Josephine Baker to prawdziwa ikona, kolorowy ptak, ale też buntowniczka i skandalistka. Z drugiej strony to osoba niezwykle wrażliwa, zwłaszcza na krzywdę słabszych i biedniejszych.Kobieta-kameleon, pełna sprzeczności, wewnętrznego ognia, odwagi, marzeń, ale też chaosu, impulsywności i słabości.
Josephine Baker urodziła się w skrajnej biedzie, w slumsach amerykańskiego St. Louis. Jej dzieciństwo było niezwykle trudne, naznaczone przemocą, głodem i rasizmem. Od najmłodszych lat musiała walczyć o przetrwanie, a scena stała się dla niej drogą ucieczki i szansą na inne życie. Właśnie te doświadczenia ukształtowały przyszłą artystkę. Dzięki swojemu uporowi i dążeniu do realizacji marzeń, wspięła się na szczyty sławy jako tancerka rewii i piosenkarka, pierwsza czarnoskóra celebrytka o globalnym zasięgu. Uwielbiana w Paryżu skandalistka sceniczna i muza mistrzów awangardy, jak Picasso czy Le Corbusier. Jednak za scenicznym blaskiem kryła się także kobieta walcząca: członkini francuskiego ruchu oporu, agentka kontrwywiadu, oficer Wolnej Francji, aktywistka antyrasistowska, idealistka głęboko wierząca w braterstwo ludzi bez względu na rasę czy wyznanie.
Życie Josephine Baker to kalejdoskop światów, epok i tożsamości. Na orbicie Josephine krążyli między innymi Charles de Gaulle, Jackie Kennedy, Grace Kelly, Charlie Chaplin, Fidel Castro i Frida Kahlo. Adoptowała dwunastkę dzieci różnych narodowości, tworząc „tęczową rodzinę” – żywy manifest międzyludzkiej równości. Z pasją gromadziła egzotyczne zwierzęta i jeszcze większe rzesze wielbicieli. Ze swoim zawadiackim uśmiechem drwiła z konwenansów, nie bała się nagości i skandalu. Pomimo swojego bogactwa i sławy, nie zatraciła swojej wrażliwości. Pierwsza czarnoskóra kobieta, która wywarła ogromny wpływ na świat. Wykorzystała swoją sławę do tego, by ratować swój kraj w czasie II wojny światowej, bo za swoją ojczyznę uważała Francję. Tajna agentka, oficer, ale przede wszystkim dobry i wrażliwy człowiek. Życiem Josephine Baker można obdarzyć kilka osób.
Ewa Sieradzińska napisała bardzo obszerną biografię tej czarnoskórej artystki. Książka liczy ponad 500 stron i nie czyta się jej szybko, to mimo to nie mogłam oderwać się od jej lektury. Autorka odwiedziła wiele miejsc, odbyła wiele rozmów, korzystała m.in. z archiwów, artykułów, książek oraz wywiadów z adoptowanymi dziećmi Baker. Ogrom detali i liczne zdjęcia Josephine Baker ubogacają opowieść o jej życiu. Poza tym autorka świetnie oddaje atmosferę tamtych czasów – świat rewii, artystycznej bohemy i zachwytu nad egzotyką. Czytelnik czuje, jak Baker staje się gwiazdą i jak bardzo scena była dla niej miejscem, gdzie mogła być sobą. Sieradzińska nie ocenia swojej bohaterki, pozostawia to swoim czytelnikom. Co ważne, „Serce w ogniu” nie jest też laurką czy pomnikiem Baker – pisze także o słabościach Josephine: jej rozrzutności, trudnych relacjach, o wielu problemach i reakcjach na nie. Dzięki temu bohaterka staje się bardzo ludzka. Josephine Baker to kobieta, która stała się symbolem, ale wcześniej musiała założyć na siebie wiele masek. Życie Josephine Baker to gotowy scenariusz na film – od slumsów, aż po sam szczyt.

