O mężczyźnie, który skradł moje serce

Obiecałam sobie, że nie będę umieszczać postów dotyczących płci męskiej. Może i nie jestem konsekwentna, a może to tylko wyjątek. Jedno jest pewne  – nie mogłam o nim nie napisać. Wywarł na mnie tak ogromne wrażenie, że do tej pory jestem nim oczarowana. Jest nie tylko wielkim podróżnikiem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem.

Mowa o Aleksandrze Doba, którego ostatnio miałam zaszczyt poznać i porozmawiać podczas gali rozdania nagród Travelery 2014. Pan Aleksander (albo Olek – jak kazał wszystkim do siebie mówić) jest tegorocznym laureatem nagrody Grand Prix za osiągnięcia w dziedzinie eksploracji.

13690_475832882565077_2769273185432174099_nfot. www.facebook.com/OloDoba?fref=ts

Ci, którzy nie wiedzą kim jest Aleksander Doba, spieszę z wyjaśnieniem. Jest to podróżnik, kajakarz, odkrywca oraz człowiek, który (mogłoby się wydawać) dokonał niemożliwego – jako pierwszy w historii odbył samotną wyprawę kajakiem przez Ocean Atlantycki z jednego kontynentu na drugi (z Afryki do Ameryki Południowej), tylko i wyłącznie siłą własnych mięśni. Dzięki temu wyczynowi, zdobył tytuł Podróżnika Roku 2015 amerykańskiej edycji magazynu National Geographic. Poza tym, Olek opłynął kajakiem Morze Bałtyckie i jezioro Bajkał. Jest również dwukrotnym Złotym, Srebrnym i Brązowym medalistą Otwartych Akademickich Mistrzostw Polski w kajakarstwie górskim. Ponadto, Aleksander jest emerytowanym inżynierem.

portrait-porthole-kayak_85318_600x450fot. www.facebook.com/OloDoba?fref=ts

11209750_480684435413255_5659322181946944327_nfot. http://www.facebook.com/OloDoba?fref=ts

Gdy zobaczyłam go jak wszedł na salę, myślałam, że ktoś pomylił imprezę. Niski, siwy z bujną brodą, ubrany w zwykły T-Shirt, a na nogach miał crocsy. Niepozorny staruszek okazał się być NIM – Aleksandrem Dobą. Niepostrzeżenie siadł z tyłu sali, wśród innych gości, a nie zaś na miejscu przeznaczonym dla nominowanych. Kiedy Martyna Wojciechowska wywołała go na scenę, by wręczyć najważniejszą nagrodę, podróżnik długo nie chciał wstać – nieśmiałość i skromność mu nie pozwalała.

Po ceremonii Aleksander długo i cierpliwie pozował do zdjęć z obecnymi dziennikarzami, fanami, dziećmi. Z każdym porozmawiał, z każdym się przywitał, dla każdego był życzliwy i uśmiechnięty. Miałam przyjemność (na wyłączność) słuchania jego fascynujących opowiadań przez ponad godzinę. Nie można tego powiedzieć o innych laureatach czy jury, którzy tuż po zniknęli w oka mgnieniu, np. Szymon Hołownia czy Elżbieta Dzikowska. Na afterparty zjawili się inni mniej znani zwycięzcy, którzy również umilali czas gościom.

article-2611294-1D4BF66A00000578-908_634x383fot. www.dailymail.co.uk

Mimo, że wokół było mnóstwo innych ludzi, w tym zwycięzcy poszczególnych kategorii, dla mnie istniał tylko Olek. Mogłabym godzinami słuchać jego historii, tych pasjonujących i tych przerażających. Chociaż kilka kroków ode mnie, na sali obecna była Martyna Wojciechowska, która jest dla mnie absolutnym autorytetem, nie miałam ochoty do niej podejść. Olek do tego stopnia mnie zahipnotyzował, że nie śmiałam odstąpić go na krok. Zapytany jakie były największe zagrożenia w trakcie całej wyprawy odpowiedział, że nie żaden sztorm czy morskie stworzenia, tylko człowiek. Trzykrotnie został napadnięty i obrabowany (u wybrzeży Brazylii i na Amazonce), a nawet niejednokrotnie grożono mu śmiercią. Mimo to nie zniechęcił się i postanowił kontynuować swoją podróż. Jak powiedział, za rok o tej porze znowu będzie gdzieś na oceanie, w trakcie kolejnej wyprawy.

68-letni sympatyczny staruszek w odpowiedzi na ile lat się czuje duchem, powiedział, że na 50 lat. Myślę, że to nie prawda i jego stan ducha wskazuje co najmniej na 30 lat. Niejeden młody człowiek w tym wieku może pozazdrościć Olkowi energii i życiowej pasji. Uważam się za ogromną szczęściarę, bo osobiście mogłam poznać Aleksandra Dobę – wielką i wspaniałą osobowość ukrytą w małym ciele.

SAMSUNG