Książki z Hiszpanią w roli głównej

Jak doskonale wiecie, mam „lekką” obsesję na punkcie Hiszpanii i wszystkim, co z nią związane. Dlatego nie powinniście się dziwić, że pochłaniam niemal każdą książkę, w której akcja rozgrywa się w tym kraju. Oczywiście gdybym umieściła wszystkie książkowe pozycje z Hiszpanią w roli głównej, zapewne nie dobrnęlibyście nawet do połowy tego postu. Dlatego wybrałam te pozycje, które najbardziej utkwiły mi w pamięci i zaciekawiły. Może wakacje powoli odchodzą w zapomnienie, ale to nie oznacza, że nie można się przenieść – nawet mentalnie – do słonecznej Hiszpanii, gdzie lato trwa zdecydowanie dłużej, niż w naszym kraju.

Katarzyna Wolnik-Vera „Przystanek Barcelona”

Autorka pokazuje nam różne oblicza stolicy Katalonii. Na samym początku oprowadza nas po jej romantycznej części: ulicy Zakochanych i ulicy Pocałunków, nastrojowych parkach oraz Magicznej Fontannie. Dzięki niej poznamy Barcelonę z wysokości (bo jak się okazuje) znajduje się tam aż dwadzieścia punktów widokowych, z których rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta. Kolejnym punktem na trasie jest Plac Kataloński – według mieszkańców to samo centrum miasta. Właśnie tam odbywają się wszystkie ważne imprezy, festiwale oraz manifestacje. Oczywiście autorka dba o to, byśmy razem z nią nie ominęli najważniejszych architektonicznych atrakcji: Sagrada Pamilia, Park Guell, Casa Mila, Casa Battlo, MNAC czy Barri Gothic.

Poza sentymentalnym spacerem, Katarzyna Wolnik-Vera przekazuje nam garść praktycznych informacji. Przewodnik przede wszystkim jednak przybliża nam obyczaje mieszkańców, ich tradycje i kulturę: miłość do rumby i flamenco, szalone imprezy, lokalne fiesty, świąteczne zwyczaje, najlepsze muzea, kina i teatry. Podpowiada, gdzie tanio i dobrze zjeść, gdzie napić się dobrego wina, jakie pamiątki przywieźć ze sobą i gdzie je kupić. Poza tym dowiadujemy się m. in. skąd wzięła się nazwa miasta oraz czym charakteryzują się poszczególne dzielnice. Dzięki książce „Przystanek Barcelona” mamy okazje lepiej zagłębić się w historię miasta.

Maciej Bernatowicz „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”

Wydawać by się mogło, że o Hiszpanii wiem (prawie) wszystko. A już na pewno sama mogłabym napisać tego typu książkę. Życie lubi zaskakiwać i jak się okazuje, jednak nie wiem (prawie) wszystkiego o tym cudownym śródziemnomorskim kraju.

Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko” nie jest żadnym przewodnikiem. Jest to raczej swoiste kompendium wiedzy na temat tego cudownego kraju. Znajdziemy tam nie tylko zarys hiszpańskiej historii, czy opis tamtejszych obyczajów, ale także pojawiają się absurdy, które nie mieszczą się w głowie przeciętnemu Polakowi, chociażby codzienna sjesta. To także błyskotliwy wgląd w to, co współcześni Hiszpanie myślą o swojej historii i tożsamości, co wywołuje w nich radość, a czego się obawiają. Maciej Bernatowicz przybliża czytelnikowi ich tradycje, postawy życiowe, bieżące wyzwania, z którymi przyszło im się zmagać, ale także niewątpliwe sukcesy, które już odnieśli. Poza obszernymi opisami, znajdziemy tam również kolorowe zdjęcia, które doskonale obrazują to, o czym napisał autor.

Janusz Kasza „Korrida. Taniec i krew”

Korrida jest kwintesencją Hiszpanii, symbolem tego kraju i sportem narodowym, wręcz nawet świętością. Każdy Hiszpan powinien uczestniczyć w tym wydarzeniu chociaż raz w życiu. Janusz Kasza, zakochany od lat w korridzie – próbuje zrozumieć zawartą w niej tajemnicę śmierci. Wśród lawendowych wzgórz Prowansji pije wino, kosztuje małży i zachwyca się flamenco. Odwiedza dziadka Antonina, uznanego hodowcę byków, który przy cygarach i kieliszku absyntu snuje fascynujące opowieści. W podróży towarzyszy mu ognista Nicole, odkrywająca przed nim uroki śródziemnomorskiej fiesty.

Jeśli chcecie się dowiedzieć czym jest słynna korrida, albo po prostu zrozumieć, dlaczego Hiszpanie są tacy dumni z tego krwawego „sportu”, koniecznie przeczytajcie książkę Janusza Kaszy. Znajdziecie tam wiele interesujących informacji na temat samej techniki korridy, historii czy wielu innych ciekawostek.

Katarzyna Kobylarczyk „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”

Nie ma dnia, żeby w Hiszpanii nie odbywała się jakaś fiesta. Mieszkańcy tego kraju uwielbiają się bawić, a okazji do świętowania nigdy nie brakuje: rocznice, święta katolickie i świeckie, pochody ku czci patronów czy udanych zbiorów. W Hiszpanii świętowanie traktuje się jako coś wyjątkowego, a owocem tego są wszelkiego rodzaju fiesty – źródło wyemancypowania siebie, uwolnienia duszy z więzów ciała, zerwania łańcuchów porządku społecznego, ucieczki przez kontrolą władz. Przygoda autorki rozpoczyna się niespodziewanie, gdzieś w kraju Basków. Zupełnie przypadkowo staje się uczestnikiem regionalnej fiesty. Właśnie wtedy rodzi się pomysł, by podążać szlakiem pozostałych hiszpańskich fiest.

To, co przeczytamy w reportażu „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”  nie mówi się w mediach i rzadko wspomina w przewodnikach. Poza tym autorka wplata różne opowieści, legendy i fakty historyczne, co jest bardzo interesujące. Zręcznie wtrącą wątki historyczne, antropologiczne, geograficzne. Muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej czytałoby się jej książkę, gdybym nie musiała sobie wyobrażać każdej z nich, tylko być uczestnikiem wszystkich tych fiest J Ale nic straconego, bo w planie mam pojawienie się na wszystkich, bardziej znanych hiszpańskich fiestach.

Conrado Moreno „Mój Madryt”

Stolica Hiszpanii widziana oczami rodowitego Hiszpana. Madryt to styl życia, kultura, niezliczone bary i restauracje, uśmiechnięci ludzie, najlepsze muzea i wystawy na świecie. Po prostu nie można nie kochać tego miasta. Madryt żyje dniem i nocą, odpoczywa jedynie w upalne letnie popołudnia.

„Mój Madryt” jest zbiorem nastrojowych opowieści, wspomnień i sentymentalnych powrotów do miasta, które Conrado pamięta z dzieciństwa. Znajdują się też w niej różne typowo przewodnikowe informacje, razem z wieloma praktycznymi i przydatnymi radami. Po książkę warto sięgnąć nie tylko, by poznać historię, zabytki i inne atrakcje, jakie oferuje nam stolica Hiszpanii, ale przede wszystkim by poznać emocje, jakie wyzwala to miasto – piękne, tajemnicze i ekscytujące. Conrado moreno odkrywa przed czytelnikami ścieżki, którymi biegał jako mały chłopiec, a dzisiaj przemierza z zachwytem podczas każdej kolejnej wizyty, bacznie obserwując przy tym wszystko, co nowe.

Nina Majewska-Brown „Wakacje”

Wakacje to czas beztroski, odpoczynku, odkrywania piękna świata oraz całkowita regeneracja fizyczna i psychiczna. Co może być przyjemniejszego niż dwa tygodnie spędzone w cudownej Barcelonie w otoczeniu ukochanych i najważniejszych osób w życiu? Dla bohaterki „Wakacji”, Niny wymarzone wakacje przekształciły się w prawdziwą tragedię.

Nina Brown wraz z mężem oraz dwójką dzieci wybierają się na dwutygodniowe wakacje do stolicy Katalonii. Zapowiada się cudowny czas spędzony w gronie najbliższych: odpoczynek na plaży, zwiedzanie urokliwej Barcelony, próbowanie lokalnych specjalności oraz poznawanie hiszpańskich tradycji. Niestety nie na długo będzie mogła cieszyć się spokojem i rodzinnym szczęściem. Niespodziewany przyjazd teściów niszczy całą atmosferę. Wakacje i rodzinna sielanka zmieniają się w uciążliwą walkę z żywiołem (jakim są teściowie), którego nie można w żaden sposób ujarzmić. Jednak to dopiero tylko przedsmak tego, co tak naprawdę spotka Ninę.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron książka wydała się być lekką, przyjemną lekturą, bez żadnego głębszego przesłania. Jednak akcja, która miała miejsce w dalszej części książki wstrząsnęła mną, i to dosłownie. Takiego zwrotu akcji nigdy się nie spodziewałam. Pewnie mało który czytelnik oczekiwał takiego obrotu wydarzeń.  Od tamtego momentu czytelnik (w tym również ja) doświadcza zupełnie innej gamy emocji.  Lekkość, humor i harmonia zostaje zastąpiona współczuciem, niepewnością i strachem o przyszłość bohaterki.

Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru”

Grzechem byłoby pominąć tę książkę. Powieść, którą pokochały i zaczytały się w niej miliony ludzi na całym świecie. Przetłumaczona została na 20 języków, wydana w 30 krajach. W samej Hiszpanii sprzedało się 1 mln egzemplarzy.

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść „Cień wiatru” niejakiego Juliana Caraxa. Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

Jeśli chcecie się przenieść w czasie i przestrzeni, do minionych epok i pobłądzić, a zarazem przeżyć niezwykłą przygodę z Danielem, koniecznie sięgnijcie po „Cień wiatru”, swoisty klasyk gatunku.

Palcem po tanecznej mapie świata – Flamenco

Mówi się, że oglądnięcie pokazu flamenco to obowiązkowy punkt na mapie andaluzyjskich atrakcji turystycznych. Mimo że obecnie flamenco kojarzone jest głównie z kastanietami i kolorowymi, falbaniastymi sukienkami, w rzeczywistości ta pełna pasji sztuka rozwijała się przez prawie 500 lat. Skoro jednak mowa o datowaniu historii flamenco, trzeba pamiętać, że jest ona dokumentowana dopiero od dwóch stuleci. Wiele z tego, co aktualnie wiemy, ma swoje źródło w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

To, czego można jednak być pewnym, to fakt, że przodkiem flamenco była zawodząca pieśń przy akompaniamencie wystukiwanego rytmu. Nie jest jednak wiadome, kiedy dokładnie niezbędnym elementem pokazów tanecznych stała się także gitara.

12729207_1213696828659498_8174351971050580902_n

Historia flamenco

Po przybyciu z Indii, Cyganie przywieźli ze sobą wiele pieśni i stylów tańca charakterystycznych dla swojej kultury. Między innymi to sprawiło, że wiele osób przypisuje właśnie tej grupie stworzenie flamenco. Warto jednak pamiętać, że mimo że rzeczywiście – byli oni głównymi propagatorami tej sztuki – to nie są jej jedynymi twórcami.

Koniec wieku XV był dla mieszkańców obecnej Andaluzji szczególnie burzliwy. Wówczas bowiem doszło do ostatecznego zwycięstwa katolicyzmu nad islamem, co pociągnęło za sobą szereg zmian nie tylko na południu, ale i w całej Hiszpanii. Wraz z umocnieniem się religii chrześcijańskiej, Żydzi, Maurowie i Cyganie zaczęli być prześladowani przez inkwizycję. Ci ostatni padli ofiarą najgorszych represji, które miały na celu całkowite zniszczenie ich tożsamości kulturowej. Zmuszano ich do porzucenia własnego języka, tradycyjnego ubioru oraz wędrownego stylu życia.

Przedstawiciele tych trzech represjonowanych kultur, pod wpływem wspólnych kłopotów, zasymilowali się, a flamenco, które znamy dzisiaj, jest ich wspólnym dziełem.

W XVIII w. stosunek hiszpańskiego rządu i obywateli do Cyganów uległ poprawie. Dużą w tym zasługę mieli romantyczni poeci, zafascynowani tajemniczością i autentycznością romskiej sztuki. Właśnie wtedy flamenco po raz pierwszy w historii stanęło przed szansą wyjścia z podziemi i zadymionych klubów na prawdziwe sceny przed hiszpańską publiczność.

Mimo to Cyganie nie chcieli dawać pokazów w określonym miejscu i czasie – w ich rozumieniu flamenco miało być spontanicznym aktem, skutkiem intensywnych przeżyć i efektem natchnienia. Na potrzeby szerokiej publiczności zaczęły więc powstawać pierwsze niecygańskie grupy performerów.

W czasie wojen w latach 30. i 40. ubiegłego wieku sceniczna sztuka flamenco w dużym stopniu zamarła. Jej renesans zapoczątkowany w latach 50. XX wieku trwa jednak do dnia dzisiejszego.

Flamenco współcześnie

Współczesne flamenco składa się z czterech podstawowych elementów: cante (śpiew, glos), baile (taniec), toque (gitara) i jaleo (klaskanie, tupanie, okrzyki). Do tej wyliczanki znawcy dodają jeszcze jeden element: duende – istotę i duszę flamenco. Poeci przez lata przypisywali duende znaczenie, którego nie dało się pojąć rozumem.

To czym flamenco różni się od innych stylów to przede wszystkim pierwszoplanowa rola rytmu i słów. Harmonia i melodia nie są najważniejsze. Siła i piękno jakie niesie ze sobą ta sztuka, mogą przerodzić się w mistyczne przeżycie i potrafią wywrzeć ogromne wrażenie na widzach.

Gdzie można zobaczyć show?

Warto zapłacić za możliwość zobaczenia tego widowiska na prawdziwej scenie. Cena biletu na show często kosztuje tyle, co posiłek w dobrej restauracji, a opłaca się raz zrezygnować z dwudaniowego obiadu, by przeżyć coś naprawdę niezwykłego.

Dobrą okazją do obejrzenia występów mistrzów flamenco są także festiwale, organizowane głownie latem. Panująca tam atmosfera zdecydowanie sprzyja odczuciu duende. Jeśli posiadasz ograniczony budżet, ale dysponujesz dużą ilością czasu, możesz też spróbować szczęścia w małych lokalach zlokalizowanych w cygańskich dzielnicach, takich jak Sacromonte w Granadzie. Zdaniem niektórych to właśnie tam, a nie na dużych scenach, kryje się prawdziwe piękno tej pasjonującej sztuki.

2227

Flamenco – więcej niż taniec