Słyszeliście o terminie „feminicido”? Słowo pochodzące z języka hiszpańskiego oznacza kobietobójstwo, czyli zbrodnię nienawiści mającą na celu zamierzone zabijanie kobiet lub dziewcząt, ze względu na ich płeć. To wstrząsające zjawisko występuje na całym świecie, jednak przemoc wobec kobiet w Ameryce Łacińskiej osiąga alarmujący poziom. Na dziesięć krajów na świecie, w których występuje najwyższy odsetek morderstw kobiet, aż siedem znajduje się w Ameryce Łacińskiej.
Zgodnie z ciągle dominującą kulturą machismo kobiety w Meksyku muszą się podporządkować samcowi-zdobywcy, panu i władcy, a jeśli są nieposłuszne to trzeba je ukarać i upokorzyć: pobiciem, brutalnym gwałtem, a nawet i śmiercią, jeśli zajdzie taka potrzeba. W Meksyku sześć kobiet dziennie pada ofiarą feminicidio – brutalnego morderstwa na tle seksualnym. Rocznie ponad sto tysięcy kobiet zostaje zgwałconych. Ponad 60% kobiet powyżej piętnastego roku życia padło ofiarą przemocy słownej lub emocjonalnej, a ponad połowa – przemocy fizycznej. Co szósta kobieta była ofiarą przemocy na tle seksualnym choć raz w swoim życiu. To tylko zimna statystyka, bo w rzeczywistości ofiar jest znacznie więcej.
Dehlia de la Cerdia to meksykańska pisarka i aktywistka wspierająca organizację feministycznego ruchu, który ma na celu pomoc kobietom, szczególnie mieszkającym na prowincji tego kraju w przeciwstawianiu się przemocy i brutalnych działaniach. Kraje latynoamerykańskie to część świata, gdzie przemoc wobec kobiet jest niezwykle częsta i bardzo brutalna. „Co trzy godziny i dwadzieścia pięć minut w Meksyku ginie kobieta, rozczłonkowana, uduszona, zgwałcona, pobita do nieprzytomności, spalona żywcem, rozpruta ciosami noża, z połamanymi kośćmi i siną skórą. (…) Meksyk to olbrzymi potwór, który pożera kobiety. Meksyk to cmentarz z różowymi krzyżami. Meksyk to kraj nienawidzący kobiet”. „Wsciekłe suki” to literacki debiut młodej meksykańskiej pisarki i aktywistki.
„Wściekłe suki” to krótkie opowieści o meksykańskich kobietach, które łączy jedno – są źle traktowane i upokarzane przez mężczyzn i pragną sprawiedliwości. To zbiór mocnych monologów kobiet, opowiadań nasyconych przemocą i trudnymi doświadczeniami, doprawionych czarnym humorem i groteską. Skrajna bieda i narkotykowe imperia, aborcja i nastoletnie ciąże, magia, lokalne wierzenia i legendy, brutalne zabójstwa, gwałty i szalone imprezy. Bohaterkami praktycznie wszystkich opowiadań są kobiety – młode i pełne buntu, niewyrażające zgody na przemoc, podejmujące próby odwetu w formie złości, nienawiści i agresji. Pochodzą z różnych środowisk, ze swoimi problemami mierzą się zazwyczaj w samotności, niechcianą ciążą, nędzą a także bogactwem – jak córka barona narkotykowego, która sama zarządza organizacją. To prawdziwy misz-masz i przekrój przez wszystkie warstwy społeczne Meksyku.
Mam mieszane uczucia co do książki Dehli. Z jednej strony autorka porusza szalenie ważny i brutalny temat, o którym trzeba głośno mówić. Książka byłaby bardziej wiarygodna, gdyby nie była zbiorem opowiadań, a reportażem. Drugą sprawą jest to, że przekaz nie do końca został wykorzystany, raczej jedynie liźnięty, chociaż miał ogromny potencjał. Tematyka opowiadań jest pełna emocji, co autorka wyraża zastosowanym językiem – bezpośrednim, z nutką czarnego humoru i kiedy trzeba również z wulgaryzmami rzucanymi w każdą stronę. To wciągający zestaw opowiadań, częściowo z sobą powiązanych. Chociaż książka „Wściekłe suki” nie jest oparta na prawdziwych historiach, a stanowi jedynie tylko literacki zlepek różnych zasłyszanych historii, to bez wątpienia mocno wstrząśnie czytelnikiem, aż poczuje się mocno zmieszany. Nie jest to lektura do poczytania przed snem, lepiej tego nie róbcie, bo będziecie mieli koszmary.

