W. Wawrzkowicz-Nasternak, M. Stacewicz-Paixão „Lizbona. Miasto, które przytula”

Każdy z nas ma takie miejsce, do którego uwielbia powracać, albo jakieś nieznane moce do niego przyciągają. Dla Weroniki  i Marty Stacewicz-Paixão takim miejscem jest Lizbona. Efektem ich zachwytów jest książka „Lizbona. Miasto, które przytula”, w której dzielą się z czytelnikami swoimi osobistymi wrażeniami dotyczącymi tego miasta.

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak jest dziennikarką radiową i telewizyjną. Lizbona sprawiła, że stała się człowiekiem bumerangiem – raz rzucona w przestrzeń Lizbony, nieustannie do niej wraca. Natomiast Marta Stacewicz-Paixão pochodzi z rodziny wielokulturowej. Do Portugalii miała wyjechać na rok, by wzbogacić swój język, a została na kilkanaście lat. Jest filologiem, designerem i trenerem komunikacji. W swojej wspólnej książce opowiadają o ukochanym mieście, jakim jest Lizbona. Nie jest to jednak zwykła opowieść – to spacer po kulturalnej, artystycznej i kulinarnej stronie stolicy Portugalii.

Lizbona uruchamia wszystkie zmysły. Oferuje znacznie więcej niż tylko wiatr znad oceanu, dzwonki tramwajów czy codzienne pogaduchy mew. Żeby ją zrozumieć, warto poznać tamtejszych ludzi, wsłuchać się w szelest ich rozmów. To miasto pozwala na smakowanie życia całym sobą. W opisywaniu tego miasta pozwala autorkom nie tylko fascynacja, ale przede wszystkim znajomość tego miejsca. Weronika przybywa do Lizbony każdego roku na kilka tygodni, dzięki temu bardzo dobrze zna miasto, dodatkowo jej dziennikarskie umiejętności i doświadczenie pozwoliły stworzyć tak barwną opowieść. Z kolei Marta przybyła by studiować język, zaś jej pobyt w Portugalii przedłużył się o kilkanaście lat. Każda z nich wniosła do książki coś innego. Marta opowiada o zwyczajach, kulturze czy języku, które dogłębnie zdążyła poznać. Natomiast Weronika przeprowadza wywiady z mieszkańcami stolicy Portugalii, zarówno z samymi mieszkańcami, jak i polskimi imigrantami, którzy na stałe osiedli się w Lizbonie.

Nie jest to zwyczajny przewodnik po mieście, wręcz przeciwnie. Nie znajdziemy w nim żadnych informacji na temat najważniejszych zabytków czy utartych tras, które każdy turysta powinien przemierzyć. Zamiast tego pokazuje, co można tam przeżyć, poczuć, posmakować i usłyszeć. Kolorowe zdjęcia znajdujące się w środku dodatkowo zachęcają do takiej formy eksplorowania miasta. Autorki zachęcają do tego, żeby nie biegać po mieście do wszystkich miejsc „must see”, tylko spokojnie przemierzać uliczkami Lizbony i oddawać się urokom, jakie oferuje to miasto. To poznawanie Lizbony na zupełnie innej płaszczyźnie. Fakt, nie jest to obiektywny opis miasta, bo autorki są w nim totalnie zauroczone i opiewa samymi pozytywami. Ja do Lizbony mam mieszane uczucia. Z jednej strony miasto jest urzekające i bardzo przyjemne, z drugiej zaś nie mam zbyt miłych wspomnień z nim związanych. Jednak po lekturze tej książki chciałabym tam wrócić i wchłonąć to wszystko,, o czym piszą autorki, spojrzeć na miasto z innej perspektywy. Kto wie, może i ja zmienię zdanie i zakocham się w nim tak bardzo jak one?

Macie ochotę na inną nieoczywistą podróż? Zapraszam do Sztokholmu: Katarzyna Tubylewicz „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą”

A może chcecie więcej poczytać o Lizbonie? Marcin Kydryński „Muzyka moich ulic. Lizbona”

 

Za książkę dziękuję:

Moje ulubione hiszpańskie komedie

Wiecie, że kocham wszystko, co hiszpańskie. Okrutnie tęsknię za Hiszpanią i serce mi pęka na samą myśl, że pewnie nie prędko polecę do tego kraju… 😦 Miałam być w Walencji w styczniu, z mojej winy nie wyszło – teraz tego gorzko żałuję… Żeby sobie wynagrodzić brak bezpośredniego obcowania z hiszpańską kulturą, ostatnimi czasy namiętnie oglądam filmy i seriale hiszpańskiej produkcji. Głównie po to, żeby osłuchać się z językiem (który aktualnie jest u mnie na wymarciu), ale także by nacieszyć oko widokiem przystojnych aktorów, a niekiedy nawet i hiszpańskimi krajobrazami 🙂 Poza tym, co tu dużo mówić – po prostu lubię hiszpańską kinematografię.

W wcześniejszym poście pisałam o swoich ulubionych hiszpańskich serialach. Tym razem chciałam polecić kilka hiszpańskich komedii na ten dziwny i ponury okres, żeby się nieco odstresować i zapomnieć na chwilę o trudnej sytuacji na świecie. Zwłaszcza, że pogoda na zewnątrz nas nie rozpieszcza. Oto kilka moich komediowych propozycji.

„Nie zważając na nic”

Sara, Claudia, Sofia i Lucia to cztery dorosłe siostry, które rozjechały się w rożne strony świata. Gdy umiera ich matka, przybywają do Madrytu na jej pogrzeb. Jak się okazuje, nawet po swojej śmierci kobieta nie ułatwia życia swoim córkom. By dostać spadek, muszą rozwikłać szereg zagadek, które zafundowała im troskliwa mama. Wyruszając w kilkudniową podróż, kobiety odkrywają szokującą prawdę nie tylko na temat swojej rodziny, ale także o swoim pochodzeniu.

Tytuł oryginalny: „A pesar de todo”

Film dostępny na platformie Netflix

„Hiszpański temperament”

Amaia  pochodzi z Kraju Basków, a swoim temperamentem mogłaby obdarzyć połowę Hiszpanii. Właśnie rzucił ją narzeczony, a do miasta  przyjeżdża ojciec, by poznać przed ślubem ukochanego córki. Rodzina dla Baska to rzecz święta, dlatego dziewczyna decyduje się na mały przekręt. Poznany w Sewilli Rafa, rodowity Andaluzyjczyk – największy wróg Basków, wydaje się najgorszym pomysłem na ratunek. Jednak oboje decydują się brnąć w tę farsę, by tylko prawda nie wyszła na jaw.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos vascos”

Film dostępny na platformie Netflix i VOD

 

„Jak zostać Katalonką?”

To kontynuacja wspomnianego wyżej filmu. Amaia po zerwaniu z Rafa, zakochuje się w katalońskim artyście o imieniu Pau i planuje wziąć z nim ślub. Jej ojciec kategorycznie sprzeciwia się temu związkowi i postanawia odwieźć córkę od pomysłu poślubienia nowego chłopaka. W tym celu wybiera się do Sewilli i namawia byłego partnera swojej córki do powrotu i ponownego rozkochania jej w sobie. Co się dzieje, kiedy Baskijka spotyka się z Katalończykiem, a między nimi staje Andaluzyjczyk? Możecie wierzyć, że takie spotkanie to prawdziwa tykająca bomba.

Tytuł oryginalny: „Ocho apellidos catalanes”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mała Szwajcaria”

Kolejna produkcja, która bawi się stereotypami na temat Basków. Dla kontrastu dorzuca do nich Hiszpanów i Szwajcarów. Akcja toczy się  w miasteczku Tellería, położonym w centrum Kraju Basków, które tak naprawdę terytorialnie wpisane jest do Kastylii. Po 700 latach jego mieszkańcy pragną uporządkować kwestię przynależności. Chcą być pełnoprawnymi Baskami, ale rząd pozostaje głuchy na ich wołanie. Zdumiewające znalezisko w tajemniczej krypcie pod sanktuarium motywuje ich do podjęcia decyzji o przyłączeniu do innego kraju. I to nie byle jakiego, bo jednego z najbogatszych na świecie – Szwajcarii.

Tytuł oryginalny: „La pequeña Suiza”

Film dostępny na platformie Netflix

„Ta noc jest moja”

W trakcie upalnych sierpniowych dni kręcony jest sylwestrowy program rozrywkowy. Główną gwiazdą show jest Alphonso, ale na scenie ma pojawić się także Adanne – aktualny muzyczny idol wszystkich hiszpańskich nastolatek. Na planie i wśród gości można znaleźć jeszcze wiele intrygujących (ale nie brakuje też tych irytujących) osobistości, które biorą udział w spiskach, szantażach i różnych wypadkach rozgrywających się w trakcie nagrywania show. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie i okraszone jest sporą dawką humoru.

Tytuł oryginalny: „Mi gran noche”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Babski weekend”

Grupa pięciu przyjaciół to współcześni dwudziestu kilkulatkowie, dla których świat pełen możliwości stoi otworem. Jak się okazuje – ich życie jest dalekie od ideału. Kiedy byli nastolatkami, marzyli o dobrze płatnej pracy, własnym mieszkaniu czy idealnym związku. Niestety kryzys finansowy pokrzyżował im wszelkie plany. Każde z nich ledwo wiąże koniec z końcem, ale nie tracą jednak nadziei i dobrego samopoczucia. Kiedy wiec Gisela postanawia wyjść za mąż, przyjaciele organizują dla niej wieczór panieński na Wyspach Kanaryjskich. Zapowiada się szalona i (nie)pamiętna noc.

Tytuł oryginalny: „Cómo sobrevivir a una despedida”

„Przelotni kochankowie”

Z powodu technicznej usterki, bezpieczeństwo pasażerów znajdujących się na pokładzie samolotu na trasie Madryt-Meksyk zostaje zagrożone. Doświadczeni piloci robią wszystko, by znaleźć rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Personel pokładowy bez reszty poświęca swe ciała i dusze, by w każdy możliwy sposób uprzyjemnić podróż pasażerom. Okazuje się, że życie w chmurach jest tak samo skomplikowane jak na ziemi, a przyczyny są zawsze te same: seks i śmierć. Na pokładzie samolotu poznajemy cały wachlarz osobowości: nowożeńców wyruszających w podróż poślubną, królową plotkarskich magazynów, bezwzględnego biznesmena uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości czy Don Juana próbującego rzucić jedną ze swoich licznych kochanek. Każde z nich leci do Meksyku w określonym celu. Czy uda im się go osiągnąć?

Tytuł oryginalny: „Los Amantes pasajeros”

Film dostępny na platformie VOD

„Powołanie”

Dwie siedemnastoletnie przyjaciółki María i Susana uwielbiają zabawę w rytmach reaggetonu i electro latino, jednak od lat spędzają wakacje na łonie natury w katolickim obozie. W związku z tym, że rozpiera je młodzieńcza energia nocami, z duszą na ramieniu, wymykają się z kempingu w tajemnicy przed siostrą Bernardą i siostrą Milagros. W pobliskich dyskotekach bawią się w rytmach, które uwielbiają. Pewnej nocy María doznaje objawienia.

Tytuł oryginalny: „La llamada”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bar”

To nie do końca typowa komedia, to właściwie czarny humor przeplatany z thrillerem. Grupa nieznajomych zostaje uwięziona w jednym z madryckich barów. Zebrani w knajpie orientują się, że w jednej chwili ulice i plac obok zupełnie opustoszały i być może na dachu jednego z budynków ukrywa się snajper strzelający do przechodniów. Kierując się instynktem przetrwania, zaczynają nie tylko obmyślać plan, jak wydostać się z zastawionej na nich pułapki, ale i usiłują dociec przyczyn tych makabrycznych wydarzeń. Obrzucając się wzajemnie oskarżeniami i popadając w coraz większą paranoję, klienci baru nie zdają sobie sprawy, że znaleźli się w samym centrum konfliktu na szeroką skalę.

Tytuł oryginalny: „El Bar”

Film dostępny na platformie Netflix

 

„Królowa Hiszpanii”

Popularna hollywoodzka gwiazda wraca po latach do Europy, by zagrać w wielkiej hiszpańskiej produkcji. Znane nazwiska, najlepsi fachowcy, bajeczne plany zdjęciowe i setki statystów – na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie i profesjonalnie. Wszystko do momentu, gdy na planie zaczynają dziać się dziwne zjawiska: statyści wymykają się spod kontroli, fachowcy romansują, reżyser przysypia na planie, a inny ważny członek ekipy filmowej zostaje aresztowany. Reszta filmowców – zbieranina barwnych i przezabawnych osobowości – stara się uratować plan tej superprodukcji i obmyślają genialny plan jak to zrobić.

Tytuł oryginalny: „La reina de España

Film dostępny na platformie VOD

„Hiszpańskie dziewczyny”

Ana, Paula i Veronica mieszkają w Madrycie i marzą o wielkiej karierze w świecie mody. Skuszone łatwymi pieniędzmi stawiają pierwsze kroki na wybiegach, zafascynowane otaczającym je luksusem. Szybko jednak odkrywają mroczną stronę sławy i życia w blasku fleszy – wpadają w wir niebezpiecznych pokus i nałogów. Za sprawą dotkliwych doświadczeń kobiety utwierdzają się w przekonaniu, że przyjaźń i rodzina są znacznie cenniejsze od kariery w świecie mody. Nauczą się czerpać radość z drobnych rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegały.

Tytuł oryginalny: „Chicas paranoicas”

Film dostępny na platformie VOD

„Klub niewiernych mężczyzn”

Czworo przyjaciół z dzieciństwa – wszyscy po ślubie, z kilkuletnim stażem małżeńskim – spotykają się na zjeździe absolwentów w liceum. Żartując i popijając drinki wszyscy zgodnie twierdzą, że bardzo kochają swoje żony, ale już ich nie pożądają. Utworzyć nielogiczny i niebezpieczny projekt: tajny klub dla mężczyzn, którzy chcą zdradzać żony, ale tylko po to, by  mogli odzyskać żądzę. Brzmi niedorzecznie?

Tytuł oryginalny: „El club de los buenos infieles”

Film dostępny na platformie Netflix

„Mokra robota”

Leyre jest rozwiedzioną, zamożną kobietą, mieszkającą w luksusowej willi w Bilbao. Kłótnia z byłym mężem, który grozi, że przestanie utrzymywać ją i ich syna, wymyka się spod kontroli i kończy tragedią. Chcąc ocalić rodzinę, kobieta nieświadomie doprowadza do kolejnych dramatycznych wydarzeń.

Tytuł oryginalny: „Ola de crímenes”

„Jukatan”

Na statku wycieczkowym płynącym z Hiszpanii do Meksyku rywalizujący ze sobą oszuści próbują w zmyślny sposób okraść podstarzałego zwycięzcę loterii. Dwoją się i troją, wymyślając coraz to bardziej absurdalne historyjki i kreując sytuacje, by przejąć majątek starszego pana. Piękne krajobrazy i świetna muzyka gwarantowane. Co więcej, w filmie pojawia się także polski akcent.

Tytuł oryginalny: „Yucatán”

Film dostępny na platformie Netflix

„Bombowi sąsiedzi”

Kolejna komedia kreująca baskijski stereotyp. Ostatnia aktywna komórka ETA, działającą w 2010 roku. Banda liczy czterech członków, ale tylko dwoje z nich ma  prawdziwe baskijskie korzenie. Natomiast tylko jeden ma jakiekolwiek doświadczenia związane z terroryzmem. Teoretycznie mają przeprowadzić akcję, która przypomni wszystkim, że ETA wciąż istnieje i ma się dobrze. Zbliżający się finał mistrzostw piłki nożnej wydaje się świetną ku temu okazją. Niestety, zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać.

Tytuł oryginalny: „Fe de etarras”

Film dostępny na platformie Netflix

Eve Ensler „Monologi waginy”

Wagina – źródło życia, rozkoszy i wstydu. Jeszcze do niedawna posiadanie waginy było powodem do wstydu. Jeszcze jakiś czas temu nie wolno było jej nazywać po imieniu, a w zamian wołano na nią: pusia, broszka, szparka, pizda, myszka, pipcia, dziura czy brzoskwinka. Tak, to wszystko działo się na początku XXI wieku. Dzisiaj jest nieco lepiej, ale  kobiety na całym świecie nadal muszą walczyć o swoją seksualność, intymność i prawo do decydowania o swojej waginie.

„Każdego roku w Stanach zgwałconych zostaje pięćset tysięcy kobiet. Sto milionów kobiet na całym świecie obrzezano. Lista zdaje się nie mieć końca. Wypowiadam na głos słowo „wagina”, bo chcę, żeby te okropieństwa się skończyły. A wiem, że nie skończą się, dopóki w pełni nie przyjmiemy do wiadomości, że nadal się zdarzają. A jedynym sposobem, żeby to osiągnąć, jest pozwolić kobietom mówić – bez strachu, bez obawy przed karą czy zemstą” – pisze Eve Ensler. „Dziś, dwadzieścia lat później, bardzo chciałabym móc powiedzieć, że radykalny, antyrasistowski feminizm zwyciężył. Ale patriarchat, podobnie jak biała supremacja, to nawracająca epidemia. Wegetuje sobie, uśpiony w organizmie politycznym, jakim jest nasze społeczeństwo, do momentu, aż nie pojawią się aktywizujące go toksyczne warunki” – kontynuuje pisarka.

Eve Ensler jest znaną na całym świecie autorką bestsellerów i dramatopisarką, zdobywczynią nagrody Tony Award. Wśród jej tekstów teatralnych znajdują się między innymi kultowych „Monologów waginy”, który został zaadaptowany na deski teatrów na całym świecie. Ensler jest także twórczynią V-Day, globalnego ruchu na rzecz zakończenia przemocy wobec kobiet i dziewcząt. W ramach V-Day zebrano ponad sto milionów dolarów, które przekazano lokalnym grupom i aktywistkom na całym świecie. Jest także pomysłodawczynią One Billion Rising, największej w historii ludzkości globalnej kampanii na rzecz zakończenia przemocy wobec kobiet, odbywającej się w ponad dwustu krajach. Ensler jest także współzałożycielką Miasta Radości w Demokratycznej Republice Konga, rewolucyjnego centrum ofiar przemocy domowej ze względu na płeć, kształcącego przyszłe liderki.

„Monologi waginy”, najpierw jako monodram, odniosły ogromny sukces na Broadwayu i zostały określone przez „New York Times” „prawdopodobnie najważniejszym zaangażowanym politycznie tekstem teatralnym ostatniej dekady”. Książka została przyjęta równie entuzjastycznie i przetłumaczono ją na kilkadziesiąt języków. Po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 2003 roku. Po dwudziestu latach od premiery, powstało specjalne wydanie na dwudziestolecie książki, poszerzone o sześc nowych historii. To zapis niezliczonych rozmów autorki z kobietami – szczerymi do bólu i łamiącymi wszelkie tabu. Bohaterki otwarcie opowiadają o radości, którą niesie kontakt z ciałem, dumie z kobiecości, ale i wątpliwościach, obawach i osobistych dramatach. Każdego roku w Stanach zgwałconych zostaje pięćset tysięcy kobiet. Sto milionów kobiet na całym świecie obrzezano. Przedstawicielki ofiar zabierają głos w tej ważnej książce.

Wbrew pozorom „Monologi waginy” nie są o seksie i przyjemności z niego płynącej, wręcz przeciwnie. To nie jest po prosu monolog, to nie jest po prostu sztuka, tylko potężny katalizator przemian dążących do pełnej świadomości oraz sprawiedliwości wobec kobiet. To donośny i ważny głos przeciwko przemocy wobec kobiet, gwałtom, okaleczeniom i napaściom seksualnym. „Monologi waginy” to książka-fenomen, książka-zjawisko, książka-manifest. To kultowy zbiór bezpruderyjnych i szczerych tekstów o seksualności i traumatycznych przejściach kobiet poszerzony o nowe historie. To głos w obronie kobiet, przeciwko przemocy we wszelkich postaciach; takie przesłanie potrzebne jest w Polsce akurat teraz, kiedy ich prawa są zagrożone i trzeba o tym głośno mówić. „Monologi waginy” to zarazem piękne i przerażające opowieści o kobiecości, które poruszają. Żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po tę książkę. „Monologi waginy” powinna stać się obowiązkową lekturą każdej kobiety.

Jeśli interesuje Was tematyka szeroko rozumianej kobiecości, to zachęcam też do lektury tych książek:

Za książkę dziękuję:

Magda Omilianowicz „Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki”

Alkoholizm w Polsce to poważna choroba, która zbiera dramatyczne żniwo. Niestety w naszym społeczeństwie to nadal temat tabu. No bo żeby od razu wyzywać od alkoholików, tego kto od czasu do czasu lubi sobie wypić? Przecież po to wynaleziono alkohol, żeby się dzięki niemu wyluzować i odstresować. Jasne, zgadzam się z tym, ale nie wtedy, kiedy niewinne picie zamienia się w cug, z którego nie da się wytrzeźwieć przez kilka dni, albo tygodni. Magda Omilianowicz w swojej książce „Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki” pokazuje, jak alkoholizm niszczy życie nie tylko alkoholików, ale przede wszystkim ich rodzin.

Alkoholizm to nie tylko zatruwanie własnego ciała i umysłu. Wiąże się z nim wiele innych czynników – przemoc, bieda, zaniedbanie. Mężczyznom picie alkoholu jakoś uchodzi płazem, nie jest tak społecznie napiętnowane. Gorzej, jeśli kobieta popada w tę chorobę, wtedy odbija się to na całej rodzinie. Kobieta ma być opiekunką ogniska domowego i ma dbać o swoją rodzinę. Najgorzej jest oczywiście, kiedy oboje rodziców popada w skrajny alkoholizm, wtedy rodzina jest totalnie rozbita. Alkoholicy zakładają maskę przekonani, że nikt się nie domyśli, że piją. Problem w tym, że tak naprawdę wiedza wszyscy – dzieci, sąsiedzi, taksówkarz czy pani z osiedlowego sklepu.

Mówi się, że każdy alkoholik musi osiągnąć swoje dno, żeby w końcu zdecydować się na leczenie. Dla jednych będzie to utrata dzieci, dla drugich zwolnienie z pracy, a dla innych wypicie szklanki denaturatu. Nie można zmusić alkoholika, żeby zaczął się leczyć. Osoba uzależniona musi sama zrozumieć, że krzywdzi nie tylko siebie, ale wszystkich wokół. Dopiero wtedy jest szansa, że wyjdzie na prostą. Leczenie i terapia odstrasza alkoholików, ponieważ uświadamiają sobie, że czeka ich bardzo ciężka praca, a świadomość, że już nigdy się nie napiją może skutecznie odstraszać i przerażać.

W książce „Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki” autorka rozmawia głównie z kilkoma byłymi alkoholikami oraz ich dziećmi. Niestety zazwyczaj jest tak, że DDA przejmują wzorce wyniesione z domu i również popadają w alkoholizm, bo nie potrafią poradzić sobie nie tylko z rzeczywistością, ale też z brutalną przeszłością. Co gorsze, bardzo często wiążą się z kimś, kto również ma problemy z alkoholem, zakłada z taka osobą rodzinę, a dzieci skazuje na takie samo cierpienie, jakie samo miał. Błędne koło się zapętla. Niestety bardzo trudno się z niego wyrwać, ale nie jest to niemożliwe.

Magda Omilianowicz rozmawia z kobietami, których życiem zawładnął alkohol oraz z osobami z ich otoczenia. To także wywiady z terapeutami, którzy od lat pomagają uzależnionym i ich rodzinom. Z tych wstrząsających wywiadów i opowieści wyłania się prawdziwy obraz Polki w szponach destrukcyjnego nałogu. Książka „Mistrzynie kamuflażu. Jak piją Polki” to wstrząsający obraz Polek w szponach destrukcyjnego nałogu. Kiedy picie staje się uzależnieniem? Dlaczego kobiety coraz częściej sięgają po alkohol i jak postrzegają same siebie? Czy ten problem może dotyczyć także i mnie? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdują się na kartach książki Magdy Omilianowicz.

Za książkę dziękuję:

Aleksandra Michta-Juntunen „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki”

Skandynawia jest dla mnie ciągle nieznaną krainą. Jakoś do tej pory nie było mi po drodze, żeby dotrzeć w tamten rejonu Europy. Prawda jest taka, że jestem fanką południowej części kontynentu, ale czuję, że w końcu przyszedł czas na odkrycie piękna krajów skandynawskich. Plan był taki, że w tym roku na pierwszy ogień miała iść Finlandia. Wszechświat chciał, że prawdopodobnie jeszcze przez długi czas nie będziemy mogli nigdzie się ruszyć, więc nie pozostaje nam nic innego jak podróżowanie palcem po mapie i przygotowywanie się do swojej wyprawy. Dlatego też ochoczo sięgnęłam po książkę Aleksandry Michty-Juntunen „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki”.

Co wiemy o Finlandii? Tak naprawdę to kraj owiany tajemnicą, ale zarazem wieloma błędnymi przekonaniami. To nie jest popularny kierunek podróżniczy, więc wiedza o nim jest znikoma. Z czym kojarzy nam się Finlandia? Na pewno z Laponią i Świętym Mikołajem, z przeszywającym zimnem i śniegiem oraz z sauną i całym rytuałem związanym z saunowaniem. Tak naprawdę ten nordycki kraj ma do zaoferowania znacznie więcej. Trzeba tylko odkryć piękno tego miejsca. I właśnie Aleksandra Michta-Juntunen w swojej książce odkrywa wszystko to, co powinniśmy wiedzieć o Finlandii.

Jak samo drugie nazwisko sugeruje, autorka książki wyszła za mąż za rodowitego Fina i przeprowadziła się do tamtego kraju. Wcześniej jednak wielokrotnie podróżowała do Finlandii i poznawała tamtejszą kulturę i obyczaje.  W jej książce możemy zachwycać się pięknem fińskiej przyrody, ciszą i spokojem, pragmatycznym podejściem mieszkańców. Oswajamy się z językiem fińskim, który podobno jest nie do opanowania. Poznajemy tamtejszą kuchnię, a na końcu książki znajdziemy  apetyczne przepisy na tradycyjne fińskie dania i smakołyki. Czymże byłaby książka o Finlandii, gdyby nie wspomnieć o tym, co najcenniejsze dla tego kraju – o saunie. Autorka poświęca temu obrzędowi cały rozdział zapoznając nas z tym świętym dla Finów rytuale. Natomiast tytułowe „sisu” kojarzy się z wysiłkiem, walką samym sobą i pokonywaniem własnych słabości, a nie ładnyie opakowanym sposobem na szczęście, jak wielu może się kojarzyć.

Finlandia to fascynujący kraj. Mieszkańcy świętują tam Dzień Porażki, a dla nich nie ma złej pogody, tylko jest nieodpowiednie ubranie. To właśnie cisza jest najlepszą formą komunikowania się, a w pracy można chodzić bez butów, zaś smak cukierków „salmiakki” zna każdy. Mieszkańcy Finlandii to niezwykle zróżnicowane i wielobarwne społeczeństwo. Wbrew wszelkim stereotypom Finowie obdarzeni są niebanalnym (wręcz specyficznym) poczuciem humoru i lubią śmiać się z siebie. Niemalże każda rodzina posiada domek pośród lasu, w którym chętnie spędza weekendy i wakacje, odcięta od świata, delektując się ciszą i spokojem. Wiedzieliście, że Finlandia zajmuje pierwsze miejsce pod względem konsumpcji kawy? No właśnie, ja też nie miałam pojęcia.

„Finlandia. Sisu, sauna i salmakki” to mini kompendium wiedzy o tym fascynującym i pięknym kraju. Dlaczego mini? Bo czuję niedosyt, a chcę chłonąć więcej informacji. Chociaż autorka przekazała solidną wiedzę na temat tego państwa, to i tak mi czegoś zabrakło. Na pewno powinno znaleźć się więcej kolorowych zdjęć i mapa Finlandii z zaznaczonymi najważniejszymi miejscami, o których wspomina Aleksandra Michta-Juntunen. Nie jest to jednak piękna laurka o tym kraju, autorka porusza także niewygodne i smutne fakty o kraju i jego mieszkańcach. Nie mniej jednak książkę pochłonęłam niemalże od razu. Gdyby to było możliwe, spakowałabym walizkę i poleciała do tego kraju, choćby nawet i dzisiaj. Dziękuję autorce za tę fascynującą podróż po Finlandii.

Za książkę dziękuję:

 

„Kalifat”

Żyjemy w czasach, gdzie nigdy nie możemy być niczego pewni. Wiele czynników złożyło się na to, jak teraz wygląda Europa, pod rożnymi względami. Prawda jest taka, że żyjemy w chaosie i nieustannym lęku przez to, co dzieje się w innych częściach świata. Czasami nie jesteśmy świadomi, co nam grozi i jak łatwo możemy poddać się manipulacji. Jakiś czas temu na Netflixie miała miejsce premiera szwedzkiego serialu „Kalifat”. Serial co prawda opowiada o codzienności mieszkańców tego kraju, ale w zupełnie innej odsłonie: tej przerażającej, szokującej i otępiającej. To serial, który koniecznie trzeba zobaczyć.

Akcja toczy się na trzech równoległych płaszczyznach. Pierwsza z nich rozgrywa się we współczesnej Szwecji. Sulle (Nora Rios) i jej najlepsza przyjaciółka Kerima są typowymi zbuntowanymi szwedzkimi nastolatkami pochodzenia arabskiego. Niewiele różnią się od swoich rówieśników: słuchają szwedzkiej muzyki, rozglądają się za chłopakami oraz obie pochodzą z rodzin, które nie rozumieją ich i nie poświęcają zbytniej uwagi. Obie dziewczyny zagubione w świecie wartości i osamotnione wpadają w końcu na Ibbe (zwanego też „Podróżnikiem”), który pracuje  pod przykrywką asystenta nauczyciela w liceum bohaterek. Korzysta z ich trudnej sytuacji i naiwności, by pokazać im radykalny Islam, a jednocześnie zwerbować do armii ISIS. Druga toczy się w Rakkce w północnej Syrii. Pervin (Gizem Erdogan) jest jedną ze szwedzkich uciekinierek do Państwa Islamskiego. Natchniona ideologią wyjechała do Syrii, gdzie została żoną Husama, jednego z pochodzących z Europy bojowników ISIS. Kobieta ma dosyć  życia w ciągłym strachu, przemocy i niebezpieczeństwie, dlatego też postanowiła zrobić wszystko, żeby wraz z maleńką córką wydostać się z tego piekła. Nawiązuje kontakt z Fatimą (Aliette Opheim) – agentką Szwedzkiej Policji Bezpieczeństwa (SÄPO), która  zajmuję się muzułmańskimi radykałami w kraju. Do Szwecji trafiła jako młoda dziewczyna w połowie lat 90. za sprawą jej ojca – oficera bośniackich służb, który ewakuuje całą rodzinę tuż przed masakrą w Srebrenicy. Pewnego dnia dostaje telefon, właśnie od Pervin z informacją, że grupa Terrorystów z ISIS planuję zamach w Szwecji.

Wydawać by się mogło, że losy trzech bohaterek z pozoru niewiele mają ze sobą wspólnego. Poza tym, że Fatima i Pervin mają ze sobą nieustanny kontakt, to tak naprawdę każda z nich prowadzi swój wewnętrzny dżihad, na ścieżce którego w końcu wpada na „Podróżnika” (Lancelot Ncube) – dobrze zakonspirowanego w szwedzkim społeczeństwie agenta ISIS, będącego centralną postacią planowanego zamachu. To on właśnie łączy codzienność Pervin w Rakce, sztokholmskie liceum Sulle oraz terrorystów tropionych przez Fatimę.

„Kalifat” to był pierwszy serial, który obejrzałam zaraz poz wykupieniu pakietu na Netflixie. Chociaż doskonale wiedziałam, co chcę tam od razu obejrzeć, to właśnie ten szwedzki serial przykuł najpierw moją uwagę. Może się wydawać, że ostatnio jestem monotematyczna, ale znowu wsiąkłam w tematykę islamu. Czytam i oglądam niemal wszystko, co mi się nawinie na ten temat.  W tym serialu od kuchni widzimy, jak działają dżihadyści, jak planują swoje zamachy i na jaką skalę. To przerażające, ale zapewne nie tylko w Szwecji tak jest. Przerażające jest też to, jak łatwo można zmanipulować i przekabacić młodą osobę, by dołączyła do dżihadu i tak po prostu zostawiła swoje dotychczasowe życie, rodzinę i wyjechała na wojnę. Bez wątpienia serial „Kalifat” wgniata w oparcie fotela, ogląda się go w nieustannym napięciu. To  mocny, brutalny i niebezpiecznie prawdziwy serial, a w głowie pozostawia smutek, bezsilność i otępienie. Zdecydowanie na długo pozostanie w mojej pamięci.

Paulina Młynarska „Zmierzch lubieżnego dziada”

„Zmierzch lubieżnego dziada” to zbiór felietonów, które Paulina Młynarska napisała po słynnej akcji #metoo, wywołał dużo zamieszania w wielu dziedzinach. I dobrze, bo powoli kończy się czas lubieżnych dziadów.  Książka porusza w nich wiele tematów, głównie komentuje bieżące wydarzenia z kraju, ale bardzo często ocierają się o kwestię nierównego traktowania kobiet i mężczyzn czy szowinizmu. Na swój specyficzny, dowcipny i ironiczny sposób podsumuje i komentuje naszą absurdalną codzienność.

Poza  książce pojawia się też dużo tekstów o życiu osobistym samej autorki, między innymi o jodze, traumach z dzieciństwa, drodze do wyjścia na prostą, swojej relacji z tatą oraz tym, jak długo i ciężko pracowała na swoją obecną pozycję. Po wielu życiowych perturbacjach w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi. Zdecydowała się sprzedać dom, w którym wykreowała piękne wspomnienia i przenieść na drugi kraniec Europy, na magiczną grecką wyspę. Chociaż nie był to łatwy krok, musiała podjąć taka decyzję – dla dobra swojego komfortu psychicznego. Teraz przez pół roku spędza w Azji na kursach jogi oraz realizuje się jako organizatorka tego typu wyjazdów dla kobiet. Poza tym nadal sukcesywnie pisze książki oraz felietony do magazynów i portali internetowych. Wydaje się, że w końcu dobiła do swojego portu.

Lubię poczucie humoru i ironiczny styl Pauliny Młynarskiej. Dobrze się to czyta. Przyznam szczerze, że taka dawka „aktualnych” (czyli sprzed 2-3 lat) wydarzeń na raz skutecznie podnosi ciśnienie. Chociaż swego czasu na bieżąco śledziłam wszystkie najnowsze informacje na temat sytuacji w kraju, to czytając je wszystkie naraz powoduje, że krew człowieka zalewa. To bardzo ważna lektura, bardzo ważny głos w dyskusji o współczesnym świecie i wartościach, którymi powinniśmy się kierować. Pokazuje, że przed nami bardzo długa droga, zanim staniemy się społeczeństwem ludzi równych, którzy dobrze czują się zarówno ze sobą, jak i z innymi.

Za książkę dziękuję:

„Unorthodox”

Ostatnio swoją premierę na Netflixie miał miniserial „Unorthodox”. Słyszałam wiele opinii na temat tej produkcji, wszyscy polecają ja obejrzeć. No więc i ja zasiadłam przed telewizorem. Serial powstał na podstawie autobiograficznej książki Deborah Friedman „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów”.

USA, Nowy Jork, Brooklyn, Williamsbourg, XXI wiek. Esther (Shira Haas) to dziewczyna wychowywana w chasydzkim społeczeństwie – ultraortodoksyjnej żydowskiej mniejszości. Chociaż mieszka w jednym z najbardziej otwartych miast świata, uwięziona zostaje we własnym domu. Jako nastolatka pozbawiona jest wszelkich rozrywek: książek, kina, teatru, koncertów czy spotkań z rówieśnikami. Nie chodzi nawet do szkoły, a jedyną nauką jaką pobiera to ta przygotowująca ją na bycie przykładną żoną, matką oraz Żydówką. Co więcej, nie może nawet posługiwać się angielskim, bo społeczność uważa, że to język zepsucia i zła. Poddana zostaje opresyjnej tradycji i religii ortodoksyjnej społeczności. W wieku 18 lat zostaje wydana za mąż za Yakova Shapiro (Amit Rahav), z którym ma spłodzić jak najwięcej dzieci.

W dniu ślubu zmienia się jej całe życie – w momencie, kiedy tradycyjnie zostaje ogolona na łyso. Esther nie ma zielonego pojęcia o pożyciu małżeńskim, więc zostaje poddana przyspieszonej lekcji dojrzewania seksualnego – starsza kuzynka udziela jej kilku rad w sprawach seksu. Niestety dziewczyna ma pewne problemy i psychiczne opory, więc długo nie mogą skonsumować małżeństwa  i zajść w ciążę. Cała rodzina niepokoi się tym stanem i uważnie śledzi ich poczynania- skoro nie może zajść w ciążę, na pewno jest wybrakowana. W pewnym momencie Esther dochodzi do wniosku, że nie chce dłużej żyć w tym społeczeństwie, nie tego pragnie w życiu. Postanawia uciec przed mężem i opresyjnym społeczeństwie. Wyjeżdża do Berlina, gdzie  mieszka jej matka. Dziwnym zrządzeniem losu poznaje grupkę przyjaciół, którzy pomagają odnaleźć się w nowej sytuacji. Starając się prowadzić świeckie życie, zaczyna naukę w konserwatorium muzycznym. Nie wie jednak, że zdesperowany mąż wyrusza za nią, by pokornie sprowadzić ją do domu.

Nie mogę sobie wyobrazić, że w XXI wieku, w samym centrum Nowego Jorku dzieją się takie rzeczy. Nie potrafię zrozumieć, że wraz z rozwojem świata, od setek lat mentalność niektórych grup społecznych stoi w miejscu. I nie chodzi już tylko o samych chasydów, ale o wyznawców wszystkich religii. Jeśli podoba im się życie w mentalnym średniowieczu, to dlaczego zamieszkują w ogromnych światowych metropoliach, w dużych domach oraz korzystają z dobrodziejstw cywilizacyjnych? Przecież mogą mieszkać i żyć skromnie tak jak ich przodkowie. Nic dziwnego, że młode dziewczyny – tak jak Esther – nie wytrzymują tej presji i w końcu się buntują. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku dziewczyna mieszkająca w Nowym Jorku nie może posługiwać się angielskim, bo to język zepsucia i zła oraz więziona jest we własnym domu.

Szczerze przyznam, że miałam wielkie oczekiwania względem serialu „Unorthodox”. Sądziłam, że będzie to mocne widowisko, które wgniecie mnie w oparcie kanapy. No niestety, tak się jednak nie stało. Czegoś mi zabrakło, odniosłam wrażenie, że producenci skupili się na czymś zupełnie innym niż powinni. Serial liczy tylko 4 odcinki i jak dla mnie to zdecydowanie za mało. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach: w Berlinie oraz powraca do wydarzeń, które zadecydowały o ucieczce Esther. Przymierzam się do przeczytania autobiografii Deborah Friedman i liczę, że może ona mnie powali na kolana. Nie mniej jednak warto obejrzeć ten miniserial, chociaz po to, żeby mieć pogląd na to, co dzieje się w zamkniętych społecznościach w centrum Nowego Jorku.