Zalipie. Najpiękniejsza polska wieś

Zalipie – mała wioska znajdująca się w województwie małopolskim, gdzieś pomiędzy Tarnowem, Krakowem a Kielcami. Ciągnęło mnie tam od pewnego czasu, w końcu udało się tam dotrzeć. Wioska znana jest na całym świecie i przyciąga wielu turystów. To jedna z atrakcji województwa małopolskiego. Co jest w niej takiego niezwykłego? Zalipie słynie z kolorowych domków, a konkretniej ręcznie dekorowanymi niezwykłymi i misternymi wzorkami domków. Można powiedzieć, że to swego rodzaju sztuka uliczna, a jeśli nie uliczna to na 100% jest to sztuka – i to jedyna w swoim rodzaju. Zalipie uznawane jest za najpiękniejszą i najbardziej kolorową wioskę w Polsce. Trudno się dziwić, bo malowane budynki to unikat, a turyści ochoczo przybywają podziwiać malunki miejscowych ludzi. Ja totalnie oszalałam i piałam z zachwytu nad ozdobionymi domkami, aczkolwiek spodziewałam się czegoś innego, no i pojawił się pewien szkopuł, ale o tym później.

Chociaż wioska jest popularna i przyjeżdżają do niej turyści z całego świata, to nie przypomina typowych turystycznych miejsc i tak naprawdę trudno doszukać się tam jakiejkolwiek komercji. Zalipie nie jest żadnym skansenem, a w domach mieszkają zwyczajni ludzie. Mieszkańcy malują swoje domy nie dla turystów, ale dla siebie.

Jak dostać się do Zalipia?

Zalipie znajduje się około 40 minut od Tarnowa oraz 1,5 h od Krakowa i Kielc. Nie ma się co oszukiwać – najlepiej i najwygodniej będzie przyjechać własnym autem. Trudno powiedzieć, czy znajduje się tam jakaś miejscowa komunikacja. Tego dnia, kiedy tam byliśmy, razem z nami byli turyści, którzy przyjechali wynajętymi busami. Poza tym, wioskę najlepiej zwiedzać właśnie samochodem albo rowerem, ponieważ – jak się potem okazało – odległości są dość duże. My natomiast postanowiliśmy zrobić sobie kilkukilometrowy spacer, co nie było takie złe. Autem na pewno byłoby szybciej, ale nie sądzę, żebyśmy wtedy tak wnikliwie i dogłębnie zobaczyli wszystkie atrakcje.

Skąd wzięła się tradycja malowania domów?

Na początku XX wieku w wiejskich domach, w centralnej izbie dominowały wielkie piece. Były one nieco problematyczne dla domowników, ponieważ sadza pokrywała ściany, a to dla ówczesnej gospodyni domowej było nie do zaakceptowania. Sprytne panie domu znalazły jednak sposób, by zamaskować uciążliwe zabrudzenia: najpierw wybieliły wapnem wszystkie ściany a za pomocą pędzla wykonanego z prosa lub żyta malowały nieregularne plamki. Z czasem tego typu dekoracja ścian zagościła w kolejnych domach zdobywając coraz większą popularność. Wtedy też panie zaczęły tworzyć ozdoby z motywem roślinnym, głównie w odcieniach brązu i beżu.

Jednak prawdziwy szał nastąpił po II Wojnie Światowej. Wtedy też piece odeszły do lamusa i zaczęto budować murowane domy. W raz z rozwojem techniki pojawiało się więcej kolorowych i trwalszych barwników, a dzięki temu nie trzeba było malować domu każdego roku. Na ścianach zaczęło pojawiać się coraz więcej barwniejszych i artystycznych ozdób.

Co ciekawe, każdego roku, w pierwszy weekend po Bożym Ciele odbywa się rozstrzygnięcie  – szalenie istotnego dla zalipiańskiej społeczności – konkursu na najbardziej kreatywną i kolorową zagrodę. Jury ocenia zarówno pierwszy raz zdobione gospodarstwa, jak i te przemalowane przez kreatywnych twórców. Jest nawet kategoria dziecięca, któa ma zachęcać najmłodszych do kontynuowania tej tradycji.

 

Co trzeba zobaczyć w Zalipiu?

Dom Malarek

Od tego miejsca zaczęliśmy nasze zwiedzanie. To swoiste centrum Zalipia, a jednocześnie lokalny Dom Kultury. Odbywają się tam różne warsztaty plastyczne, podczas których można zglebić wiedzę i odkryć talent artystyczny. Wejście jest bezpłatne, w środku znajduje się wystawa zdjęć z całej okolicy oraz sklepik z lokalnymi pamiątkami.

Na zewnątrz zaś znajdują się pokazowe „rekwizyty”, które mają zachęcić do dalszej wędrówki po okolicy.  Naprzeciwko wejścia jest pokazowa mała chata ze studnią i rowerem, zegar słoneczny oraz bogato zdobione stoły.

Strona internetowa: Domu Malarek

 

Muzeum Felicji Curyłowej

Za prekursorkę sztuki ozdabiania zalipiańskich domów uważa się Felicję Curyłową. Muzeum jej imienia to jedna z największych atrakcji tej wioski. W Zagrodzie Felicji Curyłowej znajdują się 3 chaty, a za opłatą można zwiedzić je w środku i posłuchać o malowanej kulturze Zalipia.

Nam jednak nie było to dane. W związku z szalejącym koronawirusem,do muzeum jednocześnie mogło wejść 10 osób na godzinę. Jednak trzeba mieć wcześniej rezerwację, ale o tym już nie wiedzieliśmy. Poza tym, przez najbliższe 3 godziny nie dało rady wejść, bo miały przyjechać wycieczki. Niepocieszeni i lekko zdezorientowani (a ja nawet zrozpaczona), musieliśmy opuścić teren zagrody. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie sposób, w jaki pani przewodniczka się z nami obeszła. Przegoniła nas jak jakieś natrętne komary krążące nad bezbronną ofiarą…

Strona internetowa Muzeum Felicji Cyryłowej

Kościół parafialny pod wezwaniem św. Józefa

Nie jestem fanką sztuki sakralnej i zwiedzania kościołów, ale muszę przyznać, że ten wyjątkowo mnie uwiódł. Z zewnątrz wygląda niepozornie, a wewnątrz urzeka swoim artystycznym wykonaniem. Nie ma przepychu, nie ma kiczu i ociekającego złotem ołtarza. Jest za to prostota, umiar oraz charakterystyczne zalipiańskie ozdoby.

Co poza tym?

Przegonieni z zagrody Curyłowej, nieco zniesmaczeni (oraz ja zrozpaczona :)) poszliśmy przed siebie, ale kierując się do punktu wyjścia.  Już straciłam nadzieję, że uda mi się wejść do środka którejś chaty, aż tu nagle okazało się, że na samym końcu (albo na początku – w zależności, od której strony się idzie :)) znajdowały się najpiękniejsze „okazy”. W rzędzie ustawione były domy, do których można było normalnie wejść, nawet panie same zapraszały do środka. Zazwyczaj jednak okazywało się, że to jedynie budynek na pokaz z jedną przyozdobiona izbą, zaś w drugiej znajdował się sklepik z pamiątkami. Nie mniej jednak warto było tam zajrzeć.

 

 

Idąc dalej, przyglądając się przypadkowemu gospodarstwu z ogromnym domem, staruszka siedząca na ławce na podwórku powiedziała, że mogę wejść na posesję i tam na spokojnie zrobić zdjęcia. Nie wahając się ani sekundy, weszłam i znalazłam się w artystycznym raju. Okazało się, że nie tylko dom był ozdobiony, ale także doniczki, buda dla psa, kamień oraz… drzewo! Co więcej, staruszka zaprosiła mnie do środka, do prawdziwego, autentycznego domu, do swojej kuchni i sypialni.  Starsza pani ma niesamowitą cierpliwość i niebywały talent, bo maluje wszystko, co się da 🙂 Ja po prostu oszalałam do końca 🙂

Zalipie – czy warto?

Powiem tak – oczywiście, że warto. To piękna, jedyna w swoim rodzaju wieś z własną tradycją kulturową, którą trzeba odwiedzić. Jednak przyjeżdżając tam, nastawiłam się, że będzie to coś w rodzaju skansenu, a wszystkie budynki znajdują się w jednym miejscu. Tak niestety nie jest. Trzeba przejść (albo przejechać) całą wioskę, żeby zobaczyć wszystkie malowane domki. I nie jest tak, że każdy dom jest barwnie przyozdobiony. Zalipie liczy ponad 200 domów, a jedynie kilkadziesiąt z nich jest pomalowanych. Trzeba mieć również na uwadze, że w większości domów mieszkają ludzie i nie wolno wejść na teren ich posesji, chyba że sami nas do siebie zaproszą. I nie – Zalipie nie jest przereklamowane, jak niektórzy twierdzą.

 

12 myśli w temacie “Zalipie. Najpiękniejsza polska wieś

  1. Wiele dobrego o tym miejscu słyszałam od innych 🙂 Chciałabym kiedyś zobaczyć na własne oczy te kolorowe domy 🙂

  2. Ale cudnie. Te malunki są piękne. Podoba mi się taka tradycja zdobienia domów. Kiedyś to było popularne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s