabym wiać z tego słonecznego, kolorowego, tajemniczego i umiejscowionego nad Adriatykiem miejsca? Otóż chodziło o turystów. Chociaż byłam tam na początku maja, czyli teoretycznie przed sezonem, to Piran zalała fala… polskich turystów! 90% tamtejszej ludności stanowili Polacy. Serio, nie żartuję. Wszędzie słyszałam tylko język polski. Nie wiem co się stało, ale akurat wtedy nastąpiła jakaś inwazja polskich turystów na tą małą, odległą  słoweńską miejscowość 🙂 Ja wiem, że Polacy są wszędzie (tutaj też mówię poważnie), ale tam to była już lekka przesada 🙂 Pewnie kiedyś już wspomniałam, że podróżując nie lubię spotykać swoich rodaków. Nie dlatego, że coś do nich mam, ale dlatego, że przebywając poza granicami Polski, chcę czerpać jak najwięcej z danego miejsca, w którym aktualnie przebywam: poznać lokalnych ludzi, kulturę, jedzenie, itp. No bo jaki jest sens podróżowania, skoro przemierzając setki kilometrów będziemy przebywać pośród „swoich” i doświadczać wszystkiego, co już nam jest znane?

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

50 myśli w temacie “Piran. Słona miłość

  1. Jejku, tak bardzo zazdroszczę! Sama chętnie bym sie przespacerowała tymi uliczkami, a jeszcze te kotki! I niestety znam Twój ból, bo jak byłam w tamtym roku na wakacjach w Chorwacji to wszędzie byli Polacy, nawet ludzie z sąsiedniej miejscowości!

  2. Moim zdaniem jest tam tak pięknie ponieważ jest ciepło. Architektura na takiej szerokości geograficznej jest dużo atrakcyjniejsza niż „nasza”.

  3. Uwielbiam miasteczka, gdzie uliczki wiją się pomiędzy starymi murami. Takie miejsca mają swój niepowtarzalny klimat, aż chce się zapuszczać coraz głębiej i głębiej. 😉

  4. Wow co.za miejsce:) uwielbiam wybrzeże Adriatyku, zawsze można trafić na urokliwe miejsca pełne kotów 🙂 ja również ja uwielbiam

  5. Byłyśmy w tym samym czasie! Tekst o zombi w Dubrowniku świetny! 😆 Są takie włoskie miasteczka w Puggi – przepiękne ciasne uliczki, masz wrażenie, że przenosisz się do innej epoki i nie ma tam turystów! Przynajmniej w październiku 👌

  6. Wow! Piękne widoki chyba już wiem gdzie pojadę na wakacje. Cudowne uliczki i ta architektura! Raj! Szkoda że turyści sprawili że już chciałaś wracać ale niestety tego elementu nigdzie się nie da ominąć. Buziaki kochana!

Odpowiedz na damian Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s