Teatr Powszechny: „Lawrence z Arabii”

Jakie stereotypy panują pośród konkretnych obcokrajowców, którzy przybywają do Polski? Niestety, najczęściej są one negatywne i pejoratywne. Najnowszy spektakl „Lawrence z Arabii” wystawiony na deskach Teatru Powszechnego pokazuje, jak trudno jest być imigrantem w naszym pięknym kraju.

Sztuka rozpoczyna się od monologu po wietnamsku. Potem kolejno dołączają inni aktorzy, którzy wypowiadają słowa w różnych językach świata jednocześnie. Powstaje pewnego rodzaju bariera językowa, która nieco dezorientuje. Jak się okazuje, wypowiadane w różnych językach słowa, to strzępki biografii konkretnej osoby. Od samego początku można odczuć dezorientację tą sztuką, gdyż początkowo aktorzy wmieszani są w tłum widzów.

W spektaklu chodzi o to, że teatr wyraził chęć pracy nad spektaklem dotyczącym uchodźców, lecz nikt się nie zgłosił. Zjawiają się jedynie obcokrajowcy, którzy od dawna urządzeni są w Polsce: Kanadyjka chińskiego pochodzenia Eileen Gricuk, Wenezuelczyk Jose Luis Sosa Estanga, Imru’ al-Qais z Arabii Saudyjskiej, Sudańczyk Amin Omer i Ukrainka Vira Popowa. Mają oni za zadanie odegrać role tożsamościowe innych cudzoziemców. Prowadzenie tych narracji przejmuje aktor Powszechnego Mamadou Góo Bâ – i to właśnie on rozdaje poszczególne role. Przykładowo rola kanadyjki chińskiego pochodzenia była trudna do odegrania. No bo co my tak naprawdę wiemy o Kanadzie? Połozona od nas tak daleko, że trudno o jakiekolwiek stereotypy. Aktor, któremu trafiła się ta partia zawsze chciał wykorzystać w teatrze swoje zamiłowanie do koszykówki, no a w NBA grają kanadyjskie drużyny. Jednak nie jest to wystarczające dla Mamadou, musi się jeszcze bardziej wysilić. Może scena z niedźwiedziem ze „Zjawy” z Leonardo DiCapriow roli głównej? Gra więc z zaangażowaniem zmagania z grizzly. Odtwórczyni roli Ukrainki miała zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Stereotypy, które ukazała aktorka, są jak najbardziej uzasadnione. Początkowo wchodzi pewnie jak ukraińska seks pracownica, by za chwilę paść na kolana i szorować podłogę.

Za reżyserię spektaklu odpowiada Weronika Szczawińska, zaś współautorem tekstu i dramaturgiem jest Piotr Wawer Jr. Scenografię zaprojektował Daniel Malone, a ruch sceniczny opracowała Agata Maszkiewicz. W rolach głównych wystąpili: Mamadou Goo Ba z Senegalu, Wiktor Loga-Skarczewski, Natalia Łągiewczyk, Maria Robaszkiewicz, Karina Seweryn i Piotr Wawer Jr.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy spotkałam się z taką sceną teatralną. Widzowie siedzieli na kolorowych schodach, które tworzyły formę okręgu, a na dole toczyła się akcja przedstawienia. Pierwszym skojarzeniem z tego typu rozwiązaniem było nawiązanie do cyrku. Ludzie chodzą do cyrku, żeby zobaczyć coś nowego, innego, a nawet dziwacznego. Co więcej, aktorzy mieszają się z tłumem widzów, rozpoczynają przedstawienie pośród innych uczestników, co jest nieco dezorientujące.  Niestety nadal uchodźcy czy obcokrajowcy są dla nas właśnie dziwakami i trudno akceptowalnymi obcymi. Wszystkie przedstawione postaci są bardzo karykaturalne, kulawe i bardzo niezgrabne.  Ale takie miały być. Stereotypy, niezależnie do jakiej narodowości przylegną, zazwyczaj są mocno krzywdzące i budują uprzedzenia.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję: