Wadi Rum. Jeden dzień na czerwonej planecie

To był mój pierwszy raz na pustyni. Czy tak go sobie wyobrażałam? Chyba nie. Po pierwsze kolor piasku był nietypowy (czyli inny niż na filmach), chociaż byłam na to przygotowana. Miedziano-pomarańczowa barwa sprawiała wrażenie jakbyśmy wylądowaliśmy na Marsie. I nie byłoby to wcale kłamstwem, bo widoki były iście kosmiczne. Wydawało mi się, że po intensywnym dniu w Petrze, zasiądę na pace swojego jeepa i jak rasowa damulka będę podziwiać piękno pustynnego krajobrazu, a jedynym wysiłkiem miało być robienie zdjęć. No cóż, rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię, bo już na pierwszym przystanku poprzeczka została wysoko postawiona. Potem było coraz ciekawiej. Tak jak wtedy sądziłam, że wspinaczka na wzgórze do Monastyru była ekstremalna, to muszę sprostować swoje zeznania – Petra przy Wadi Rum to pikuś. Dawno nie miałam takich zakwasów jak po wizycie na tej pustyni. Zaś w nocy zamiast podziwiania rozgwieżdżonego nieba, obserwowaliśmy gromadzące się chmury, by w końcu podający deszcz rozgonił nas do swoich namiotów. Beduini mówili, że opady zdarzają się tylko kilka razy w ciągu roku. Tak, pierwszy raz na pustyni i musiałyśmy trafić na deszcz… No cóż, taka karma.

Mówią, że Wadi Rum robi bardziej spektakularne wrażenie od samej Petry i najlepiej spędzić tam co najmniej 3 dni, z czym ja pozwolę się nie zgodzić. Byłoby okrutnym kłamstwem, gdybym powiedziała, że pustynia mnie nie urzekła, ale jednak Petra pozostaje dla mnie numerem 1. Poza tym, po całym dniu jeżdżenia rozklekotanym jeepem po czerwonym piasku i wspinaniu się po skałach stwierdzam, że pod koniec dnia każdy następny głaz i kamień nie różnił się od poprzednich. Co więcej – nawet zdjęć nie chciało mi się robić, a to już nie było dobrą oznaką. Według mnie jeden cały dzień na pustyni z noclegiem jest optymalną opcją na spędzenie czasu na Wadi Rum.

Pustynię można zwiedzać na 3 sposoby: samochodem terenowym (najpopularniejszy i najszybszy), na wielbłądach, albo… pieszo. Tak, widzieliśmy po drodze śmiałków przemierzających bezkres pustyni na własnych nogach. Jednak zawsze muszą być z nami lokalni przewodnicy, czyli Beduini. Od stuleci zamieszkiwali oni tereny pustynne Wadi Rum, a ich dziedzictwo kulturowe jest ważnym elementem tego krajobrazu. Jeszcze niespełna 50 lat temu wiedli oni koczowniczy tryb życia, pędząc przez pustynię stada wielbłądów i kóz. Dzisiaj Beduini żyją przede wszystkim z turystyki, organizując wycieczki z noclegami dla spragnionych wrażeń turystów. Naszym gospodarzem był niejaki Hilal, którego wujek miał 34 dzieci – tyle zdołałam o nim zapamiętać 🙂

Pustynne tereny Doliny Wadi Rum są oszałamiająco piękne i spektakularne krajobrazy, które zmieniają swój wygląd zależnie od pory dnia – inaczej wyglądają oświetlone wschodzącym słońcem, inaczej w ciągu dnia, ale najpiękniej pustynia prezentuje się wieczorem, kiedy ostatnie promienie słońca jeszcze bardziej podkreślają miedzianą barwę piasku. Sceneria przypominająca powierzchnię obcej planety sprawiła, że obszar Wadi Rum „zagrał” w wielu hollywoodzkich produkcjach, m.in. w „Marsjaninie” czy „Gwiezdnych wojnach”. Chociaż na pierwszy rzut oka pustynia wydaje się niegościnna, pusta i sucha, to wcale tak nie jest. O pradawnych mieszkańcach świadczą do dziś w wielu miejscach rezerwatu inskrypcje i rysunki naskalne, a niektóre z nich liczą nawet 12 tys. lat. Przez wieki żyły tu  plemiona koczowników, a niezwykła dolina pośród pustynnych formacji pozostawała nieznana. Na Zachodzie rozsławił ją dopiero Lawrence z Arabii – angielski podróżnik, archeolog i szpieg, który razem z szarifem Mekki w trakcie I wojny światowej poderwał arabskie plemiona do walki przeciwko Turkom władającym tymi ziemiami. Także on przyczynił się do przybliżenia Europie świata arabskiego.

W trakcie wędrówki po Wadi Rum można zauważyć nie tylko Beduinów z wielbłądami i kozami, ale także wiele innych stworzeń tu zamieszkujących. Na terenie rezerwatu żyją także dzikie stworzenia, które  z uwagi na ekstremalnie wysokie temperatury w ciągu dnia prowadzą nocny tryb życia. A żyje tu sporo małych ssaków, jak pustynne jeże, góralki, wilki, szakale, antylopy, a także jadowite węże i skorpiony. My na szczęście nie miałyśmy przyjemności obcowania z dzikimi mieszkańcami pustyni.

Wadi Rum – jakie atrakcje czekają na spragnionego wrażeń turysty?

No cóż, jak wspomniałam wcześniej, przejażdżka po pustyni to żaden relaks, a wręcz przeciwnie – porządna dawka gimnastyki i wspinaczki. Beduini dbają, żeby ich goście się zbytnio nie nudzili. Już na pierwszym przystanku Hilal kazał się nam wspinać po stromym, niemalże pionowym bloku skał i głazów. Ponoć na szczycie bije niewielkie źródło Lawrence’a, którego jednak tam nie dostrzegłam. Jednak widok z góry był bardzo urzekający. Najśmieszniejsze jest to, że razem z nami wspinał się Azjata, który na nogach miał ubrane… japonki i skarpetki 🙂

Nieco dalej nad równinnym dnem doliny wyrasta ogromna formacja skalna w kształcie siedmiu coraz wyższych kolumn zwana Siedmioma Filarami Mądrości. Jej nazwa pochodzi od tytułu autobiograficznej książki Thomasa Lawrence’a.

Kolejnym przystankiem na trasie była czerwona wydma i chociaż wdrapanie się na nią wydaje się nie za bardzo wymagające, uwierzcie – dojście na szczyt tej usypanej kopy piachu było mega wyzwaniem. Aczkolwiek wspinaczka warta była tego wysiłku, ponieważ widoki były powalające.

Hilal dbał, żebyśmy się przypadkiem nie nudzili. Następnym punktem wycieczki był piękny, naturalny skalny most Umm Fruth. Most robił ogromne wrażenie, ale droga do niego już nie za bardzo – prostopadłe wejście po skale z lekko wyżłopanymi „schodkami. Oczywiście ci odważniejsi weszli po tej pionowej ścianie, ale ja nie chciałam ryzykować. Potem stwierdziłam, że jednak dałabym radę, no ale trudno się mówi.

Najciaśniejszy kanion w okolicy to wąska szczelina skalna nazywana Kanionem Khazali (Siq Khazali).  Znany jest z imponującej liczby starożytnych petroglifów i napisów na skalnych ścianach. Pierwsze 100 metrów jest dostępne dla wszystkich odwiedzających, ale dalsza eksploracja wymaga posiadania sprzętu wspinaczkowego. Po opadach deszczu jest trudno się tam poruszać, bo jego dno wypełnia woda. Nawet, gdy kanion jest suchy, trudno jest się po nim przemieszczać – wąskie szczeliny umożliwiały przejście tylko jednej osobie, która na dodatek musiała wykazywać się niebywałą gibkością i sprawnością ruchową.

Inny kanion, który znajduje się na terenie Wadi Rum jest Siq Burrah, który jest piękniejszy i znacznie dłuższy od Khazali. Spacer po nim jest bardzo przyjemny, można rzec, że to niemal swego rodzaju oaza, bo można się skryć przed prażącym słońcem na pustyni.

Niedaleko kanionu Khazali znajduje się masyw skalny, na grzbiecie którego znajduje się najmniejszy z naturalnych skalnych mostów w Wadi Rum, zwany Małym Mostem. Sam most nie robi tak wielkiego wrażenia, ale widoki z niego są powalające. W pewnym momencie zaczęło tak mocno wiać, że Beduini zabronili nam po nim chodzić.

Na sam koniec wycieczki Hilal zabrał nas do ostatniego punktu naszej wycieczki – podziwianie zachodu słońca. Nie powiem, widok był urzekający, ale zmęczenie sprawiło, że nie potrafiłam się nim cieszyć, tak jak powinnam. Ale było to bardzo miłe zakończenie pełnego przygód dnia.

Jak wygląda nocleg na Wadi Rum?

Pustynia Wadi Rum kryje w sobie nie tylko miliony ton miedzianego piasku i piękne formacje skalne, ale także mnóstwo tzw. campów. Generalnie standard jest do siebie zbliżony, ale jest kilka dosłownie kosmicznych beduińskich namiotów. Do wyboru, do koloru. My nie zdecydowałyśmy się na jakąś super ekskluzywną opcję noclegową, bo po prostu uważam to za zbędny wydatek. Nasz camp był bardzo przyzwoity, mieliśmy własne namioty z wygodnymi łóżkami, a nawet znajdowała się łazienka z prysznicem  (bez ciepłej wody, ale to nie przeszkadzało) w murowanym budyneczku, natomiast jedzenie było przepyszne.

No właśnie jak to jest z tym jedzeniem? Kolacja na pustyni jest spektakularnym show, ponieważ… wyciągana jest z ziemi. A dokładniej ze specjalnego metalowego pojemnika, który przez kilka godzin utrzymuje w cieple dwu- lub trzypoziomową konstrukcję z siatki. Na każdym z poziomów umieszcza się mięso i warzywa. Całość przykrywa się srebrną folią i zasypuje piaskiem. Posiłek spożywa się w wielkim namiocie, w którym też można się ogrzać – wieczory na pustyni są chłodne. Na kolację jest  grillowane mięso i warzywa (ziemniak, cukinia, cebula, marchew), potrawka warzywna w sosie pomidorowym, ryż, sałatka warzywna, a do tego hummus, świeży chlebek i deser (lokalne słodkości). Och, jakież to wszystko było przepyszne, lepsze niż z grilla!

Niezbędnik pustynnego odkrywcy

Przed przyjazdem na Wadi Rum musimy się zaopatrzyć w kilka niezbędnych rzeczy, które pozwolą przetrwać intensywny i pełen wrażeń dzień na pustyni:

  • woda – koniecznie trzeba zrobić zapasy wody, bo potem nie będzie jej gdzie kupić przez cały dzień, a trzeba się nawadniać. Woda na pustyni to towar deficytowy. Jedynie wieczorem w trakcie kolacji dostaniemy nieograniczoną ilość herbaty.
  • wygodne buty – to podstawa, najlepiej stabilne i z grubszą podeszwą. Nie muszą to być buty trekkingowe, ale na pewno zrezygnujcie z sandałów i japonek (chyba, że jesteście tak odważni jak wspomniany wcześniej Azjata 🙂 ).  Na pustyni jest co robić, a na niemal wszystkie atrakcje trzeba się było wdrapać. Ja miałam tenisówki i spokojnie dałam radę.
  • strój – jeśli chcecie uniknąć poparzenia słonecznego (ja byłam tam w listopadzie, a po całym dniu na pustyni byłam cała czerwona – nie dało się tego uniknąć), to ubierzcie długie spodnie, t-shirt i koniecznie jakąś zwiewną koszulę do ochrony przed słońcem. Po drugie – dziewczyny – jeśli nie chcecie być zaczepiane przez Beduinów, to lepiej unikajcie szortów. Ja miałam długie spodnie, a mimo to kilka razy otrzymałam ofertę matrymonialną. No i zrezygnujcie z białych ubrań, bo po powrocie z pustyni będą miały kolor miedziano-pomarańczowy.
  • chusta, okulary przeciwsłoneczne i olejek z filtrem – nie trzeba chyba dodawać, że pustynia rządzi się swoimi prawami, a słońce nieustannie tam świeci. Okulary i olejek to konieczność, natomiast chusta ochroni nie tylko głowę przed słońcem, ale także zakryjemy nią twarz w czasie jazdy jeepem – przejażdżka bardzo zawiewa piach z pustyni, a przecież nie chcemy nabawić się pylicy.
  • przekąski – nie trzeba zabierać ze sobą tony jedzenia, żeby przetrwać, bo obiad na pustyni mamy zapewniony (oczywiście jeśli wcześniej dogadamy ofertę wycieczki z Beduinem). Wystarczy wrzucić do plecaka jakieś batoniki i inne energetyzujące przekąski, żeby móc zająć czymś żołądek, gdy dopadnie nas mały głód.
  • dobry humor, dystans i otwartą głowę – wycieczka po Wadi Rum to prawdziwa przygoda, nie ma co do tego wątpliwości. Beduini dbają o atrakcje dla turystów, ale mają oni inne podejście do życia. Są bardzo mili i pomocni, ale jednak ich kultura jest zupełnie odmienna od naszej. Wszystkie ich zaczepki trzeba traktować z przymrużeniem oka. Poza tym, na trasie spotka się wiele ludzi z różnych zakątków świata, więc trzeba mieć otwartą głowę na nowe znajomości.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

24 myśli w temacie “Wadi Rum. Jeden dzień na czerwonej planecie

  1. Krajobraz zapiera dech w piersiach. Żałuję, że na razie nie można nigdzie jeździć, bo z chęcią bym tam pojechała. Twój wpis zachęcił mnie do zawieszenia tego regionu świata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s